RADOŚĆ Z WOLNOŚCI PANA M.

Borze szumiący, Misiek wyszedł z więzienia. Przesiedział w nim jedynie pół roku, dobre i to. Miał okazję przemyśleć, czy warto było aż w tak w perfidny sposób robić karierę. Z prostego aptecznego popychacza wprost na stanowisko ministra. Przynajmniej ministrem go zwano w kręgach żołnierskich. „czołem panie ministrze”, takimi słowy witano człowieka, który nawet nie powąchał prochu i nie wie do czego służy przysłowiowa onuca żołnierska. Nie wiem jakim cudem Bartek Misiewicz trafił prosto z apteki w Łomiankach pod skrzydła Antoniego Macierewicza i szczegółów nie chce się domyślać, bo być może należą do dyskretnych inaczej. Macierewicz, czołowy polski błazen polityczny, kłamca i oszust milionów, cierpiących mentalnie po katastrofie smoleńskiej, wykorzystał w tym temacie nie tylko przychylność Jarosława K. po śmierci tragicznej jego brata, Kościół, telewizję rządową, ale (i tu jest clou sprawy) wierny katolicki lud boży, który pana Antoniego uznał za proroka...