niedziela, 10 maja 2020

NIE BARDZO AMBIWALENTNIE



                                                 Rządzimy!. A jak?
Tylko trochę ambiwalentnie, ale jednak. Zależy kto czyta i co czyta. Ludzie Europy czytający Gazetę Wyborczą, Timesa, La Republikę, Arbetarbladet, Guardian, albo Le Parisien, czy też inne liberalne dzienniki, o Polsce dzisiaj mają jednoznacznie złą, a nawet bardzo złą opinię. Nie tyle o Polsce jako takiej ale o jej władzach. I to pod każdym względem. Sądzę, że czytelnicy wymienionej prasy, a potrafiący posłużyć się jednym wspólnym językiem, w piwnym barze mogli by zaopiniować kraj nad Wisłą także jednym słowem. Tym słowem jest burdel polityczny oparty o wybujałe, wprost napoleońskie ambicje kulawego kurdupla, otoczonego partyjnymi sługami, którymi tenże kurdupel obsadził praktycznie wszystkie najlepiej wynagradzane stanowiska, podporządkowując sobie cały krwiobieg państwa. A stało się to wyłącznie za sprawą katastrofy w Smoleńsku, którą spowodował jego braciszek z ambicjami na wyrost. Dzisiaj, gdy ludzkość wzmaga się z walką z COVID-19, kurdupel, aby zapewnić sobie władzę absolutną na dalsze lata w czasie pandemii organizuje wybory swojego prezydenta w kombinacji pocztowej. Pomysłom odmawia poczta, odmawiają też inne instytucje i spółki a mimo to on prze do wyniku, nieważne jakiego, byle wygrał jego Duda. Widząc rozpacz nieco myślących, dwaj szeregowi posłowie Kaczyński jako nadprezes wojtyłowego kraju, oraz Gowin,  także prezes kilku przybocznych, który w Sejmie głosuje ale się nie cieszy, spotkali się w dziupli kurdupla by uzgodnić że wyborów nie będzie, ale o tym ma zdecydować oficjalnie sąd najwyższy. Sąd pod przywództwem wytypowanego (po  Małgorzacie Gersdorf), sędziego Kamila Zaradkiewicza,  przejął się rolą do tego stopnia, że ów Zaradkiewicz w nocy wstał z łóżka i w piżamie oraz w kapciach pokonał most przez Wisłę by dotrzeć do magister Przyłębskiej, prezes TK, chyba na konsultację. No i dotarł do jej domu. Była granda, bo w tym czasie do pani prezes Trybunału Konstytucyjnego wybrał się też nadprezes Polski, czyli Jarosław Kaczyński, zwany kurduplem. Po prostu wybrał się do swego towarzyskiego odkrycia. Źle, że wcześniej tam dotarł Zaradkiewicz, jak już wiemy, w kapciach i piżamie, a do tego czyniący miny  wariata, jako że przed snem nażarł się  grzybków halucynogennych. Wyglądało wszak na zdradę towarzyską.  Mina Kaczyńskiego, bądź co bądź człowieka ambitnego warta była więcej niżeli jego dwie wieże na Srebrnej. I tak koło władzy się zamknęło. Doszło do spotkania trójcy dzisiejszych decydentów o życiu i śmierci każdego katolickiego Polaka. A pocałujta w dupę wójta, wykrzyczałem na cały głos zanim zdążyłem dojść do świadomości, iż ze mnie katolik jak z Gowina prezes, bo prezes jest tylko jeden. Ten drugi.  Jeden prezes, jeden kot i jeden Bóg. Dzisiaj usłużna kurduplowi część sądu najwyższego myśli nad tym w jaki sposób unieważnić wybory, które się nijak nie odbyły, a takie polecenie od obu prezesów wyszło. I mógłbym, tak jak od lat pisać o Kaczyńskim źle, a nawet bardzo źle. Kaczyński to, Kaczyński tamto, albo jeszcze inne jego paskudne dokonania. Ale po co?. Oto którejś nieprzespanej nocy doznałem olśnienia. A może Kaczyński jest wart mszy?, może to ręka boska nim rządzi?. Naprawdę?, ależ oczywiście, bo oto dzięki niemu powstało i zawisło na stronach internetowych setki moich postów, felietonów, humoresek, komentarzy, artykułów prasowych i tylko sam diabeł wie co jeszcze. Kaczyński stał się dla mnie i nie tylko dla mnie inspiracją, natchnieniem. Siewcą weny i wszelakiego pobudzenia intelektualnego. Z dnia na dzień odczuwam dla niego coraz większe dziękczynienie, a nawet ubóstwienie. Za to, że jest i tkwi w moim sercu, chociaż coraz bardziej się szamocze by wyjść z niego, z serca komuszego i ateistycznego.  Nie pozwolę Jarku. Uwiłeś sobie gniazdko więc tam siedź, a i kącik dla twego kota też się tam znajdzie. Ot, tak w imię religijnej miseracordii zdecydowałem cię potraktować. Na cholerę mam się denerwować z twoich jakże gównianych dokonań politycznych. Samemu, czy też w duecie z Gowinem. Zbyt bardzo cię pokochałem, by miłość do ciebie topić w twej zasranej polityce.
Do historii to ty na pewno nie przejdziesz,  bo nóżki masz za krótkie i do tego mało sprawne. Polska nie ma za co też ci być wdzięczna. Polska tobą gardzi, przynajmniej w części opozycyjnej, bo pozostała część, pozostająca w bezrozumnej nieświadomości chce od ciebie wyłącznie łapówek w postaci 500+, reszta ma ciebie w okolicy zwieraczy, ale ja nie. Mówię ci na Ty, bom starszy wiekiem. Ja cie Jaruś miłuję. Ja cię Jaruś od kilku dni ubóstwiam jak wszystkich świętych, oczywiście poza błogosławioną oszustką Matką Teresą, chociaż w oszustwach ty zbyt daleko od niej nie odbiegasz, no ale jesteś mój, polski. Ułomny jak wielu z twojej partii, ale jednak polski, z piastowskiego korzenia przodków. O jakże cię kocham mój ty pieszczochu. 
Jasny gwint, muszę chyba kończyć bo żona jest zbyt zazdrosna.
    

                                                                    

1 komentarz:

  1. Daj pan spokój, bo na samą myśl o panskich miłostkach mam permanentny wzwód,

    OdpowiedzUsuń

W KRAINIE PUSTYCH DZBANÓW

Spotykam się z pytaniem, skąd bierze się tylu wyborców PiS, tylu prostackich dzbanów do których nic nie trafia mimo zapraszającego...