poniedziałek, 27 sierpnia 2018

KONIEC ŚWIATA


W życiu co jakiś czas spotykałem się z informacją, że tego lub innego dnia nastąpi koniec świata. Wieści tego rodzaju przyjmowałem z przymrużeniem oka, tym bardziej, że nigdy się nie sprawdziły, a ja, jak większość panikarzy wychodziłem na durnia. Otóż nie ma jako takiego końca świata, bo koniec świata może spowodować tylko człowiek typu Hitler, a on jak nam wiadomo ostatecznie nie żyje. Akurat jemu się nie udało zniszczyć świata, bo zbyt późno wynaleziono broń atomową czyli broń masowej zagłady.

Otóż twierdzę, mimo to, że istnieje koniec świata. Ale dla każdego z osobna. Każdy człowiek, a właściwie każda żywa istota żegna się ze światem w chwili śmierci. To jest prawdziwy koniec świata. Inny dla Kowalskiego, inny dla Nowakowej, bowiem następujący w innym czasie. Człowiek przychodzi na ten świat, ale nie ma pojęcia na ile czasu, na ile lat, a chociażby miesięcy lub dni. Osobiście pozwoliłem sobie dokonać obliczeń, ileż to razy w dotychczasowym życiu kładłem się spać, ile razy się budziłem do szkoły, do pracy, wreszcie na emerytalny tumiwisizm. Wyszło mi, że do tej pory oglądam niebo i Ziemię 28 tysięcy 335 dni i nocy. Czy je odpowiednio wykorzystałem, czy nie zmarnowałem żywota. Długo by się zastanawiać, bo po pierwsze to mam zamiar jeszcze trwać, zaś po drugie cośkolwiek "zapisać się ludzkości", chociażby na łamach niniejszego bloga.

Zatem od dziś, gdyby rano podczas wynoszenia śmieci, sąsiad mnie poinformował, że tego i tego dnia nastąpi koniec świata to moja odpowiedz będzie jednoznaczna. Wezwij pan pogotowie ratunkowe, bo zrozumiem, iż to jest jego koniec świata. Tymczasem tak naprawdę końca świata się nie doczekamy, ponieważ dyspozytorzy broni jądrowej i cholera wie jaką jeszcze wynajdą, zdają sobie sprawę z tego, że kto pierwszy jej użyje, umrze jako drugi. Żyjmy więc dalej, najlepiej w pokoju...i modlitwie, jak nakazują wypasieni hierarchowie.
Autor: tonizar67@wp.pl

niedziela, 26 sierpnia 2018

SZAMBO OBLAŁO ŚWIAT KATOLICKI

Od kilku dni światowa prasa krzyczy, że w Pensylwanii odkryto skandal nad skandale. To bomba atomowa czasu pokoju. Jaka tam bomba moi mili. Po prostu czara się przelała i straszliwy gnój się rozlał.
Kościół katolicki jest organizacją przestępczą"- tak NBC News komentuje kolejny skandal pedofilski w KK. Raport ławy przysięgłych: 301 księży wykorzystało seksualnie ponad 1000 dzieci. Zbrodnię tuszowali hierarchowie. A Watykan jak zawsze wyraża ubolewanie i umywa ręce, czyli każe nam się modlić". Modlić za tych zbrodniarzy, sku*****nów, zboczonych byków, najpodlejszych z podłych, bowiem krzywda wyrządzona dziecku jest po stokroć gorsza niżeli najbardziej perfidny inny występek. Sobotnia  GW pisze w tytule reporterskim: PENSYLWANIA, IRLANDIA, AUSTRIA, AUSTRALIA…. A GDZIE POLSKA?.. Okazuje się że Polska jest ostatnim krajem w którym kryją się wszyscy ścigani przez prawo księża. To raj dla zboków w sutannach i habitach. Tu władza żyje w symbiozie z Kościołem. Pasie go, finansuje oraz osłania przed wymiarem sprawiedliwości. Nie słychać aby jakiś klecha był w celi więziennej. Owszem bywają skazani, ale łażą na wolności, bo to księża, osoby święte, najczęściej „schorowane”. Co najwyżej życie spędzają w klasztorach, albo gdzieś na parafiach zagranicznych. 


