sobota, 27 marca 2021

CUDU JAK POWIETRZA NAM TRZEBA


                                           świąteczne błogosławieństwo dla ludzkości

Od kilku dni, z powodu covid-19 umiera codziennie blisko 500 Polaków. Specjaliści twierdzą, że jeżeli nie poprawimy radykalnie stanu służby zdrowia i nie zdyscyplinujemy obywateli, umierać będzie 1000, a może jeszcze więcej. Oto obraz kraju, który według premiera kłamczuszka przoduje pozytywnie we wszystkich notowaniach i rankingach. Nic nas już nie uratuje poza cudem, który w Polsce zdarza się dość często. I to jest dobre. Pamiętamy wszyscy cud najprawdziwszy w Sokółce, czyli na bliskim wschodzie naszej pomrocznej umęczonej tysiącami zmarłych na różne schorzenia co dnia w ŁOJCZYŹNIE. Gdzie nie jeden już bohater umęczonego znojem ludzkim i wyjątkowym zacofaniem cywilizacyjnym naszego kraju został świętym. A to dziewica przecudnej urody nie chciała Niemca, (dzisiaj by już chciała) za co została nagrodzona pośmiertnie rajem niebieskim. A to inne z kolei bohaterskie cnotliwe dziewczę, co to wolało umrzeć, niżeli oddać się żołdakowi, tym bardziej ruskiemu. Dzięki temu, że mieliśmy swojego papieża, "pogłowie" świętych polskich zwiększyło się do tego stopnia, że w niebie zajmują główny areał anielskiej uświęconej łąki niebieskiej. Co ławeczka to polski święty albo i kilku. Chyba z nudów zabawiają się w klasy lub w chowanego bo nie zawsze pilnie strzegą spraw ojczyźnianych, do czego są zobligowani ze względu na pochodzenie narodowościowe i kierowane doń modlitwy. Brak zdyscyplinowania niebieskiego powoduje to, iż coraz  częściej jesteśmy zalewani powodziami z rzek i alkoholu. Zdarzają się też długotrwałe susze i wtedy musi na klęczkach interweniować Sejm Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Z tym jednak, że modlitwa sejmowa nie ma ograniczeń wymiarowych w skutkach. Ostatnia parlamentarna modlitwa o deszcz spowodowała właśnie ogromne powodzie na terenach bogobojnych. Tu marszałkowie Sejmu, jako organizatorzy pielgrzymki do sejmowej kaplicy przegięli pałę, tym bardziej, że zgodnie ze zwyczajem narodowym polscy rolnicy z reguły się nie ubezpieczają w PZU, licząc na opiekę boską i trochę litościwe wzruszenie premiera, który ma w zwyczaju troskliwe odwiedziny powodzian. Nasz zapyziały, biedny, co by tu nie mówić kraj, ratuje się zatem cudami, których w Rzeczypospolitej zdarza się bez liku. A to Matka Boska usiadła sobie wygodnie na cmentarnej wierzbie i do dzisiaj ściąga setki gapiów ubranych w znajome berety, a to ukazała się Najświętsza Panienka na szybie okiennej, nieustannie brudzonej pyłem węglowym na terenie Śląska. Na takiej szybie można się dopatrzyć każdej postaci do wyboru, łącznie z Nergalem. Z kolei na Mazowszu niedawno bogobojne kobiety zauważyły Matkę Boską na parapecie w pozycji siedzącej. Niestety nogami nie majtała. Głośny, coraz bardziej nagłaśniany cudowny przypadek w Sokółce winien napawać nadzieją i radością polskich kardiochirurgów, a szczególnie wirusologów, być może covidowych. Bo oto za pomocą małego opłatka pszenicznego, rozpuszczonego w  wodzie możemy produkować żywe, do tego święte tkanki mięśnia sercowego w sam raz na przeszczepy. To dopiero cud. Albo po prostu ciemnogród, bo jak powiadał jeden z czynnych księży oni sami pozostają sceptyczni, a często po prostu nie wierzący. Racje mają ci, co twierdzą, że Kościół katolicko-ginekologiczny chwyta się brzytwy by zatrzymać owieczki, coraz częściej uciekające ze stada. A że dzieje się to w rejonie rzeczywiście bardzo uległym klerowi, przeto pomysł z cudem bardzo trafny. Od tego czasu do Sokółki ciągną rzesze łatwowiernych (oczywiście z Polski), tarasując wąskie drogi, bo autostrady akurat na tych terenach ślimaczą się. Ludność ponoć sobie nie życzy. "Autostradami jeździjta sobie sami do tej żydowskiej Brukseli" sami, a nas zostawta z Jarkiem i łojcem doktorem Rydzykiem w spokoju". Nam takie drogi wystarczą by dojechać do Sokółki, czy też Świętej Lipki. Czekamy zatem na następny cud, choćby mniemany, zresztą jak one wszystkie, bo inaczej zanim pacjenci trafią pod respiratory to umrą w karetkach w oczekiwaniu na wolne łóżko. Cudu, cudu, cudu nam trzeba jak powietrza. Mam ponad 80 lat i według planu szczepień powinienem być zaszczepiony przeciw cowid-19 w pierwszej kolejności. Tymczasem mija już ponad rok od zaszczepienia pierwszego Polaka a ja czekam i czekam i czekam na cud mniemany. Strach ogarnia człowieka, bowiem co roku do piachu pójdzie miasto wielkości Bydgoszczy, Torunia, albo Częstochowy. Cudu trzeba, cudu łakniemy jak kania dżdżu, bo przy życiu pozostaną tylko prawdziwi Polacy typu Obajtek, Sasin, Szumowski, Banaś i setki zatrudnionych z ich rodzin. W takich to właśnie okolicznościach przyrody, wszystkim Państwu składam tą drogą Wesołych Świąt Wielkiejnocy przy (niestety) niepoświęconych jajach.




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

F99, CZY TEŻ INNA ZARAZA?

Kaczystowski, zakłamany rząd stara się w miarę uroczyście obchodzić 11 rocznicę katastrofy smoleńskiej. Wielu z nich, tych którzy choćby czę...