poniedziałek, 26 września 2016

WIEDZ, ŻE COŚ SIĘ DZIEJE


Odszczepieniec watykański ksiądz dr Piotr Natanek, przez swoich wyznawców zwany rycerzem Chrystusa, zaś przez innych heretykiem, bowiem potrafi zbesztać nawet biskupów, tudzież papieża, podczas niedzielnych mszy, jak każdy inny wygłasza kazania, które ze względu na ich oryginalność przytaczane są z humorem na YouTubie, a niektóre zdania służą za tzw. powiedzonka podobnie jak u Jana Himilsbacha (w tych pięknych okolicznościach przyrody, albo wnuki Koryntu) za wypełniacze zdań dyskutujących, zwykle przy kieliszku), przepraszam za kobylne zdanie.. Otóż Natanek posługuje się słowami „wiedz, że coś się dzieje”, słowa które to mają być ostrzeżeniem dla wiernych słuchaczy. Przykładowo: „Jeżeli twoje dziecko ma podkrążone oczy, zbyt długo siedzi w łazience, albo przed komputerem, zbyt długo czyta, to wiedz, że coś się dzieje, albo gdy twoje dziecko wróci do domu z irokezem na głowie, albo z tatuażem na półdupku, to wiedz, że coś się dzieje”. Skojarzyłem owe natanowskie słowa z sytuacją polityczną, gospodarczą i obyczajową w kraju.
                                                            
Przykładowo:. Jeżeli ludzie w PiS i ich rodziny, a także ich przyjaciele i znajomi królika są obsadzani na wszystkie intratne posady w kraju, niezależnie od wykształcenia i doświadczenia zgodnie z teorią leninowską (że nawet kucharka może rządzić państwem) to wiedz, że coś się dzieje. Jeżeli widzisz, że obiecanki wyborcze nie znajdują pokrycia w ich realizacji ze względu na to że brakuje kasy, to wiedz, że coś się dzieje. Jeżeli zapowiedzi odnośnie działań rządu na rzecz poprawienia dzietności jednocześnie są unicestwione poprzez likwidację in vitro, to wiedz, że coś się dzieje. Jeżeli rząd pisowski w porozumieniu z klerem likwiduje możliwość dokonania aborcji w przypadkach dozwolonych dotychczas, zmuszając kobiety z chorymi płodami do rodzenia kalek, albo do wyjazdów za granice by dokonać takowej, to wiedz, że coś się dzieje. Jeżeli władza składa hołdy zbrodniarzom zwanym przez nią żołnierzami wyklętymi, a jednocześnie pluje na ludzi którzy poświęcali życie wyzwalająckraj spod okupacji hitlerowskiej (vide żołnierze 1 Armii WP), to wiedz,
                   Cała prawda.
że coś się dzieje. Jeżeli ta władza przymyka oczy na ekscesy ksenofobów, homofobów, antysemitów i ONR, jednocześnie oburzając się na krzywdy doznane przez Polaków za granicą, to wiedz, że coś się dzieje. Jeżeli na stanowisko ministra szkolnictwa wyznacza się nieuka w zakresie podstawowej historii zgodnie z ideologią partii rządzącej, to wiedz, że coś się dzieje. Wreszcie, jeżeli całemu światu próbuje się wcisnąć głupotę, iż w Smoleńsku nastąpił zamach na polski rządowy samolot, dokonany przez Tuska i Putina, udowadniając swoje „racje” na podstawie zgniecionych puszek od piwa i pękających parówek, jednocześnie płacąc miliony złotych pseudonaukowcom, oraz inne miliony odszkodowań dla rodzin osób poszkodowanych, to wiedz, że dzieje się naprawdę coś strasznego w państwie prawa i sprawiedliwości. Komentatorzy moich postów wyrażają zdania, bardzo zbieżne z moimi i nie tylko moimi odczuciami. Pani podpisująca się literą J. W kilku słowach charakteryzuje polską bieżącą politykę, której nie pozazdrości nam żaden inny naród na świecie, cyt:„Ta cała debata aborcyjna, to kolejny ochłap rzucony plebsowi, (powtarzam, plebsowi), co by sobie innymi sprawami głowy nie zaprzątał. Sprawami bardzo ważnymi, a mianowicie nadchodzącą rocznicą miłościwego panowania PiS. Partii, która , nie ma co ukrywać, zderzyła się bardzo z rzeczywistością i zaczyna powoli zauważać, że nie wystarczą na okrągło powtarzane ekshumacje i pogrzeby, apele klepane niczym zdrowaśki czy też egzaltowany "patriotyzm", który do niczego nie prowadzi. Powoli i partia i ich suweren zaczynają dostrzegać, że na pochyłe drzewo i Salomon nie naleje, co najwyżej pies z kulawą nogą. Sen o potędze Polski od morza do morza zostanie snem, bo finansów brakuje. A tych snów jest jeszcze więcej i wszystkie nierealne w jakiejkolwiek, nawet najodleglejszej przyszłości. PiS zaczyna krwawić wewnętrznie, o czym świadczy spotkanie nadzwyczajne w Jachrance. Kiedyś się wykrwawi, pytanie tylko kiedy? Bo jeżeli jest to tylko krwawienie kapilarne, to może to potrwać bardzo, bardzo długo, w przeciwieństwie do struktury państwa polskiego, które już krwawi wręcz krwotokiem tętniczym, tylko jakoś nikt nie chce tego poważnie zdiagnozować”. Drogi Czytelniku, gdy już ujrzałeś gołym okiem zaścianek europejski, przedmurze oddzielające prawdziwą Unię od narodów epoki nieodbiegającej zbytnio od czasów socjalizmu, to WIEDZ, ŻE COŚ SIĘ DZIEJE..

                                         

czwartek, 22 września 2016

MROKI


Z dnia na dzień my normalni Polacy odczuwamy coraz większe, coraz bardziej gęstniejące mroki. Mroki średniowiecza, z których świat, a przynajmniej nasz kontynent wyszedł pięć wieków temu. Ciekawe w istocie jest to, jak to się stało, że wraz z Europą w drogę światłości nie zabrała się Polska, ojczyzna Curie Skłodowskiej i Kopernika, ale głównie ojczyzna wszystkich watykańczyków z papieżem na czele, żyjących z pracy ludu bogobojnego i odpornego na, no właśnie, światłość i postęp w naukach. Ludu, który jak gąbka wodę, przyjmuje wszelkie bajdy za prawdę i prawdziwą ścieżkę do zbawienia wiecznego. Wystarczy że drogę tę wskazują faceci w kieckach, albo ci, których fioletowi namaszczają. W naszym przypadku stwory z plemienia PiS. Jako agnostyk często powiadam za uczonymi że „Jeżeli Bóg jest, to chwała Bogu, bo jeżeli Go nie ma, to niech nas ręka boska broni.” Co nas ustawia w średniowieczu XXI wieku?. Ano jest tego multum i pozwolę sobie na małe wyliczanko: A to powrót do II RP, krainy nacjonalistycznej szczęśliwości, mamy kult morderców w postaci tzw. żołnierzy wyklętych. Mamy marsze nawiązujące do tradycji faszystowskich, mamy wybielanie dziejów Polski, w których eliminuje się mroczne karty, szczególnie antysemickie. Mamy zaściankowość, ksenofobię, agresję, populizm, zaś pospolita

                                                                                                                                                 Kościół i tortury

.głupota staje się najwyższą cnotą, Polaku już nie musisz się wstydzić, że jesteś pospolitym kołtunem, wszak pod warunkiem że należysz do kołtunów agresywnych, patriotycznych kołtunów. Jesteś kołtunem, który nie lubi Żyda, Ruska i Niemca. Kołtunem, który wierzy, że istnieje spisek przeciwko Polsce. Ta całość jest podlana katolickim sosem, a Kościół przedstawiany jest jako odwieczny strażnik niepodległości, co jest wierutną bzdurą, powiada red. Szumlewicz w (TF). Całość wygląda jak podróż na LSD albo grzybkach halucynogennych, ale niestety staje się oficjalną doktryną przekazywaną w mediach publicznych na wszelkiego rodzaju uroczystościach państwowych i szkolnych.
                     
