czwartek, 28 kwietnia 2016

BÓB, HOMAR, WŁOSZCZYZNA


Bóg, Honor, Ojczyzna. To ortodoksyjnie patriotyczne hasło było wyhaftowane bodajże na wszystkich pułkowych sztandarach bojowych II Rzeczypospolitej, a może nawet dużo wcześniej. Analizując kolejność tych dostojnych słów zastanawiam się po nocach ryzykując utratę wypoczynku, nad sensownością tej właśnie kolejności, bo oto słowo zwane honorem, nawet poprzez oniryczny sen rozumiem. (nie kojarzyć z Zespołem Onirycznym, piję bardzo umiarkowanie). Słowo honor obowiązywało i mam nadzieję obowiązuje nadal nie tylko oficera, czy nawet każdego szeregowego szwejka noszącego mundur (tak nam zawsze pokazywał nie tylko w trylogii pan Henryk S, widzimy to a jakże, w polskich w batalistycznych filmach). Słowo to (tak rozumiem) bezwzględnie obowiązuje każdego człowieka na państwowym stanowisku, szczególnie posła, polityka, człowieka szanującego prawo, w tym Konstytucję, nie mówiąc już o wyrokach Trybunałów. Zatem człowieka prawego, brzydzącego się kłamstwa, oszustwa, w istocie zaś oszustw popełnionych na dużych grupach
społecznych. Zgadnijcie o czym ja myślę. Ja, nie posługujący się słowem świętym, ale raczej myślą zbliżoną bardziej do realizmu, niżeli uduchowionego słowotwórstwa, powiem, iż w tej trójcy ważnych rzeczowników na pierwszym miejscu postawiłbym słowo – Ojczyzna, bowiem całe hasło się odnosi do zapewnień iż chodzi o Jej dobro i oddanie dla Niej. Pozostałe rzeczowniki jak Bóg i honor wynikają jedynie ze światopoglądu głosiciela i stanowią immanentnie pomocniczy akcent wymowy. Dla człowieka rzeczywistego honoru ścisłość tych wyrazów to prawdziwa akrybia, ale przecież nie dla tych o których myślę, a myślę nie tylko o rządzącej Polską prawicy, ale przede wszystkim o polskich szczeniackich mimo wzrostu neonazistach, maszerujących polskimi ulicami z okrzykiem Bóg, Honor, Ojczyzna z towarzyszącym hasłem „ a na drzewach zamiast liści będą wisieć syjoniści”.„lewaki jak i geje do gazu”, „Bóg jest z nami”, a to bardzo ciekawe?, bo ktoś już umieścił podobne zdanie na pasach (klamrach) swojej armii i bardzo źle na tym wyszedł. Ale skoro Jego, czyli Boga urzędnik w osobie księdza Międlara się z tym zgadza, a nawet w tej intencji odprawia msze, to chyba jest tak rzeczywiście, tym bardziej, że nie słyszymy w tym względzie dezaprobaty ze strony episkopatu. Wielu, mniej myślących w to uwierzy, a nawet odda siebie tej ideologii. Ideologi, która na naszych oczach rośnie i być może wkrótce zgubimy orientację jakaż jest tego dymensja. Czy już należy pakować walizki do wyjazdu gdziekolwiek, czy się wstrzymać, a nuż biologia zdąży się o nas upomnieć i zabierze naturalnie w zaświaty.Najgorzej u nas wygląda sprawa łączenia honoru ze strasznymi w
swej wymowie zbrodniami, które popełnili nasi "żołnierze wyklęci" blisko 60 lat temu. W imię honoru i fałszywej ideologii zabijali setkami nie tylko mężczyzn ale też bezbronne dzieci. Ich zbrodnicze czyny są dzisiaj wielbione przez polską klerykalną  prawicę. Z kogo zatem młodzież ma brać przykład?. Zastanawiam się, czy ci chłopcy maszerujący z flagami falangi rozumieją do końca głoszone krowim rykiem swoje hasła. Obserwując filmiki na YouTube, gdzie dziennikarz zadaje naszej młodzieży proste, wprost dziecinne pytania odnośnie właśnie „ojczyzny”, widzimy ich zakłopotanie i nawet milczące odejście od mikrofonu co gorsza bezwstydne. Ta żenada naprowadza mnie na myśl, iż zamiast hasła Bóg, Honor Ojczyzna winni krzyczeć hasło: Bób,  Homar,  Włoszczyzna. Nie tylko krzyczeć, ale spożywać i to dużo, bowiem wszystkie te trzy spożywcze wartości wzbogacają organizm w zdrową tkankę od stóp aż do mózgu, a właśnie w tym miejscu mają oni największe, wprost nieodwracalne spustoszenie.

Obrazki (FB)


wtorek, 26 kwietnia 2016

LUŹNY STOLEC POSŁANKI


 
Na nas nie ma mocnych, zdawałoby się tak rozumieć rządy Prawa i Sprawiedliwości, a właściwie decyzje naczelnika Polski Jarosława Kaczyńskiego, ale też słowa jemu wiernego babska, wagi daleko odbiegającej od piórkowej Krystyny Pawłowicz, która oficjalnie daje do zrozumienia części opozycyjnego społeczeństwa, że na opozycję po prostu się załatwia w sposób fizjologiczny. Aby nieco wybielić swoje słowa wypowiedziała je w języku Klaudiusa Tiberiusa, które to brzmią jak ministrantura przed drugim soborem, a mianowicie: Ad mortem defecatum. Każdy może znaleźć tłumaczenie owych słów na googlach. Nie ma mocnych, czyli żadne marsze pokojowe, żadne połajanki ze strony Unii Europejskiej, ani pouczenia ze strony Komisji Weneckiej, ani protesty polskiego środowiska prawniczego, ani protesty środowisk naukowych i uczelni prawniczych nie robią żadnego wrażenia na premierze i prezydencie. Tu akurat nie ma się czemu dziwić, bowiem gdyby oni tylko spróbowali mieć odrębne zdanie to ich los stanowiskowy zarwałby się jak zapadnia pod wisielcem. Nic, nic to nie znaczy dla kaczej nahajki, którą ten wymachuje w kierunku opozycji i za pomocą której trzyma tę swoją sforę wyuczoną do rozmowy z dziennikarzami i opozycją wedle tych samych formułek. Są nie tylko posłuszni ale i teatralni w zapamiętywaniu kaczych kwestii, czyli przykazań ich boga żywego. Wiedzą bowiem, że dla wielu wyborców dupa jest twarzą po prostu. Trzej byli prezydencji III RP (Wałęsa, Kwaśniewski, Komorowski) napisali do rządzących list, by powstrzymać rozmach destabilizacji państwa i marnotrawstwa dobrej opinii kraju na arenie międzynarodowej, szczególnie w rodzinie europejskiej, bowiem chwieją się fundamenty demokratycznego państwa a Polska staje się państwem specjalnej troski. Z powodu jednak „na nas nie ma mocnych”, III RP dryfuje po Europie jak rozbita barka wypełniona uchodźcami do nabrzeży Włoch albo Grecji. Czym to się skończy?. Ano całkowitą rozpierduchą o nabrzeże, albo zatonięciem zanim przybijemy do szczęśliwego końca. Pomyślałem, że polskie wypadki polityczne bardzo kojarzą mi się z serialem komediowym składającym się z trzech filmów: „Nie ma mocnych”, „Sami swoi” oraz „Kochaj albo rzuć”. Dotychczasowe wydarzenia w naszym kraju przywodzą mi na myśl ten pierwszy odcinek. Nie ma na was mocnych kaczyści, skoro lekceważycie wszystkie wymienione wyżej ostrzeżenia i zalecenia. Przyjdzie jednak czas na drugi odcinek serialu czyli „sami swoi”. Tylko że wielu tych swoich zrozumie iż dalej nie da się kisić w izolowanym od demokratycznego świata państwie.