Okazuje się że każda władza od 1989 roku ich dokarmiała. Jedni dawali mniej inni więcej, ale Kościół zawsze był tuczony na majątku narodowym i osłaniany przed represjami prawa. Jeśli nic się nie zmieni to za kilka lat jako kraj Polska będzie szambem i zbiorowiskiem takich Wesołowskich, albo Gilów z całego świata katolickiego.W internecie zamieszczono blisko 100 nazwisk aktualnie znanych pedofilów wraz z wyrokami, ale jak powiadam żaden nie został sponiewierany w celi przez innych amatorów dymanka w kichę. 100 to zaledwie garstka, bo wielu innych jest tolerowana przez ciemnotę katolicką mimo że ich własne dziecko doznało tej bolesnej krzywdy. Tolerował też ten stan rzeczy Karol Wojtyła jako papież jak i jego następcy. Dzisiaj papież Franciszek przejrzał na oczy,  ale co on może skoro ma w otoczeniu podobnych Dziwiszów, którzy tłumili każdy donos o zbrodniach pedofilii księży, biorąc za to ogromne łapówki, jak to było ze słynnym Macielem, a być może także kryciem  kumpla, abp Paetza z Poznania. Paetz przynajmniej jest inteligentny, bo jakże przykro jest słuchać arcybiskupa Jędraszewskiego, którego red. Wątły nazywa prymitywem w najgorszym tego słowa znaczeniu. Jemu gwałcenie dzieci przez księży nie przeszkadza, bo akurat do niego ze względu na czarowny uśmiech, żadne dziecko się nie zbliży. Potwierdzam: prymityw i to nie ze względu na aparycję, bo takiego natura ulepiła, ale na głoszony bełkot propisowski. 

Ja też jestem gotów dołożyć cegiełkę na muzeum Wojtyły, pod warunkiem  umieszczenia na drzwiach obiektu zdjęcia JPII w uścisku ze zbrodniarzem Macielem.

piątek, 24 sierpnia 2018

NIE WSZYSTKO BYŁO STRACONE



Powiedział do siebie szef wycieczki. Wydawało się, że czterdziestoosobowa wyprawa polskiego prezydenta Andrzeja Dudy, zwanego w niektórych kręgach Adrianem, na Antypody (do Australii i Nowej Zelandii) skończy się fiaskiem. Okazuje się że nie do końca, bo zamiast dwóch korwet (fregat) po które pojechał Duda, kupił na prośbę swego dobrodzieja dwie kuwety. Towar z logo misia Koala, zdaje się bardziej przydatny prezesowi niżeli szmelc bojowy. Zmiana ta nastąpiła niespodziewanie, zaraz gdy premier przeliczył finanse krajowe. Zorientował się, że brakuje mu tych dwóch miliardów pierwotnie przeznaczonych na złom australijski, ale na kuwety starczy, a nawet trochę zostanie. Dlatego nawiązał kosmiczny kontakt z Adrianem by mu przekazać ową pilną wieść. Mianowicie, że skoro leci do Australii, to wystarczy gdy się spotka z Polonią, uklęknie w kilku kościołach katolickich, pozdrowi tych co tęsknią za ojczyzną i wróci wraz z 40- to osobową obstawą złożoną z kolei z ludzi Błaszczaka. Obiecana wycieczka będzie zaliczona, a Duda będzie miał o czym kłamać na przeróżnych imprezach, na które jest zapraszany. Tymczasem spotykał się z Aborygenami w Australii i Maorysami w Nowej Zelandii. Skłamałbym. 

Spotykał się też z niezbyt życzliwą Polonią, protestującą przeciw łamaniu polskiej Konstytucji i rządowi PiS, ubraną w koszulki z napisem KONSTYTUCJA. Duda nie był z tych spotkań rad, ba, nawet rada nie była jego małżonka, zwana przez wielu pierwszą damą. Naigrywała się ona publicznie z protestujących. No cóż więź małżeńska, zawarta przed ołtarzem katolickim w obecności krakowskiego biskupa zobowiązuje. Adrian nam szczęśliwie wrócił. Zatem zluzuje Krzywoustego na odcinku szerzenia kłamstw, bo akurat tego gościa w ględzeniu bzdur nikt nie przebije. Zatem wyprawę Dudy na czele tych kilkudziesięciu pisich wiernych chociaż miernych, można by uznać jako zgodną z doktryną partii. W końcu trzeba szukać przyjaciół chociażby na końcu świata, skoro trudno ich znaleźć na swoim kontynencie. A czy na Antypodach znaleźli takowych?. Szczerze wątpię. Australią i Nową Zelandią rządzą ludzie bardzo myślący, niekoniecznie Aborygeni czy też Maorysi, skoro Polakom chcieli wcisnąć za dwa miliardy złotych sprzęt wojskowy, docelowo przeznaczony do zatopienia w otchłani oceanicznej.PS: by było się czym pochwalić poza zakupem kuwet, rząd Australii obdarzył obu panów Dudę i Błaszczaka... bumerangami. To tak jakby otrzymali od górala po ciupadze. 