Gdzie zatem ulokować kraj, który nie pasuje do Europy?.Tylko w przysłowiowej czarnej dupie. Posłuszny naród katolicki żyje samymi zakazami w imię domniemanego zbawienia. Uwaga! Nie dotyczy kleru i rządzących, bo stać ich na zerwanie każdego zakazu (władza i pieniądze mogą wszystko), a poza tym rządzący mają poparcie Kościoła w tym również w wyborach. Znają się na wszystkim, czego winien unikać plebs, a ich domeną jest: in vitro (zakaz), prezerwatywy (zakaz), sex (zakaz), związki partnerskie (zakaz), stosunki przedmałżeńskie (zakaz), ateizm (zakaz), racjonalizm (zakaz), aborcja (zakaz), eutanazja (zakaz), środki wczesnoporonne (zakaz), tolerancja (zakaz), antykoncepcja we wszystkich formach (zakaz), feminizm (zakaz), zamrażanie zarodków (zakaz). Triumfalne zwycięstwo nadętego katolicyzmu wyliczył Andrzej Rodan, pisarz i dziennikarz. Dzisiaj akurat gdy piszę niniejszy post, pod Sejmem zebrały się dwie przeciwstawne, manifestacje odnośnie zaostrzenia albo liberalizacji aborcji. Można by powiedzieć liberalne hasła lewicy przeciw „Ojcze nasz i Zdrowaś Mario”, odmawiane przez wiekowe cioty okręcone łańcuchami różańca, z krzyżami w ręku. Średniowiecze, które można dotknąć palcem na żywo. Tak sobie myślę, że Kaczyński wraz ze swoją watahą nie musi się specjalnie wysilać na rzecz wyprowadzenia Polski z UE. Sama Unia nam podziękuje za dotychczasowy smród przywożony do ław Europarlamentu znad Wisły. A my pozostaniemy osamotnieni jak ta gromadka dzieci, po nagłej śmierci rodziców. Przecie nie pójdziemy na Wschód (gdzie

co prawda wiele polskich zakazów nie obowiązuje), ale tam nas , szczególnie zaś Macierewicza dostałby w swoje łapska Władimir Władimirowicz Putin. Uchowaj Boh, uchowaj. Chyba jednak spełni się ta trzecia Tajemnica Fatimska, którą na ucho naszego papieża ujawniła jedyna, żyjąca ponoć jeszcze pastuszka, bo coś czuję, że dotyczy ona Polski. Polski pisowskiej.



poniedziałek, 19 września 2016

RADOCHA?


Na wstępie skorzystam z wypowiedzi znanego publicysty pana Krzysztofa Vargi (DF), dziennikarza, pisarza, krytyka, konesera dzieł X Muzy, który to wiedziony propagandą mediów wybrał się na film „Smoleńsk”. Film jakże zalecany szkołom oraz wszystkim niedowiarkom w kwestii domniemanego zamachu na prezydenta RP. Pan Redaktor, po opuszczeniu sali kinowej wypowiedział się z wielkim niesmakiem na temat wartości tego dzieła, nie zostawiając na nim przysłowiowej suchej nitki. Pomijając źle dobraną obsadę oraz nędzną grę aktorów to najbardziej spektakularnie w końcowej wypowiedzi zabrzmiały jego słowa, cyt: „Jest w finalnej fazie dzieła taka scena, która obrosła już mitem, a mianowicie scena pośmiertnego spotkania rozstrzelanych w Katyniu z zabitymi w tupolewie, scena która mnie w zupełną konfuzje wprawiła. Od zarania projektu mówiono o tej scenie symbolicznego spotkania ofiar katyńskich z ofiarami z tupolewa, spodziewałem się zatem sceny długiej, podniosłej, przejmującej. Sceny, gdzie duchy rozstrzelanych spotykają pasażerów feralnego lotu, tymczasem nie dość, że scena krótka to i dziwaczna. Bo obie grupy radośnie ku sobie zmierzają, obejmują się, przybijają piątki, można powiedzieć, że zapanował powszechny entuzjazm wśród wszystkich zabitych. Tak to wygląda jakby wszyscy się radowali, że ich Rosjanie zabili i tylko dzięki temu mogli się spotkać w owej radosnej atmosferze.
Najwidoczniej Polak, nawet po śmierci może być szczęśliwy, pod warunkiem wszakże, że go Rosjanie zabiją.”Wypowiedzi pana KV nie skomentuję, bo sam na filmie nie byłem i nie zamierzam go skonsumować. Dodam tylko, że właśnie tak powstają legendy, które gdyby nie chodziło o tragizm, można by je opowiadać dziatkom przed snem. Ta legenda podtrzymywana przez Macierewicza na polecenie Jarosława Kaczyńskiego stanowiła akt założycielski samej partii, ale też poprzez jego żałosne występy w postaci miesięcznic pozwoliła wygrać wybory. Sześć lat wciskania ludziom o mniej rozwiniętej percepcji owych kłamstw o dokonanym zamachu na prezydencie i pozostałych 95 pasażerach przez Tuska i Putina, podpieranych nienawistnymi słowy kierowanymi do Rosjan, o tzw. ruskich trumnach, pomieszaniu zwłok, oraz braku staranności podczas sprzątania miejsca wypadku, żelaznej brzozie, kolejnych wybuchach na pokładzie, wreszcie o trzech pasażerach tupolewa cudownie ocalonych, ale z kolei zamordowanych przez siepaczy rosyjskich, okazuje się, Kaczyńskiemu opłaciła się. Ma wymarzoną władzę i to władzę absolutną, nie ograniczoną żadną konstytucją ani innymi prawami. Nie tylko Kaczyński i jego ludzie się cieszą, bowiem tysiące z nich dostało pracę za którą otrzymują grubą kasę. Cieszy się gawiedź wielodzietna, bo dostaje wspomożenie w postaci 500 plus, ale ucieszyły się też dusze ofiar wyprawy do Smoleńska, bo znaleźli okazję do spotkania z tymi, których Polacy opłakują od 77 lat.
Widzowie patrzą na tę filmową radochę podczas powitania, przybijania piątek, ściskania się i zapewne padających pytań, co u was, ponad kopę lat, jak leci itp. Ten film wyjaśnia nam właściwie wszystko, co pozostawało tajemnicą szeptaną. O różnych tunelach, łąkach niebiańskich itp. Każdy może doznać podobnego szczęścia, warunek: Musi zginąć z rąk Rosjanina. Czyli jest dobrze, a może być jeszcze lepiej, bo Macierewicz pcha nas Polaków na wojnę z Rosją. Amen.