Dokuczliwe decyzje Unii, ucieczka inwestorów z całego świata, oburzenie papieża na grzeszne i bizantyjskie życie kleru na bazie którego powstał PIS, nieokiełznane kurczenie się budżetu państwa, wielu dotychczas uszczęśliwionych pisowców przemyśli ucieczkę do innych partii, chociażby przed ręką sprawiedliwości. Zostaną rzeczywiście "sami swoi", którzy wzorem dostojników pokonanej Rzeszy będą zdolni pobudować dziką opozycję  samopomocy typu Odessa. Uciekać do Ameryki Południowej, czy nie uciekać, oto jest szekspirowski dylemat. I oto dokona się trzecia część farsy czyli „kochaj albo rzuć”. Miłość do namiestnika zacznie wygasać w tempie geometrycznym. Państwo PIS przejdzie do historii jak starożytny Rzym, niestety bardzo nadwerężone barbarzyństwem politycznym i gospodarczym.. Z więzień wyjdą pokrzywdzeni i właśnie oni, ci pałający zemstą odwetu zagospodarują ruiny. Ale los naszej ukochanej ojczyzny już taki jest od wieków, jako że panta rei. Gdybym bardziej szanował panią poseł Pawłowicz, przyznałbym jej rację, że pewno tak będzie do usranej śmierci, drodzy państwo.
 
Fotki (FB).

niedziela, 24 kwietnia 2016

BREIVIK ... A SPRAWA POLSKA


Informacja podawana bodajże po kilkakroć w mediach polskich, kończona komentarzem przeróżnych gości, o tym że super zbrodniarz Anders Breivik, który odsiaduje wyrok 21 lat więzienia za zabicie ponad 75 osób, w przewadze młodzieży norweskiej, wygrywa sprawę ze swoim państwem, iż jest przetrzymywany w „nieludzkich” warunkach zmroziła wielu ludzi nie tylko w Polsce. Czuł się on pokrzywdzony tym, że jest osadzony w jednoosobowej celi składającej się z dwóch pokoi, uzbrojonych w sprzęty do ćwiczeń fizycznych, łazienki, telewizora oraz prasy, ale niestety bez towarzystwa ludzkiego. Stanowi to ponoć gwałt na europejskich przepisach dotyczących praw człowieka i obywatela.
Otóż każdego zdrowo myślącego człowieka może to zastanawiać, szczególnie w Polsce, gdzie w celach więziennych, wyposażonych (zdarza się), we wiadro z kotarą, gnieździ się po kilkoro skazanych za różne przestępstwa. W Polsce tak jest, ale np. w Bangladeszu, Pakistanie, albo Erytrei, jest jeszcze gorzej. Nie narzekajmy tak mocno. Wszystko jest względne moi kochani. Wszystko. W Europie, a tym bardziej w krajach skandynawskich świat penitencjarny jest adekwatny do kieszeni państwa. To są kraje nie tylko bogate, ale bardzo bogate. Gospodarka np. Norwegii może być porównywana z gospodarka duńską, szwedzką, szwajcarską, ale nigdy z gospodarkami krajów Europy środkowej, a tym bardziej wschodniej. Dlatego stan wyposażenia chociażby cel więziennych jest adekwatny do zamożności obywateli, tym bardziej akurat Norwegii, która czerpie niewyobrażalne dochody z handlu ropą naftową oraz przetwórstwa rybnego. Ten mało zaludniony kraj z potężnym zapleczem naukowym i technicznym, z wykształconym społeczeństwem stać na to, co w Polsce nazwalibyśmy zbytkiem. Kraj bardzo tolerancyjny, praktycznie bezreligijny, bez zakapturzeń pisopodobnych, cieszący się wszelkimi zdobyczami świata kultury i wolności obyczajowych oraz światopoglądowych stać na stworzenie ludzkich warunków dla osób skazanych, bowiem u nich skazaniec pozostaje nadal człowiekiem, który poprzez odosobnienie musi ulec prawdziwej resocjalizacji. Samo odosobnienie jest już bardzo dokuczliwą karą, dlatego Breivik tak bardzo lgnął do celi wieloosobowej, niezależnie od skutków tam go czekających. Więzień norweski nadal pozostaje w pojęciu

egzystencjalnym nadal człowiekiem, któremu należy się wszystko, włącznie z opieką medyczną na najwyższym poziomie. Jest tylko odosobnionym od społeczeństwa. Pozostaje tylko kwestia ilości lat tegoż odosobnienia. Fakt, mnie też oburza wyrok sądu norweskiego, który za „cierpienia” psychiczne przyznał Breivikowi wysokie odszkodowanie (jak na polskie warunki). Oburzam się, ponieważ byłem od urodzenia wychowywany i nadal żyję w polskim, siermiężnym kraju, gdzie przestępstw, w tym morderstw jest wielokrotnie więcej niżeli w Norwegii, gdzie idzie się do celi za posiadanie 3 g. marihuany, a zanosi się, że również za dokonanie aborcji po dokonanym gwałcie. Wszystko zmierza w tym kierunku. Z tym trzeba żyć, a informacje płynące wprost z Oslo zmuszeni jesteśmy przyjmować jak wieści z innego, całkiem nieziemskiego świata.
 
Fotki od góry. 1,2,3, (FB)

środa, 20 kwietnia 2016

WARSZAWSKIE GETTO


19.04.2016 rok. 73 Rocznica Powstania w Getcie Warszawskim. Wieńce, wieńce, wieńce. Przemawia prezydent Rzeczypospolitej Andrzej Duda. Osobiście przemówienie mi się podoba, zapewne podoba się też wielu rozumnym Polakom, ponieważ mówi nie tylko o bohaterstwie tysięcy Żydów polskich spędzonych na ten skrawek warszawskiej ziemi, ale mówi też o jakże niezbędnym szacunku człowieka dla człowieka niezależnie od wyznania, rasy, oraz przekonań politycznych. PRZEKONAŃ POLITYCZNYCH. Podkreślam to dlatego, że dziś akurat w praktyce obyczajów III Rzeczypospolitej wygląda to wręcz jak kraj pod „okupacją.”. Przeciętny, a tym bardziej normalny Polak, po godzinie 21.00 długo się musi zastanowić zanim zdecyduje się na przejście ulicą.


Wilcze watahy wyrostków, ale nie tylko wyrostków, bo zdarza się, że profaszystowskie patrole o tej godzinie wychodzą na ulice w celu zapolowania na tzw. innych, a więc tych, o innej skórze oraz niezwykłych dla nich ubiorach. To normalni faszyści z organizacji około ONR owskich i zwierzęcych kiboli. Tych samych, którzy są goszczeni już kilkakrotnie przy ołtarzu i obrazie Czarnej Madonny w Częstochowie z wielką fetą i hasłami „a na drzewach zamiast liści itd...,oraz raz sierpem raz młotem, biała rasa ..itd. W takich momentach dostojnikom jasnogórskim się serca krają. Prezydent mówił przed pomnikiem Warszawskiego Getta o tym, że we współczesnej Polsce na co dzień dajemy wyraz poszanowania i szacunku nie tylko do Żydów, ale i innych, często odmiennych zewnętrznie narodowości. I tu mija się pan ze stanem faktycznym, panie prezydencie. Dzisiaj, gdy pan panie prezydencie czci rocznicę Powstania w Getcie, w Białymstoku kilkuset buraków z ONR przemaszerowało ulicami miasta z hasłami jakże bratnimi do tych z NSDAP. Wprawdzie jeszcze nie doszło do tego, że chłystki z ONR nie czepiają się akurat fizycznie pańskiej żony, pierwszej damy, ze względu na jej rodowód, (o czym pisze brukowa prasa), co akurat dla mnie osobiście nie ma żadnego znaczenia, ale dla nich, tych buraków ma!. Dlatego popieram wniosek Rzecznika Praw Obywatelskich pana Adama Bodnara o delegalizację tych śmieciowych, a zarazem profaszystowskich organizacji zwących się Obozem Narodowo- Radykalnym, oraz klubami kiboli. Organizacji, które nie przynoszą nam w świecie splendoru.

