czwartek, 28 lutego 2019

WSPOMNIENIOWE ODPRYSKI


Te odpryski są sprzed 25, może 30 lat, gdy jako pracownik socjalny na stanowisku ekonomisty pracowałem w toruńskiej energetyce. W okresach letnich kierowałem ośrodkiem wczasowym w Karwi nad Bałtykiem. Był wrzesień, już po sezonie. Wraz z grupą pracowników zamykaliśmy ośrodek zabezpieczając na okres jesienno- zimowy jego wyposażenie. Któregoś dnia wybrałem się do Władysławowa po zakupy dla siebie i załogi. Gdy wracałem do bazy, uwagę boją przykuwał samochód marki seat, bodajże Ibiza lub Toledo. Przykuwał, bowiem sam poruszałem się seatem cordoba, zakupionym kilka dni temu. Przyspieszyłem, by przyjrzeć się kierowcy z podobnym upodobaniem do marki pojazdu. Gdy się z nim zrównałem, moim oczom ukazała się twarz bardzo szanowanego przeze mnie aktora, bohatera wielu wspaniałych filmów i seriali. Za kierownicą siedział Franciszek Pieczka w towarzystwie kobiety, chyba aktorki z teatrów warszawskich lub śląskich, nie pomnę. Zajechałem mu drogę hamując energicznie. Podszedłem do jego samochodu przepraszając za impertynencję z mojej strony, poprosiłem jednak o wybaczenie, bowiem nie mogłem postąpić inaczej jako że „Gustlik” z „Czterech pancernych i psa”, tudzież postaci z wielu ról teatralnych i filmowych, szczególnie z akcentem śląskim i żydowskim grane przez pana Pieczkę to mistrzostwo świata. Przedstawiłem się panu Franciszkowi i zaprosiłem Go wraz z towarzyszącą mu damą do mojego, wprawdzie już zamykanego ośrodka, ale jeszcze na tyle użytecznego, by poczęstować gości kawą  i czymś rozweselającym. Pan Franciszek wymawiał się,, że wraz z towarzyszką planowali dłuższy spacer po plaży, ale jednak po paru minutach moich nalegań, że nie tylko ja jestem jego fanem, bowiem w ośrodku są moi pracownicy, którzy czuć się będą jakby złapali za nogi samego Pana Boga, zgodził się. Oczekiwani goście przybyli pod wieczór. W owym czasie nie było jeszcze telefonów komórkowych, i jak na złość w moim aparacie analogowym skończyła się klisza, zatem nie mogłem utrwalić ku pamięci tenże miły fakt. Nie mniej jednak wieczór przy kawce i kieliszeczku bułgarskiej pliski przebiegł w nadzwyczaj miłej atmosferze. Pan Franciszek Pieczka okazał się przemiłym kompanem i skarbnicą anegdot, które w skupieniu i z uwagą wysłuchaliśmy. Z point niektórych śmialiśmy się tak głośno, że ptaki obsiadające drzewa sąsiedniego lasku zrywały się do ucieczki. Takich miłych zdarzeń mam więcej, ale spotkanie z „Gustlikiem” utkwiło mi w pamięci jakoś szczególnie, a piszę o nim dlatego, że gdy obudziłem się dziś rano przed oczami miałem sen w którym ujrzałem cały przebieg wizyty mistrza w nadmorskim ośrodku. Dzisiaj pan Franciszek cieszy się zacnym (91 lat) wiekiem, jest Kawalerem Orła Białego. On zapewne nie pamięta tego epizodycznego wydarzenia. Nie mniej jednak serdecznie Go pozdrawiam i życzę stu lat życia w zdrowiu.
                                                              

3 komentarze:

  1. Sabina Krutka: ja też Go kocham i pozdrawiam. Panu dziekuję za okruchy wspomnień.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mistrz słowa.

    OdpowiedzUsuń
  3. To Gustlik jeszcze zyje?. to dobrze, bo bardzo go lubimy. Trzy wariatki z Glupczyc

    OdpowiedzUsuń

WYSYPISKO ŚMIECI?

                                             Idż i nie grzesz więcej. Polska to piękny, bogobojny kraj, powiadają ci co nakradli w im...