sobota, 17 września 2016

POLSKA JESIEŃ



Wrzesień, dni nieco krótsze, lecz w tym roku równie ciepłe jak w sierpniu, który dla wielu był zbyt krótkim miesiącem bo... urlopowym. Przyglądam się otaczającej nas przyrodzie. Jest podobnie schyłkowa jak te dni starające się prawie siłą zrekompensować ów „krótki” sierpień, dlatego grzeje jak tylko może. I tych na polu, co to zwożą do stodół ostatnie snopy, czyli plon ciężkiej całorocznej pracy. I tych co to korzystając z tego, że jeszcze nie wszyscy wrócili z wyjazdowych urlopów naprawiają ulice i jezdnie pozamiejskie. I tych powracających z urlopów, szczególnie pocących się w korkach. I tych listonoszy, którzy dostarczają wyczekującym na spóźnione kartki znad mórz, oceanów, jezior i gór. I te zabiegane panie domu i matki, które korzystają z tego że dzieci w szkole, biegają po urzędach pracy, a nuż tym razem trafi się jakaś możliwość zarobku, by dołożyć do tych darowanych 500 złotych dziecku na zimowisko, które zbliża się najszybciej właśnie im, matkom myślącym o pociechach. Upały także przeszkadzają kanalarzom i górnikom, ale tylko do momentu gdy nie zjadą do kopalni. Tam słoneczko nie ma nic do roboty i zapewne nawet nie wie jak wygląda szychta podziemna, bo i skąd. Już od godziny dziewiątej ono nam przygrzewa na serio, zachęcając do przywdziewania lekkich szat. Warto na oznaki jesieni wybrać się do parku, by pooddychać nie tylko nadmiarem czystego tlenu, ale i ucieszyć oko kolorami liści na kilka dni przed ich upadkiem w nicość, ewentualnie nacieszyć oczy obrazem grona owoców zwisajacych pod ciężarem z pochylonych jabłoni  i grusz. Kabaret Mumio głosem jednego z trupy melancholijnie (jak to w jesieni) odśpiewał piosenkę o wyprawie szkolnej klasy po liście do parku. Smutne, ale pobudza do śmiechu. O jesieni także melancholijnie śpiewała pani Sława Przybylska. Ale prawdziwy smutek generuje nam rząd pisowski i jego ministrowie. Minister MEN niejaka Zalewska niedouczona w polskiej historii, ale za to wierna jak pies swemu dobroczyńcy namawia dyrektorów szkół by niezależnie od wieku dzieci, posyłali je na chałę polskiej filmoteki pt. Smoleńsk, film dozwolony od lat 16, ale kto by o tym myślał, gdy chodzi o dobro partii. Dla dobra partii inny minister od wojska w telewizji pokazał wyniki kilkumiesięcznych mitrężeń powołanej przez niego podkomisji do ustalenia wciąż (dla nich) tajemniczych przyczyn tragedii smoleńskiej. Usłyszeliśmy ponadgodzinny bełkot tych speców, którzy nie pozwalali nawet na zadawanie pytań licznie zebranym dziennikarzom. Spece ci bla bla, blali takimi „ustaleniami”, że prawdziwi znawcy pracujący przy rozpoznawaniu przyczyn innych katastrof na świecie i u nas w kraju trzymali ręce na ustach by nie wybuchnąć śmiechem, ale jakoś z trudem doszli do końca jak staruszek zmuszony do stosunku płciowego. Macierewiczowi to wystarcza, bo przecież sam jest mało kumaty merytorycznie, ciemnemu narodowi dającemu wiarę w zamach tym bardziej. Grunt że prezes wpisuje w jego dzienniczek kolejną piątkę, bo zasłużył.

Zastanawiam się nad tym, mianowicie jak może rząd, w którego składzie jest trochę ludzi na poziomie, dać się aż tak kiwać przez cwaniactwo w postaci owej komisji złożonej z samych dyletantów, którymi gardzą prawdziwi naukowcy. No cóż nawet Rydzyk czuje się ze swym doktoratem prawdziwym naukowcem. Każdy członek, jest ich 21, podkomisji dostaje miesięcznie 20 tysięcy złotych oraz całodzienne utrzymanie. Proszę pomnożyć każdego z nich przez miesiące ślęczenia nad „niczym”, a podobno będą tak myśleć ponad dwa lata, to możecie państwo dostrzec jeszcze jedną dziurę budżetową. Ponoć Macierewicz złożył wniosek by zakupić starą „Tutkę” od Słowaków i przyglądnąć się jej z bliska, a następnie rozpędzić ją i rozbić o brzozę, bo z wraku już żadnych wniosków nie da się wyciągnąć. Ruskie nie chcą im w łapy oddać tych pisowskich relikwii. Nie powstanie też międzynarodowa komisja do zbadania tej katastrofy, bo nikt poważny nie ma ochoty się w tym grzebać mimo, że w kampanii wyborczej głośno obiecali powołanie takiej komisji i ściągnięcie wraku do Polski. Nici. Mają za to wykopać trupy. Ten dramat dorównuje tylko klęsce Legii w meczu z Borussją w spotkaniu inauguracyjnym rozgrywek mistrzowskich w Europie. Wytęskniony przez ponad 20 lat udział mistrza Polski w tych rozgrywkach zakończył się klęską 6:0 na własnym boisku. Nasze władze sportowe powinny wycofać Legię z tych rozgrywek, bo ona nie pasuje do Europy i może tylko istnieć jako dostarczyciel punktów przeciwnikom, tym bardziej że jej kibice to wataha samych chuliganów. W tym jesiennym blasku ostrego słońca Polska nadal postrzegana jest przez Europę i świat jako chore państwo i to coraz bardziej. Kaczyński i jego ludzie nie przyjmują żadnej krytyki płynącej z Brukseli, Strasburga, oraz Wenecji. Zapatrzeni w Orbana jak w wyrocznię narażają Polskę na surowe kary wynikające z zapisów traktatowych i sami się kompromitują, a czytam, że ponoć Orban rozważa rezygnacje z „braterstwa” z Kaczyńskim. Łapy rządzących Polską znajdą się w nocniku pełnego nieczystości. I pewno tak będzie, a wtedy trzeba będzie szukać ratunku u... Putina?, którego od lat obrzucają swoim stolcem.

                        Ta cała Błasikowa (wdowa)

PS.1. Jesień. Wypoczęci po wakacjach oficerowie (m.in. pułkownik, podpułkownik i major, (jeden z nich to syn bardzo znanego generała) pobili kilku policjantów w hotelu giżyckim. Pięknie, jak to w Polsce, gdzie gorzałę nie zawsze pije a raczej chla margines. I to jak chla, skoro dochodzi do bójek w sektorze samych "zacnych" mundurowych. Czy był wśród nich kapelan, media milczą.


PS.2.Członkowie rodzin pisowskich, którzy otrzymały po 250 tysięcy złotych zadośćuczynienia po smoleńskiej katastrofie  nie milczą. Okazuje się, że to zbyt mało.Występują do Macierewicza o kwoty milionowe i zanosi się że dostaną w ramach tzw. ugody. Z poza PiS nikt o coś podobnego nie występuje. Co klasa to klasa. Miłych dni jesiennych życzę.

