niedziela, 26 lutego 2017

FRYZJER


                                      Grób Antoine,a w Sieradzu.
Klientem fryzjerów, jak pamiętam bywałem średnio jeden raz w miesiącu. Bywałem, bowiem dzisiaj na mojej głowie miast włosów, w wyniku biologicznych posunięć powstał obszerny gładki areał bezuprawowy, na którym wnuki są gotowe rysować zmywalnymi flamastrami postaci bajkowe, ewentualnie pogłaszcze go małżonka lub przytuli się w chwilach wdzięczności, imienin, urodzin, albo ot, tak sobie. To tyle tytułem wstępu, powiedzmy, z okazji „Dnia Fryzjera”, bo ja o czym innym, oczywiście z fryzjerem w tle. I to nie o takiej wybitności jak Antoine Cierplikowski z Sieradza, który karierę w Paryżu zrobił na równi z Coco Chanel. Urodzony w 1884 roku w niezamożnej rodzinie, syn szewca Antoniego i Joanny z Majchrzaków. W wieku 11 lat zetknął się po raz pierwszy z zawodem fryzjera. Zawodu uczył się najpierw w Łodzi u wuja Pawła Lewandowskiego, który miał zakład fryzjerski, klasy mniej więcej takiej o jakiej chcę napisać w konkluzji posta. W roku 1901 wyjechał do Paryża gdzie już w bardzo młodym wieku zdobył wielką sławę, by w latach dwudziestych ubiegłego wieku mieć ponad 60 gabinetów fryzjerskich na całym świecie. A działo się to w czasie, gdy w Polsce nie wszyscy obywatele zdążyli zejść z drzew. Prawdopodobnie siedzieli by na nich do dzisiaj gdyby minister Szyszko nie postanowił w cholerę ściąć każdą żywą, naturalną przeszkodę dla samochodów rządowych. Mój fryzjer swoją manufakturę miał kilkaset metrów od mojego miejsca zamieszkania. Znaliśmy się, bowiem zachodziłem do niego w ramach potrzeby higienicznej, ale też z powodu potrzeby zakupu dobrej , suchej kiełbasy z koniny, zwanej belgijską, w sklepie na zapleczu tego samego budynku. Jej, (znaczy się kiełbasy) czerwony kolor nie bardzo wzbudzał apetyt, ale był zgodny z powszechnie głoszoną ideologią wśród mas pracujących. Obaj przynajmniej raz w tygodniu, w chwili dostawy ten rarytas nabywaliśmy, przy okazji, jak to u fryzjera, albo w maglu dyskutowaliśmy o tym i owym, dzięki czemu miałem wymierną zniżkę za kolejne „podstrzyżyny”. Pewnego dnia, a było to w gorącym sierpniu także wybrałem się do pana Apoloniusza, bo tak miał na imię i był już w wieku potwierdzającym fryzjerskie opowieści, o tym że brał udział w I wojnie światowej w bitwie z Niemcami nad Marną pod komendą gen. Josepha Joffre jako chłopak 16 letni. W chwili opowieści dobiegał osiemdziesiątki. Mimo to był bardzo sprawny, poruszał się na rowerze, dorabiał sobie właśnie jako fryzjer. Był bardzo znany w mieście z dokładności, solidności i punktualności. Tym razem jednak drzwi jego gabinetu zastałem zamknięte, a było już pół godziny po czasie, gdy zwykle szalał z brzytwą w ręku.. Rozejrzałem się z zamiarem powrotu do domu, gdy widzę z daleka jego biały fartuch, którego nie zdejmował nawet gdy był wezwany do ludzi. Pytam więc go co spowodowało aż tak duże spóźnienie. Wykładając z teczki na pulpit fryzjerskie narzędzia, m.in. brzytwę, maszynkę ręczną do strzyżenia oraz chemikalia, w tym różne wody, poinformował mnie, że ostatnio coraz częściej zdarza mu się mało punktualnie otworzyć punkt usługowy, bowiem jest w trybie alarmowym wzywany do ogolenia lub ostrzyżenia nieboszczyka, a wiadomo, że łatwiej jest wykonać usługę, gdy nieboszczyk jest jeszcze w miarę ciepły, więc mam mu oto spóźnienie wybaczyć, tym bardziej, że taka usługa, co w tym wypadku najważniejsze, jest wielokrotnie droższa od podobnej na żywym człowieku. Oczywiście, nie ma o czym mówić panie Apoloniuszu, ktoś to musi zrobić bo w tych latach nie było prywatnych zakładów pogrzebowych. Nie zawsze rodzina chciała ukochane zwłoki oddawać w ręce rzeźników, często „komunistycznych oprawców”.
 

Tymczasem siedzę przed lustrem i widzę, że pan Apoloniusz nie myje ani nie dezynfekuje swoich instrumentów i jest gotowy je użyć do strzyżenia mojej głowy. Pytam więc, czy właśnie tych narzędzi używał goląc martwego klienta?. Tak, ale co to ma do rzeczy?. Błyskawicznie odrzuciłem fartuch zrywając guzik który mi zapiął na karku, zerwałem się dynamicznie z fotela i już mnie tam nie było. Nigdy już nie siadłem w jego fotelu przed lustrem, bowiem od maleńkości miałem okropną awersję do zmarłych. Do tego stopnia, że nawet na wymuszonych przez rodziców, albo okolicznościowych pogrzebach stawałem z daleka od trumien i wykopanych grobów. Pierwszą zmarłą osobę zobaczyłem i to nie z ciekawości ale z przymusu mając bodaj ponad trzydzieści lat na karku i była to moja 102 letnia prababcia, nie licząc incydentu gdy cała klasa w podstawówce wepchnęła mnie pod trumnę zmarłego ojca jednego z kolegów, ale wtedy zamknąłem oczy by nic nie widzieć, a skutkiem tego miałem kilka nieprzespanych nocy.
                        Stere gabinety fryzjerskie
Wtedy u pana Apoloniusza moje zachowanie nie było w pełni racjonalne, bowiem nikt jeszcze nie słyszał o strasznej chorobie HIV, którą można było się zarazić np. przy podgalaniu karku nieodkażonym sprzętem fryzjerskim dwadzieścia lat później, ale było jak było. Do dzisiaj sobie przypominam owe zdarzenie, aczkolwiek do nieboszczyków jakoś dalej jestem mało przyjazny, chociaż tylko w samej rodzinie od tego czasu odeszło w zaświaty wielu moich bliskich. Gdyby żył do dzisiaj pan Apoloniusz z zawodu fryzjer, miałby ok 130 lat.