niedziela, 19 sierpnia 2018

OKRADAJĄ KASĘ W BRUKSELI



Przedstawiciele władzy złapani na gorącym uczynku złodziejstwa. Mowa tutaj o zatrudnianiu na “lewe”, czyli fikcyjne etaty, co stało się notoryczną praktyką wśród obecnych i byłych deputowanych partii rządzącej. Sprzyjają temu jak zawsze rozległe przywileje finansowe europosłów. Wśród 7 złapanych na gorącym uczynku polityków, aż 5 to członkowie PiS. Jak opisuje “Newsweek”, jest to Ryszard Legutko, Beata Gosiewska, Zbigniew Kuźmiuk, Tomasz Poręba oraz Marek Gróbarczyk – obecnie minister gospodarki morskiej. Zatrudniali oni fikcyjnie osoby powiązane z partią, od słynnego Bartłomieja Misiewicza zaczynając. W ten sposób “zatrudniono” także dwie makijażystki dla prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego i pielęgniarkę dla jego nieżyjącej mamy. Z ław opozycji na podobnych praktykach złapano natomiast Barbarę Kudrycką z PO oraz Jarosława Kalinowskiego z PSL. Miło czytać. Miło jak cholera. Jako wyborca rosnę w dumę. Chociaż szczerze mówiąc dla nikogo nie jest to niespodzianką w świetle złodziejskiej gospodarki PiS, oraz grabieży kwot w formie przyznawanych sobie nagród i premii za nic nierobienie. Poza moralnymi aspektami całej tej historii pozostaje aspekt religijny, bo przecie prawie każdy z wymienionych europosłów to pierwszorzędny katolik ( pierwszorzędny, bo zasiadający w pierwszym rzędzie ławek kościołów parafialnych), bo zadajmy sobie pytanie, czy szopa uwłosienia na głowie Kaczyńskiego wymaga zatrudnienia aż dwu wizażystek. O ile mnie wzrok nie myli, to te kilkadziesiąt włosków rozsianych dookoła cudownej i mądrej głowy  prezes może sobie zaczesać drewnianym grzebykiem, ewentualnie przylizać na mokro. Jeżeli jednak rzeczywiście owe wizażystki miały pod opieką głowę pana „naczelnika”, to trzeba stwierdzić, że nie wywiązywały się ze swych obowiązków należycie za te kilkadziesiąt tysięcy unijnych złotych miesięcznie, bowiem jak dotychczas żadna z nich nie zadbała o wykoszenie zarostu z głębin nosowych prezesa. A jeżeli w zakresie obowiązków tych pań należała dbałość o cały areał głowy, to trzeba było też zadbać o zatrudnienie stomatologa na koszt Unii. Jeden więcej przekręt jeden mniej, to bez znaczenia dla bogatej Unii. Wśród wymienionych pisioli okradających eurokasę znalazło się dwoje z tzw. „totalnej opozycji”. Jedna osoba z PO oraz jedna z PSL. No cóż. W każdym, chociaż najbardziej etycznym stadzie znajdzie się czarna owca i to tłumaczy chciwość rodu Polaków. Legutko to profesor?. Panie profesorze, gdzie pan sobie załatwił tak prestiżowy tytuł i za ile?, bo jeżeli chodzi o Gosiewską, to ona chciwość ma we krwi. Wystarczy przytoczyć jej walkę o ciągle niewystarczające odszkodowanie za "bohaterską" śmierć męża. Tak czy owak nie warto się czepiać zatrudnionej niby pielęgniarki do opieki nad matką naczelnika, bo śmierć sprawę wyjaśnia, ale nie do końca, bowiem moralny aspekt wszystkich zatrudnionych osób sprzyjających PiS na koszt Unii jest przestępstwem i dziwilibyśmy się, gdyby władze nie nakazały zwrotu kasy, byle nie w podobny sposób jak to było ze zwrotem premii przyznawanych przez byłą premier Beatę Szydło.


piątek, 17 sierpnia 2018

NASI MAJĄ ŁBY. SZCZEGÓLNIE OD PARADY.