Popieram, bowiem ich działalność nic a nic nie odbiega od zachowań SA w Niemczech w latach trzydziestych. Co się stało po tym nie trzeba zbytnio długo dywagować. Ta młodzież polska skupiona na wschodnich rubieżach kraju to najgorszy sort (że wyrażę się kaczymi słowy) społeczeństwa. Ten rak na społeczeństwie rozwijał się już dość długo. Pamiętamy gdy najbardziej fanatycznych kiboli zamknięto w aresztach to posłowie pisowcy odwiedzali ich w celach i składali wnioski o ich zwolnienie. Ten rak się rozwijał przy akceptacji partii prawicowych i skrajnie prawicowych, ale też Kościoła katolickiego. Z kim oni mieli walczyć według kaczego założenia?. Oczywiście wyłącznie z partią rządzącą i jej koalicjantami, czyli PO- PSL. Dzisiaj np., w Politechnice białostockiej, na której studiuje co najmniej setka obcokrajowców wzywa się ich do pozostania w domach, bowiem w auli zbierają się faszyści ONR, którzy będą szlifować swój program. Jakie to przesłanie idzie w świat?.Tylko jedno. Polska to kraj rodzącego się nazizmu wzorem III Rzeszy albo przedwojennych Włoch, albo Hiszpanii. Czy pan, panie prezydencie mówiąc w swym okazjonalnym przemówieniu, o poszanowaniu wszystkich tzw. innych, miał na myśli to co wydarzyło się w sensie nietolerancji już zresztą wielokrotnie w Poznaniu, Białymstoku, Wrocławiu, Lublinie, Rzeszowie i wielu


innych miastach, czy wyłącznie na temat plotek z gniazda rodzinnego swojej żony, ciekaw jestem, ale też ciekawi są Polacy, w przeważającej większości ludzie o dużej tolerancji, czym akurat się szczycę osobiście, podobnie jak moi bliscy. Niech pan nam odpowie, czy jako prezydent wniesie pan do sądu poparcie wniosku pana Bodnara, o delegalizację faszyzmu w kraju, na czele którego pan stoi, bo jeżeli będzie pan milczał, to pozostajemy w przekonaniu, że godzi się pan na nietolerancje religijną, rasizm, antysemityzm, kibolizm i chamstwo uliczne, które zaatakuje nie tylko pańską żonę, pierwszą damę, ale i pana, nawet gdy będzie pan chroniony przez BOR. Prezydenta Kwaśniewskiego z małżonką nasza Młodzież„Weszpolska” z dzisiejszym ministrem od służb specjalnych, Mariuszem Kamińskim, jako jeszcze gówniarzem na czele, obrzuciła jajami na schodach Pałacu Elizejskiego w Paryżu. Dlatego miej się pan na baczności, bo znajdą taką okazję. Powtarzam, ONR i inne organizacje profaszystowskie muszą być zdelegalizowane na Amen.
 
Obrazki: 1,2,3, Google, FB
4. Czy Państwu coś to przypomina.
PS: Jeszcze przed opublikowaniem niniejszego posta, FB podał do wiadomości, że episkopat, a tak naprawdę zgromadzenie do którego należy Międlar zakazało calkowicie jakichkolwiek przemówień i występów publicznych temu łobuzowi w sutannie. Ciekaw jestem jak to się skończy finalnie.

wtorek, 19 kwietnia 2016

KUCYK, A JEDNAK PRZYWÓDCA STADA


Koń jaki jest, każdy widzi. Widzi nie tylko tego kucyka, którego mamy na myśli, ale też wypełnioną po brzegi setkami, często ochwaconych chabet obu płci i nie tylko. Wszystkie te chabety trzymają się żłoba wypełnionego paszą czyli stanowiskami, kasą, oraz obiecankami wiecznego zbawienia. Główny ogier, przypominający raczej wypasionego kucyka o zauważalnej sile pociągowej, na prawo jak i na lewo rozdaje fanty owym hardym źrebiętom. Tym tłustym, ale wciąż stanowisk głodnym, a także tym wychudzonym, czekającym cierpliwie na osobiste żłoby luzowane przez poprzednią opcję polityczną. Cała ta preambuła do niniejszego posta to oczywiście swego rodzaju metafora, a może asocjacja w stosunku do rzeczywistości. A rzeczywistość to obłuda, zaprzaństwo, tłamszenie prawd, wciskanie społeczeństwu kłamstw, łgarstwo i hipokryzja. Naczelnym przykładem oczywiście jest uporczywe wciskanie Wolakom wiary w zamach smoleński, przekłamania historyczne, a także „dobrą zmianę”. Te metaforyczne chabety i ich naczelny ogier nie bardzo potrafią współistnieć z prawdziwym światem koni, jak mawiają inne
narody: łoszadzi, le cheval, pferd, czy horse. Te są końmi rzeczywistymi, szczególnie rasy arabskiej, być może zagrażającymi wygłodzonym przez osiem lat metaforycznym chabetom, dlatego długo nie pożyją. Ten polityczny „koński” światek jest na uwięzi z klerem, który z kolei jest karmiony państwową kasą. Kler, o zaiste tych samych moralnych wartościach dał pokaz hipokryzji podczas uroczystości obchodów 1050 lecia Chrztu Polski. Biskupi aż do interwencji Stolicy Apostolskiej nie widzieli problemu, by w uroczystościach poznańskich udział brał abp. Juliusz Paetz. Ten sam hierarcha, którego czczony św. JPII pozbawił stanowiska metropolity poznańskiego po tym, jak został oskarżony o wykorzystywanie seksualne kleryków. Oskarżony ale nie ukarany do dziś. Jakże wy zaprzańcy w piuskach spojrzycie po śmierci w oczy ukochanemu Wojtyle. Chyba że wy po prostu nie wierzycie w żadnego Boga, a tym bardziej w życie pozagrobowe, co jest bardziej oczywiste. Tak lekceważyć swego nauczyciela, którego cytujecie przy każdej okazji! Najlepszym słowem dot. zaprzaństwa polskiego Kościoła i rządu są słowa św. Mateusza „ Ten lud czci mnie wargami, lecz sercem daleko jest ode mnie”, a ja powiem tak:
Ten rząd i ten Kościół dba o swój naród jeno wargami, lecz sercem swym i „interesem własnym” jest daleko ode mnie. To zdanie, jak sądzę jest najlepszym podsumowaniem uroczystości 1050-lecia


Chrztu Polski.,które celebrował właśnie polski rząd i Kościół. Obserwuję i widzę, że pogłowie „końskie”, a też i biskupie mamy przebogate. Fioletem pokrywającym głowy panów hierarchów w czasie uroczystości w Poznaniu można by pokryć spory areał dachów po zrzuceniu trującego eternitu. Szczerze powiedziawszy, jedno i drugie trujące. Bo czym się różni z punktu podstaw etyki wciskanie narodowi za miliony złotych kłamstwa smoleńskiego od wspólnej modlitwy biskupów z fioletowym zbrodniarzem seksualnym. Niczym moi Rodacy, niczym.
 

 

Obrazki: GW i FB
1 Kazdy widzi.
2.Gdyby słuchali ks. Tischnera
3.Zarażeni i porażeni...


niedziela, 17 kwietnia 2016

KAPŁANI NIENAWIŚCI.


 
To, co czyniłem, będę czynił dalej – grzmiał rozjuszony z pianą na ustach ksiądz nacjonalista Jacek Międlar podczas pożegnalnej mszy na wrocławskim Oporowie. Plótł z ambony o holokauście z rąk żydowskich ekstremistów i islamskich fundamentalistów i dostał brawa. Na stojąco. Powiem tak: faszysta, nacjonalista, gówniarz, którego władze Kościoła ubrały w sutannę i ornat, by wierny katolicki lud jego słowa uznał za wyjątkowe, bo w końcu płyną z ust kapłana, kapłana???, chociaż jak wiemy są to usta gówniarza faszysty. Pod wpływem oburzenia wielu środowisk Wrocławia,gówniarza w szatach kapłańskich przeniesiono do Zakopanego ( nie pozbawiono go owych szat, które wyznaczają jakoweś granice moralności), tylko go przeniesiono jakoby „za karę”. Międlar w stolicy polskich Tatr dalej międlił ozorem o Polsce z wizją nacjonalizmu, który daje boskość ojczyźnie, na tronie której ma zasiąść sam Chrystus. Ten kapłański uczeń diabła, czyli dobrej wiary, ma starszego od siebie nauczyciela, także o przekonaniach nacjonalistycznych. To ksiądz Roman
 
 

