sobota, 29 sierpnia 2009

MŚCIWOŚĆ BEZ GRANIC



Zbliża się siedemdziesiąta rocznica najazdu hordy hitlerowskiej na biedną (co by nie mówić) Polskę, zwaną II RP. Dziś przez prawicę stawianą za wzór wszelkich cnót demokracji, humanizmu i dostatku. Z tej okazji na Westerplatte, symbolicznego miejsca pierwszego uderzenia (poza Wieluniem), odbędzie się uroczystość pojednania przedstawicieli tych, którzy rozpętali owe piekło z tymi, którzy przez nie ucierpieli. Napewno chciało by się usłyszeć przyrzeczenie, że już przenigdy nie dojdzie do podobnej hekatomby, która pochłonęła ok.70 milionów istnień ludzkich, oraz puściła z dymem pożarów ponad połowę dorobku wielu pokoleń. Chciało by się, ale jak stworzyć taką ekumeniczną scenerię, gdy na pięć minut przed spotkaniem zacnych mężów stanu na każdym bodaj kroku najważniejsza jest współczesna polityka, która w zależności od przekonań określa rację stanu. Bo oto Rosjanie usprawiedliwiają swoje stanowisko z roku 1939 spłodzonymi na potrzeby chwili dokumentami, iż to Polacy wepchnęli ich w ręce Hitlera. Z kolei Francuzi, którzy wraz z Anglikami nie dotrzymali obietnicy i nie udzielili Polsce zbrojnej pomocy i obłudnie oddali nas III Rzeszy propagowali hasło, że nie warto umierać za Gdańsk. Bedą więc w Gdańsku zarówno grabieżcy ze wschodu jak i z zachodu.Oczywiście ich przedstawiciele. Przydało by się, by przyjechał też premier Słowacji, bowiem jej armia na czele z księdzem Tiso również najechała Polskę.Mógłby też stanąć na Westerplatte przedstawiciel Watykanu.Pius XII błogosławił żołnierzy Wermachtu 1.09.1039r. Co prawda Hitler się zastrzelił, jego najbliżych powieszono w Norymberdze, Tiso też zawisł po wojnie na stryczku, ale Stalinowi udało się przeżyć. Wyszedł cało jako zwycięzca, a szkoda. Zwycięstwo nad III Rzeszą zawdzięczamy koalicji antyhitlerowskiej, w której obok żołnierzy radzieckich szli do Berlina nasi chłopcy, sciągnięci z łagrów sowieckich. Nie wszyscy zdążyli zaciągnąć się do armii Andersa. Spóźnieni, pałając miłością do ojczyzny i determinacją zniszczenia hitleryzmu utworzyli I Dywizję Tadeusza Kościuszki, by ścielić krwawy szlak od Lenino do stolicy Niemiec. Wśród nich był młody podporucznik Wojciech Jaruzelski, który pozostawiając grób ojca na Syberii wybrał żołnierską drogę do kraju. Raniony dwukrotnie doszedł do Odry. Po wojnie już jako wojskowy wysokiej rangi pełnił aż do 1989 roku ważne stanowiska państwowe, w międzyczasie dla uratowania "dup"wielu Polaków przed wywózką za Ural, zdecydował się na ogłoszenie stanu wojennego. Dziś przeciwnicy polityczni włóczą Go po sądach. Zanosi się na to, iż znając mściwość "poszkodowanych"przez fakt ich internowania, Generał zejdzie z tego świata na ławie oskarżonych. Wtedy ich poczucie własnej wartości ubogaci się dosłownie. Generał Wojciech Jaruzelski po odzyskaniu niepodległości w r.1989 został z woli parlamentu pierwszym prezydentem III RP. Szybko jednak, jako skromny człowiek zrezygnował ze stanowiska by oddać je w ręce opozycji. Oddał też medal Sybiraka który podobno ze względu na bałagan w kancelarii prezydenta Kaczyńskiego Mu przyznano. Sybirakiem był, medalu z takich rąk nie musi przypinać do munduru. Ma ich setki z całego świata. Dziś okazuje się, że zabrakło odwagi rządzącej prawicy, by Generała zaprosić na uroczystość na Westerplatte. Kto jak kto, ale właśnie On, bezpośredni uczestnik wojny winien tam stanąć. W dniu 28 sierpnia wysłałem do redakcji TRYBUNY i tygodnika PRZEGLĄD taki oto krótki list:

"Jako jeden z miliona byłych żołnierzy LWP, jestem wściekły na fakt niezaproszenia Generała Wojciecha Jaruzelskiego na obchody 70 rocznicy wybuchu II wojny światowej na Westerplatte. Pierwszy prezydent III RP, uczestnik tej wojny od Riazania aż po Odrę (dwukrotnie ranny), człowiek wielkiej skromności, mimo doznanej zadry w sercu, fakt ten przyjął bez ubolewania. Zdaje On sobie sprawę, iż Jego wiedza i doświadczenie życiowe, wielokrotnie przerastają mądrość współczesnych mężów stanu. Jakże wprost groteskowo można zestawić na takiej uroczystości postacie zarozumiałych prawicowców z Donaldem Tuskiem na czele, urodzonych daleko po tej wojnie z postacią weterana, który spieszył z dalekiej Syberii pod broń, a kierowany miłością do zniewolonej ojczyzny, jako bardzo młody człowiek gotów był oddać życie za jej wolność.Ciekawe jak skomentuje ten wstydliwy przypadek prasa europejska. Ja już jako Polak czuję się zażenowany."