środa, 14 września 2016

WIEŚĆ BRUKOWA


Dla wielu to ciekawy news. Odeszła od Leszka, czy też Leszek ją rzucił, nieważne, w każdym razie chodzi o jego kandydatkę w wyborach prezydenckich, czyli Magdalenę Ogórek. W każdym razie, powtórzę, że to jednak mimo wszystko mało możliwe. Wprawdzie Leszek M, jako były premier kilka razy dawał do zrozumienia polskim biskupom, że ich nie skrzywdzi, a nawet osobiście pojechał do ks. Jankowskiego aby obdarzyć go kopalnią bursztynu. Za co? To tylko on wie i trzyma to w tajemnicy. A Jankowski, to wróg numer jeden polskiej lewicy, i jednocześnie biznesmen od wina, wódki i czegoś tam jeszcze co zawierało promile i procenty. Powodu nie ujawnił pan Leszek żadnemu dziennikarzowi udzielając wywiadów. Pani Ogórek. ps. „Warzywna” niedawno zapragnęła zasiąść, gdy (Bóg i suweren pozwoli) w Pałacu prezydenckim, co w kwestii kandydowania ułatwił właśnie jej sam Leszek Miller. Aby Bóg pozwolił, jej spełnić zamiar, w swych wystąpieniach kampanijnych dawała do zrozumienia, że nie będzie cokolwiek poprawiać w relacjach państwo-Kościół bo szanuje obowiązujący status, w tym zawarty między Polską i Watykanem konkordat. .Biskupi przyglądnęli się temu stworzeniu bożemu, podziwiali interesującą buzię i wręcz odpychającą poprzez anorektycznie opiętą skórą sylwetkę i swoje zainteresowanie postanowili ulokować w gładkim jak pupcia niemowlęcia  Dudzie, tym bardziej, że „Warzywna” publicznie zapałała ochotą na zbliżenie z Putinem. Dzisiaj dostrzegam na FB zdjęcie (być może falsyfikat, ale bardzo udany i ideowo realistyczny), gdy w uścisku dłoni Madzia powiada do Jarosława Kaczyńskiego. „Jarku, z Leszkiem to była pomyłka”. Tak zwykle powiadają młodzi ludzie przeskakując z oblubieńca na oblubieńca. No ale pan Jarosław po pierwsze nie jest już młodzieńcem pełnej krwi, po drugie porzucił jakże podobną cieleśnie wijąca się przed jego postacią i kipiącą erotycznym uczuciem Jolę Szczypińską. A nie powinien, bo Jolanta szybko się pocieszyła księdzem ze Słupska, z którym z różą w zębach zatańczyła przy świetle księżyca na miejskim rynku. Pan Leszek chyba bardziej gustował, jeżeli w ogóle gustował, w zdrowych obfitościach cielesnych typu pani Marzena Wróbel, albo Krystyna Pawłowicz, dlatego takie chuchro jak „Warzywna” ma szanse tylko werbalne, ale jako mężczyźnie który ma też swoje
upodobania, życzę mu cielesnej satysfakcji aż do spełnienia. Po trzecie w końcu, pan Jarosław jest kawalerem zaprzysięgłym i chyba nie do końca gustuje w płci przeciwnej. Ma raczej ciągoty zbliżone do fauny, a konkretnie do kotów. Ja oczywiście zgodnie z z linią mojego bloga żartuję, ale nie wiem czy do końca, bo może krzywdzę tak miłych oblubieńców jak pan Hofman (do czasu, gdy ten nie zaczął szukać przygód na madryckich ulicach), albo niestety mocno sparciały Macierewicz, który z kolei ma ciągoty do młodych, dwudziestokilku letnich chłopców. Im powierza stanowiska generalskie albo profesorskie. W tym jednym wypadku wykształcenie nie ma znaczenia, bo akurat go nie mają. Ktoś złośliwy mógłby powiedzieć, że na chuć (niekoniecznie seksualną) nie ma lekarstwa. A dla pani „Warzywnej” mam radę: Kobieto, tobie tylko klasztor pozostaje. Długo ty ze swoją tężyzną tam co prawda nie wytrzymasz, ale zapracujesz przynajmniej na niebo, bo praca przy świniach, w chlewni z różańcem na szyi wymaga sił witalnych. Księdza wzorem Szczypińskiej też tam nie upolujesz bo zwykle jest jeden na klasztor, a konkurencja poważna na czele z matką przełożoną. Aliści porzuć zatem marzenia o środowisku lewicowym, bo nie jest to żadna lewica. To tylko się tak nazywa, jak przykładowo barszcz Sosnowskiego, który nikomu nie wyjdzie na zdrowie.
Prasa pisała: Dygowo wrze po wieczornym spacerze tutejszego proboszcza z posłanką Szczypińską. Zdjęcia księdza z Dygowa, który w Warszawie spędził wieczór z posłanką Jolantą Szczypińską, oburzyły parafian.

niedziela, 11 września 2016

PYTANIE DO SIEBIE

                                  

Na które nie oczekuję  odpowiedzi. Mianowicie, na czym polegają moje ciągoty w sensie ochoty na pisanie bloga. Ta ochota przebiega u mnie sinusoidalnie, bowiem pytam się, po co?, czy nie korzystniej dla spokoju duszy byłoby pójść na spacer, albo do kina?.A tak w ogóle, to po co mam pisać o czymś, skoro temat zwykle wyrywam z setek informacji od których szum w mediach. Mój blog nie informuje o czymkolwiek, czego by nie ujawniały wcześniej media. I to w skali zwykle masowej. Otóż problem tkwi w czym innym. Mianowicie poprzez każdy post przedkładam Czytelnikom mój punkt widzenia na daną sprawę. Jednych to zainteresuje, inni z kolei trafiając kursorem na blog toruńczyka machną ręką i przejdą do tematu który z założenia poszukują.
                         Wartość sejmowa, złodziej.
Okazuje się, że tych pierwszych są tysiące, chociaż w ciągu doby liczone na osób kilkadziesiąt. Niewielu odważa się na komentarz moich myśli wylanych do Internetu. Zauważyłem wszakże, iż mam iluś tam Czytelników zdobywających się na taką odwagę. Są to ci z którymi zdążyłem się już wirtualnie zaprzyjaźnić poprzez wspólne myśli i dość zbieżne oceny zdarzeń. Innych mogę tylko zauważać w statystyce. Dla porządku podam, że na wgląd do mojego bloga dotychczas zdobyło się ok. miliona internautów. Ale wracam do tematu. Otóż, jak powiadam, na swoich stronach nie informuje Państwa o tym o czym trąbią media. Wyrywam im temat w którym próbuję pokazać swój punkt widzenia owych wydarzeń, bo każdy czytelnik może mieć zdanie wręcz odrębne, no ale ponoć na tym polega prawdziwa demokracja, której tak łakniemy i której brakuje nam coraz bardziej. Lecz jeśli nie masz głowy lub brak ci też talentu, to odpuść interesy, i nie rób w nich zamętu. Jest pewne sztywne prawo, tak jasne, jak to słońce, że jeśli robisz biznes, to zrób też i pieniądze. Bo trzeba mieć nadzieję … itd., śpiewa Maryla Rodowicz w piosence o seksie i pieniądzach. Nie piszę więc dla pieniędzy, ani o seksie, (uchowaj Boże), aczkolwiek by się przydały, ale nikomu nikt nie płaci za prowadzenie bloga dla przyjemności. Nawet moje przedruki prasowe są bezpłatne autorsko. Mam za to satysfakcję, ze dzięki Internetowi, jako jednostka i obywatel mogę wyrazić swoją ocenę wydarzenia, nawet
                            