Kneblewski z Bydgoszczy o którym pisałem onegdaj. Teoretyk życia. Naucza, by jego wierni nie życzyli nikomu zdrowia..... jeno zbawienia. Wyobrażam sobie podobne życzenia składane z okazji urodzin albo imienin moim najbliższym i przyjaciołom szczególnie u progu ich życia. Sam chyba po śmierci Kneblewski wybiera się w zaświaty tam, gdzie zasiadają jego nauczyciele w osobach gadów skazanych przez sąd w Norymberdze. Co można o tych dwóch kapłanach powiedzieć. Każde słowo wypowiedziane o nich jest zbyt łagodne i zbyt pachnie sielanką by mogło się do nich przykleić, bo ksenofob, nazista, antysemita i faszysta jest wyłącznie godny nań splunięcia. Okazuje się, że nie dla wszystkich. Obaj znajdują wielu słuchaczy i naśladowców. Ten młody szlifuje mózgi młodzieży z ONR-u (przedwojenna organizacja faszystowska na terenie Polski, współodpowiedzialna za shoah), ten stary z kolei znalazł wielu słuchaczy na terenie swojej parafii. Stworzył enklawę na wzór zmarłego już księdza Jankowskiego z Gdańska, albo księdza Natanka z Grzechyni. Ten ostatni został oficjalnie potępiony przez metropolitę krakowskiego ponieważ publicznie mówił o zgorszeniu księży i biskupów katolickich. Obaj znajdują też wśród duchowieństwa katolickiego mecenasów. Skoro episkopat nie może sobie poradzić z wydawałoby się czarnymi owcami, znaczy to, że są oni mu potrzebni.
 
 

Chociażby do walki z wyznawcami innych religii albo ruchem o charakterze ateistycznym. Ukraińcy, tłumacząc się za zbrodnie przeciwko narodowi polskiemu powiadają, że pierwej Polacy z podburzenia kapłanów katolickich wyrżnęli tysiące ich obywateli ponoć z nienawiści do wiary prawosławnej. Czynili to też niektórzy żołnierze wyklęci. (Przykład: rzeź prawosławnych wozaków). W niektórych wioskach z życiem uchodzili tylko ci, co nosili katolickie medaliki i potrafili udowodnić swój katolicyzm. Rzeź Polaków przez UPA i OUN z kolei błogosławiona przez prawosławnych popów była po części odwetem na polskich katolickich „panach”, chociaż ofiarami stawały się całe wioski polskiej biedoty. Z rąk Polaków padło kilka tysięcy Ukraińców, z kolei z rąk Ukraińców blisko 150 tysięcy Polaków, bo przemoc rodzi przemoc w dwójnasób. I to już nie jest miłosierdzie boskie, ale zemsta. Do czego więc prowadzą nauki nacjonalistyczne, opakowane w fałszywe słowa miłosierdzia boskiego księży Międlara i Kneblewskiego? Do czego? Czyżby byli spragnieni krwi wzorem wilkołaków?. A czy mamy w Polsce takich tylko dwóch?. Nie bądźmy naiwni!
 
Fotki:
1.ks. Międlar na mszy pożegnalnej
2.Kneblewski i Miedlar, wiele ich łączy.
3.Giedroyc wiedział co mówi.
Obrazki: GW i FB

wtorek, 12 kwietnia 2016

ZLECIAŁO JAK Z BICZA STRZELIŁ.



Kilka tygodni temu napisałem post pt. NIECH TO PERUN STRZELI, cyt:„Wiosną tego roku Kościół katolicki w Polsce, a wraz z nim państwo (bo jakże by inaczej) obchodzić będzie 1050 rocznicę Chrztu Polski. Dokładniej chrztu księcia Mieszka I, który to dla urzeczywistnienia tego faktu pojął za żonę dziewoję czeską Dobrawę. Nie była to najpiękniejsza Czeszka stwierdzam, gdy porównuję jej upiększony malunek Matejki z innymi dziewojami znad Wełtawy, jak przykładowo Halinka Młynkowa, Helena Wondrackova albo nawet czeskie córy Koryntu, ale interes się liczył, czyli pęd do stada ludów chrześcijańskich, co nas Polan miało nobilitować w oczach Niemców i papiestwa. Uroczystość zaślubin odbyła się w ówczesnej stolicy, czyli Gnieźnie, a być może na Ostrowie Tumskim w Poznaniu, w każdym razie dość szybko, zaraz po względnym odpoczynku, (kawka, herbatka, kremówki) panny młodej, wytrzęsionej w pojeździe w czasie bardzo długiej podróży. Żaden z kronikarzy, a więc ani Gall Anonim, ani Kadłubek, ani Długosz nie wspominają o tym ilu było gości weselnych, kto przygrywał do pląsów, a nawet kto świadkował młodym. Noc poślubna zapewne była głośna, bo


Mieszko to był zabijaka, pijak i nie dość wychowany kawaler. W każdym razie był chutliwym samcem. Oboje dali początek rodowi Piastów”. Koniec cytatu. I tu jest problem historyczny, bo szperając w miarę dostępnych źródłach dowiaduję się, że ród piastowski zamieszkiwał tereny Słowian już kilkadziesiąt pokoleń wstecz, na terenach podbitych, a więc Mazowsza i okolicy. Niech im tam. W każdym razie w roku bieżącym minie za chwilę 1050 lat gdy ówże ślub nastąpił. Naukowcy archeologiczni sprzeczają się, czy słowa „i będę ci wierny aż do śmierci” padły w Gnieźnie czy też w Poznaniu. A cóż mi to za różnica?, można by powiedzieć. Często dzisiaj katolicka para młodych składa sobie przysięgę u stóp Czarnej Madonny w Częstochowie, zaś inni, bardziej oddani sobie wzajem niżeli opinii katolickiego pospólstwa pobierają się przed gminnym urzędnikiem stanu cywilnego w Pacanowie. No ale tam, wtedy chodziło o królestwo, które kilkadziesiąt lat później załatwił z Ottonem syn oblubieńca Dobrawy Bolesław zwany Chrobrym ur. w 967, a więc rok po skonsumowaniu małżeństwa. Załatwił to także w Gnieźnie, także wiosną podczas bilateralnego spotkania z cesarzem Niemiec Ottonem III. Jak było tak było, ważne co się będzie działo dzisiaj, czyli 1050 lat później. Wiemy ze źródeł
 



 

oficjalnych, że jubileuszową mszę z tej okazji odprawi nie kto inny, tylko sam czołowy pedofil Wielkopolski arcybiskup Juliusz Paetz, którego za seksualne „popisy” względem kleryków, po długim namyśle Jan Paweł II odsunął od władzy w kurii poznańskiej. Odsunął, tylko odsunął, bo Paetz zachował wszystkie inne „wartości arcybiskupie” włącznie z pałacem. Czy degradacja Paetza zrobiła mu jakąkolwiek krzywdę, ale skąd. Opowiadali mi mieszkańcy Wielkopolski, że Paetz po cywilnemu często przechadzał się wieczorami po parkach poznańskich polując na ewentualnych partnerów, jak bym widział spacerującego Wesołowskiego po plażach Dominikany. Nie doznał żadnej krzywdy poza nadszarpnięta opinią, ale o to nie dbał, bowiem jego koledzy w purpurze mu to wybaczyli, ba, po śmierci papieża Wojtyły Paetz został przywrócony do wszelkich łask bożych i koleżeńskich w episkopacie, oczywiście poza stanowiskiem rektoratu seminaryjnego. Widziano go podczas powitania papieża Benedykta XVI, widziano go podczas pogrzebu jego kolegi w upodobaniach seksualnych, czyli abp Wesołowskiego. Zdjęcia są dostępne powszechnie. Dzisiaj, gdy Kościół obok prezesa Polski to najważniejsza władza, pedofil Paetz stanie przed historycznym ołtarzem by w imieniu katolickiego narodu polskiego uczcić te polsko-czeskie przymierze. Zaiste, można być dumnym. Domyślam