czwartek, 23 lutego 2017

MŁODZIEŻOWY PRAWOSKRĘT


                                       
Jeżeli słyszymy cokolwiek dzisiaj o patriotyzmie, to najczęściej z ust młodych ludzi, bowiem starsi nie szastają zbytnio tym, jakże wzniosłym słowem, chyba że to Macierewicz i jego otoczenie. Mówię oczywiście o patriotyzmie rozumianym według ich pojęcia. Patriotyzm według młodego człowieka to uczestnictwo co niedziela w kościelnej mszy, okazywanie nienawiści do wszystkich poza Polakami i to nie zawsze, bowiem zdarza się że nawet zasiedziały Polak oberwie od oenerowca w twarz za to że ma inną barwę skóry niżeli on. W najlepszym przypadku ten młody patriota hajluje przed Czarną Madonną na Jasnej Górze.  
 

Gdzie tkwi zasadnicza przyczyna tego stanu rzeczy? Otóż nie trudno zgadnąć. Tkwi w polskim kościele (specjalnie małą literą) i jego przedłużonym ramieniu, czyli religii w szkołach. Młodzi ludzie są dzisiaj bardzo konserwatywni, ale w pojęciu odbiegającym od konserwatyzmu określanego encyklopedycznie. To jest całkowicie inny konserwatyzm, bo młodzi dzisiaj ćpają, chlają, i parzą się bez opamiętania. Wydawało by się że obyczajowo są bardziej liberalni, korzystają bowiem z przywilejów młodości w relatywnie nie najbiedniejszym kraju, ale ideologicznie są szalenie konserwatywni. W dużym stopniu wynika to z ignorancji i zastępowania edukacji tresurą kościelną, oraz selektywnym nauczaniem historii. Wiedza o historii własnego narodu podupadła. Wciskany im kreacjonizm i  religia w szkole to straszliwa trucizna. To był gigantyczny błąd polityków Unii Demokratycznej, że wyrazili zgodę na powrót religii do szkół. Ogólna wiedza o świecie, o przeszłości własnego narodu nie istnieje. Wiedza ta kończy się na Powstaniu Warszawskim. Taki poziom nauczania wyjaśnia wiele rzeczy. Chociażby szerzącą się ciemnotę i zabobony. Niedawno  zmarła z głodu półroczna dziewczynka. „Leczył ją” znachor. Uczulenie kazał rodzicom leczyć rozwodnionym kozim mlekiem i nie pozwalał zwracać się do lekarzy. Gdy go aresztowano w jego obronie stanęła prawie cała wiocha spod Nowego Sącza, jako że ten znachor był im „zesłany” przez Boga. Z kolei minister zdrowia (lekarz) wszem wobec twierdzi że pastylka „dzień po” to lek wczesnoporonny. Idiotyczne, śmieją się inni lekarze. Ten wirus religijny z klas szkolnych szybko nie wyjdzie, więc nie ma co się dziwić, że młodzi są coraz bardziej zindoktrynowani i takimi pozostaną w latach dorosłości. Pewno zostaną „panami” z PIS, którym będzie wszystko wolno. Będą mogli wycinać drzewa w parkach, by przygotować place budowy pod kościoły, będą się rozbijać samochodami z wykorzystaniem BOR. A kto panom zabroni, przyznał wczoraj sam Kaczyński. Gdyby jednak cudem wycofać szerzenie tej ciemnoty ze szkół, naród by ostrzejszym wzrokiem spojrzał na świat. Niestety, Kościół w Polsce jest hamulcem wszelakich przemian. Przemian nie tylko obyczajowych,
                   Patriotyzm od kołyski
ale i społecznych. A Duda i PIS zostali wybrani głosami przede wszystkim młodych ludzi, co nie rokuje dobrze na przyszłość. Jakiś czytelnik przytacza zasłyszany na dworcu dialog młodych dziewczyn. Rozmawiały o aborcji. Jedna z nich mówi, bez żenady, że kobieta która myśli o aborcji jest zwykłą kurwą. To rodzaj kompletnie bezrefleksyjnej głupoty. Młodym się wydaje że temat aborcji nigdy ich nie dotyczy, co jest w tym wszystkim najgorsze. Przy tej gnuśnej ciemnocie zaszczepianej dzieciakom w szkołach, jako społeczeństwo zapadamy na groźną chorobę rusofobii i rzecz w tym najgorsza, że ta choroba w nas coraz bardziej się rozwija, zdążając ku epidemii. To już staje się obsesją. Młodzi niszczą pomniki żołnierzy armii rosyjskiej, podpalają bary z kebabami, biją ich właścicieli. Churchill swego czasu powiedział, że gdyby nie nadzwyczajne wyczyny i ofiary poniesione przez Rosję, Polacy jako naród byliby skazani przez Hitlera na zagładę, albo sprowadzeni do stanu niewolników. Potwierdzam, wiedziałem o tym co najmniej od 60 lat. Nie lubimy Rosjan, natomiast lubimy przykładowo Gruzinów. A przecie najwięksi gwałciciele w krasnej armii w czasie II wojny światowej to Gruzini, Czeczeni i inni mało cywilizowani wojacy z republik Kaukazu. Wciąż wyznajemy zasadę, że wróg naszego wroga jest naszym przyjacielem. Stąd wielka miłość do ukraińskich nacjonalistów spod znaku tryzuba.
               EwuniuDla ciebie wszystko.
Podobnie wygląda miłość do Gruzji, którą zaszczepił nam prezydent Kaczyński ciesząc się, że jego gruziński kolega ma podobne zdanie na temat Rosji. Ostatnio ta miłość jakoby wyblakła, gdy ukochany przez PIS prezydent Saakaszwilli wraz z otoczeniem został wygnany przez swój naród z kraju. Przygarnęli go Ukraińcy, a nawet zrobili gubernatorem. Niestety szybko się na nim poznali, bo kilka tygodni temu prezydent Poroszenko pozbawił go obywatelstwa ukraińskiego. Ot, wartościowy gość prosto z Ameryki. W oparach podobnej polityki wyrasta nam młodzież o przekonaniach bardziej konserwatywnych niżeli można sobie wyobrazić. Pozostaje nam Polakom utrwalać przyjaźń z USA, bowiem koty zadzieramy z każdym ktokolwiek nam podpowiada jak ratować demokrację, tyle że Polska staje się po wyborze Trampa na prezydenta zakładnikiem polityki amerykańskiej, a teraz także amerykańskiej nieprzewidywalności.