Myślę że takich listów do prasy będzie wiele, bo oburzenie społeczeństwa jest powszechne.

piątek, 28 sierpnia 2009

DOCZEKALIŚMY SIĘ


Foto zapożyczone z tyg."NIE"

Od czasu nastania demokracji, a właściwie od rządów ZChN, jako wolna Polska budowaliśmy swoją "wielkość a nawet mocarstwowość" na dokuczaniu Rosji. Jednocześnie w krzywym zwierciadle widzieliśmy też Niemcy, a nawet całą Unię Europejską, do której z cicha aspirowaliśmy. Generalnie jednak poprzez upodlenie polityczne i poniżenie PRL, okres 45 lat staraliśmy zaliczać jako dziurę w historii Polski. Polska prawica dezawuowała, a nawet wdeptywała ten okres w bagno, równając go nawet z czasem niemieckiej okupacji. Ciągle, szczególnie w nomenklaturze IPN równano faszyzm z komunizmem. Niestety, nawet po rozwałce ZSRR, naród wielkiej Rosji na takie zestawienie nie daje zgody.Godzi się natomiast, mimo straty ok.20 milionów współobywateli w łagrach na zestawienie hitleryzmu ze stalinizmem. Mieści się to w latach 1922-1956. Nigdy natomiast nie przełknie porównania faszyzm=komunizm. Komunistyczna partia istniała w Rosji do rozwałki ZSRR i istnieje nadal legalnie.Ta partia zdelegalizowana jest tylko w Polsce. Jej istnienie zauważamy w całej Europie i świecie i nikt nie próbuje jej delegalizować a tym bardziej porównywać do faszyzmu. Oblicza faszystowskie natomiast widzimy w legalnych jak dotychczas partiach narodowo-katolickich, w tym w Polsce (LPR,Młodzież Wszechpolska czy Naszość), a wielu działaczy tych partii, dzięki dojściu do władzy PiS i LPR do dzisiaj zasiada we wszelkiego rodzaju władzach państwowych.Vide:TVP.
Przysłowiowego niedźwiedzia ruskiego można było pociągać za wąsy w trakcie jego snu po pierestrojce.Polegało to i nadal polega na ciągłym przypominaniu Rosji o zbrodni katyńskiej, a także trwaniu z bronią u nogi żołnierzy Armii Czerwonej w trakcie Powstania Warszawskiego. Oczywiście śpiący na wpół niedźwiedź tylko się oganiał ogonem, by nie przerywać smacznego snu.Oganiał się strasząc nas ograniczeniami dostaw ropy i gazu, a to rezygnacją z zakupu naszych płodów rolnych i mięsa. Powstałe w kraju "górki" próbował rozładować Andrzej Lepper na stanowisku vicepremiera, niestety z małym skutkiem. Udaliśmy się zatem ze skargą na Rosję do Unii Europejskiej, która akurat w tym czasie z eksportem do kraju Putina nie miała żadnych problemów.Pomogło to na tyle, na ile można było wzbudzić u Rosjan wielowiekową sympatię do nas.Trzeba dodać, że Polacy w Rosji stanowią jedną z większych mniejszości narodowych i to nie tylko z powodu wywózek syberyjskich.Kiedy Rosja zrezygnowała z budowy nowych nitek przesyłu gazu i ropy do nadwiślańskiego kraju, uniesiony honorem premier Buzek publicznie w telewizji odkręcił kurek z gazem z Norwegii. Ten gazociąg nigdy nie został zbudowany, a występ Buzka należy zaliczyć do kabaretu niskiego lotu.Kiedy Rosja w porozumieniu z Niemcami postanowiła zbudować gazociąg na dnie Bałtyku, który docelowo miałby dostarczać ten surowiec dla całej Europy, nasz prezydent zaczął podstawiać swoją krótką nogę pod tę inwestycję. A to protestując poprzez zasłanianie się niszczeniem środowiska, a to ostrzegając przywódców ościennych państw, że jeżeli nie dojdzie do zaniechania tej inwestycji, on, szef wielkiego "mocarstwa", ledwo z łaski przyjętego do UE, nie podpisze traktatu lizbońskiego.Stało się to już dosyć nudne w Europie, a prasa niemiecka porównała obu braci K. do kartofli.Próbowali go przekonać do uległości premierzy Włoch, Francji, Niemiec i wielu innych krajów w bezpośrednich z nim kontaktach.Fochy, jakie nasz prezydent stroi na różnych politycznych spotkaniach z ważnymi osobistościami Europy są żenujące.Najbardziej ukochał sobie Stany Zjednoczone Ameryki, choć akurat Barack Obama nie chce z nim, ani naszym krajem mieć nic współnego. Zabrał nam nawet nadzieję na budowę tarczy antyrakietowej, którą prawica chciała się zasłonić przed owym moskiewskim niedźwiedziem.A zasłonić się już teraz trzeba, po tak rozbudzonej nienawiści do wschodniego sąsiada, oraz wygłupie Kaczyńskiego podczas konfliktu gruzińskiego. Był to przykład największej niefrasobliwości politycznej.Jego przyjaciel i zaopatrzeniowiec w wina prezydent Saakaszwili zostanie wkrótce przepędzony z posady. Gruzja traci obszary roponośne w Abchazji i Osetii, a Kaczyński zyskał opinię nastroszonego stracha. Dosłownie stracha, tak skutecznego jak ten w ogrodzie na szpaki.No i kolejne ośmieszenie stanowiska prezydenta RP.
Ale oto niedźwiedź się budzi... jak w piosence. Zbliża się 70-ta rocznica wybuchu II wojny światowej. Na uroczystość organizowaną na Westerplatte zaproszenie przyjęli wielcy tego świata.Nie zaproszono (co powinno być wstydem dla rządzących) pierwszego prezydenta III Rzeczypospolitej, uczestnika wojny, żołnierza I Armii LWP gen.Wojciecha Jaruzelskiego. Przybędzie też premier Rosji Władimir Putin. Olały nas natomiast Stany Zjednoczone. Dla oka przysyłają już nieaktualnego polityka. To tak jak byśmy na ważną uroczystość do zaprzyjaźnionego kraju wysłali Danutę Hojarską.Przed przyjazdem Putina nasze prawicowe media dyktują premierowi Tuskowi treści referatu okolicznościowego, które by ubodły nasze wzajemne stosunki.Tusk powinien, "tego sobie życzą Polacy" wykorzystać wizytę do załatwienia sprawy katyńskiej. Niech przeproszą a może i zapłacą odszkodowanie. W tej sytuacji media rosyjskie, podniosły poprzez telewizję i prasę wielkonakładową uśpiony fakt zamordowania głodem ok. 100 tysięcy jeńców sowieckich po bitwie w 1920 roku.I co się narobiło?,mało tego. Ponieważ do znudzenia wałkujemy pakt Ribbentrop-Mołotow, Rosjanie odnajdują w archiwach, być może domniemane dokumenty świadczące o współpracy w latach trzydziestych ub.wieku Polski z III Rzeszą, co zapowiadało wspólny atak na Rosję.Jest to absolutnie wielka bzdura, ale smród się roznosi... że aż miło, tym bardziej iż faktem bezspornym jest,że pospołu z Hitlerem ta nasza, uwielbiana przez współczesną prawicę II RP wysłała armię na Czechosłowację grabiąc m.in. Zaolzie. Naród czeski do dziś nie może nam tego wybaczyć.
Tak dywaguję, do czego może jeszcze doprowadzić chora polityka antyrosyjskości.Tylko idiota może zakładać, że w przypadku konfliktu Polski z Rosją na podobieństwo Gruzji (przed czym ostrzegał narody świata Lech Kaczyński na wiecu w Tbilissi), jakiekolwiek państwo świata w tym NATO, mogłoby udzielić nam pomocy militarnej. Nikt na świecie, nawet nie spróbuje pomerdać po wąsach niedźwiedziowi, który w pazurach trzyma tysiące głowic jądrowych. Polska dla świata się nie liczy. Tak samo jak nie liczyła się w sierpniu 1939 roku. Bolesna prawda, w rzeczy samej.