 

się, że gdyby nie "odesłano" Wesołowskiego do domu Pana, to obaj w parze by tę mszę celebrowali, ale jest jeszcze ks. Gil, chociaż to tylko tancerz w bikini na Dominikanie, masturbator chłopców, ale jednak emocjonalnie powiązany z Paetzem. Zaiste msza będzie ucieleśnieniem wydarzenia, na które ma się zjechać cały parlament, rząd i prezydent kraju Mieszka I, ale sądzę, że i Dobrawy. Niech władze Czech, tego iście ateistycznego kraju popatrzą jak należy czcić świętych przodków, może wyciągną jakieś pożyteczne dla siebie i Watykanu wnioski. Dla poczęstunku tylu gości, wzorem zwyczaju Chrobrego, lasy Wielkopolski zostaną przetrzebione z dzików, saren, oraz szaraków i wszelkiego ptactwa nadającego się na pieczyste. Czy żona księcia gnieźnieńskiego Dobrawa dozna łaski powołania jej w szeregi świętych panien, nie wiem, ale bym się nie zdziwił, bo byłby to podarunek rządu polskiego i Watykanu dla zaprzyjaźnionego narodu czeskiego, który cierpi na brak świętych. Jest tam co prawda tylko ok. 5% katolików, ale nie zapominajmy o nich. Sam św. Jan Hus, któremu darowano reformację, ale dopiero po spaleniu go na stosie, co prawda doznał beatyfikacji, to jednak zbyt mało. Za kilkanaście lat jego wzorem zapewne świętości doczeka zarówno Paetz jak i Wesołowski,


 
oczywiście bez ognistego stosu. Nie takie rzeczy w życiu czynili inni święci, często z „zawodu” papieże. Już się cieszę z tej imprezy, bo zapewne Polacy będą mieć dzień wolny od pracy, to jeszcze dodatkowo puszczą niejedną łezkę na widok abp Paetza, który pobłogosławi przy okazji cały naród nadwiślański. A dodatkową forsę która wpłynie do kasy duchownej będzie można tylko porównać z inną jakże bliską sercu imprezą czyli Światowymi Dniami Młodzieży katolickiej w okolicach Krakowa. Co za rok! Vivat Kościół, vivat PIS, vivat pan prezes, zbawca Polski.
 
Obrazki od góry:
1.Dobra postawa. Słynnny abp Paetz.
2.Mieszko I wg. autora obrazu.
3.Para książęcaw monecie
4.Domiemany grób Mieszka I w katedrze poznańskiej.
5.Mariaż wladzy z Kosciołem.

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

NIE TYLKO OSIATYŃSKI


 
 
Powinniśmy konkordat wypowiedzieć i to w trybie natychmiastowym, powiada już zresztą wielokrotnie profesor Wiktor Osiatyński, pisarz i konstytucjonalista. Dalej pisze, iż zgadza się z prof. Janem Hartmanem, który mówi, że Polska wolna od konkordatu byłaby państwem cieplejszym i przyjaźniejszym. Kościół stałby się zwykłym podmiotem życia publicznego, a nie uprzywilejowaną w państwie i jego prawodawstwie instytucją. To uprzywilejowana pozycja sprawiła, że religia w swoich założeniach oparta na miłości bliźniego - ustąpiła miejsca instytucji ferującej wyroki, ziejącej jadem, nienawiścią i zemstą .Tymczasem europosłanka PO Róża Thun zgoła krzykiem woła: Oddzielić Kościół od państwa dla dobra nas wszystkich. Wierzących i niewierzących. Mógłbym pani Thun przytoczyć czas, gdy lewica wolała „ ratujmy państwo przed charakterem wyznaniowym”, zreformujmy konkordat podpisany przez jej koleżankę Suchocką.

Trzeba było czekać kilkadziesiąt lat, aby pani Thun zrozumiała to o czym głośno mówi, a mianowicie to, że Kościół powinien przypominać czym jest miłość, prawda i szacunek dla bliźnich. A nie milczeć i zajmować się życiem seksualnym. To właśnie uprzywilejowana pozycja Koscioła i religii w swoich założeniach oparta na miłości bliźniego – ustąpiła miejsca instytucji ferującej wyroki, ziejącej jadem, nienawiścią i zemstą - powtarza pan Osiatyński w Newswecku. Komentujac te słowa od siebie dodam, że Polska, moja ojczyzna jest bardzo niemiła, nieprzyjazna wszystkim swoim obywatelom (w tym mnie), a dla innych wręcz wroga. Nie tylko Osiatyński, który akurat należy do elity, ma odwagę, mimo rezimu jaki zapanował w kraju z wyboru oszukanego elektoratu ferować swą opinię, dlatego przywołuję tu równie odważną panią Thun, z przegranej partii liberalnej, a gdyby PO wygrała wybory, byłaby aż tak odważna? Wątpię. Większość polskiego zła bierze się z Kościoła, który gardzi papieżem Franciszkiem. Dla polskich biskupów liczą się wyłącznie słowa JPII, który zresztą wyrósł w tym samym zacofanym polskim sarmackim środowisku, oczywiście poza kasą z państwowej kiesy.
 
 
Thun pisze, że polski Kościół nie odnalazł się w nowej sytuacji.(racja). Kazania są fatalne (racja). Lekcje religii tym bardziej (racja). Masa księży pławi się w ignorancji i rozpasaniu materialnym, a także popadło w homoseksualizm, że nie wspomnę o pedofilii (racja). Nie znają świata, który jest wkoło i który się zmienia. (racja). Może czas, abyśmy my wierni huknęli. Skoro biskupi od lat nie dają sobie rady np. z ojcem Rydzykiem, to znaczy że nie ma dyscypliny i dlatego nie słuchają papieża. W gruncie rzeczy oni go nienawidzą, taka jest rzeczywistość. Dla nich jedynym papieżem był Wojtyła, którego zresztą też nie do końca rozumieją bo nie czytają. Nikt w Polsce, wierni i niewierni nie słyszał aby kiedykolwiek jakowyś biskup czy szeregowy ksiądz w homilii cokolwiek krytycznie się wypowiadał o polskiej ksenofobii, rasizmie, antysemityzmie, wreszcie rodzącym się nazizmie i faszyzmie, ba, nawet na Jasną Górę przed obraz Czarnej Madonny biskupi zwołują hordy neonazistów i kiboli wraz z sztandarami w treści ziejącymi nienawiścią. Z ust przywódców państwa wyczuwa się coraz bardziej chęć wyrwania się z Unii Europejskiej.
 
 

Wiadomo, pieniądze się wzięło, stadiony i autostrady pobudowane to teraz pa, pa. Nie rozumieją, że jeżeli Unia się rozpadnie, to rozpadnie się na dwie części, bo powoli już zaczyna pękać, właśnie m.in. z naszego powodu. Oczywiście my wylądujemy w tej słabej, tej zewnętrznej biednej części, bo nie uczestniczymy w ważnych kwestiach unijnych i to praktycznie już nie będzie do odrobienia, ponieważ żadne z mocarstw unijnych (Niemcy, Francja, Anglia, Holandia) nie będzie zainteresowane tym, aby traktować nas poważnie zarówno gospodarczo jak i politycznie. Tam gdzie nie ma Europy, tam rodzi się faszyzm i nam to zagraża w sytuacji rządów Prawa i Sprawiedliwości pospołu z wyalienowanym spod prawdziwych nauk klerem. Czytam w dzisiejszej prasie, że są kraje, gdzie w więzieniach trzyma się ludzi zajmujących się prowadzeniem blogów, w treściach których znajdowano krytykę władz oraz ich Kościoła. Czy coś podobnego jest możliwe w Polsce tu i teraz?. Jest, oczywiście. Po to na czele sądów i prokuratury Jarosław Kaczyński postawił na tyle mściwego człowieka, który potrafi go uszczęśliwić pod każdym względem. Czy ludzie Ziobry mogą po mnie przyjść któregoś dnia o godzinie 6.00?. Ależ tak i liczę się z tym, bowiem krytyczne uwagi o naszych kolejnych rządach oraz polskim Kościele katolickim zamieściłem w Internecie na ponad 750 postach na przestrzeni dziesięciu lat. To nieprawda, że starych ludzi nie aresztują. Aresztują a przykłady można mnożyć. Czyżbym do wszystkich doznanych „atrakcji” w życiu miał szansę dorzucić jeszcze pobyt w zimnej celi o suchym chlebie i wodzie, choćby święconej?.Pytanie retoryczne.
 
