ODWYK

(Opowiadanko piąte) S iedzę ja sobie w czasie niedzielnego czasu mszalnego przy ulubionym szklanym naczyniu wypełnionym złocistym płynem i jak zwykle myślę o tym i o owym, zresztą bez składu i ładu. Zwilżam co chwila szybko wysychające gardło łykiem „żywca” zaciągając się bezmyślnie camelem wersji light. Zastanawiam się, czy to oczywiście bez dyskusji dobre piwko, jednako by mi smakowało bez tej kosztownej trucizny, które wszyscy lekarze ( w tym również palący) nazywają tytoniowym ścierwem. Zadumałem się, jak to bywa zwykle, gdy siedzę sam. A przecież byłem tak blisko zerwania z tym paskudnym nałogiem, bo oto mój zakład pracy zorganizował i opłacił kilka lat temu seanse odwykowe, które prowadził pastor Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego. Chodziłem na te seanse. Już pierwszego dnia wszyscy poddaliśmy się terapii, oczywiście wyrzucając do kosza, po...