poniedziałek, 15 czerwca 2020

SPRINT PRZED METĄ



To nie jest łatwe. Naprawdę. Wielokrotnie oglądałem, a nawet kibicowałem sportowcom dobiegającym do olimpijskiej mety, a w każdym razie usiłującym wyprzedzić współzawodnika przed linią mety. Ogromnym wysiłkiem. Jak to się ma ze mną?, a no tak: Kiedy miałem lat dwadzieścia i parę, często z moim przyjacielem, którego w pułku zwaliśmy Kaktusem ( o ile pamiętam, to pseudo przywlókł już ze szkoły oficerskiej), spotykaliśmy się na krwawej wątróbce i "żywcu" w kasynie i oczywiście na łonie prywatnym z rodzinami. W czasie pogaduszek deliberowaliśmy, jak będziemy wyglądać w roku 2000, czyli w czasie gdy nasze grzbiety przygniecie sześćdziesiątka. Uprzedzając ciekawskich od razu powiem że później nie tylko z łatwością minąłem sześćdziesiątkę, ale i siedemdziesiątkę, a nawet dobiegam do osiemdziesiątki. Brakują mi dosłownie metry. Być może natura wydłuży mi ten maraton w formie nagrody albo innego bonusa, tylko za co?. Nie czuje się godzien tego. Przez cały żywot ani na moment  nie potrafiłem choćby zbliżyć się cnotą do owych ewangelistów z PiS Mateusza i Łukasza bowiem nie sposób aż tyle nakłamać ani aż tyle nakraść. Metry teoretyczne, bowiem moja ziemska trasa swój początek wzięła w Brodzięcinie na Mazowszu. Swój umowny medal maratoński odbiorę zapewne w Siedlcach albo w Warszawie.Zanim to się stanie zostawiłem swój zapach w Sierpcu, w Łodzi, Mrągowie, Śremie, Toruniu i właśnie Siedlcach. Zatoczyłem koło w obrębie Mazowsza. Ten mój maraton życia przeciskał się przez okupację hitlerowską, komunizm stalinowsko ubecki, socjalizm zwany Polską Ludową,  III RP rządu Mazowieckiego i rządów lewicy, oraz prawicy pod egidą Prawa i Sprawiedliwości. Było różnie, ale najczęściej źle, oczywiście poza ulokowanie kraju w NATO i Unii Europejskiej. To zasługa lewicy. Tenże maraton przebiegał też w cieniu kilku prezydentów. Mądrzejszych lub tylko potencjalnie mądrych, ale też po prostu głupich jak przysłowiowa tabaka w rogu. Przykładem jest oczywiście pan prezydent („pan”, tylko przez szacunek dla urzędu) L.Wałęsa. Chłop oderwany od pługa i śrubokręta, prostak i homofob, „wykładowca” na kilku uniwersytetach zlokalizowanych w środowiskach Polonii amerykańskiej składającej się w zasadzie z emigrantów za chlebem z Podhala, Podlasia i Rzeszowszczyzny, czyli zaprzysięgłych wyborców PiS. Dzisiaj, dwaj posłowie PiS:  Jacek Żalek i Przemysław Czarnek (obaj mocno związani z klerem) pozbawiają człowieczeństwa osoby ze środowisk LGBT, głosząc iż nie są to ... ludzie.  Wszystkich moich choćby odrobinę myślących współobywateli zalewa  krew, jako że doczekaliśmy czasów, które przenoszą Polskę o co najmniej 200 lat wstecz do klimatu Jagny i Boryny, żyjących na płaskiej planecie. Tylko czekać na wynalazek kolei 

                                Historyczna stacja kolei żelaznej na Kurpiach.
żelaznej, nie mówiąc już o widelcach. Nawiasem mówiąc jeden z posłów pisowskich głosił że to jego rodacy uczyli Francuzów jeść widelcem. Gdyby więcej czytał książek, choćby katechetycznych, by się dowiedział, że Francuzi to najstarsi uczniowie Jezusa, a chyba katolik Kownacki nie sądzi by Jezus z uczniami biesiadowali konsumując rumsztyki baranie rękami. Zresztą proszę popytać o to naszego premiera i ministra od zdrowia. To biskup krakowski nazwał nowymi ewangelistami. Św. Mateusz Morawiecki i św. Łukasz Szumowski. Ten pierwszy wirtuoz kłamstwa i blagi, zaś ten drugi to przekręciarz na miliony złotych. Pięknych mamy świętych obok JPII, a  jeszcze piękniejszych biskupów, głosicieli tychże pierdół, chociaż, kto wie, jako że można podejrzewać ich wszystkich o kontaminację na niwie dużych kwot. Tak oto maraton trwa i biegnę nadal, już niedaleko, jako że towarzyszą mi choróbska. Po drodze zapewne spotkam się z wieloma ciekawostkami o których nie omieszkam wspomnieć na moim blogu.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

ŚWIŃTUCH, NIE EWANGELISTA

I nie żaden premier. Chociaż dla skorumpowanego Kościoła polskiego „ewangelista Mateusz” obok innego „świńtucha” Marka Szumowskiego,...