poniedziałek, 20 lutego 2017

ZUPA Z SUSZONYCH BOROWIKÓW



Znacie Joachima Brudzińskiego? Tak, to ten politruk od Kaczyńskiego, taki partyjny wykidajło, od wywalania na zbity pysk każdego, kto czołgając się przed obliczem Jego Wysokości Prezesa, ośmieli się zwlec na kolana. Za młodu kilka razy bohatersko przetrzymywany na dołkach za okradanie pasażerów komunikacji miejskiej w Szczecinie. W archiwum dzienniki zatrzymań odnotowują takie przypadki. Ale to było za komuny, więc nie warto dawać temu całkowitej wiary. Podobno jednak dużo w tym prawdy. Brzydkiej prawdy, krzykaczu do tłumu KOD nazywając ich komunistami i złodziejami.
Jest niedziela. Czas szczególnie emerytom się dłuży. Bierzesz do ręki strony niedoczytanej z ubiegłego tygodnia prasy, nasłuchujesz cicho ustawionych odbiorników radia i TV. Nic pocieszającego. Jest rządowa zgoda na wycinki nawet stuletnich drzew, skoro najdzie cię ochota, co zresztą masowo czyni rydzykowy minister od przyrody. Jakiś opozycyjny dziennikarz powiada: Po likwidacji Trybunału nie żyjemy w liberalnej demokracji. Naczelnik Kaczyński pogwałcił konstytucję, to wiemy. Odebrał nam państwo prawa, to wiemy. Reforma KRS to koniec niezależnych sądów, tak umiera polska demokracja, której solą jest trójpodział władzy. to wiemy. Można bez zająknięcia stwierdzić iż jest to faktyczny koniec demokracji. Następuje totalitaryzm i autorytaryzm, inaczej burdel i chaos.
Taką erratę można sobie wyciąć, zafoliować, zachować i stosować w razie kolejnego ataku moralnej paniki. Nie giąć, nie niszczyć, co najmniej trzy lata może służyć. Dolatuje mnie z kuchni cudowny zapach zupy z suszonych prawdziwków. Zapach dodatkowo wzmocniony pachnącym sosem pieczonych steków z cebulką. Pod wpływem tych wonnych atrakcji wyłącza mi się zdolność podziału uwagi. Ale są rzeczy ważniejsze od jedzenia, wmawiam sobie. Bo oto widzę ministra    Waszczykowskiego i prezydenta  na konferencji NATO w Monachium, których twarze zmieniają się raz w smutasów, raz w wesołków. Nasi posłańcy słuchają z ust bardzo ważnych polityków Europy ale i świata reprymendy, właśnie dotyczącej niszczenia resztek, tak resztek demokracji w Polsce. „ Wszystko o czym my tu mówimy dotyczy pańskiego kraju panie prezydencie” mówi amerykański senator John McCain wskazując go palcem, zaraz po podobnie krytycznej wypowiedzi pana Timmermansa jednego z szefów UE, który nie licząc się z przesadną kurtuazją obsobaczył naszego wysłannika z brodą. Ale jak to bywa zwykle u pisowców, gorzkie uwagi spłynęły jak woda, (nomen omen) po kaczce. Zadowolony z udziału w ważnej konferencji Waszczykowski wrócił na łono ojczyzny wieszcząc że, wszystkimi siłami obronił racje konstytucyjne pana prezesa. W tym miejscu zawstydziłem się bardziej, niż gdyby przypadkowo całe osiedlowe kółko różańcowe zobaczyło mnie nago biegnącego na nieszpory. A temu rozlazłemu chłopu w randze ministra nawet powieka nie drgnęła. Bardzo źle się poczułem, gdy pomyślałem o opinii dot. naszych przywódców, jaką w tym momencie drukują wszystkie liberalne gazety świata. Zdruzgotany psychicznie usiadłem do iście świątecznego obiadu. W czasie sjesty, w którymś tygodniku znalazłem
                             Zagrzeb.
obrazek na którym nasz uwielbiany rodak Jan Paweł II klęczy przed mauzoleum, wyniesionego przez siebie na ołtarze (jako patriotę i męczennika komunizmu), faszystowskiego arcybiskupa, późniejszego kardynała Alojzije Stepinaca, w Chorwacji. Sam stworzył sobie świętego do którego się modli. Co świętego może być w okrutnym faszyście, strażniku obozu śmierci sami sobie dopowiedzmy. Nie znajdziemy zadowalającej odpowiedzi. Natomiast św. papież Wojtyła znajdzie z łatwością. Raz, iż podobną świętość odnalazł w Pinochecie, zbrodniarzu chilijskim, gdy ściskał się z nim publicznie na balkonie pałacu La Moneda. Dwa, że podobnym uczuciem darzył największego zboczeńca seksualnego i pedofila księdza Maciela Degollado. W tej materii Wojtyła pokrył się patyną współodpowiedzialności za plagę pedofilii w Kościele, w momencie gdy wydał dekret o utrzymywaniu w tajemnicy tych zbrodniczych czynów. Jak na jedno popołudnie to wystarczy. Zmorzył mnie sen. Śniłem o prawdziwej demokracji w Polsce, którą wprowadził powracający z Brukseli Donald Tusk. Niestety w kilka dni po tym został ścięty przez niejakiego Błaszczaka przy wściekłym aplauzie kilku tysięcy wyznawców sekty smoleńskiej. Na szczęście się obudziłem spocony jak maratończyk.