w sposób mocno krytyczny, bo póki co zapowiedzi partii rządzącej o lustracji treści zamieszczanych na forach blogerskich jeszcze są w uśpieniu, a przyznaje się sam do tego, że w sposób bardzo krytyczny zamieszczam swoje oceny rządzących zarówno tekstowo jak i obrazkowo, ale czy to jakoweś przestępstwo?. Czy taki występek, przykładowo można porównać do milczenia władz porządkowych po pobiciu profesora UW przez chłystka z grubym karkiem, tylko dlatego że profesor rozmawiał w języku którego on nie rozumie, a przez to i nie toleruje?. Chyba że się mylę, bo papier (bibuła) bywał często dowodem na wywrotową dzialalność, co skutkowało długoletnim osadzaniem w kazamatach Cytadeli. Na szczęście czasy takowe minęły, zdaję się bezpowrotnie, a jednak nie do końca, bowiem dyktatorska władza PiS dąży nie tylko do wyrwania Polski z Unii Europejskiej, ale i w konsekwencji do totalitaryzmu. Nie wiem, czy w przypadku odejścia ze wspólnoty europejskiej wyizolowane państwo zobowiązane jest do zwrotu miliardów euro, które zainwestowało w infrastrukturę państwa, bo jeżeli tak, to kacze plemię nigdy nie odważy się dokonać Polexitu.
                      Jak ja im zazdroszczę.
Inwestycje w postaci 500+ i wielu innych obiecanek wyborczych kładą naszą gospodarkę już na obie łopaty. Sama przyjaźń z Orbanem, który jest o niebo mądrzejszy od Kaczyńskiego nic nie da. Dzisiaj Węgier i Polak dalej pozostają bratankami ale tylko do szklanki mimo, że obaj są „politykami roku” z Krynicy, to jednak tańczyć musi pan prezes solo. Orban niektóre wolniejsze kawałki potrafi zatańczyć choćby z Putinem, ale pana nikt w Polsce jeszcze nie widział chociażby w tangu z kotem.

piątek, 9 września 2016

POLOWANIE NA TUSKA


                           Parabank Amber Gold
Do czasu ostatnich wyborów parlamentarnych znałem wiele polowań: Polowanie na czerwony październik, film radziecki, Polowanie na czarownice w reżyserii Dominika Sena, albo polowanie na muchy Andrzeja Wajdy, nie mówiąc już o jakże plastycznie pokazanym polowaniu z udziałem Pana Tadeusza i Hrabiego. Jednak po wyborach najbardziej spektakularnym polowaniem okazuje się być polowanie na Tuska w reżyserii Jarosława Kaczyńskiego. Po co?, ano po to, by obok afery Amber Gold, „udowodnić” mu zbrodnię mordu, którą on wraz z Putinem dokonał na jego bracie Lechu, prezydencie RP, w zamachu na samolot, w którym tenże w towarzystwie 95 innych osób podążał do Katynia w związku z 70 rocznicą zbrodni sowieckiej. Ktoś powie, brednie do entej potęgi. Oczywiście że brednie, ale to oskarżenie powtarzane tysiące razy wzorem Goebbelsa poprzez usta człowieka mało zrównoważonego jakim jest jego minister obrony narodowej Antoni Macierewicz, już zdążyły tak zaperzyć mózgowia, że ok. 30% społeczeństwa polskiego w zamach uwierzyło. Na podparcie tej bzdury PiS zafundował ludowi film science fiction pt. Smoleńsk, gdzie w sposób bardzo realistyczny, uwaga! operator „siedzący z tyłu kabiny samolotu wykonał zdjęcia lądującego samolotu”, ale ciemny naród to kupi. Tym bardziej, że minister od szkolnictwa Zalewska, ta Zalewska słynna z wywiadu w audycji „Kropka nad i”, zapowiedziała, że tę „chałę” musi obejrzeć każdy uczeń polski. Taka jest wola pana prezesa. Czy Donald Tusk ma coś wspólnego z katastrofą smoleńską, oczywiście że nie ma, dlatego prezes zarządził powołanie Komisji Sejmowej w innej sprawie, z którą akurat może się wiązać teoretycznie i merytorycznie pełnione stanowisko premiera. Mianowicie w sprawie afery Amber Gold. Afery, która skrzywdziła kilka tysięcy naiwnych, bowiem Amber Gold to nic innego jak parabank, który biorąc od ludzi miliony obiecywał im w krótkim czasie złoto w sztabach. Właściciel tego przybytku naiwnego bogactwa, to dwudziestokilkuletni cwaniaczek, który w okresie prosperity i czasu nieświadomości klienta oprócz tegoż banku posiadł nawet
                         Linia lotnicza ORT ekspress
linie lotniczą o nazwie OLT Ekspress. Działo się to przez dobre kilka lat mimo, że ten hochsztapler miał kilka wyroków sądowych w zawieszeniu, właśnie w czasie gdy Tusk był premierem rządu polskiego. Gorzej, w tej firmie powiązanej z lotniskiem gdańskim im. Wałęsy był zatrudniony syn Donalda Tuska, Michał. Co prawda, Michał natychmiast, po wykryciu afery porzucił prace w Amber Gold, ale smród się rozszedł nie tylko po całym Wybrzeżu, ale i po całej Najjaśniejszej, przemiłej Bogu, a przede wszystkim klerowi. W międzyczasie Donald Tusk został wybrany na Przewodniczącego Rady Europejskiej, dla wielu prezydenta Europy, oczywiście bez Albanii i jeszcze kilku innych wciąż aspirujących do UE państw, ale jednak prezydentem. Trwa jego kadencja już kilka lat, zatem czas by kandydować na kolejną kadencję. Tu następuje ból Kaczyńskiego, bo gdyby był jeszcze raz wybrany to by się wymknął z jego łap, dlatego za Tuskiem nie zagłosują europosłowie z kaczej woli. Otóż panie prezesie, Tusk nie musi być wybierany na następną kadencję by uniknąć pańskich gróźb. Jest zaledwie świadkiem tych bolesnych dni, gdy osobiście odbierał kolejne partie przesłanych z Moskwy trumien, a następnie uczestniczył w pogrzebach wielu z nich. Ogromna trauma jaka go spotkała, nie dotknęła żadnego innego męża stanu, łącznie z panem, jako że pan doznał nieco innej krzywdy w postaci śmierci brata i bratowej, aczkolwiek te tragedie chciał pan i do dzisiaj pan chce wykorzystać do umocnienia swojej władzy absolutnej. Tusk jak zapowiedział, stawi się przed Komisją, ale jego zeznania będą miały tę samą wartość merytoryczną jak zeznania innych świadków, chociaż pan pragnie postawić go przed Trybunałem Stanu, tak jak innych ministrów z czasów rządów PO. Na nic się nie zda wściekłość, że Tusk odbył trzy dni wcześniej bezpieczną podróż do Smoleńska, by razem z Putinem złożyć hołd pomordowanym w Katyniu. Miał pan też okazję spotkać się z Putinem właśnie po katastrofie gdy ten przyleciał z Moskwy by
                   Kondolencje..
złożyć Wam obu (panu i Tuskowi) kondolencje. Pan ich nie przyjął, ale to już pańska sprawa i sprawa pańskiego wychowania. W tym czasie mógł pan przynajmniej wyciągnąć z błota pańskiego brata, który w tej „ruskiej trumnie” spoczywał, dopóki go nie zabrano do Moskwy. Nie poleciał pan też po odbiór ciała, które z uszanowaniem wraz z kompanią honorową premier Rosji żegnał przed odlotem do Polski. Jest pan człowiekiem wyjątkowo mściwym i zawziętym. Pewno zdaje sobie pan jako człowiek wykształcony i myślący realistycznie sprawę, że katastrofa nastąpiła z winy wyłącznie polskiego bałaganu organizacyjnego, oraz braku dobrego wyszkolenia pilotów, a i samego generała Błasika, z którym często latał (do czasu) pański brat łamiąc zasady obowiązujące w lotnictwie pułku specjalnego, ale pan tego nie przyzna, bo właśnie na tym nieszczęściu buduje pan sobie triumf dyktatorski, który ma za zadanie obalenie dotychczasowego ustroju opartego na liberalizmie demokratycznym, trójpodziału władzy. Polowanie na Tuska się uda na tyle, że przyjedzie on do Warszawy, stawi się przed pisowską Komisją, ale nie da się ustrzelić jak cietrzew.
                 Poseł Niesiołowski.