Wydrukowany w piątkowym wydaniu tygodnika „NIE” mój artykuł zatytułowany Duda na Antypodach zawiera prawdę i tylko prawdę, tyle że niepełną. Mianowicie nie dopowiedziałem że wycieczka pana prezydenta Dudy kosztuje naszych podatników setki tysięcy złotych polskich. Duda zabrał ze sobą ponad 40 osób mu najbliższych z sektora obronności i prywatności. Mają oni za zadanie przyglądnięcie się australijskim okrętom wojennym przeznaczonym na sprzedaż… naiwnym, ewentualnie do zatopienia lub przetopienia. Nasza delegacja poleciała do Australii i Nowej Zelandii, by skorzystać z wyprzedaży owego szmelcu, bo przecie na nowe korwety nas nie stać, tym bardziej że przyzwyczailiśmy się już do podobnego dziadowania. Sami od lat nie możemy nic zbudować. Złom pływający, chociaż bez amunicji dostaliśmy swego czasu od USA. Pani Merkel dorzuciła nam  wymęczone długą eksploatacją czołgi Leopardy 2, które jak się okazuje mimo wszystko są lepsze niżeli nasze krajowe uchodzące za nowe, np. czołg „twardy”. Na zakupy nowego sprzętu nas nie stać, bo Macierewicz, były minister od wojska, człowiek, co by nie mówić nie do końca zdrowy w górnych partiach ciała, szczególnie w swych wypowiedziach, otrzymał do dyspozycji na zakupy ponad 19 miliardów złotych, m.in. na zakup śmigłowców Caracal od Francuzów. Jak się okazało, wespół ze swym pomocnikiem, czyli aptekarzem z Łomianek Misiewiczem, oraz cwaniakiem od katastrof lotniczych, niejakim Berczyńskim, pieniądze ciężko wypracowane przez naród (przepraszam) przepierdzielili na cele tajne, bo nikt nie potrafi powiedzieć gdzie zostały wydane i co z tymi  śmigłowcami i podwodnymi okrętami ze Szwecji. Jawny jest tylko zakup kilku ton krówek dla poprawienia samopoczucia pseudo żołnierzy wojsk obrony terytorialnej. Rechoczę jak syta żaba. Okazało się, że zbyt drogie Caracale i niechęć Szwedów, zmieniły pomyślunek MON, że należy skorzystać z okazjonalnych wyprzedaży innych armii, stąd wyprawa na Antypody. Nieistniejącemu Bogu trzeba dziękować, że podczas parady z okazji święta Wojska Polskiego w dniu 15 sierpnia, żaden czołg nie zmiażdżył gąsienicami zgromadzonych widzów, oraz żaden „sowiecki samolot albo helikopter” nie spadł ludziom na głowę. I to jest tzw. dobro dodane, aczkolwiek czuwać trzeba. To środa.

Z kolei piątek, piąteczek przyniósł kilka tematów ubogacających poczucie humoru, a nawet budzący soczysty śmiech. Pominąwszy ocenę stanu naszej armii, uśmialiśmy się do łez ze startu trzech polskich drużyn piłkarskich, które odpadły już na wstępie rozgrywek europejskich. Legia, mistrz Polski została wyeliminowana przez amatorską drużynę z Luksemburga. Los podobny podzieliły dwie pozostałe polskie ekipy orląt, Jagiellonia Białystok i poznański Lech. Rżałem do czasu aż rodzina mnie uciszyła. Bardziej stonowany śmiech z kolei mnie ogarnął po informacji, iż w tylko jednym stanie USA ponad 300 księży katolickich przez lata zgwałciło (lub popełniło inną formę molestowania) na ponad tysiącu małoletnich. O seksualnych przestępstwach księży mówi się od dziesiątek lat, a Watykan dopiero dzisiaj wyraża zaniepokojenie twierdząc że jest mu wstyd.
Czyż to nie jest powód do zdrowego śmiechu dla tych co od zawsze wiedzieli o tym, że księża to wypoczęte byczki naładowane chucią, którzy doznają erekcji na widok dziecka. Kto wątpi w powyższe a tym bardziej ich broni zalicza się do współzbrodniarzy, a przynajmniej encyklopedycznych parafian. Kto nie wie co to znaczy, niech zaglądnie do encyklopedii PWN.



