JĘZYKI, JĘZYKI
P owiada się, że człowiek, który poza swoim rodzimym, posługuje się innym językiem ma jakoby dwa życia. Zawsze o tym wiedziałem, lecz nie przywiązywałem do tego powiedzenia większej uwagi. Żebym to zrozumiał musiało upłynąć dużo wody w rzekach, a dokładniej lat życia. Począwszy od edukacji podstawowej uczono mnie, tak jak większość nas języka rosyjskiego w ramach wielkiej rodziny państw socjalistycznych. Podobnie było w szkole średniej, bowiem wg założeń „1000 letniej przyjaźni” i budowaniu wspólnego porządku, a i „dobrobytu”, wszyscy obywatele krajów socjalistycznych powinni mówić jednym wspólnym, mało puszkinowskim, a bardziej leninowskim językiem. Przyznam, że zbytnio nie darzyłem sympatią tegoż języka, a szkoda bo to jeden z piękniejszych literackich języków, ale w końcu tyle lat nauki musiały wydać jakieś owoce, jak się okazuje niezbyt dobre, ale na użytek własny ( jak gram marihuany) wystarczający. W latach 80-tych odbyłem w ramach tzw. wymiany turystycznej objazd kraju „dobr...