sobota, 30 maja 2020

WŁADZA LEŻAŁA POD BRZOZĄ




„Nie dopuście moich synów do jakiejkolwiek władzy, bo oni rozpieprzą ten kraj. Znam ich jak zły szeląg”. Tak ponoć wyraził się przed swoją śmiercią pan Rajmund Kaczyński, biologiczny ojciec bliźniaków Lecha i Jarka. Zanim zamknął oczy, mając dobre koneksje w PZPR zdążył ich wykształcić i ubrać w doktoraty, mimo że powtarzali klasy. Tyle tytułem wstępu.
                                                           
                         Tylko pod tym znakiem, Polak Polakiem.
Każda  choroba bierze się z jakowejś  przyczyny. Także, a może szczególnie u ludzi ważnych. Choroba Kaczyńskiego jest ciężka i chyba jednak nieuleczalna. Nie znam się na medycynie, szczególnie zaś w dziedzinie  psychiatrii, ale zaryzykowałbym diagnozę tzw. "zaburzenia psychiczne, bliżej nie określone" notowane symbolem F99. Wybuchła ona u tegoż pacjenta w dniu katastrofy smoleńskiej, a dokładnie w momencie gdy prezydent Rosji skradał się do złożenia Jarosławowi K. kondolencji po stracie brata i śmierci innych polityków. Cały świat widział, jak nie przyjął ich wykręcając się do „cara” plecami i nie tylko. To moment kiedy go raniła bomba nienawiści. Ta pierwsza, bo druga wybuchła z głowy Macierewicza i jego bredni głoszonych o sztucznej mgle, o tym że troje pasażerów się uratowało, ale ich dobili ruscy wojacy, o pociskach ulokowanych pod siedzeniami pasażerów,, które eksplodowały elektronicznie podczas podchodzenia do lądowania. I inne bzdury, z których świat się śmieje, w tym nawet pensjonariusze Tworek. W prawdzie choroby psychiatryczne nie są zaraźliwe, to jednak F99 dotknęła też Macierewicza. A nawet bardziej, bo ogarnęła 40% społeczeństwa, podobnie jak koronawirus. Największe spustoszenie dokonał w czerepie Macierewicza. Ten psuj państwa przy okazji katastrofy uszczuplił budżet kraju na setki milionów złotych. Do dzisiaj zarówno on, jak i wielu innych marnotrawców majątku narodowego z PiS chodzą na wolności głosząc swój patriotyzm mierzony miłością do Kaczyńskiego, jego umiłowanego odkrycia towarzyskiego, w skrócie, (kucharki Przyłębskiej z TK.) i kilku innych, których ta choroba zbyt groźnie dotknęła. Prawo zakazuje ścigania chorych, szczególnie chorych psychiatrycznie, ale przecież dla nich miejsce jest określone wiktymologią. Zatem prezes PiS nigdy nie odpowie za spowodowanie olbrzymich szkód wobec państwa. Ani za przekręty na Srebrnej, ani za dyktat wyborów w czasie epidemii w dniu 10 maja, ani za rozpieprz Trybunału Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego, ani za ubezwłasnowolnienie prezydenta RP, ani za mizerię służby zdrowia, ani za przekręty ministrów pisowskich na miliony złotych, ubogaconych się  na epidemii i zakupach sprzętów nadających się na śmietnik, ani za , niestety spowodowanie katastrofy pod Smoleńskiem, aczkolwiek wciąż wisi niewyjaśniona sprawa, kto nakazał lądować w warunkach skrajnie złych, kładąc do grobów blisko 100 ludzi. Grobów, które po czasie, wbrew protestom rodzin ofiar rozgrzebywali szukając wyimaginowanych dowodów na wybuch bomby na pokładzie samolotu. A trzeba było dla oszczędności jeno pogrzebać w zwojach mózgowych Antka policmajstra i członkom jego podkomisji ds. badania przyczyn katastrofy i wszystko byłoby jasne i odkrywcze. Są też pozytywne aspekty tej katastrofy. Pozytywne dla partii Kaczyńskiego, bo już 10 lat trzyma się on u władzy zarządzając wszystkimi lejcami gospodarki, kultury policji i polityki, którą można określić kaczyzmem, a tak po prostu jest aksamitnym zamordyzmem. Nie jest to dyktatura absolutna, ale daleko jej do demokracji jako takiej. Ojciec miał rację, oj miał.
PS: W chwili gdy kończyłem tenże felieton, dopadła mnie informacja o śmierci Jerzego Pilcha, architekta polskiego słowa literackiego. Wielka szkoda. Cześć Jego pamięci.
                               





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

ŚWIŃTUCH, NIE EWANGELISTA

I nie żaden premier. Chociaż dla skorumpowanego Kościoła polskiego „ewangelista Mateusz” obok innego „świńtucha” Marka Szumowskiego,...