BÓB, HOMAR, WŁOSZCZYZNA

Bóg, Honor, Ojczyzna. To ortodoksyjnie patriotyczne hasło było wyhaftowane bodajże na wszystkich pułkowych sztandarach bojowych II Rzeczypospolitej, a może nawet dużo wcześniej. Analizując kolejność tych dostojnych słów zastanawiam się po nocach ryzykując utratę wypoczynku, nad sensownością tej właśnie kolejności, bo oto słowo zwane honorem, nawet poprzez oniryczny sen rozumiem. (nie kojarzyć z Zespołem Onirycznym, piję bardzo umiarkowanie). Słowo honor obowiązywało i mam nadzieję obowiązuje nadal nie tylko oficera, czy nawet każdego szeregowego szwejka noszącego mundur (tak nam zawsze pokazywał nie tylko w trylogii pan Henryk S, widzimy to a jakże, w polskich w batalistycznych filmach). Słowo to (tak rozumiem) bezwzględnie obowiązuje każdego człowieka na państwowym stanowisku, szczególnie posła, polityka, człowieka szanującego prawo, w tym Konstytucję, nie mówiąc już o wyrokach Trybunałów. Zatem człowieka prawego, brzydzącego się kłamstwa, oszustwa, w istocie zaś oszustw popeł...