Fotki:
1.Powód do dumy.
2.Obawy gejowskie
3."Cmentarz w Pradze", książka laureata Nagrody Nobla, warta przeczytania.
4.Opinia czołowego artysty..






niedziela, 10 kwietnia 2016

PARÓWY, PARÓWKI, PARÓWECZKI


 
Sąd Najwyższy wydał wyrok, wyczytałem na googlach. Wynalazca parówek został skazany na najwyższy przewidziany prawem wymiar kary –pogrożenie palcem. Wyrok został wykonany z całą surowością.– Oj, oj, oj –grzmiał z trybuny przewodniczący składu sędziowskiego. No.. aż szkoda gadać –dodał, po czym wykonał wyrok i pogroził palcem. Poszkodowany wyraził skruchę. –Zrobiłem to dla pieniędzy – wyznał zrozpaczony Piotr N. Od kiedy wymyśliłem te parówki, nie mogę już sobie patrzeć w oczy. Każdy poranek to koszmar – dodaje. W uzasadnieniu wyroku sędziowie wydali oficjalne oświadczenie: Należało mu się. Parówki niezgody zostały już zdjęte z półek. Po kilku miesiącach, pierwszy właściciel
 
 
przetwórni powrócił do rzeźni i ukrywał się w Meksyku. Tymczasem jego wynalazkiem bardzo zainteresowały się samotne damy (ówczesne singielki), szczególne zaś siostry zakonne. Nie trzeba było długo czekać, gdy zakaz nabywania parówek wpisano do regulaminu klasztornego, z powodu rozpasania seksualnego. Diabli tam, upodobania klasztorne, chociażby samych matek przełożonych. Ale jak to w życiu się zdarza, nie wszystko co dzisiaj jest złem okazuje się złem w przyszłości. Dlatego powiadam: Blaga, jaszcze raz blaga, ponieważ wynalazek pana N, czyli parówki w niedalekiej przyszłości stanowiły dowód na to, że samoloty zbliżające się do lądowiska mogą być wysadzane trotylowymi ładunkami. Szczególnie samoloty polskie w służbie prezydenckiej. Potwierdziła to komisja ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza. Dzisiaj gdyby pan N. żył, poproszony by został przez rząd Prawa i Sprawiedliwości o przewodniczenie ustanowionej przez pana Antoniego komisji w celu ostatecznego zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej, która się wydarzyła lat temu sześć. Ale pan Antoni gwoli zabezpieczenia się przed ludzkimi wątpliwościami w skład komisji powołał dodatkowo speców od zgniotu puszek piwnych. Wiadomo, samolot swym obłym kształtem przypomina puszkę od piwa lub innego napoju niepowodującego zamuleń mózgowych. Jeden z członków tejże jakże wybitnej komisji akurat stawia na zgniot puszki jako dowodu na wybuch samolotu na wysokości ok.18 metrów nad lotniskiem Siewiernyj. No cóż, może ma częściową rację, bowiem zawartość puszki z piwem też jest nieco nabuzowana gazem, jak być może pasażerowie tutki, ale ja bym osobiście jako jeden z tych niedowiarków na twierdzenie Macierewicza optował doświadczeniu z parówką. Rzecz tylko w tym, że do doświadczeń komisyjnych należy wyprodukować, choćby jednorazowo parówkę równą długości tupolewa, by nikt nie zarzucił jakiegokolwiek odstępstwa. Następnie należy ją przenieść w teren zadrzewiony, najlepiej brzozami, wstrzyknąć pod skórkę ciecz w postaci
 
 
płynnej nitrogliceryny, czyli namiastki podłożonej bomby pod siedzenia pary prezydenckiej, spowodować drżenie ziemi np. przejazdem ciężkiego sprzętu wojskowego, (bo należy pamiętać że lotnisko w Smoleńsku to nic innego jak wyłącznie baza wojskowa) i czekać. Jeżeli ta gigantyczna parówa wystrzeli, a jej części ułożą się w sposób podobny jak wrak rozbitego samolotu, wtedy mamy jasny, niepodważalny dowód, że członek komisji optujący za parówką ma rację. Nie żal nam tych 20 tysięcy złotych miesięcznie, razy 20, bo taka jest liczebność komisji. Grunt że sprawa zostanie raz na zawsze wyjaśniona. W zamach uwierzy 90% społeczeństwa. Nie wszyscy, bo jednak w każdym społeczeństwie znajdą się jacyś malkontenci, ale to zawzięty margines opozycyjny. Przypuszczalnie członkowie KOD.

piątek, 8 kwietnia 2016

ABITURIENCI I DOJARZE


Jest rok 2016, maj, miesiąc zdawania matur. Do egzaminu maturalnego z religii podchodzi abiturient szkoły średniej w Polsce. Losuje kartkę z pytaniami. Za stołem prezydialnym, egzaminacyjnym siedzą trzy godne szacunku osoby: ks. M. z miejscowej parafii, ks.T. z parafii sąsiedniej, oraz ks.infułat W. z kurii biskupiej, a także woźny miejscowy, na co dzień pełniący dodatkowo obowiązki kościelnego, tu powiedzmy, ławnik. Na korytarzu mocno zdenerwowane matki obgryzają świeżo malowane paznokcie. Abiturient tymczasem jest skupiony na wylosowanych trzech pytaniach. Ma 15 minut na przygotowanie się do odpowiedzi. Trzy pytania, jak dla niego są trudne, ale w miarę trawienne.
1/ Wymień wszystkie grzechy główne z uwzględnieniem szczególnym tych, wstydliwych, które popełniasz najczęściej, a które skwapliwie taisz podczas spowiedzi.
2/ Który ze świętych jest ci najbardziej bliski i dlaczego jest to Jan Paweł II.
3/ Czy kiedykolwiek podświadomie w swoim sumieniu słyszałeś głos Boga, który powoływał cię do służby Kościołowi, słowem byś oddał swe ciało i duszę służbie Bogu np. w seminarium albo na teologii uniwersyteckiej.
Żarty?, a skąd, jakie żarty. Właśnie dzisiaj środki masowego przekazu podały informację, że w naszym kraju,

 
zgodnie z nakazem episkopatu, rząd przychyla się do "wniosku" i dołącza religię do przedmiotów, z których każdy chętny abiturient szkoły średniej może wykazać swą dojrzałość na świadectwie właśnie … dojrzałości. Z religii, która to nie jest nauką a wyłącznie wiarą, wyznaniem. Właśnie w tym roku, w roku zwycięskiej kampanii wyborczej Prawa i Sprawiedliwości . Zwycięskiej dzięki zaangażowaniu się polskiego, „narodowego” Kościoła katolickiego. Nie tylko biskupów, ale nawet najbardziej szeregowych nosicieli czarnych sukienek z głębokimi kieszeniami po bokach. A więc to forma spłaty zadłużenia PIS względem episkopatu, podobnie jak podwyżka kwoty na fundusz kościelny, podobnie jak wyłączenie kleru z zakazu zakupu ziemi za „złotówkę”, ale też uchwała ustawy całkowicie zakazującej aborcji, badań prenatalnych, oraz zakupu i stosowania środków antykoncepcyjnych. Kościołowi wolno więcej, tak jak swego czasu lewicy było wolno mniej, jak powiadał niedoszły premier z Krakowa o diabelskim nazwisku Rokita, którego ponoć w samolocie Lufthansy stewardesy zbiły na kwaśne jabłko. Powiem szczerze. Mnie już nic nie zdziwi. Teraz, gdy prawo w Polsce jest rozdupcone (termin z serialu Kiepskich) poprzez odmowę niepublikowania orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego, oraz odmowy zaprzysiężenia nowo wybranych sędziów, gdy „namiestnik” państwa podzielił naród na dwa sorty, gdy pani premier jeździ do Brukseli aby kłamać jak pierwszy lepszy złodziejaszek przed kolegium, gdy człowiek bez żadnej funkcji państwowej poza prezesurą swojej partii zarządza premierem, prezydentem i sądami, a więc całym państwem tym bardziej mnie, ani kogokolwiek na świecie nie dziwi. Jak określić taki ustrój?, monarchia?, nie, bo gdzie mu do berła króla, który klęka przed klechami, a poza tym co to za król, który w łożu miast królowej ma kota. Ustrój republikański, a skąd? Jak tu dzielić kraj na republiki, chyba, że na republiki kolesiów, co już obok akcji 500+ zostało zrealizowane. Nie jest to też timokracja, gdzie rządzący kierują się honorem, bo cóż to za honor gdy władca naczelny osiem lat temu twierdził że ustawa aborcyjna mu odpowiada, a dzisiaj zmienił zdanie. Nie jest to też ustrój dziedziczny, bo w jakiż to sposób pan