Uśmiechnij się: Ojciec kładzie czterolatka do łóżka. -Poczytać ci bajeczkę? Nie!! -Zaśpiewać ci kołysankę? Nie!! -To co mam zrobić? Daj mi spokój,spać mi się chce jak diabli.

środa, 19 sierpnia 2009

CHOCIAŻBY Z DIABŁEM


Wściekłość mnie bierze, gdy czytam w prasie i słyszę pogardliwie przekazywane wieści, że oto lewica wespół zespół z partią Kaczyńskich ustala nowy ład w telewizji publicznej, czyli parafialnej. Z pogardą i ironią wieści te z uśmiechem na ustach przekazują dziennikarze bliscy PO, tak zwani przyklęczni Tuska m.in. w prywatnej stacji Waltera TVN. Nie wyszedł lewicy mariaż w tym temacie z Platformą Obywatelską z winy tej ostatniej, bowiem posłanka Katarasińska odpowiedzialna za projekt nowej (podobno rewolucyjnej) ustawy medialnej oszukała lewicowego partnera zmieniając samowolnie ustalone wzajem zapisy. Wobec tego SLD, nie mogąc ścierpieć obecnego statusu TVP, zarządzanej przez polityczne niedobitki LPR i Samoobrony z przewagą nazistów, porozumiała się z PIS. Jak to się odbyło?, nie mogę sobie wyobrazić. Nie wiem jednak, na czym ma polegać owo porozumienie (wody i ognia), bowiem trudno mi uwierzyć, by partia Kaczyńskich odpuściła sobie bezpośrednie wpływy na polityczny kształt programowy TVP. Bo oto czytam, że telewizją publiczną zarządzać będą fachowcy, a więc ludzie kultury, pisarze, artyści i medioznawcy w każdym tego słowa znaczeniu. Jeżeli by tak się stało, w co nie bardzo chce się uwierzyć i w konsekwencji raz na zawsze z telewizji publicznej zniknęły by programy Cejrowskiego, Wildsteina, Pospieszalskiego, a także innych prawicowych profesorów na etatach IPN, to jestem za, bardzo za. Czas skończyć z telewizją hipokryzji, gdzie pokazanie za przeproszeniem kuciapki nie mieści się w dobrych obyczajach, zaś peany na cześć morderców Bandery, Młota i Kurasia, oraz szerzenie rusofobii i antyeuropejskości jest w porządku, bo tak chce "religia" partii prawicowych i Kościoła katolickiego.Nie uwierzę też proszę państwa w pełną niezależność TVP. Bo w gruncie rzeczy, czy państwo wyobrażacie sobie telewizję niezależną w państwie iście wyznaniowym jakim jest Polska?. Zatrudnione tam tabuny księży w redakcji KAI za kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie, nigdy nie złożą broni. Sama telewizja Rydzyka oraz PULS im nie wystarczą. Reasumując, cieszyłbym się z telewizji, gdzie wytyczną jej prezentacji byłyby zasady humanizmu, całkowitego rozdziału od Kościoła, niezależności od wpływów partyjnych. Telewizji, w której na stałe są zamknięte drzwi dla wszelkiego rodzaju skrajnego oszołomstwa. Ale czy tak się stanie?. Chciałbym, ale chyba to tylko marzenie. Z takim diabłem jak PIS można tylko wypaść jak przysłowiowy Zabłocki na mydle. Tego oczywiście życzy sobie Platforma, która zgodnie ze swoją ideologią dąży do całkowitej prywatyzacji publicznych środków medialnych. Z tym się nawet już nie kryje. Taka bowiem jest ich biblia. Wszystko co jeszcze należy do narodu ma być prywatne, najlepiej w rękach wyznawców PO. Przyjdzie na to, że państwem niby świeckim, czyli Polską, podzielą się liberalna Platforma i Episkopat. Iście ciekawy okaz zrakowaciałej symbiozy na ciele narodu.

Uśmiechnij się:

Do sklepu z ciuchami przychodzi ojciec z córką i pyta:
-Czy są gacie na wacie?
Nie ma odpowiada ekspedientka.
-To chodź Wacia, idziemy.

