PUK... PUK...CZY ZASTALIŚMY LEWICĘ?

Nie ma. Jest Miller. Leszek Miller, którego zarozumialcze emploi podtrzymują mikrofony środków przekazu, przed które jest zapraszany mniej z racji przywództwa w tejże maleńkiej partii, a z racji wzmocnienia jego męskiej formy w walce z znienawidzonym przez prawicę, a więc i media zarządzane przez nią, Palikotem. Równie, a może przede wszystkim przez Kościół. Miller z ubolewaniem widzi sytuację, gdzie po cichu jego owieczki wydostają się spod jego opieki uciekając do Ruchu Palikota. Widzi i bardzo cierpi, bo stado staje się już podwórkową gadziną. Honor wielkiego kanclerza z lat ubiegłych, nadwerężony poprzez chwilowy (ale jednak) ożenek z Lepperem dzisiaj nie pozwala mu spokojnie zasypiać. Bo oto stanie się tak, że któregoś pięknego dnia w swojej owczarni zastanie jedynie pana Kalisza, za którym z wzajemnością też nie przepada. Mówię Kalisza, ale tak naprawdę to jest to jedyny członek SLD, który w pamiętnym dniu wystąpił obok Palikota na zlocie jego fanów w Sali Kongresowej, a nawet za...