środa, 15 sierpnia 2018

ZAMGLONE POLSKIE FUTURE


Ma być głośno, ma być hucznie, groźnie, dumnie, z przytupem, z przychrzęstem, łomotem, tupotem i przypierdem. Na kołach, skrzydłach, gąsienicach i na czym tam jeszcze się da. Taka defilada. Potężna, imponująca, majestatyczna. Taka, jaką bizantyjscy satrapowie lubią najbardziej. W Święto Wojska Polskiego będziemy świadkami narodowego prężenia chuderlawych muskułów i organizowania igrzysk dla ludu w miejsce uczciwego rozliczenia chociażby niszczycielskiej działalności byłego ministra „obrony” Antoniego Macierewicza, nad którą to działalnością trwa grobowa cisza. Co pokażemy naiwnym?. Nie wszystkie złomy, bo jeszcze nie zdążyliśmy sprowadzić do kraju. Na razie  Andrzej Duda jeździ po świecie i skupuje co się da i co zmieści się w zasobach gotówki, a tymczasem, jak pisze pani red. Maria Berny: Nad historią anihilacyjnej modernizacji armii – cisza. Nad niezrealizowanymi prawdziwymi zakupami – cisza. Nad zapowiedzianymi kontraktami – cisza. Nad armią pospolitego ruszenia terytorialnego – cisza. Nad całą gamą prorosyjskich powiązań – cisza. Nad traktowaniem samolotów wojskowych jak taksówek dla nowej klasy politycznej – cisza. Nad wyrzuconymi w polityczne błoto pieniędzmi dla pseudo komisji smoleńskiej – cisza. I po to właśnie ten huk gąsienic, po to. A tymczasem rośnie nam prawdziwy wróg na wschodzie. To odnowa banderyzmu reaktywowana po tzw. kijowskim Majdanie. Popierając bezwarunkowo i często bezrozumnie wydarzenia na Majdanie, polscy politycy mają swoją cegiełkę w odbudowie ukraińskiego nacjonalizmu i szowinizmu. Jeśli nie wiedzieli, do kogo wówczas przemawiali i kogo popierali w słowach „Sława Ukrainie” to w najlepszym razie okazali się durniami. To Buzek, Kaczyński, Miller, Komorowski, Sikorski, Kurski, że innych nie wymienię. A jeśli wiedzieli, kogo reprezentuje Prawy Sektor, i celowo przymykali oko, to mają dowód, jak szybko cyniczna hipokryzja skutkuje nieszczęściami. I to dla własnego państwa. Stawiam więc pytanie o odpowiedzialność polskich "majdanowców” za to, co popierani przez nich politycy ukraińscy robią. Czy politycy nie widzą związku między tym, co mówili, a tym, co robi ekipa rządzących Ukrainą?. Czy zostało im tylko bezradne przyglądanie się blokadzie wszelkich prac poszukiwawczych, brakowi ekshumacji, a nawet skromnych prac porządkowych? Słuchanie coraz butniejszych żądań ukraińskiego IPN i przyglądanie się coraz liczniejszym symbolom kultu zbrodniarzy?

Nasza polityka po 1989 roku jest beznadziejna nie tylko ideowo ale i merytorycznie. Lgniemy do zbrodniarzy spod znaku tryzuba, którzy wymordowali blisko 150 tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci tylko za to że byli Polakami, a jednocześnie pogardzamy m.in. bohaterskimi ochotnikami Polaków, którzy w imię internacjonalizmu poszli do Hiszpanii bronić rewolucji mającej na celu zabicie faszyzmu. By obrzydzić ich nasi kłamcy historyczni paplają głupoty jako by Polacy poszli w bój aby gwałcić siostry zakonne i wybijać księży. Oby was sprawiedliwość dopadła wredni prawicowi manipulanci. Naszym Dąbrowszczakom w Hiszpanii, Francji i kilku innych państwach stawiają pomniki, a hiszpański demokratyczny rząd jeszcze żyjącym bohaterom, po śmierci faszysty Franco przyznaje specjalne renty, gdy tymczasem nasza skrajna prawica nazywa ich synami Stalina.
Osobiście pomiotem Stalina nazwałbym tych wszystkich prawicowych gryzipiórków, którzy to uzbrojeni w skalane pióra tak chętnie piszą m.in. o pseudo bohaterskich żołnierzach wyklętych czyli mordercach tysięcy nie tylko Żydów ale też swoich sąsiadów, chociażby za to, że przyjęli nadany im kawałek ziemi. Post zatytułowałem „Mgliste polskie future”. Tytuł ten przewijał mi się pod czerepem do ostatniego wyrazu tekstu. Podtrzymuje go, bo rzeczywiście nie widzę dobrej przyszłości dla naszej ojczyzny. Zbyt duże zamglenie.
autor: tonizar67@wp.pl

niedziela, 12 sierpnia 2018

KTO KUPUJE WŁADZĘ, MUSI KRAŚĆ.