niedziela, 16 sierpnia 2009

KAŻDA SROKA SWÓJ.......(PO SWOJEMU)




I już. W dzień po koncercie Madonny na warszawskim Bemowie, pomni krzyku przed jej występem słuchacze radia, oglądacze telewizji, oraz czytelnicy gazet przecierają oczy ze zdziwienia, że oto nic się nie stało. Radny Brudzyński siłami sześciu wiernych sobie rycerzy zdołał wnieść na płytę lotniska obraz Matki Boskiej pokażnych rozmiarów. I to właściwie cały jego protest. Po to, by przeczytać lub usłyszeć jakże ta gwiazda światowego POP-u wypadła w oczach 80 tysięcznej widowni, trzeba by zakupić gazety obcojęzyczne, bo na lotnisku aż roiło się od zagranicznych dziennikarzy. Bo oto prasa niezależna, a także nazywająca się niezależną TV, ustami i piórem naocznych uczestników imprezy relacjonują, iż było to dla nich wydarzenie wyjątkowe które spowodowało niesamowite przeżycie. Wypowiedzi wręcz fanatyczne. Jak twierdzą, zobaczyli Madonnę taką jaką chcieli zobaczyć. Taką jaką sobie wyobrażali w swojej romantycznej tęsknocie od momentu gdy bilet na jej występ mieli już w kieszeni.
Inaczej wygląda relacja prasy i telewizji zbliżonej do kół katolickich. Tutaj Madonna to podstarzała, podrygująca kobitka, z widocznym wysiłkiem i przebrzmiałym ochrypłym głosem próbująca zarabiać na naiwnych jej fanach Podobno już w połowie koncertu ludziska opuścili widownię. Szkoda było pieniędzy i czasu spędzonego na oczekiwaniu momentu, gdy ta starsza pani zechce wyjść na scenę.Miast tego, trza było się udać na spotkanie z naszą (niestety milczącą) Madonną na Jasną Górę. Przeżycie o wiele większe, tańsze, a i bliżej byłoby wiecznego zbawienia. Taka jest u nas prasa. Takie są media polskie. Pozytywne odczucia, wręcz entuzjastyczne postrzegania występu pani M. pokazały TV Polsat i Superstacja. Smutek informacyjny kładł się na twarzach spikerów TVP. TVN24 zaś, zgodnie z moim oczekiwaniem próbowała dobierać rozmówców, którzy również sceptycznie oceniali swoją wyprawę na Bemowo.
A Madonna, jak to Madonna. Szołmenka, która jeszcze niedawno w swoich produkcjach scenicznych wykorzystywala chrześcijański krzyż jako uatrakcyjnienie klipów, dzisiaj fascynuje się symboliką judaistyczną studiując podobno Kabałę. Przybrała nawet hebrajskie imię Estera. Tylko patrzeć jak na jej scenie pojawi sie gruby bożek Buddy. To takie widzimisię rozpieszczonej gwiazdy i nie należy panie Brudzyński przywiązywać do jej zachowań żadnej poważnej wagi. Do wypowiedzi naszej gwiazdeczki imieniem Doda również. Wykończysz sie pan, szkoda zdrowia. Niech sobie Madonna przebiera w bóstwach jak się jej żywnie podoba. Jej sprawa. I tak pławiąc się w setkach milionów dolarów, Madonna do końca swej scenicznej pracy będzie miała wiernych fanów.
A wracając do tematu "polskich" informacji. Nie staraj się człowieku doszukiwać w polskich codziennych mediach obiektywnych informacji. Gdy oglądasz Superstację i Polsat, możesz dojść do wniosku że głoszone tam wieści inspirowane są przez partie lewicowe. Gdy zaś obejrzysz TVP, już bez żadnych dociekań widzisz kto tam macza paluchy ubrane w pierścienie. Nie wspominam o takich dziwolągach medialnych jak "Dziennik" i "Fakt" Springera, czy wreszcie "Nasz Dziennik", RM i telewizja Trwam Rydzyka, bo to akurat mistrzowie dezinformacji. Na szczęście margines. I to w każdym tego słowa pojęciu.