 
 
Poseł PO, który słynie z ciętego języka nie pozostawia suchej nitki na ustaleniach ekspertów z USA, którzy we współpracy z komisją Antoniego Macierewicza ustalali przebieg katastrofy pod Smoleńskiem. Stefan Niesiołowski w ostrych słowach zareagował na tezę, że to nie przez uderzenie w brzozę było przyczyną oderwania skrzydła Tu-154. - Dla mnie pokazywanie Macierewicza, Kaczyńskiego i tych nieuków z Ameryki, że samolot się rozpadł, jakieś wykresy, to jest kompromitacja - oburza się Niesiołowski.

wtorek, 6 września 2016

UCZYŁ MARCIN MARCINA


Od kilku dni płyną do nas wiadomości o pobiciach z nienawiści, oraz wyzwiskach kierowanych do Polaków na terenie wysp brytyjskich. Jeszcze kilka lat temu podobno bili nas Niemcy, o czym przekonał się na pokładzie samolotu Lufthansy Rokita z Krakowa, niedoszły premier. Uczył Marcin Marcina, a sam głupi jak nie jeden minister (nie mówię który, bo pan Zbyszek czuwa), dalej mi się nasuwa powiedzenie jeszcze bardziej adekwatne, mianowicie te o źdźble i belce w oczach. Bo oto do Londynu w tempie natychmiastowej, wprost wojennej mobilizacji pojechało dwóch siłowych ministrów plus komendant główny policji polskiej po to by wyrazić swój gniew z powodu incydentów z Polakami w roli głównej. Chodzi o ksenofobiczne zachowania młodych Anglików, co to dostają głupawki i wścieklizny afrykańskich świń gdy przypadkowo obije im się o uszy słowo wymówione po polsku.
Niektórzy zatykają ponoć sobie uszy i odchodzą na bok, tacy są wrażliwi. Zdarza się jednak, że owa wścieklizna zadziała na nich tak mocno, iż posuwają się do bicia Polaków, a nawet do zabicia, wykrzykując słowa, które nie należałoby powtarzać przy dziecku. Jak można coś takiego tolerować, pytają delegaci rządu pani Szydło?. Pytanie zadają władzom Londynu i całej rozległej Wyspy. Nie można, usłyszeli prelegenci, tyle tylko, że Anglia od 150 lat jest społeczeństwem multikulturowym, zaś ojczyzna panów ministrów Waszczykowskiego i Błaszczaka nie przyjęła ani jednego uchodźcy, składa się z obywateli „jednorodnych”, czyli z samych obywateli RP z dowodem na te okoliczność ostemplowanym pieczęcią z orłem. Wszyscy biali jak płótno po praniu, wszyscy ochrzczeni i wybierzmowani, no z małym wyjątkiem, ale ci akurat prędzej czy później od nas uciekną. Anglia, obok Francji, Holandii, Hiszpanii, Portugalii i Belgii przez wieki posiadała kolonie zamorskie, nauczyła tubylców porozumiewania się w języku Szekspira, dlatego obywatele tych kolonii swobodnie poruszają się po ziemi „Jana bez Ziemi”. Polacy, no cóż. Historia nasza potoczyła się tak, że sami byliśmy kolonią dla innych. Po odzyskaniu niepodległości co prawda zachciało nam się też swoich kolonii, ale co najwyżej mogliśmy sobie podbić Madagaskar, tym bardziej , że nasze władze II RP, poszukiwały terenów by mogłyby wypełnić swoje antysemickie pragnienia, a mianowicie terenów, na które można by wysiedlić wszystkich polskich Żydów, a było ich grubo ponad trzy miliony.
        
Żydów, czyli też obywateli polskich. Niektórzy z władz państwowych i kościelnych doznawali orgazmów na wieść, że wyręczył ich Hitler, poprzez Holokaust. Do takich należał m.in. prymas Tysiąclecia Stefan Wyszyński. Pokłosiem stosunków przedwojennych w Polsce są wypadki współczesne w ramach pisowskiej IV Rzeczypospolitej. Przynajmniej raz w tygodniu słyszymy o publicznym paleniu kukły Żyda, muzułmanina, komunisty, kodowca. Diabli i ONR wiedzą kogo jeszcze, bo właśnie ta organizacja, trudna dla PIS do delegalizacji jest zarzewiem nienawiści w naszym społeczeństwie. Ostatnie przypadki w Gdańsku, o których pisałem w poprzednim poście tylko potwierdzają tezę, że szykuje nam się, być może jak powiada Lech Wałęsa, wojna domowa. Tylko czekać jak powstaną getta ławkowe dla wszystkich uczniów, których rodzice nie akceptują polityki pisowskiej. Tylko czekać gdy zaczną podpalać ich domy.
Czy tego wszystkiego nie widzą ministrowie delegaci londyńscy?. Widzą oczywiście że widzą i są ukontentowani, ale przez pryzmat wskazówek Jarosława Kaczyńskiego. Minister Błaszczak potrafił nawet zbesztać policjantów za to, że zatrzymali córeczkę radnej PIS w momencie jej chuligańskich wybryków na ulicach Gdańska. Po jaką cholerę więc oni tam pojechali, aby pouczać obcy rząd, gdy w swoim otoczeniu toną w gnoju bezprawia i politycznego chuligaństwa. Sądzę, że minister spraw wewnętrznych Wielkiej Brytanii Amber Rudd pouczył dyskretnie Błaszczaka i tych dwu innych, by wyjęli ze swoich oczu owe belki, przetarli okulary i popatrzyli na to co się dzieje na polskich stadionach, podczas marszów równości, LGBT, albo podczas Święta Niepodległości. Ja na miejscu pana Rudda bym tak postąpił i ozięble się pożegnał. Z kolei, po co pan prezydent Duda pisze do prymasa anglikańskiego WB listy z prośbą o interwencję na rzecz polepszenia stosunków między młodymi ludźmi Anglii i pracującymi tam Polakami, a jest ich blisko milion. Po co, skoro nasi hierarchowie zapraszają do kościołów i katedr ksenofobów faszyzujących. Młodzi obywatele WB rzadko słuchają o czym do nich przemawiają duchowni nierzymscy, natomiast nasza młodzież, nawet ta w koszulkach upstrzonych hasłami nacjonalizmu zagląda do kościołów, bo jest tam mile widziana a i pouczana. Czy pana Błaszczaka nie razi krzyk bydląt z ONR „śmierć wrogom ojczyzny”?. A któż to jest ten wróg ojczyzny?, czyżby uchodźca syryjski, czy może ten co dołączył do pochodu kodowców?. Po co te listy?, wystarczyło by panie prezydencie utemperować politycznie i moralnie nasz polski kler, by nie jątrzył naród słowami Międlara i Kneblewskiego. Nie spodziewam się żadnych owoców po tym spotkaniu na szczycie. Na szczycie braku logiki i beznadziei.