To do wiadomości wyborcom, elektoratowi, suwerenowi też, jakby ktoś pytał. Kto kupuje sobie władzę, musi kraść. Po pierwsze dlatego, że musi sobie odbić straty kwot, którymi zachęcił elektorat do złożenia głosu na niego, po drugie zaś, nie po to przyszedł do władzy aby nie mieć z tego "należnego" pożytku osobistego. Teza iż władza to pieniądze się potwierdziła w roku 2015 w czasie wyborów parlamentarnych w Polsce, pod hasłem przewodnim 500 złotych miesięcznie dla każdego dziecka. To nie ważne że to lipa, że nie dla każdego, bo dopiero od drugiego, ale wiadomość ta zmobilizowała setki tysięcy, szczególnie mieszkańców wsi, którzy z reguły dotychczasowe wybory olewali z lenistwa, tym bardziej, że słowo patriotyzm nie przemawiało do nikogo. Obiecanki głoszone na prawo i lewo przez pisioli zostały dodatkowo pobłogosławione przez kler, któremu też obiecano mannę z nieba, do którego z urzędu aspirują prawie wszyscy księża i zbałamuceni przez nich szeregowi katolicy. Akcja jak wiemy się udała. Pisiole zasiedli w fotelach władzy, zaś elektorat pobiegł do ZUS po swoje 500+, zaś Rydzyk dostał blisko 100 milionów. Wydawało by się, że sprawa zakończona i wszyscy zadowoleni, transakcja skończona. Otóż nic podobnego, bo teraz władza musi się sama nachapać. Jest z czego brać bo ponoć jak twierdził premier, w kasie były nadwyżki. Brali też chociażby z tzw. SKOKÓW, na czele których stanął z woli  samego Boga pierwszy oszust IV Rzeczypospolitej, dzisiaj senator Bierecki. Tu już w grę nie wchodzą jakoweś dziadowskie pieniądze liczone w setkach czy tysiącach.
Tu się kradnie miliony, bo okazuje się że już po dwóch latach władzy SKOKI zadłużyły się na ponad pięć miliardów złotych. Kto ukradł te bajeczne pieniądze? A po co to komu taka informacja, po co komu taka wiedza?. Rządzący obezwładniając sądy i trybunały nie dopuszczą do utworzenia komisji śledczej w sprawie tegoż gigantycznego manka, która kilkakrotnie przewyższa aferę Amber Gold. Wiadomo jednak z donosu wiewiórek, że posłowie i senatorowie PiS brali pożyczki od SKOKÓW w kwotach kilkuset tysięcznych, które po wygranych wyborach zostały im umarzane, czyli proste złodziejstwo. Czyż trudno jest nazwać złodziejstwem przydzielane nagrody w dziesiątkach tysięcy złotych składowi rządu Beaty Szydło?, nawet tym którzy z przyczyn nieudolności zostali wcześniej odwołani z roboty. Szydło do swej chałupy co sobotę latała samolotem KASA, a z lotniska do wsi wysokiej klasy samochodem BMW, który zresztą skasowała wzorem Macierewicza. Każdy lot to 35 tysięcy złotych, a ileż to mamy sobót w roku?. Na czele spółek Skarbu Państwa zasiedli same pisiaki, by pobierać w ramach uposażenia bajońskie kwoty, a po kilku miesiącach zostawiają fotele dla partyjnych kumpli i pobierają odprawy liczone w milionach. Szydło bezczelnie nawet nagrodziła się sama, a gdy Kaczyński kazał im wszystkim oddać te
pieniądze na cele charytatywne, oddała je na parafię w której wikarzy i pobiera nauki u proboszcza jak ciągnąć kasę od ciemnego luda, jej syn. A co tam, oddałam na zbożny cel, mówiła, zresztą te pieniądze nam się należały, co kilka razy wykrzykiwała z trybuny. Potwierdza się zatem powiedzenie, że kto kupuje władzę ten będzie kraść. Ponieważ do następnych wyborów i to aż w trzech odsłonach coraz bliżej, ciemnemu ludowi zaproponowano następną łapówkę. To tzw. piórnikowe w kwotach 300 złotych na rozpoczęcie nowego roku szkolnego. Kwota niebagatelna, bo chodzi o miliardy, ale im się to opłaci. Zatem śmiało powtórzę, w każdym rządzie znajdują się złodzieje i to nie tylko w Polsce. Ale jak pamiętam, podczas rządów AWS, SLD i Platformy, kradzieże z kasy państwa odbywały się z użyciem przysłowiowej łyżeczki. Pis kradnie chochlą. Czyżby przewidywał klęskę wyborczą?. A może oni już mają kradzieże we krwi, niezależnie od wyniku wyborów. Okazuje się że miast miliardów nadwyżki w kasie państwa, kasa ta świeci pustkami. Mieliśmy w planie zakup od Szwedów kilka jednostek pływających dla polskiej marynarki. Nie wyszło, bo za drogie. Chodzą żarty że prezydent Duda wraz z Błaszczakiem udali się do Australii by pobuszować po szrotach marynistycznych. Sądziłem że na wycieczkę bo jeszcze ich tam nie było, a okazuje się że na zakupy. Końcowa dygresja: Ciekawe, że do złodziejstwa zapraszali też Boga, a przynajmniej do pomocy. No i się nie zawiedli, bo im pomaga.Lekcja dla opozycji, szczególnie zaś ateuszy.
Foto FB.