Uśmiechnij się:

W przepełnionym autobusie:
-Panie, ja nie jestem kobietą, jestem mnichem w habicie!
Po kilku minutach:
-I co? Przekonał sie pan wreszcie?.

piątek, 14 sierpnia 2009

KURIER CZY DESPERAT



Jest noc. Godzina 23.15, piątek. Ciepło. Ludzie śpią przy uchylonych bądż otwartych oknach. Jak Filip z konopi pojawia się na ulicy, w centrum miasta niedorżniety samogonem pijaczek, który drze mordę wniebogłosy: -Ludzie, Polacy, katolicy. Wyłączcie w sobotę telewizory i nie patrzcie na tę grzesznicę i k**wę amerykańską. Swój apel powtarza wielokrotnie. Ktoś nagle rozbudzony, wychyla się z balkonu i próbuje go uspokajać: Człowieku, tego koncertu nie będą transmitować w telewizji. Ucichł na moment, by po chwili refleksji nadawać następny urojony apel. -Katolicy, Polacy: Nie żałujcie paru złotych na bilet do Warszawy. Jedżcie tam i naplujcie w ryj grzesznicy, która ukradła imię naszej Najjaśniejszej Panienki. Ten wstydliwy happening trwałby chyba do rana, gdyby nie zdecydowana reakcja straży miejskiej. Oto Polska właśnie- Podlasie. Myślę, że nie jest to wydarzenie wyjątkowe jak na nasz kraj. Kraj w środku Europy w XXI wieku, należącym do UE. Kraj ze stolicą, w której rządzą ludzie kierujący się nie przemyślanymi decyzjami zarządu miasta, a kontaktami z Duchem Świętym. Pani prezydent m. stołecznego Warszawa, zanim zasiądzie w fotelu i przywdzieje insygnia władzy, rozmawia z urojonym duchem oczekując jego odpowiedzi na dręczące ją wątpliwości. Czyniła tak od lat, zarówno gdy wybierano ją do parlamentu, jak i na stolec prezydenta. Duch nie widział w niej dostatecznie dobrego prezydenta kraju, na pocieszenie posadził ją na czele urzędu miasta. Trochę mi to przypomina kadry z filmu "U Pana Boga za piecem", gdzie proboszcz uzgadnia swoje decyzje z obrazem MB. No ale to jest po prostu komedyjka, a pani prezydent swoje zachowania traktuje najzupełniej poważnie. Warszawa przygarnęła jeszcze więcej podobnych dziwaków. Niejaki Marian Brudzyński (niedobitek z LPR), radny mazowiecki, z "zawodu" obrońca wiary katolickiej, promuje się w kołtuństwie i zachowaniach ciemnogrodzkich na tle całej Europy i świata. Skromny umysłowo Brudzyński, nie zdaje sobie sprawy z tego, że nikt na świecie włącznie z nim nie rodzi się jako obdarzony wiarą. Gdyby Brudzyński, czy inny oszołom urodził się w Holandii, prawdopodobnie byłby ateistą. Gdyby zaś na świat przyszedł w Bombaju, wyznawałby hinduizm, zaś w Solt Lace City byłby mormonem a Czarna Madonna byłaby dla niego postacią bajkową. Ale cóż od takich wymagać?. Zatem już nie dziwi idiotyczne zachowanie pijaczka w środku nocy. Dzięki Brudzińskiemu, takich pijanych obrońców wiary i dobrego imienia polskiej Panienki w kraju jest więcej, a można zaryzykować twierdzenie, że ich gromadne skupiska występują w okolicach Lichenia, Torunia i Częstochowy. Okazuje się, że Warszawa też ma w swoich ludzkich zasobach wielu "moralnych inaczej" adwokatów. Telewizja publiczna zwana parafialną, oraz TVN24 z Durczokiem na czele, aż kipi od owych redakcyjnych obrońców WC. A gdyby siły protestu przeciw występowi Madonny były zbyt małe, dobierają sobie kompanów z ogolonymi głowami czyli kiboli, którym bez wątpienia obiecują jakieś tam gratyfikacje, bo nie wierzę, że stadionowe bydlęta z miłości do jedynie słusznych WC, uczestniczyli by w burdach zakłócających występ artystki. Ich preferencje są zgoła inne. Jak głupia musi być część społeczeństwa polskiego. W jakiej ciemnocie i kołtuństwie musiała być wychowana. Jak mocno jest uległa szerzącemu się prostactwu, skoro daje posłuch radnemu, nawiedzonemu Brudzyńskiemu, który wysyła protesty do wszystkich świętych z zamiarem napuszczenia wszystkich na wszystkich. Domaga się on od CBA ścigania artystki za zabór imienia naszej królowej. Głosi on, że za organizacją koncertu stoi Pan Ciemności, czyli Szatan. I nie ma on żadnej w tym względzie wątpliwości. Bo wszakże jak mógłby je mieć, skoro wraz z panią HGW upewnili się co do istoty sprawy u Ducha Świętego.