sobota, 18 lutego 2017

SŁODKIE ŁAPSKA KLERU


Cała prawica polska siedzi w d*pie kleru. Kwestia tylko jak głęboko, co się przekłada na fakt, ile daje do kieszeni czarnuchom. To, że episkopat polski, opowiada się za PIS, świadczy wyłącznie o tym, że pisowskie koryto przeznaczone dla Kościoła katolickiego wypełniane banknotem polskim i hipokryzją włazidupstwa jest głębsze i częściej napełniane. Zaraza polska, która lęgnie się w kruchtach ogarnęła wszystkich, którzy z wyrazem zgorszenia na twarzach wypowiadają słowa lewica, a tym bardziej socjalizm. Z jaką hipokryzją brzmią krytyczne słowa wypowiadane przez posłów PO na członków PIS, którzy z przyczyn wyłącznie koniunkturalnych liżą tyłki biskupom i Rydzykowi. Dlatego nie rozróżniam polskiej prawicy. To tylko emblemat który wskazuje na to jak bardzo jedni albo drudzy nienawidzą swojej ojczyzny i za ile są gotowi ją sprzedać Watykanowi, w imię własnej kariery.
Popatrzmy na te postaci, ponoć z dyplomami wyższych uczelni (co prawda uczelni z nazwy brzmiącej po katolicku), jak posłusznie klęczą, pewno w oczekiwaniu na fruwający opłatek zwany ciałem Chrystusa. To liberałowie polscy. Pytanie:, czy ktokolwiek widział łypiących na podobny opłatek w pozycji „klękaj synu?” z pośród zachodnich mężów stanu?, prezydentów, premierów, ministrów, deputowanych i innych, nawet deklarujących oficjalnie swój chrześcijański światopogląd. Nasi czynią to demonstracyjnie, by jak najwięcej katolików zwanych suwerenami ich obserwowało.
Platformo, nie czepiaj się PIS, który przynajmniej w 70 procentach przesiaduje w kruchtach z powodu chorobliwej dewocji, zacofania oraz spetryfikowanej ciemnoty. 30% zaś w ramach konformizmu w stosunku do szefa partii. Niczym w tym względzie się nie różnicie. Tyle że te proporcje są odwrotne. To ewenement w skali światowej. Te lizanie łap kardynałom i biskupom, którzy w gruncie rzeczy na upartego nie musieli by myć rąk. Te wprost pochłaniane doustnie bakterie z obu rąk papieża, kardynała, a nawet prostego proboszcza przez polskich dostojników to szczebel do kariery.
Jeden z poprzedników Kaczyńskiego Marian Krzaklewski tak mocno uchwycił dłonie papieża Benedykta XVI tuląc je do swej twarzy, że papież wpadał w konsternację czy te ręce odzyska w całości. Podobne zachowania widzieliśmy np. u pani Waltz, prezydenta Warszawy, nie mówiąc już o takich dziwolągach jak poseł Piłka, asystent premier Ewy Kopacz Michał Kamiński, który między kolanami papieskimi wykonuje istną ekwilibrystykę. Nie inaczej pocałunki składane na rękach papieskich wykonywali Kaczyński, Szydło i praktycznie cała polska prawica. Zastanawiam się, jak się czują w parlamencie i rządzie Kaczyńskiego ateiści, bo przecie tacy też są, tylko że w swoistym uśpieniu, podobnie jak geje i lesbijki.
Jakże miło, ekumenicznie, a nadto miłosiernie wyglądają sceny, gdzie papież całuje ręce polityków, tym bardziej, że są to delegacje spoza wiary chrystusowej. W naszym polskim grajdole więź ołtarza z tronem stoi na twardym postumencie. Polska premier, Beata Szydło, była burmistrz śląskiego miasteczka, matka dzieciom, rodzicielka księdza, przykładna żona bizmesmena oraz strażniczka ogniska domowego, kłamczucha poza krajem, swoim jakże rozmemłanym, onirycznym głosem usypia tę część narodu, która jej słucha z rozdziawioną gębą i która na polecenie kleru składa ofiarne modły za jej powrót do zdrowia. Zdrowia pani premier życzą choćby najwięksi mizogini, nawet z partii opozycyjnych. Bo tak trzeba.

