niedziela, 7 czerwca 2020

W OJCZYŹNIE CHAMSKIEJ HOŁOTY



                                Wymarzone oczko wodne prezydenta Dudy
Od przedwczoraj nosiłem się z zamiarem napisania nowego posta. Ale za każdym razem gdy siadałem przed komputerem, natychmiast mi się odechciewało. Tematów co prawda jest w bród, ale każdy obraca się wokół chamstwa i hołoty, o czym kurdupel żoliborski z taką pasją się wyraża, zaś sala sejmowa jak obora słucha, w połowie z przyjemnością (wiadomo która połowa), zaś pozostali zgrzytają zębami i z nerw zaciskają pośladki. No bo jak zachować spokój i harmonię organiczną, gdy kurdupel otoczony wierną, prawdziwą pisowską hołotą wykręca się dupą do posłanki wnioskodawczyni z opozycji, która przemawia do wszystkich, w szczególności do nich, tych dobrze opłacanych chamów, wśród których jest wielu oficjalnych złodziei majątku narodowego. Oni to właśnie wykorzystując pandemię  w skali świata, która w jakiejś mierze dotknęła również Polaków, poprzez chińskie  zamówienia w wymiarze niekontrolowanym, dochrapali się majątków „urządzając” nie tylko najbliższą rodzinę, ale także pokolenie wnuków. Mimo iż minister Szumowski , bo o nim mowa, zamawiał transporty  z badziewiem chińskim, który udając jakże potrzebny sprzęt ochrony osobistej dla pracowników służby zdrowia, to okazało się, że owe badziewie za które zapłaciliśmy wszyscy jako społeczeństwo nadawało się wyłącznie do utylizacji. Handlarz Szumowski, nie tylko na tym interesie zarobił miliony, również poprzez „naukowe” granty. Ponoć w błoto poszło ich ok. 200 milionów. Jeżeli do tego dodamy 70 milionów zmarnowanych przez ministra Sasina, który ubzdurał sobie (na polecenie kurdupla) że można wybrać korespondencyjnie Dudę na następną kadencję w czasie epidemii, byle już mieć to za sobą. Polecił więc prywatnej firmie drukować karty wyborcze, mimo braku ustawy. Te miliony też poszły przysłowiowym tysiącom psów w …. , aczkolwiek kilkoro następnych pisdzieli doznało dotykalnego bogactwa, a co tam. Trzeba kraść póki jesteśmy u władzy. Temat rzeka, ale bardzo brudna rzeka z której picia wody nie polecałbym nawet najbardziej wstrętnym bydlętom. I nie chodzi tu o krowy ani inne zwierzęta domowe. No więc tu macie państwo odpowiedź, dlaczego nie mam ochoty pisać nowe posty częściej. Otóż brzydzę się większością parlamentarną złożoną m.in. z takich Kowalskich,  Ozdobów, Kempów, Szydłów i setek innych „wybitności”. A jeżeli już wymieniłem owego Kowalskiego, to wyłącznie dlatego, iż przypomina mi się fragment rozmowy jego imiennika z Onufrym Zagłobą. Zaiste, nawet chyba są podobnej aparycji i inteligencji. Tak, dlatego, ponieważ można by puścić mimo uszu ich odzywki i elokwencję jako taką, ale zdrowy umysłowo człowiek po wysłuchaniu bredni kłamczuchów zawodowych Dudy i Morawieckiego odkłada na bok sztućce w czasie spożywania posiłków by nie zabrudzić stołu. Jedno jest dla mnie korzystne. Bez żadnych  wspomagań medycznych nie mam kłopotów z wypróżnianiem się, po czym używam najdelikatniejszego papieru toaletowego, zakupionego z trzynastej emerytury. Muszę niestety sam to czynić, bo ja akurat nie mam żadnego  włazidupca pod ręką. Nie będę zarozumiały. Myślę że też wielu potencjalnych wyborców Rafała Trzaskowskiego albo innych kandydatów opozycji na urząd prezydenta RP, po wysłuchaniu Dudy albo Morawieckiego tak ma. 
                 

Przepraszam za być może zbyt „ostentacyjny”  język, ale skoro sam pokurcz Polski nas nazywa chamską hołotą, to co mi szkodzi. Ryba zwykle psuje się od łba.
                                                                                              

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

ŚWIŃTUCH, NIE EWANGELISTA

I nie żaden premier. Chociaż dla skorumpowanego Kościoła polskiego „ewangelista Mateusz” obok innego „świńtucha” Marka Szumowskiego,...