Uśmiechnij się:
Ożenił się dziadek 70 letni z 18-tką.
-Dziadku, pyta dorastający wnuk: Co ty będziesz robił z nią za 10 lat?
Jak to co? Wygonię staruchę!.

czwartek, 6 sierpnia 2009

LICZ NA GRAFFITI


Nie spotkasz miejscowości, nawet przysłowiowego Wypierdkowa, byś nie zauważył graffiti na każdym dostępnym budynku, płocie czy nawet publicznym kiblu. To forum twórczości prostaków. Mówię prostaków, obrażając przy okazji tych, którzy akurat wysilając swój potencjał lotności artystycznej malują postaci lub piszą zdania oprawione w przyjemną dla oka formę, często zmuszając nas przechodniów do wysiłku, by to poprawnie odczytać. Spotykamy te dzieła nie tylko na ww. obiektach, ale też np. na składach pociągów, autobusach, bywa że, co nie jest dzisiaj wyjątkiem, na kościołach i murach klasztornych. Tu akurat podobna twórczość jest usuwana natychmiast, szczególnie gdy graffiti ma kontekst nieco złośliwy. Przyzwyczajamy się już do chamstwa naszego "narybku", który za swój zaszczyt i może okaz bohaterstwa, ma umieszczanie napisów typu HWDP, nie zdając sobie nawet sprawy, że ów fiut pisze sie przez CH. Spotykamy się także ze zdecydowanym żądaniem eksmisji typu "księża na księżyc". Człowieku, a który z nich się tam wybierze pomijając już koszt wyprawy. A gdzie taca i inne dobra zapewniające anielsko-niebiański żywot kapłański. Tam nie doświadczysz dochodów z posług, dotacji rządowych, cmentarzy, kolęd, nie mówiąc już o tym, że choćbyś przemierzył wzdłuż i wszerz srebrny glob nie spotkasz ni chłopca ni dziewczynki, choćby dla celów czysto towarzyskich. Zatem to graffiti jest do kitu. Nierealne. Realne natomiast są żądania i oświadczenia o zabarwieniu społecznym jak:
-Rząd się sam wyżywi, jak zabraknie to zabierze emerytom.
-Tylko niegrzeczne dziewczynki zapewnią ci dobre samopoczucie a może nawet zbawienie.
-Wódki i pacierza nie należy odmawiać.
-Chcieliście Balcerowicza to chodźcie z gołymi dupami
-Pokój zapewni ci wynajmujący, wracajcie z Afganistanu i Iraku.
-Praca jest na każdym kroku, gorzej z wypłatą.
-Solidarność dla wszystkich, stanowiska dla swoich.
-Pomóż IPN znaleźć haczyk na sąsiada.
-Kościół = rak na ciele Polski.
-Bo wszyscy Polacy to jedna rodzina. Na tę rodzinkę rząd się wypina.
-Nie słuchaj starszych, słuchaj VIVY.
Oczywiście mógłbym przytoczyć dziesiątki takich "mądrości" młodej części narodu. Jeździłem trochę po kraju ojczystym i czytałem je mimo woli.Myśli zawarte w treściach tych bazgrołów nie są zbyt głębokie, ale autorom tam o coś chodziło. Polska to zagłębie myśli i wolności słowa, pisanego zwykle nocą na sztachetach. Ta prawdziwa wolność słowa natomiast jest mrzonką. Poczytaj codzienniki typu np. Dziennik, czy też Nasz Dziennik, a dowiesz się o czym nie wiedziałeś, a mianowicie: Że niedobitki "komuny" utrudniają rządzenie Tuskowi. Przez nich padł rząd Kaczyńskiego i że niedługo kury zaczną znosić kwadratowe jaja na złość Rydzykowi, zbawcy narodu polskiego. Natomiast każde chociażby piskliwe zdanie obywatela na temat finansów Kościoła jest odnotowane jako walka z Bogiem. Gdybym nie był jako tako wychowany, powiedziałbym, iż mnie, jak i dużej części co bardziej światłego społeczeństwa rzygać się chce. Zatem posłużę się grzecznym, literackim słowem; obłuda i fałsz dziennikarzy. Przykładem jest postawa Kamila Durczoka który w telewizji wołał "ręce precz od Kościoła". Natychmiast jakiś Ślązak (krajan Durczoka) zareagował zdaniem; Panie Durczok, wstydzę się za pana jak cholera. Dziennikarze piszą to, z czego mają dobry chleb (kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie). Prawica, jako właściciel większości mediów, zanim ich dopuści do piór i klawiatury prześwietli ich zapatrywania (szczególnie polityczne). A że większość treści nie odpowiada prawdzie... a niech tam. Prawdy niech sobie naród szuka na płotach i murach.

