NIECH SIĘ ŻARZY
Kolejny jesienny dzień pcha mnie do mojego urojonego ogrodu, w którym z maniakalną obsesją widzę swój kraj, swoją ojczyznę. Zajmuję ławeczkę obok mokrego skalniaka, Jest tu wypalony placyk pozwalający na bezpieczne rozpalenie ogniska, bo badziewia jest multum. Rozpalam go więc. Oczko wodne to najciekawszy punkt ogrodu. Jest otoczone różnymi głazami, pośród których rosną kolorowe rośliny wodne, a także tryska maleńka fontanna z buzi wielkiej zielonej żaby. Być może zwabia ona swoje towarzyszki, bo gdy wieczorem siadam na brzegu mogę usłyszeć kumkanie żab. Mimo, że w wodzie nie pluskają kolorowe rybki i nie rosną różowe grzybienie. Jest to naprawdę uroczy zakątek mojego ogrodu. Wciąż zapuszczonego, ale jednak ogrodu. W najstarszej części rosną stare owocowe drzewa o powyginanych konarach niczym plątanina węży. Jesienią uginają się pod ciężarem żółtych śliwek, czerwonych jabłuszek i zielonych gruszek. Trawnik wokół nich przypomina barwny kobierzec. Jakby prosił o poddanie go ...