czwartek, 9 sierpnia 2018

GDZIE WŁADZA NIE MOŻE, BISKUPA POŚLE


Proszę Państwa. Największe uniwersytety świata. Z Ameryki Północnej i Południowej. Z Londynu, Paryża i Berlina, ba nawet z australijskiego Sydney, a konkretnie wybitni prawnicy tych uczelni podpisali list otwarty. List, w którym swoim autorytetem zaświadczają iż pani profesor Małgorzata Gersdorf pozostaje pierwszym prezesem Sądu Najwyższego w Polsce do roku 2020, w myśl jeszcze obowiązującej Konstytucji, gwałconej przez rządzącą partię i marionetkowego prezydenta zwanego przez opozycję Adrianem. List ten mocno zasmucił PiS jako że jest on potwierdzeniem racji Komisji Europejskiej poddającej totalnej krytyce polskie prawodawstwo, polski rząd i prezydenta Dudę. Prawo i Sprawiedliwość zdaje sobie w głębi serca z przegranej ze światową palestrą prawników, nie mniej jednak twardo stoi na stanowisku swoich racji, iż ustawami mogą gwałcić Konstytucję. Nie przejmuje się też tym Andrzej Duda mimo całkowicie spranego osobistego autorytetu w kraju i na świecie. Korzystając z iście wyśmienitej pogody, wylatuje więc sobie na wycieczkę do Australii, (bo go jeszcze tam nie było) licząc na nawiązanie względnie dobrych stosunków z rządem Wyspy. Niestety, nikt z oficjeli nie zapałał ochotą na spotkanie z polskim dostojnikiem. Przeto by usprawiedliwić bardzo kosztowną dla skarbu państwa wycieczkę, Duda zapowiedział spotkanie z australijską Polonią, która ponoć stęskniła się za naczelnym przedstawicielem Macierzy. Przy okazji namówi ich na głosowanie w najbliższych wyborach na PiS. Za „jaja”, wynikłe z gwałtu na
Konstytucji odpowiada wyłącznie Kaczyński w symbiozie z Kościołem opartym na polskim kołtunie wiejskiej ciemnoty kupionej socjalnymi „świecidełkami”, podobnie jak Aborygeni przez Anglików. Odpowiadać jednak za ten bajzel polityczny przed Trybunałem Stanu będzie Duda, bo Kaczyński to tylko szeregowy poseł upiększony aureolą cierpiącego Chrystusa i berłem naczelnika. Msze i inne modły odbywające się po polskich kościołach napawają wiernych nadzieją na odzysk pełnej sprawności w kaczym kolanku. Kartoflany kraj. Szczerze modli się o to kler żyjący w luksusach na koszt ludu pracującego miast i wsi, bowiem w roku bieżącym fundusz kościelny rząd pisowski,, jak zresztą każdego roku powiększył o kilkanaście milionów. Mimo tego zawód kapłański jednak nie kusi zbytnio młodych do wstępowania w progi seminaryjne, a Kościoły polskie szczególnie w miastach Polski centralnej świecą coraz bardziej wyraźnymi pustkami. Zapewne jednak duchowni sobie poradzą, co pokazał w swoim filmie KLER pan Wojciech Smarzowski, ostatnio wyświetlanym w miejskich kinach, bowiem w małych ośrodkach władze i Kościół do tego nie dopuszczą. Film pokazuje gwałty, pedofilię, złodziejstwa, rozpasanie, oszustwa podatkowe i wszelkie inne występki ocierające się o czyny mafijne. Mimo to
Polaków katolików nic nie zniechęci do wyrażania czci dla biskupów a nawet pospolitych katabasów. Podpisany z Watykanem Konkordat oddał nasze państwo w niewolę papiestwu, a jednocześnie urządził polskiemu Kościołowi raj na ziemi. Na TEJ ZIEMI. Można by śmiało powiedzieć, że katolicki Kościół Polskę (przepraszam za wyrażenie) wyruchał pod każdym względem stając się czwartą, a w rzeczywistości pierwszą władzą, bowiem każda ustawa jest pierwej konsultowana na ul. Miodowej zanim rządząca partia ją uchwali. Stąd taka ich wartość merytoryczna. Ustawy te wielokrotnie są nowelizowane, wzorem tej o IPN oraz Sądzie Najwyższym.  Że mamy rację Bóg nam świadkiem i On może, oczywiście milcząco zaświadczyć.  