czwartek, 16 lutego 2017

MIŚ, NA JAKIEGO NAS STAĆ


Na Bartłomieja Misiewicza patrzę z wyjątkowym zażenowaniem . Szczególnie w momencie jak kompania wojska polskiego ustawiona w dwuszeregu oddaje honory pomocnikowi aptekarza, bo zdarza się, że Misiewicz sam bez asysty maszeruje ciężkim krokiem przed pododdziałem. Ciężkim krokiem, bo widzowie podejrzewają Misia o płaskostopie czyli platfusa, z powodu czego Miś nie trafił do armii jako żołnierz. Sądzę, że równie dobrze mogli by salutować babie z koszykiem jaj. Posłusznie honory mu oddają wszyscy umundurowani z wyjątkiem jednego kaprala. Widzieliśmy to w TV. Zapewne Misiewicz zabierze mu te dwie beleczki, bo to bestia mściwa. Mnożą się podejrzenia, jakiż tajemniczy wpływ ma Misio na Macierewicza. O ich sekretnym związku zawodowym i opiekuńczym, oraz skąd to się wzięło lęgną się różne plotki w każdym maglu i nie tylko. A tymczasem chodzi o to, że Bartłomiej Misiewicz był sekretarzem komisji smoleńskiej , (jak tam trafił to tajemnica wiary) zna więc kłamstwa, które Antoni Macierewicz wytwarzał z dnia na dzień, które to kłamstwo rozpoczęło marsz PiS-u po władzę. Misio nie jest człowiekiem o żelaznych zasadach i gdyby go wywalić z roboty w MON, mógłby zacząć mówić i wszytko runęłoby, bo władza PiS stoi właśnie na kłamstwie smoleńskim – tłumaczy red. Piotr Najsztub. I ma rację, jeżeli Misiewicz rzeczywiście był tym sekretarzem to posiadł każdy sekret o czym tam mówiono, a co było aktem założycielskim sekty. Gdyby jednak ktoś wpadł na pomysł by Misiewicza wywalić z MON by zaprzestać ośmieszać armię, wtedy Misio poczułby się na tyle skrzywdzony że gotów byłby ujawnić „jak hartowała się stal
zwana zamachem smoleńskim”. Wtedy pada cały system kłamstw związany z katastrofa smoleńską, bowiem relacja owego sekretarza znalazła by się na ustach nie tylko opozycji, ale też w programach wszystkich mediów. Tymczasem Macierewiczowi i tak się chyba za dużo wyrwało (być może podczas picia gorzały) w rozmowie z generałem Pytlem, który pytał go o postępy w wyjaśnianiu przyczyn katastrofy przez jego podkomisję. Macierewicz odparł, że sprawa zamachu na nasz samolot to tylko sprawa polityczna, chwyt na rzecz zwycięstwa wyborczego. Generał te słowa ujawnił w audycji „Kropka nad I” u red. Moniki Olejnik. Przy okazji dodam, że zasłużonego generała zwolnił z wojska polskiego właśnie szeregowy Bartłomiej Misiewicz i dlatego zezłoszczony generał zdobył się na odwagę. Ciekawe, że generałowie polscy nabierają odwagi tylko wtedy gdy poczują się osobiście dotknięci. A gdzie honor, patriotyzm, ojczyzna, naród, ba, dla wielu dodatkowo Bóg.

wtorek, 14 lutego 2017

OO. JAROSŁAWICI OBUCI


Zaskakująca deklaracja posła Prawa i Sprawiedliwości: Jarosław Sellin odniósł się do niedawnej kraksy ministra Macierewicza, którego kolumna spowodowała karambol gdy jechał ze szkoły Rydzyka na imprezę braci Karnowskich. Według Sellina minister jechał z jednej uroczystości "państwowej" na drugą. W ten sposób potwierdził iż kościelne imprezy w tym zloty katolsko-kibolskie należą do uroczystości państwowych w myśl sojuszu ołtarza z tronem, o czym wszyscy myślący wiedzieli od dawna. A kogo my tu widzimy en face. Same mało ciekawe aparycje, tymczasowo oficjalnie uchodzące za ludzi godnych białych kołnierzyków, zaliczających się do kasty najważniejszego sortu w kraju. To kardynałowie sekty:Jarosław Sellin, podły kłamca, podręczny, dyżurny oskarżyciel opozycji z upodobaniem plucia na prezydentów w spoczynku. Nie dotyczy spoczynku wiekuistego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Jacek Kurski, gorący amator ciał niewieścich, zawodowy błazeński blagier, prezes TVP skandalista w myśl powiedzenia głupi naród to kupi, "znajomy" dziadka Tuska z  Wermachtu. Jarosław Kaczyński, główny spirytus movens współczesnego bajzlu prawniczego w Polsce, "nadpremier".  Owe czworaczki to Jarosławici obuci (w przeciwieństwie do bosych), inaczej, wyznawcy religii smoleńskiej. Ogłupionych tajemniczymi wybuchami puszek piwnych, mgłą i wscieklizną ciemnoty narodowej, czyli jako żywo

wyznawców tejże religii zastępczo nazwałem od imion głównych założycieli sekty.  Czwarty ważny jarosławita to Jarosław Gowin, uciekinier z "rąk" Tuska. Wszyscy oni szczycą się stanowiskami ministerialnymi. Mniemam, że dzisiaj w Polsce do jarosławitów przystąpiło podobno już ponad 15 milionów obywateli i sekta ta zagraża prawdziwkom watykańskim, bowiem prorok tej religii zwany Antkiem Policjantem, w naborze naiwnych odnosi coraz większe sukcesy. Nie dziwota, bowiem, podobnie jak Rasputin z wielu opresji wychodzi obronną ręką. Fakt, że błyskawicznie ucieka z pola zagrożenia, (Smoleńsk, Toruń), dając paskudny przykład podwładnym żołnierzom, ale coś w tym jest. Minęło dosłownie kilka dni, a zakonnica religii jarosławickiej Beata Szydło powracajaca do rodzinnego domu kolumną opancerzonych samochodów na drzewie oświęcimskim skasowała wóz wartości 2.5 miliona. Kardynałowie sekty, którym z oczu patrzy wyłącznie obłuda, hipokryzja i fałsz są gotowi tłumaczyć przy pomocy swoich kapłanów wiernemu ludowi, szczególnie w sektorze emeryckim, że tenże może liczyć na podwójne nagrody. Tu na ziemi marcowa podwyżka emerytury w kwocie ... 1,85 PLN, zaś w niebiesiech wieczny odpoczynek na ławeczkach rozstawionych przez aniołów w rajskim parku. O szczęście niepojęte!.