Uśmiechnij się:
Komendant policji zwołał zebranie swoich podwładnych i oznajmia:
-Krąży o nas wiele dowcipów, ale nie przejmujcie się tym. I tak 99 procent tych dowcipów jest niezrozumiałych.

niedziela, 2 sierpnia 2009

CZY PAMIĘTASZ BOGUŚ?


Są takie chwile, szczególnie gdy człowiek dojrzewa do, delikatnie mówiąc "starości", chociaż nie czuję się jeszcze absolutnym zgredem, że po porannym przebudzeniu odkrywa ochotę, która inspiruje go do wspomnień. Tych chyba najbardziej utrwalonych na mózgowym dysku, lub jak nazywają dziś, taśmie CV (Curriculum Vitae).
Opowiadam Ci ja Boguś, traktując owe historyjki, jako być może dzisiaj anegdotyczne przygody, mojej ukochanej małżonce, która to chłonie je z uśmiechem i być może z lekką zazdrością, że takowe mi się zdarzyły bez Jej udziału. Dzisiaj, gdy odezwiesz się do mnie poprzez Internet, mój Ty przyjacielu, kolego, pułkowniku, nauczycielu kurpiowskiej dziatwy, a także mężu wspaniałej, przemiłej kobiety i ojcze udanych dzieci, to natychmiast stają mi przed oczami zdarzenia, których razem doświadczyliśmy w pułku, kolejno dowodzonym przez różnych Klissowskich, Jabłońskich czy wreszcie naszego wspólnego kolegę (szczególnie z czasów młodości) Leszka B. Nie zdążyłem być jego podwładnym, bo zmieniłem miejsce "stacjonowania", szkoda bardzo. Po kilku latach, przy okazji pobytu w tym nadwarciańskim mieście dowiedziałem się, że nasz w gruncie rzeczy bardzo świecki kolega, salę widowiskową zamienił na kaplicę. Przypuszczam że na wyraźny prikaz "Flaszki" Głódzia. Ale tam diabli z Leszkiem dowódcą, a tym bardziej z Leszkiem "Flaszką".
Pewnego dnia zadałem swojej małżonce pytanie wprost: czy wie co to jest "skapnik"? Oczywiście nie wiedziała. Mówię więc Jej, że odpowiedź znam tylko ja i mój kolega Boguś D. No może jeszcze Marek J., którego w owym czasie zapoznaliśmy z tym terminem, gdy rozwiązywaliśmy w wolnym czasie krzyżówki wzajem sobie wymyślone.Ten termin (jak mi się wydaje, bardzo trafny, winien znaleźć się w każdej encyklopedii pod literką "S". Zgadzasz się?.
A pamiętasz Kaktus nasze starania o żołnierski, schludny wygląd, gdy w czasie ćwiczeń na poligonie drawskim, przed pójściem na poranną odprawę kadry, z braku wody, twarz i oczy przemywaliśmy wódką marki Bałtycka, zakupioną w przeddzień w polowym kasynie?.
A pamiętasz Boguś naszego wspólnego znajomego Iżego Chlawę z bratniej Czechosłowacji?.Podobno równy gość.
A pamiętasz Boguś nasze francuskie, w gruncie rzeczy nic nie znaczące przekleństwo "że tła lui tfu la fer?.
A pamietasz Boguś niejakiego Magnusa, który Tobie szczególnie, ale i nam Twoim przyjaciołom mocno popsuł nie tylko humor, który mimo wszystko nas charakteryzował na codzień.
A pamiętasz Boguś, Ty mój szczery kolego, ale też przełożony, przypadek na ćwiczeniach gdzieś w lasach k. Swarzędza, gdy przez nieporozumienie wyzwałem dowódcę WL (w każdym razie generała) od fiutów wymawianych przez "ch". Wiem, że razem ze mną przeżywałeś mocno ten incydent.
A pamiętasz Boguś, te nasze spotkania kasynowe przy bilardzie. Przegrany stawiał dwie sety plus tatara. A te pokerowe spotkania w lasach mazurskich, drawskich, wędrzyńskich i diabli już pamiętają jakich. A pamiętasz Boguś te chrzciny Pawła w warunkach konspiracji jak za pierwszej podziemnej solidarności?.
A pamiętasz Ty mój przyjacielu wspólne z Wojtkiem J. i naszymi rodzinami domowe spotkania?. Były przesympatyczne, bo Wojtek nieźle grał na akordeonie. A talent miał po babci Kalbarczykowej.
A pamiętasz Boguś, te już dzisiaj nie do powtórzenia, tłuste, smaczne w treści kawały, których bodajże największym depozytariuszem był Czechu K. Pewno w przyszłości przypomnę sobie jeszcze wiele innych zdarzeń, których zapis winien znależć się w tym poście. Pewno.Jeżeli uda się zebrać ich dostateczną ilość, to Ci Kaktus przypomnę ich przebieg na łamach mojego bloga.
Dobrze, bardzo dobrze, że się to w życiu nam wydarzyło. Takie epizody, szczególnie te z wojska, pozostają w pamięci na zawsze, jak powiadał w filmie "Wniebowzięci" nieodżałowany Jasiu Himilsbach, szczególnie gdy w tle obsady tych zdarzeń pozostają prawdziwi koledzy i przyjaciele. Czytając ten post możesz się uśmiać, ale nie zaprzeczysz, że owe zdarzenia nie miały miejsca. Wiem, że pamiętasz, bo powinieneś. "Tymczasem", jak zwykł powiadać nieżyjący już nasz wspólny przyjaciel Marek J.,serdecznie pozdrawiam Ciebie i Twoją Rodzinkę w imieniu własnym i mojej Małżonki.