sobota, 4 sierpnia 2018

TAK DOBRZE ŻARŁO


Tak dobrze żarło …. i naraz zdechło. Jak powiedział profesor Wojciech Sadurski pisowska mafia polityczna w Polsce, którą porównał nawet do zorganizowanej grupy przestępczej, praktycznie była już u bram "niebios". Pozostało jej tylko zaklepać przejęcie Sądu Najwyższego. Naprawdę dobrze im żarło. Korzystając z tego, iż w parlamencie PiS ma liczebną przewagę, co pozwala im na uchwalenie każdej, choćby idiotycznej ustawy, które poprawia nawet po siedem razy, w porozumieniu z marionetkowym prezydentem z łatwością przejęli Trybunał Konstytucyjny, sadowiąc na czele zespołu profesorów, niedouczoną ale posłuszną Kaczyńskiemu, panią magister prawa, niejaką Przyłębską. Podobnie się ma z Krajową Radą Sądownictwa, którą obsadzili swoimi miernymi ale wiernymi, a na koniec wyciągnęli łapska po Sąd Najwyższy, przy okazji tworząc przy nim tzw. izbę dyscyplinarną jako bat na mało posłusznych władzy sędziów. Członkowie Izby mają otrzymywać najwyższe uposażenie wśród polskiej prawniczej palestry. Przy okazji też postanowili się pozbyć nieposłusznej władzy pierwszej prezes Sądu Najwyższego pani prof. Małgorzaty Gersdorf. W tym celu uchwalili zwykłą ustawę pozwalającą na wysłanie sędziów na emeryturę po osiągnięciu 65 lat życia, co jest akurat niezgodne z Konstytucją tym bardziej, że pierwszy(a) Sędzia ma zagwarantowaną sześcioletnią kadencję, co w przypadku pani Profesor kończy się w roku 2020. Pisiaki (jak nazywa ich prof. Staniszkis), nie bardzo się przejmują krytyką Komisji Europejskiej co do prawodawstwa polskiego, to jednak wykazują obawy przed stanowiskiem Trybunału Sprawiedliwości EU, bowiem wyrok Trybunału byłby tylko jeden, mianowicie wielomilionowe kary euro za podważanie traktatów unijnych, oraz ograniczenie funduszy strukturalnych, a to by mocno uderzało bezpośrednio w ich wyborców, czyli tzw. twardy elektorat, szczególnie wiejski.
Liczyli na to, że zanim Komisja UE skieruje sprawę złamania polskiej Konstytucji do owego Trybunału, to zdążą zaklepać sobie następną kadencję rządzenia krajem. Tymczasem niespodziewanie Sąd Najwyższy skierował do Unijnego Trybunału Sprawiedliwości zapytania, czy władza wykonawcza ma prawo ingerować w Konstytucję i zmieniać jej zapisy, chociażby m.in. w kwestii wysyłania sędziów na emerytury, co podparli zwykłą ustawą sejmową, jednocześnie zawieszając wykonanie ustawy. Zapytanie skierowane do Luksemburga przerwało bezprecedensową grabież  polskiego prawodawstwa przez PiS. Szlag ich trafił. Wszystkich, posła Kaczyńskiego ze zbolałym kolanem, marionetkowego prezydenta Dudę wraz ze swoim gabinetem tudzież marionetkowego premiera Morawieckiego, ale też szeroką ławę ich członków i czekających na awanse prawników. Media rządowe aż się trzęsą ze swej niemocy, bowiem upłynie wiele miesięcy zanim Trybunał się wypowie, co skutkuje wstrzymaniem nie tylko siłowego odejścia prof. Gersdorf w stan spoczynku, ale i wykonawstwo postanowień ustawy w sprawie nakazu odejścia na emeryturę wielu sędziów, tym bardziej, że wyrok Trybunału Sprawiedliwości może być tylko jeden. Mianowicie łamanie zasad trójpodziału władzy jest przestępstwem i kwalifikuje się wyłącznie do Trybunału Stanu, który jak wiemy dotychczas się w Polsce nie przemęcza.


POLSKA I WATYKAN W ŚWIETLE KAMER

Kto atakuje Kościół ten atakuje Polskę, krzyczał Jarosław Kaczyński, licząc na rewanż i łaski politycznego wsparcia ze strony episko...