 

niedziela, 12 lutego 2017

NIESZCZERA , MAŁO ŻARLIWA MODLITWA

                   Pani premier,    Czy da się to wyklepać??

Fanatyczna wprost modlitwa całego rządu PIS, wyrażająca się dość częstym klęczeniem w wyrównanym szeregu, w poważnym skupieniu, ze wzrokiem utkwionym na przemian w malunek Królowej Polski oraz w żywy obraz prezesa nie skutkuje. Kurde no nie skutkuje. Platforma, partia, do której można mieć wiele zastrzeżeń, rządząca przez lat osiem, o czym tak często przypominają narodowi wszyscy akolici Jarka, obecnie przyssani do koryta, nie modliła się aż z taką demonstracją. Platformersi z powodu liberalnych poglądów, swoje wizyty w świątyniach ograniczają do pogrzebów, chrztów i pozostałych sakramentów, ostatnio rozdawanych ponoć za darmo wedle wskazówek Franciszka I (żart). Wg. Terlikowskiego, po prostu bezbożnicy.
                        Wypadek pani Szydło.
Okazuje się, że rzadki ich pobyt w domach bożych i nie zawracanie Stwórcy .. głowy sprawami państwa, do rozwiązywania których właśnie oni są powołani gwarantuje opiekę, przynajmniej nad przestrzeganiem przepisów w komunikacji drogowej. Powiadam drogowej, bo o dramacie lotniczym sprzed blisko 7 laty byśmy już dawno zapomnieli, gdyby nam Antoni Macierewicz wciąż nie przypominał poprzez powoływanie przeróżnych komisji śledczych opartych na piwnych puszkach, mających na celu obalenie ustaleń komisji państwowej i umacnianie religii smoleńskiej, na kanwie której powstała sekta pisowska.
Był to czas rządów PO, ale sam pomysł eskapady w towarzystwie blisko 100 najważniejszych osób w państwie wykwitł w głowie pisowskiego prezydenta Lecha K. Co prawda ci najbardziej trzeźwo myślący tę katastrofę przypisują Jarosławowi K. (vide minister Sikorski), to jednak inny minister na wariackich papierach, otaczający się misiami krzykiem udowadnia że „najlepszego” prezydenta wszech czasów zabili nam ruskie na polecenie Tuska. Dotychczas nie znalazł się nikt by autora tych słów wziąć w kaftan i odwieźć do Tworek ku uciesze tamtejszych pacjentów, ale czas pracuje na rozwój choróbska, którą trudno będzie zwalczyć metodą szpitalną, boć to pacjent dość stary, a i zwoje mózgowe zbyt poplątane. Inne katastrofy, które w gruncie rzeczy należy nazwać wypadkami drogowymi niestety też posiały się z udziałem ludzi jedynej słusznej partii, czyli ludźmi lepszego sortu, niezależnie od ich przynależności do PZPR, albo służb specjalnych PRL. Grunt że obecnie noszą pod sercem legitymacje PIS i klęczą w kościołach, a jeden z nich, zdolny szofer Kazio nawet wozi od lat tyłek Macierewicza. W ciągu zaledwie jednego roku rządów, mimo szczerej (wydawało by się) modlitwy na klęczkach, mimo jej utrwalania w Radiu Maryja i TV Trwam, wypadki drogowe podczas przewozu najważniejszych osób w państwie zdarzały się na porządku prawie dziennym, przysparzając krajowi wielomilionowych strat. Kilka dni temu, ksiądz prof. Alfred Wierzbicki w wywiadzie dla TOK FM krytycznie skomentował polski Kościół. Jego zdaniem, popierając Prawo i Sprawiedliwość, instytucja ta publicznie się ośmieszyła i wyszła na głupka. Póki co zespół wespół, czyli razem okradają to państwo w wszelaki sposób. Albo poprzez nieudolne zarządzanie niszczą prawo, konstytucję, rozbijają sprzęty
warte często kilka milionów złotych, albo po prostu gwoli podtrzymania się u sterów państwa rozdają Kościołowi kasę i grunta. Dla propagandy swojej dobrej zmiany mają rzeczniczkę w postaci niejakiej piękności, absolwentki KUL Beaty Mazurek. Kilka lat temu „Super Express” pisał o niej, że jest „nową miłością Kaczyńskiego”. Tabloid twierdził, że sympatii między prezesem PiS a Beatą Mazurek trudno nie zauważyć. Osobiście lubię ich oboje, jakież oni maja twarze, Bożesz ty mój. Chowajcie małe dzieci, tak na wszelki wypadek. Co jednak poczynić w sytuacji aż tak częstych wypadków drogowych z udziałem najważniejszych osób w państwie pomimo zanoszonych do niebios modlitw.?, głowią się mądre głowy. Te świeckie i te odziane w ornaty. A oto pięć przykładowych wypadków z udziałem naszych najdroższych i najmądrzejszych 1. Pękła prezydencka opona .Dobrze że to opona a nie prezerwatywa. 2. Jerozolimskie zdarzenie, kolizja z innym pojazdem Beaty Szydło w czasie wizyty w Izraelu. 3. Cyrki w samolocie przed powrotem z Londynu, upychanie ludzi na chama. 4. Szarża kolumny z ministrem wojenki w Toruniu, likwidacja dwóch samochodów marki BMW. 5. Wypadek kolumny pani premier w Oświęcimiu, przepisy drogowe (podwójna linia). Przy czym szybka kombinacja tlumaczeń kto jest winny. Oskarżono niewinnego chłopaka. "Ich naród" w to uwierzy. Na szczęście posłowie opozycji sa gotowi udzielić mu prawnej pomocy. Świństwo goni świnstwo. Pomniejszych przypadków nie odnotowuje się bo nie trzeba ośmieszać już mocno ośmieszonych. Na koniec mam oto takie przesłanie do rządzących: Nikt nie uwierzy że przez osiem lat rzadów PO nie wydarzały sie wypadki drogowe, ależ tak, były może mniej spektakularne. I Tyle. Panie prezydencie RP, pani premier RP, panie pośle Kaczyński wraz ze swoją zakłamaną świtą. Modlić się można wszędzie, bo jak powiada katechizm, Bóg jest w  każdym miejscu, nawet u Kowalskiego w piwnicy. Zatem, by odmówić różaniec, nie potrzeba gnać kolumną kilku samochodów aż do Torunia, Częstochowy, Oświęcimia, a tym bardziej do Izraela. Tak ich uświadom Bóg. Amen.
PS: Powoli likwidujemy transport służący naszym VIPOM. Macierewicz skasowa  2 beemki każda warta milion złotych. Beata Szydło go przebiła. Skasowała co prawda jeden pancerny audi ale o wartości dwa i pół melona PLN. jeszcze trochę a wozić ich bedą taksówki.