 

Jarosław miałby spłodzić dziedzica, skoro nawet chce zakazać metodę in vitro. Najbardziej tu pasuje ustrój totalitarny, który pierwsze różki już pokazał, chociażby poprzez wizyty funkcjonariuszy CBA i ABW o godzinie 6.00 w kilku mieszkaniach obywateli, oraz obsadę wszelkich stanowisk państwowych swoimi wiernymi ludźmi . Wiernymi, choćby bardzo miernymi, co już zostało uwidocznione w najlepszych światowej sławy stajniach hodowli koni. Padły trzy araby. Straty wielomilionowe, ponieważ nowy minister rolnictwa zanim objął stanowisko poprawnie doił krowy, dlatego został właśnie ministrem. Tego nauczył się na studiach i tych umiejętności mimo lat podłej komuny do dzisiaj nie zatracił.
 
 
Obrazki od góry:
1.Najlepsze CV
2.Panicz na włościach
3,Umiejetność promująca stanowiskiem ministra.
4.Pytania egzaminacyjne wymysłem autora.

środa, 6 kwietnia 2016

UWAGA, UWAGA, NADCHODZI!


Było to w niedzielę 3 kwietnia br, w czasie czytania w parafiach listu biskupów w sprawie zaostrzenia przepisów aborcyjnych, a właściwie jej całkowitego zabronienia. W tym czasie w kościele warszawskim, niezidentyfikowana grupa wiernych, (ponoć z GW), poprzez głośne wykrzykiwanie, a następnie prowokacyjne opuszczenie Kościoła, utrudniała i zakłócała prawidłowe prowadzenie obrzędu mszy świętej tj. dopuściła się czynu zabronionego opisanego w przywołanym art. 195 § 1 Ustawy – Kodeks karny" - napisał w uzasadnieniu zawiadomienia prokuratury poseł Stasio Pięta z PIS. Ta Pięta, powtarzam, ta pięta od którejś tam nogi uważa, że nie można tolerować tego rodzaju wybryków. Bezczynność organów państwowych mogłaby stanowić zachętę dla osób o poglądach skrajnych, które nie potrafią uszanować uczuć religijnych wiernych, gotowe są zakłócać nabożeństwo, przerywać modlitwę i prowokować do awantur w obiektach sakralnych. A ja dopowiem tak: Stawianie tych ludzi przed sądem jest hańbą państwa, ale podobnym chamstwem jest zakłócanie nabożeństwa, gdzie ileś tam wiernych w skupieniu oddaje hołdy swoim bogom. Podobne zachowania z obu stron prowadzą do zaognień i nienawiści wzajemnej, a po co?. Czy nie lepiej tam nie chodzić wiedząc że pastuchy od biskupów będą psuć krew bawiąc się w politykę poprzez krytykę i tak naszej bardzo nędznej ustawy. Przecież ta ustawa nie dotyczy ich samych w przypadku gdy zaciążą swoje świeckie albo klasztorne kochanki. Dotyczy
wyłącznie biednych kobiet, które nie stać na wyjazd za granicę w celu dokonania aborcji w warunkach sterylnych, czyli ludzkich. Ktoś pisze, cyt: "Zarodek to nie jest dziecko. Przestańcie manipulować, zboczeńcy! Zabijanie nienarodzonych to tak jak jedzenie nieugotowanego obiadu. Śmierć mózgu jest końcem życia człowieka, a jego początkiem jest powstanie tego mózgu. Chcąc wasze chore poglądy wcielić w życie należałoby zabronić przeszczepów od pacjentów po śmierci mózgowej. Jesteście chorzy wy "obrońcy życia". Dzieci toną na Morzu Śródziemnym, ich śmierć jakoś was nie wzrusza. Nie wzrusza bo nie dotyczy Polski, tej Polski, nad którą rozpostarła poły swej sukienki Najświętsza Panienka z Lichenia." Dlatego wzorem spikera Polskiego Radia w dniu 1 września 1939 roku w Warszawie post zatytułowałem UWAGA, UWAGA, NADCHODZI!, bowiem może się mylę, ale podskórnie wyczuwam, że zbliża się faszyzm. Tak po prostu. Prawdziwy faszyzm sprawdzony onegdaj na kilku narodach.
Tymczasem ktoś, kto cokolwiek myśli, to pomyśli tak: a po jasnego diabła z piekła rodem, czyli katolickiego diabła, mam tam chodzić skoro z chwilą zamknięcia drzwi jestem uwięziony wraz z całą czeredą katolickich talibów. Właśnie, po jaką cholerę. Unikajmy tyfusu. Gdy zobaczyłem filmik, który ktoś odważny nakręcił na komórkę, czy tam inny nośnik pomyślałem, że jeszcze nie wszystko w tej Polsce stracone, bo gdy opuszczą całkowicie kościoły, to pozostanie tym czarnym obibokom jeno zawinąć rękawy i uprawiać ziemię, (oczywiście rękami chłopów), którą decyzją rządu PIS w odróżnieniu od polskiego rolnika będą mogli nabyć za złotówkę. Tymczasem obywatele Polski czekają co uchwali pisowski Sejm w sprawie dotychczasowej „kompromisowej” Ustawy aborcyjnej.
 
Obrazki od góry:
1.Poseł Czartoryski (Pis) amator gwałtów
2.Poseł Hoc (Pis), amator dziewczynek 11-letnich.
3.Nauka akademicka (polska szkoła).

