niedziela, 4 września 2016

GROCH Z KAPUSTĄ

 
                           To jest grzech
Dzisiaj w moim kraju tyle się dzieje że ho,ho. Normalnego niby, ale też przeróżnych niedorzeczności, że trudno upchnąć tę materię w jednym worku tematycznym, z którego akurat czerpię cegiełki na kompozycję poszczególnych postów. Tytuł o grochu i kapuście mi tu pasuje jak ulał. Groch niezależnie od tego czy zebrany z pól w tym roku, czy też onegdaj wydaje się być świeży i nadający się do spożycia. Natomiast kapusta często bywa przekwaszona i roznosi się z niej bardzo nieprzyjemny zapach, wręcz smród. A smrodu ci w naszej super katolickiej do bólu rodzinie co niemiara. Pomijam ten fizyczno chemiczny rozpościerający się nad naszymi miastami, szczególnie nad Krakowem, ale ten przede wszystkim prawno fekalny unoszący się nad Warszawą. Pokazała go otwarta dla warszawiaków sesja rady stołecznej z udziałem jej mieszkańców. Zainspirowana bez wątpienia przez Prawo i Sprawiedliwość, chociażby dlatego, że stołeczne miasto jest jedynym, które nie dało się dotychczas dostać w łapy kaczej partii. Zawsze PiS przegrywała wybory prezydenckie. Rządziła Platforma i to ona ponosi gro odpowiedzialności za złodziejską reprywatyzację, która to była tematem owej sesji. To nie była sesja. To był 8 godzinny zgiełk przedstawicieli PO, PIS oraz poszkodowanych mieszkańców Warszawy. Poszkodowanych w wyniku "oczyszczania" z ludzi sprzedanych lub oddanych darmo budynków, ponoć „prawowitym” właścicielom, niestety wraz z mieszkańcami, czyli tzw. „wkładką mięsną”, jak powiadają dowcipnisie. Jedną z tych prawowitych właścicielek okazała się sama pani prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz, bo oto wychodzi na jaw, że rodzina pani prof. Hanny GW, w lutym 2007 r. zarobiła kilka milionów złotych na sprzedaży prywatnej spółce pożydowskiej kamienicy przy ul. Noakowskiego 16. Waltzowie i ich krewni odziedziczyli większość udziałów w tej nieruchomości po Romanie Kępskim, wuju męża pani prezydent i odzyskali ją od stołecznej gminy w ekspresowym tempie. Sęk w tym, że Kępski nabył udziały w kamienicy, jak wynika z akt policji II RP i milicji PRL, od szajki oszustów, a konkretnie od szmalcowników, co to wymuszali dobra od Żydów za zaniechanie donosów do gestapo. Szansa na przeżycie wtedy nie miała ceny, chociażby ceny kamienic, albo worka złotych monet. O tym pani prawnik HGW powinna wiedzieć, bowiem każdy swój życiowy krok robiła wraz z Duchem Świętym, o czym informowała radnych Warszawy. Przykład nabycia czy też odzysku tej kamienicy stanowi tylko mały procent tego co się dzieje na styku prawa i bezprawia w temacie reprywatyzacji w całej Polsce. Bałagan spowodowany brakiem ksiąg wieczystych, ale też brakiem odnotowań o jednorazowej wypłacie przez rząd PRL roszczeń wykorzystują cwaniacy posługując się fałszywkami dokumentów spadkowych, ale też prawnicy, sędziowie i inni urzędnicy licząc na łatwe duże pieniądze. Kilku zostało dyscyplinarnie zwolnionych ze stanowisk, ale to tylko kilku. W stolicy takich lepkich rąk jest na pęczki. Tak się dzieje od lat w stolicy, Poznaniu, Gdańsku, Bydgoszczy, Wrocławiu i wielu innych miastach, ze względu na to, że w ciągu 27 lat wolnej Polski, Sejm nie uchwalił ustawy reprywatyzacyjnej, która by uporządkowała prawne aspekty odszkodowań. Najgłośniej powiadano, że własność prywatna jest święta, chociażby uświęcona właśnie wspomnianym Duchem Świętym. Bałagan warszawski to typowy wsad do wora wypełnionego grochem z kapustą. Ta kapusta zajeżdża fetorem.
                                                                         
                       Foto- (Fb)
Bardzo już mało Polaków wierzy w prawdziwe państwo prawa. Jest niby prawo, ale ożenione ze sprawiedliwością Kaczyńskiego, czyli jest bezprawiem, bo tam gdziekolwiek pan prezes wetknie swoje łapska rodzi się bezprawie. Tak jest z rewizją konstytucji, próbą obalenia Trybunału Konstytucyjnego, reaktywacją werbalną i uroczystymi pochówkami kości zbrodniarzy zwanych żołnierzami wyklętymi, do czego przyczyniły się głosy poselstwa prawie wszystkich klubów. Pisanie od nowa polskiej historii z uwzględnieniem zaniechania działalności a nawet istnienia lewicy i jej prawdziwych bohaterów. Obrzydliwością poza tym jest wbijanie do głów Polakom idiotyzmów jakoby poprzednia ekipa rządząca Polską zabiła im Lecha Kaczyńskiego i jego małżonkę, bo o pozostałych ofiarach katastrofy mało się mówi, licząc na to, że z biegiem czasu zapomni się całkowicie. W tym celu Macierewicz, główny ideolog zbrojny Kaczyńskiego zarządza czytanie apelu smoleńskiego w formie (polegli) przy każdej możliwej uroczystości niezależnie od jej intencji, mimo oporu społecznego. To jest dopiero żołnierski smród skarpeciany po marszu stukilometrowym.
                                                              
                                             Siedzikówna ps. Inka
Tolerancją bezprawia, albo prawem według PIS było zachowanie policji polskiej, właśnie na powtórnym pochówku kości członkini oddziału AK Wilno, młodej dziewczyny Inki. Oddział po wojnie mordował m.in. każdego kto wyznawał prawosławie. Inka miała wtedy lat 17 i tak dokładnie nikt jej nie wytłumaczył po co szasta swoim życiem zamiast iść do szkoły i w imię jakiej sprawy. Ten „pogrzeb” był politycznym festynem PIS i jego poddupnych. „Tańczący na trumnach”, o takim tytule kiedyś powstanie film. Tu smrodu fizycznego się nie odczuwa, bo nie ma się co rozkładać po 70 latach, ale ból w sercach Polaków dokucza, tym bardziej, że pisowcy wraz z ich zbrojnym ramieniem faszystowskim ONR, wszystkich uczestników „pogrzebu” spoza swoich ludzi, w tym i Lecha Wałęsę obrazili okrzykami „precz z komuną i takie tak pierdzenie o liściach”. Kilkoro kodowców zostało poturbowanych przez ONR, której duży oddział z flagami wypełnił wcześniej kościół. Policja miast zajmować się napastnikami, zajmowała się ofiarami, rozpędzając je. Wszystko według instrukcji ministra Błaszczaka i przykazań kościelnych, bo akurat policja polska należy do najbardziej religijnej sfery społeczeństwa.
                                                         