wtorek, 7 lutego 2017

NIEZNISZCZALNY MIŚ



Misiewicz to człowiek o tak silnej osobowości, że niektórzy wojskowi przed nim drżą” -profesor Zybertowicz „Kawa na ławę, TVN24. 5.02.2017
Panie Zybertowicz, od pana jako profesora wymaga się nieco więcej niż od chłopaka z zawodem pomagier apteczny, (a według słów gen. Skrzypczaka), kandydatem na doskonałego pomocnika w kuchni żołnierskiej. Pan panie profesorze Zybertowicz nawet nie wie co mówi. Bo jeżeli przed chłopcem od podaj pozamiataj drżą pułkownicy i generałowie to tylko takie państwo zaorać. Rzecz w czym innym. Mianowicie co Misiewicz robi u Macierewicza, w randze tajemniczego „pana ministra”?.Jest dystyngowanym ordynansem?, a może adiutantem?. W każdym razie przybocznym. Pieści go, a może Macierewicz jego, a może obaj siebie wzajem. Śledzi, by temu Misiu oczko się nie odkleiło. Miliony Polaków się zastanawia a im dłużej się zastanawia tym pada coraz więcej znaków zapytania.
Niezniszczalny Miś, ukochany Miś, jedyny Miś, a przecie w jego temacie (wg Barei), minister nie powiedzial jeszcze ostatniego słowa. Pomyśleć że ten wańka-wstańka, żelazny oblubieniec bohatera spod Smoleńska, czyli Macierewicza przypomina nam Rasputina, przedmiot nienawiści całej carskiej generalicji.. I co z tego. Wystarczyło, że jego nałożnica caryca Aleksandra stała za jego plecami. Rasputin też próbował ingerować w dowództwo armii, proponując swoje pomysły wojenne. Wydaje mi się i nie tylko mnie, że w temacie Misiewicz, zachodzi jakaś podejrzana zależność i dlatego wedle słów jednego z posłów PO, iż aptekarski pomagier kieruje Macierewiczem, zaś Macierewicz Kaczyńskim. Wniosek: Misiewicz zarządza państwem. Co było do udowodnienia.


niedziela, 5 lutego 2017

ŁAJDACTWO


Dzisiejszy post chciałem poświęcić prawdziwemu miłosierdziu. Prawdziwemu, a nie temu głoszonemu z ambon, o którym kilka razy wspominałem tytułując go łacińskim słowem misericordia. Już od rana kłębiły mi się myśli, które wypluwały odpowiednie zdania czekające na litość, by je umieścić na blogu. Niestety zdania te były tak nachalnie skotłowane iż zanim usiadłem przed komputerem, prawie że stchórzyłem przed ich głoszeniem. Chodzi mi o Polskę, moją ojczyznę którą szanuję, a do której miłość coraz bardziej mi obumiera. Nie mówię o tym, że jako kraj w XXI  w. dla wielu staje się pośmiewiskiem świata ze względu na dziwactwa graniczące z psychiatrią. Bo jak nazwać przykładowo kraj, którego obywatel kandydujący na bardzo ważne stanowisko europejskie, popierany przez polityków całej Europy jest dezawuowany przez własny, rodzimy. To jest tak chore, że na podobnym zjawisku psychiatrzy mogą robić doktoraty a nawet profesury. Straszliwa wojna z ISSIS,
ociekająca krwią toczona na organizmie niewinnej ludności syryjskiej wzbudziła odruchy człowieczeństwa i owego miłosierdzia wśród mieszkańców całej Europy i świata, z wyjątkiem katolickiej Polski. Rząd kraju św. JPII i tysięcy  biednych kapłanów katolickich, w tym miłosiernych  abp Hosera i Dziwisza odmówił pomocy ofiarom. Odmówił tej pomocy nawet dzieciom, tym najbardziej bezbronnym istotom, bowiem jak swego czasu rzekł (tylko szeregowy poseł) Kaczyński: ofiary syryjskiej wojny zagrażają bezpieczeństwu naszego państwa, roznoszą zarazki i być może będą się załatwiać w polskich, uświęconych cierpieniem ks. Popiełuszki kościołach. Odmówiliśmy jako państwo wypełnienia ustalonych wcześniej zobowiązań brukselskich dot. przyjęcia kwot uchodźców w liczbie 7000 osób, Cóż jesteśmy zbyt biedni, na ciągłym dorobku, by zaopiekować się wyznawcami islamu z bliskiego wschodu, bowiem na naszej ziemi żyje i pracuje już kilka tysięcy Czeczenów (też
wyznawców islamu), oraz ok. miliona Ukraińców, ale tak nam dyktuje polityka. Polityka nienawiści do Rosji, jako że Czeczeńcy i Ukraińcy to właśnie wrogowie Putina. Co z tego że to terroryści czeczeńscy wysadzali w Moskwie teatry pełne ludzi, stacje metra i inne obiekty użyteczności publicznej. To nas tylko cieszy. Co najwyżej, dla elegancji dyplomatycznej ograniczamy się do przesłania noty ze współczuciem dla narodu rosyjskiego. Nienawiść do Rosji jako takiej rozpaliła w naszych sercach taki ogień iż na jej kanwie stworzyliśmy bajkę o zamachu smoleńskim. A co tam to tylko ścierwo ruskie i nie warto przywiązywać do terroryzmu na ich terenie większej uwagi. Ci Ukraińcy to przecie nie katolicy chociaż wierzą w Chrystusa, ale ten ichniejszy Chrystus i Jego matka to dużo gorszy sort. Pozycja Polski na arenie międzynarodowej upada coraz bardziej. Już sobie wyobrażam do jakiej to politycznej degrengolady zdążamy po tym gdy rząd Szydło odmówił prezydentowi Sopotu przyjęcia dziesięciu (słownie dziesięciu) dzieci z Aleppo. Dzieci osieroconych po stracie rodziców. Może inny stosunek mają biskupi do własnych dzieci, też wstydliwie osieroconych. Cały świat się zastanawia nad problemem polskim. Jakie to zagrożenie dla państwa blisko 40 milionowego stwarza 10 osobowa grupka małych Syryjczyków.
                            A małego kiedyś oddamy do seminarium.
Jak słabiutkie jest takie państwo. Nie wiem jak określić decyzję Beaty Szydło, w końcu kobiety, matki dzieciom, w tym matki księdza. Jakże zatrute mleko musiał wyssać z jej piersi, to okaże się już w najbliższym czasie po święceniach, gdy go posadzą na stolcu parafii. Proszę Państwa: Otóż przeszukałem całą Wikipedię by znaleźć adekwatnie słuszne słowo na decyzję naszego rządu i chyba nie znalazłem, bo przecież bezduszność, draństwo, łajdactwo i łotrostwo to za mało.