niedziela, 3 kwietnia 2016

WYTRYSK JEST NAJWAŻNIEJSZY


Kilka dni temu w poście pt. „Ubezwłasnowolniona macica” wyłuszczyłem swoje myśli o aborcji, a raczej o tym zabiegu medycznym, który podejmuje się w przypadku zapisanym w prawie o dopuszczalności do niej, czyli gdy poród zagraża zdrowiu matki lub dziecka, ewentualnie ciąża powstała w wyniku gwałtu. Zresztą ta ostatnia możliwość pozostaje w decyzji zgwałconej. W moim poście przywołałem głośny przypadek dr Chazana, który to jako ordynator ( a może szef szpitala) oddziału ginekologicznego uparcie postanowił, że kobieta musi urodzić dziecko kalekie ( z połową głowy, bez mózgu i innych członków ciała), bo takie jest jego przekonanie jako „debilnego” katolika. Debilnego tym bardziej że gość szczyci się tytułem profesora. Oczywiście od czasu gdy uczelnia katolicka nadała mu ten tytuł. Nie ważne czy dziecko się urodzi żywe czy martwe. Czy będzie żyło kilka minut czy kilka godzin, wiadome bowiem było że ten stworek w objęciach matki żywy ze szpitala wyjść nie może. Co za mizogin i talib. Czyn Chazana bardzo się spodobał episkopatowi, który jako wszeteczny podmiot dzieci nie rodzi a tym bardziej nie żywi i nie wychowuje. Chazan był postrzegany od tej pory przez rozumnych ludzi jako człowiek bez serca za to z orderami od kopniętych prosto w mózg pisdzielców. Ten typ nawet nie zdobył się na to (co jest zapisane w obowiązkach szpitalnych) by wskazać inny szpital, który potrafi odczytywać prawo, z którego wynikało że kobiecie trzeba pomóc) i nie kieruje się katolickim sumieniem.
Dzisiaj, gdy szaleńcy pisowscy doszli do władzy większościowej, już zapowiedzieli, że uchwalą ustawę zabraniającą dokonywania aborcji w każdych warunkach. Kobiety zbierajcie grosz na konieczne aborcje w jakimkolwiek kraju graniczącym z Polską, a nawet w świecie poza Iranem i Pakistanem. Pisowska ustawa ma chronić życie od POCZĘCIA aż do ŚMIERCI. Bardzo by to odpowiadało Stalinowi i Hitlerowi w czasie działań wojennych, o czym wielu posłów nie chce wiedzieć. Co to znaczy, zastanawiam się, OD POCZĘCIA. Czy od momentu gdy kobieta poczuje ruchy dziecka w brzuszku, czy dużo wcześniej gdy zacznie wymiotować, czy wtedy gdy wsunie sobie w waginę test ciążowy, czy w końcu od pamiętnego wieczora, gdy poszła z Frankiem czy Cześkiem w krzaki albo do toalety na dyskotece. Oj, oj, państwo pisdzielstwo, nie bądźcie tacy ufni, bowiem u was z zaufaniem jest jak z wiarą o sześciotysięcznej historii świata. Jedni w to wierzą bo tak im mówi proboszcz, zaś inni bo tak powiada pan prezes i ojciec Giertycha. A ja wam podpowiadam: zróbcie porządek z tą aborcją od prawdziwego początku aż do …. no właśnie do usranej śmierci. Ustawa powinna moim zdaniem brzmieć: Zakazuje się dokonywania aborcji na Polkach wyznających wiarę w jedynego Boga, stworzyciela krainy zamieszkałej nad Wisłą i Odrą, oraz w pana prezesa od momentu wytrysku aż do naturalnej śmierci. Zdarza się bowiem, że małżonek z powodu "wiotkości"  nie zdoła zamieścić w macicy oblubienicy chociażby części nasienia, a jest to grzechem śmiertelnym, chyba że samiec na co dzień ubiera się sutannę i koloratkę. Z biegiem czasu, gdy nadal siłą przewodnią będzie PIS, ustawę się unowocześni w ten sposób,
że słowo „moment wytrysku” zamieni się „momentem wzwodu”, co jest gwarancją pełnej wymowy w tym temacie. Sflaczałym, emeryckim fallusom dadzą zapewne spokój. Czy słowo „wytrysk” jest akurat tak bardzo ważne?. Jest ważne!, tak jak ważna jest wielkość, długość oraz obwód mechanizmu dostarczającego nasienie. Wszystko jest ważne, może nawet bardziej jak sam prezes, albo chociażby posłowie Piłka, Pawłowicz, Czarnecki, Szydło i cała ta ich średniowieczna ferajna.
 
Obrazki od góry:
1.Głosowanie nad ustawą antyaborcyjną.
2.Zbiorowy grób afiar aborcji.
3.Prawda

piątek, 1 kwietnia 2016

JAK TO NA FRONTACH BYWA


     
    Telewizja, a i radio dzisiaj nękają nas co godzinę, a nawet częściej żywym słowem na temat aktualnej, oraz przewidywanej pogody. Obok reklam informacje te stają się wprost nudne i często nie do zniesienia. Każdy kanał telewizyjny zatrudnił jedną lub nawet kilka w miarę ładnych zgrabnych dziewczyn, które obok merytorycznych informacji płynących wprost z „nieba” prezentują swoją urodę oraz modne ciuchy. Zaobserwowałem prezenterkę na jednej ze stacji (Superstacja), która podczas swych wystąpień czyni gesty nie tylko z dziedziny teatru, ale wprost z baletu a nawet kabaretu.
    Mnie akurat to bawi, bo wtedy nie ścigam treści pogodowych a rozkoszuję się jej " pląsami”. W Polsce pierwsze prognozy pogody również były zamieszczane w prasie. Do telewizji trafiły dopiero, gdy ona w Polsce powstała, a więc w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Przez całe lata to właśnie prognozy w telewizji stały się najpopularniejszym źródłem informacji o pogodzie dla milionów Polaków. Prognozy były łączone z Dziennikiem Telewizyjnym głównego wydania wieczornego. Właścicieli odbiorników telewizyjnych sąsiedzi dopytywali o stan pogody na dzień następny. Rolnicy na czas schodzili z pól by na podstawie tego co usłyszą w telewizji zaplanować prace na jutro. Inni na podstawie prognozy wyciągali z szaf odpowiednie ubrania, by nie być zaskoczonym przed wyjściem do pracy. Telewidzowie mieli swoich ulubionych prezenterów, którzy otrzymali żartobliwe przydomki. Najbardziej ulubioną parą prezenterów walczących z frontami atmosferycznymi byli oczywiście Czesław Nowicki „WICHEREK”, oraz Elżbieta Sommer „CHMURKA”. Wicherka lubiliśmy za to, że on przy okazji swoich wystąpień z teleskopową laseczką prezentował telewidzom różne osobliwości polskiej przyrody, a to okazałe kilkukilogramowe grzyby prawdziwki, a to urodziwe dynie albo wyjątkowe okazy owoców. Informował przy okazji gdzie, w których lasach można się spotkać z wysypem grzybów, albo gdzie co można nabyć, np AGD.  Lubił podczas swych wejść na antenę opowiedzieć często bardzo interesującą anegdotę. Mówiło się, że ten długoletni „przepowiadacz” pogody znikł z ekranów telewizyjnych przez politykę. W Polsce rodziła się opozycja w stosunku do rządzących. Następowały wypadki na Wybrzeżu, potem w Radomiu i Ursusie. W swym ostatnim dniu pracy
    Wicherek prezentował rzeczywiście niepogodę. Przez Polskę przewalały się wichury i deszcze. Mówił do nas, że winę za ten stan pogody ponosi rozległy niż ze wschodu, „a jak wiadomo z tego kierunku niczego dobrego spodziewać się nie można”. To były jego ostatnie słowa na zajmowanej od wielu lat posadzie. Poległ na tym froncie. Wicherka zastąpiła pani Sommer, którą po kilku wystąpieniach telewidzowie nazwali dla odmiany „chmurką”. Szybko się do niej przyzwyczailiśmy, ponieważ starała się również zachować dobry zwyczaj prezentacji ciekawostek okołopogodowych. Działo się tak do czasu gdy na ul. Woronicza w Warszawie nie uruchomiono następne kanały, a w dużych miastach telewizje regionalne. Zanim to jednak nastąpiło upłynęły lata. Rozpoczęły się wtedy transmisje imprez kulturalnych, pokazy meczów naszej reprezentacji i nie tylko, a nawet transmisje mszy świętych, co episkopat sobie wywalczył w strajkowych postulatach w Gdańsku. Dzisiaj prognozy pogody pokazywane bodajże na wszystkich polskich kanałach telewizyjnych, a jest ich kilkanaście należą do nudnych, mało zauważalnych informacji. Dyrekcje TV o tym wiedzą, bo przecież są badania oglądalności, przeto prezenterki pogody pokazują przy okazji rewie mody i starają się zainteresować widzów czymkolwiek co przyciągnie oko widza.
    Dla programistów TV pokaz pogody jest ważnym punktem programu bowiem te krótkie audycje wypełniają im obok reklam wolne okienka programowe. Są i dzisiaj interesujący prezenterzy, którzy dali się poznać z jak najlepszej strony. Mam tu na myśli Tomasza Zubilewicza oraz Maję Popielarską (TVN). Oboje mają bardzo miłe ciepłe głosy sprzyjające odwróceniu oczu na ekran telewizora. Prezenterów telewizyjnych od pogody, którzy uważają się za wytrawnych dziennikarzy chociażby w samym TVN oraz TVN24 jest kilkoro, ale kto by sobie zawracał głowę analizą ich osobowości. Dla mnie Wicherek i Chmurka pozostaną na zawsze tymi których z wielką przyjemnością wspominam najchętniej. Dobrej pogody Państwu życzę na całą wiosnę, lato, jesień, a nawet zimę.

    Obrazki od góry:
    1.Najbardziej zapamiętani pogodziarze (Wicherek i Chmurka).
    2.Zachmurzony sztukmistrz.
    3.Pierwsi polscy frankowicze.
    4.Skoro pogoda sprzyja, to do roboty.







POLSKA I WATYKAN W ŚWIETLE KAMER

Kto atakuje Kościół ten atakuje Polskę, krzyczał Jarosław Kaczyński, licząc na rewanż i łaski politycznego wsparcia ze strony episko...