                                    Siedziba TK
Wobec wzmagającej się napaści na Trybunał Konstytucyjny i Konstytucję, do Warszawy w dniu 3 września przyjechało blisko 1000 sędziów różnego szczebla, by na swym Kongresie zamanifestować sprzeciw co do polityki PIS. Byli to sędziowie sądów powszechnych, sądów odwoławczych, różnych szczebli aż do Sądu Najwyższego. Byli tam też dotychczasowi sędziowie Trybunału Konstytucyjnego i jego przewodniczący. Swego czasu rzecznik rządu pisowskiego Beata Mazurek skomentowała sprzeciw SN na brak zaprzysiężenia prezydenckiego kilku nowych sędziów w ten sposób: Zebrała się grupa kolesiów i przy herbatce wypowiedziała to, co wypowiedziała. Dzisiaj pewno powie: Zebrała się 1000 osobowa grupka kolesiów i dalej coś tam sobie mówią, a my zgodnie z postanowieniem i ideałami pana prezesa pozostaniemy przy swoim, bo tak nam nakazał Bóg i suweren, który dał się kupić za marne 500 złotych. Śmierdzi?. Oczywiście że śmierdzi, jak ta przekiszona kapusta.

czwartek, 1 września 2016

JA W SPRAWIE JONDRA



Twitter: Spoglądam na zdjęcie Jarosława Kaczyńskiego i podpis: "Twarde JONDRO". Tak lansował go na cmentarzu gdańskim, podczas pogrzebu matki braci Kurskich polityk PiS, wiceprezes Lotosu Petrobaltic. Nie wiem czy Kaczyński obejrzał kiedykolwiek Halkę Moniuszki, przypuszczam, że jednak tak, bo to akurat ubogacało go ze względu na sprawowaną pozycję, a pan Jarosław był premierem rządu, a i obecnie mógłby by nim być gdyby się nie lenił. Być może radny z Pruszcza Gdańskiego chciał się podlizać szefowi partii, do której należy, ale wątpię czy ów radny mógłby skojarzyć owe jondro z góralem z "Halki" Jontkiem. Jak wiadomo powszechnie, przyboczni Kaczyńskiego to ludzie o dość zawężonych horyzontach. Mam na myśli nie tylko te rzesze wyborców uśmiechających się na złotych pięćset, ale też działaczy, oglądanych w publicystycznych programach TV „Fakty po Faktach” oraz „Tak jest”. Nie dziwię się więc jondru Grzegorza Strzelczyka, wszak taka asocjacja przysparza właścicielowi, (mniemam że dwóch jąder) ogromnego splendoru. A co dwa jądra to nie jedno, mimo że twarde jak stal szwedzka, co z uszanowaniem postrzegają podwładni czyli prezydent i premier rządu, bo okazuje się że powiedzenie chłop z niekompletnymi jajami nie sprawdza się. Wystarczy za to jedno jajo, byle to było prawdziwe jondro.
                                                  ***
Patrzę na porządnych ludzi, których popycha tłuszcza złożona z łysych,dobrze odżywionych wyrostków krzyczących „raz sierpem, raz młotem w czerwona hołotę” i „precz z komuną”. Wyrostków, którzy nie mają prawa znać tych słów. Tak jak nie znają tamtych czasów. Ot, zwyczajna chamska podłość. A jakież to czasy nastały, że komuniści walą do kościołów, czczą pamięć „swoich” ofiar (Inki i Zagończyka) i w skupieniu modlą się za ich duszę, bo tak było w gdańskiej bazylice podczas uroczystości grzebania szczątków kostnych owych dwojga Żołnierzy Wyklętych. Słowa o
sierpie i młocie padały w momencie podniesienia, czyli wedle wierzących w chwili zstąpienia Chrystusa z niebios do kielicha mszalnego, ale co tam. Nikt z obecnych tam biskupów na taki szczegół nie zwraca uwagi, bo w szeregach ONR prężnie działa ich pupil ks. Jacek Międlar, co by nie mówić żywy instrument na którym Kościół sobie pogrywa do tańca na „prywatkach” z PISim rządem. Kiedy już dopełniło się żałobne nabożeństwo , które zaszczycił także (chyba przez pomyłkę) nasz noblista Lech Wałęsa, przez wielu złośliwych współobywateli zwany „Bolkiem”, na dziedziniec przykatedralny wylała się owa tłuszcza łysych, a wraz z nimi kilku „odmiennych” uczestników żałobnej imprezy, czyli tzw. KODowców. No i się zaczęło już na bardzo serio. Wyzwiska, bluźnierstwa, kalumnie, a nawet rękoczyny, szczególnie w stosunku do kobiet, bo jakby nie patrzeć, oenerowcy to po prostu kupa tchórzy i gdyby przyszło co do czego, czego my Polacy tak boleśnie doświadczeni nigdy nie powinniśmy powtarzać, to ci
bohaterowie (zawsze w kupie) posrali (przepraszam za słowo) by się w gacie, które im mateczki piorą od narodzin, nie wiedząc czemu synek (lat 18) znów się zesrał. Na szczęście nikt tam fizycznie nie ucierpiał poza kilkoma popychaniami, lekceważącymi incydentami polegającymi na wrogim stosunku do bliźniego. Tak to wygląda stosunek dzieci zrzeszonych w ONR do rodziców, w pamięci których przeleciały lata życia w państwie komunistycznym. Wedle doktryny tej niby rozmodlonej hołoty, ciała tych rodziców, nie mówiąc już o dziadkach powinny spoczywać w ziemi wzorem Inki Zagończyka. Gorzej, że przemówienie prezydenta RP Dudy w swej konkluzji nawiązywało do jakże przyjaznej ideologii, która wypełnia te ogolone na zero łby. Podczas przemówienia Dudy, z katedry demonstracyjnie wyszedł Lech Wałęsa. Nie zaznał on spokoju i poza świątynią, bo tu w gotowości bojowej czekały na niego wrogie bojówki, które słowami Bolek zdrajca, wszystkich myślących, ale tylko myślących, przekonały do końca, że gówniarstwo nawet nie pamięta, kto podpisywał z peerelowskim wicepremierem porozumienie sierpniowe. Z kim my mamy więc do czynienia?.  Według PiS jest to wszystko absolutnie legalne, chociaż w II RP, tylko po trzech latach działalności ONR został zdelegalizowany. W III RP, członku demokratycznej, liberalnej UE, ONR panoszy się jak rak, na którego zdawałoby się zabrakło aktywnego antybiotyku. Nie leczeni prędzej czy później umierają!!.

POLSKA I WATYKAN W ŚWIETLE KAMER

Kto atakuje Kościół ten atakuje Polskę, krzyczał Jarosław Kaczyński, licząc na rewanż i łaski politycznego wsparcia ze strony episko...