Uśmiechnij się:
Rok 1950, zjeżdżają się uczestnicy Kongresu Pokoju we Wrocławiu. Jedna biuralistka mówi do drugiej: Wiesz, właśnie byłam na dworcu jak przyjechał Joliot-Curie. I wiesz, wzięłam go za Picassa.
No co ty, nie zartuj, tak przy wszystkich?!.

sobota, 1 sierpnia 2009

W 65 ROCZNICĘ NASZEJ BOHATERSKIEJ KLĘSKI


Nie jestem ani młody, ani też na tyle stary, by namacalnie potwierdzać lub zaprzeczać głoszonym "prawdom" o Powstaniu Warszawskim. Jestem synem AK-owca ps. Listek. Z Jego ust, dla mnie autorytatywnych wiem, że w tej największej tragedii narodu polskiego uczestniczyli po stronie Powstańcow wszyscy patrioci, niezależnie od przynależności i podziałów politycznych, a więc Armia Krajowa, Armia Ludowa, Bataliony Chłopskie, a także ci zmęczeni frontowcy z orzełkami na czapkach z 1 Armii Wojska Polskiego, którzy bez rozkazów wpław pokonywali Wisłę, by wspomóc Powstańców. Tylko nielicznym udało się dopłynąć na drugi brzeg. Większość została poszatkowana przez niemieckich snajperów lub zrzucane bomby, a ich krew spłynęła do Bałtyku. Jak olbrzymia była determinacja tych żolnierzy, których początek żołnierki tkwił w łagrach syberyjskich.
Dziś środki masowego przekazu, dotknięte obłudną, prawicową zarazą kłamstw historycznych oraz ideologią IPN nawet się nie zająkną, by pokazać prawdę o uczestnikach tej warszawskiej hekatomby. Bo tak trzeba nazwać tę klęskę, którą zgotowali mędrcy z Londyny. 200 tysięcy ofiar śmiertelnych złożonych szczególnie z młodzieży a nawet dzieci, setki tysięcy kalek wypędzonych z ruin Warszawy, to żniwo tych, których decyzje nawet nie sposób osądzić. Były to bowiem decyzje skrajnej przedwojennej prawicy, można by rzec protoplastów dzisiejszego PIS. Nie wszyscy "londyńczycy" się na to godzili. Szkoda, że nie mieli głosu decydującego. Generał Anders, ostatni dowódca polskich sił zbrojnych na Zachodzie decyzję o wybuchu Powstania nazwał gigantyczną zbrodnią na własnym narodzie. On, jako frontowy żołnierz wiedział bowiem, że nie należy pchać ludzi z gołymi rękami pod czołgi Wermachtu.
Panowie Kaczyńscy i ich prawicowi "przyjaciele", można by powiedzieć późne dzieci tamtych Powstańców wiedzą lepiej. Mogą ogłupiać wszystkich, którzy nie myślą, a u nas takich coraz więcej. Ja miałem Ojca AK-owca, który pod wyżej wspomnianym pseudonimem wykonywał powierzone mu zadania przez cały okres okupacji. Jemu wierzę, bo wiem, że on nigdy by własnemu synowi nie opowiadał bajek. Bajek, jakimi nas karmią IPN i Kaczyńscy.
Wieczna chwała wszystkim poległym na Warszawskiej Ziemii. Hańba autorom zrywu powstańczego.

Uśmiechnij się:
Zocha mówi do swego męża Józka:
-Słuchaj, zostaliśmy zaproszeni w sobotę na bal maskowy.
Ja nie idę, mówi mąż. Nie mam się za co przebrać.
- Wystarczy abyś nie pił i nikt cię nie pozna.

ŚMIECH, PRAWIE RECHOT

Vivat, brawo. Do Polski zawitał długo zapowiadany przez papieża Franciszka pogromca pedofilów w sutannach abp Charles   Scicluna, duchow...