środa, 1 lutego 2017

CENNE MLAŚNIĘCIA PREZESA



Biologiczno-organiczne mlaśnięcia prezesa PIS są inspiracją nie tylko do eksponowania kolejnych scenicznych odcinków pt. "Ucho Prezesa" w humorystycznym teatrze Kabaretu Moralnego Niepokoju, ale przede wszystkim ożywieniem serc członków ścisłego kierownictwa PIS. Każde chrząknięcie, każde słowo, każde onomatopeiczne mlaśniecie prezesa poddawane jest laboratoryjnym analizom. Apologeci PIS typu Czarnecki albo Sasin nad owymi mlaśnięciami się pochylają, z zachwytem dowodząc, że są to mlaśnięcia epokowe, zaś srodzy krytycy prezesa za niezrozumiałymi mlaśnięciami znajdują zapowiedzi strasznych działań. Oczywiście zgodnie z myślą prezesa działania te widzą w opozycji parlamentarnej, a także w społecznym ruchu narodowym pt. KOD. Treści słów wygłaszanych np. podczas „miesiączek” dla akolitów pisowskich są ważne, natomiast mlaśnięcia dla nich są ważne porażająco, jak to powiada minister sprawiedliwości Ziobro. Mlaskiem można wzmocnić silę uderzenia w opozycję, osłaniając w ten sposób skandaliczne poczynania np. Macierewicza w kwestii przemilczenia faktu ucieczki z miejsca wypadku drogowego pod Toruniem, natychmiast po skasowaniu dwu samochodów marki BMW w cenie dwa miliony PLN, albo szerzenia przez niego defetyzmu, co sprzyja masowemu szastaniu pieniędzmi z budżetu państwa na tzw. harcerstwo armijne w postaci OTK, tudzież ukrywanie kolesiowskich poczynań w kwestii obsadzania stanowisk dobrze płatnych swoimi ludźmi, którzy to mają swą działalnością zapewnić PIS zwycięstwo w następnych wyborach, zaś Polsce lata szczęśliwości. Temu podobne, ohydne z punktu widzenia prawa posunięcia wytyka ekipie rządzącej opozycja, czyli ci, którzy władzę utracili. Ja bym tu wtrącił, że nie pamięta wół jak cielęciem był. Zdałoby się postarać o większą dawkę Ginkofaru.

Ekipa Tuska, a szczególnie Kopacz w kwestii obsadzania stanowisk swoimi, przeginała pałę do granic wytrzymałości jej naprężenia narażając rząd na kompromitację.. Przykładem jest zatrudnienie na stanowiskach ministerialnych osobiste koleżanki: nauczycielka od religii dostaje tekę ministra spraw wewnętrznych, z kolei ponoć osobista krawcowa przejmuje pod swoją kuratelę Polskie Koleje Państwowe, narażając sektor na wielomilionowe straty. To nie żarty, tak było, serio. Sądzę, że takich przykładów kolesiostwa i nepotyzmu PO-PSL pan prezes wymlaska publicznie jeszcze nie jeden raz. Dla wielu owe onomatopeiczne dźwięki są mało zrozumiale np. dla słuchaczy Radia Maryja, dlatego podlegają obróbce przez wydział episkopatu przy TV Trwam. Tymczasem plotki chodzą, że zbawca Polski narzeka na trzustkę. Dla mnie dziwne, bo w odróżnieniu od swego, brata śp. Lecha, Jarosław ponoć alkoholu unika jak diabeł wody święconej. Mniemam, że to tylko plotki, na szczęście.

POLSKA I WATYKAN W ŚWIETLE KAMER

Kto atakuje Kościół ten atakuje Polskę, krzyczał Jarosław Kaczyński, licząc na rewanż i łaski politycznego wsparcia ze strony episko...