czwartek, 29 maja 2014

JĘZYKI, JĘZYKI


Powiada się, że człowiek, który poza swoim rodzimym, posługuje się innym językiem ma jakoby dwa życia. Zawsze o tym wiedziałem, lecz nie przywiązywałem do tego powiedzenia większej uwagi. Żebym to zrozumiał musiało upłynąć dużo wody w rzekach, a dokładniej lat życia. Począwszy od edukacji podstawowej uczono mnie, tak jak większość nas języka rosyjskiego w ramach wielkiej rodziny państw socjalistycznych. Podobnie było w szkole średniej, bowiem wg założeń „1000 letniej przyjaźni” i budowaniu wspólnego porządku, a i „dobrobytu”, wszyscy obywatele krajów socjalistycznych powinni mówić jednym wspólnym, mało puszkinowskim, a bardziej leninowskim językiem. Przyznam, że zbytnio nie darzyłem sympatią tegoż języka, a szkoda bo to jeden z piękniejszych literackich języków, ale w końcu tyle lat nauki musiały wydać jakieś owoce, jak się okazuje niezbyt dobre, ale na użytek własny ( jak gram marihuany) wystarczający. W latach 80-tych odbyłem w ramach tzw. wymiany turystycznej objazd kraju „dobrobytu i wolności człowieka” od Moskwy aż po Irkuck ( o czym już pisałem na blogu) i muszę przyznać, że znajomość języka szczęśliwych narodów wyniesiona z lat szkolnej nauki mi w absolutnym razie wystarczyła. W żadnym razie nie spotkałem się z tzw. niedomówieniem, albo ironicznym uśmiechem. Tak mi się przynajmniej wydawało, bo gdy zdawałem egzamin wstępny na toruński UMK prawda okazała się nieco inna, a trzeba było zdawać z jakiegokolwiek obcego języka. Byłem pewien sukcesu, ale się zawiodłem. Otrzymałem ocenę mierną co spowodowało moją nieutuloną traumę. W liceum obok oczywiście obowiązkowego języka rosyjskiego uczono jednego z języków zachodnich. W moim przypadku akurat był to francuski..Od pierwszej lekcji polubiłem ten język, tym bardziej że emerytowana prawdziwa paryżanka Pani Z. polubiła mnie. Posadziła mnie w pierwszej ławce i dawała całej klasie do zrozumienia jak należy podchodzić do nauki języka. Jej sympatia do mnie owocowała nawet w czasie posiedzenia rady pedagogicznej. Gdy groziła mi dwója z chemii pani Z. zagroziła, że w przypadku gdyby „chemik” mnie oblał, ona uczyni to w stosunku do innych uczniów, akurat tych do których sympatię czuł ów chemik. Opowiedział mi o tym mój wujek ksiądz, który jako nauczyciel religii też brał udział w posiedzeniach Rady. Po opuszczeniu szkoły, jeszcze przynajmniej przez rok kupowałem w kioskach zeszyty francuskie, ot tak, nie tyle dla utrwalania się w dialogach żabojadów ile dla szpanu i rozrywki. Po jakimś czasie, wiedząc, że nie mam żadnych szans wyjazdu do Francji, Belgii czy też Szwajcarii, krajów, gdzie można się dogadywać w języku Balzaka i Napoleona, nie mając szans na zdobycie paszportu bez czegoś politycznego „w zamian”, a tym bardziej wizy opuściłem skrzydła. Język francuski obok rosyjskiego potraktowałem jak każdy inny mi w gruncie rzeczy średnio obcy. Dzisiaj mocno wpadający mi w ucho przy okazji oglądanych filmów. Aliści mimo, iż na pewno posiadam w „zanadrzu” dużo mniej słówek francuskich od rosyjskich, to po roku 1989, w czasie wyprawy do Paryża dawałem sobie radę nie tylko w sklepach, ale też w restauracjach i hotelu. Dzisiaj oczywiście bardzo żałuję, że potraktowałem ten bodaj najpiękniejszy i najmilszy dla ucha język świata trochę po macoszemu, no ale trudno, karawana jedzie dalej czyli życie upływa. Zdaję sobie jednak sprawę, że gdybym próbował z taką znajomością Je dis francais przekroczyć próg Sorbony, to pierwszy, który by mi dał kopniaka byłby zapewne mój ulubiony komentator tygodnika „PRZEGLĄD” profesor na tejże uczelni pan Ludwik Stomma. Dla żartu po francusku wołam Małżonkę na posiłki do stołu, bo ona jest bardziej zapracowana, a tym bardziej, że kuchnia to moje ulubione pomieszczenie w domu, może dlatego, ze nie znoszę jakichkolwiek oznak głodu.
Młode pokolenie z moje rodziny ze względu na konieczność poszukiwania pracy za granicą już w sposób może nie literacki, ale zapewne praktyczny rozmawia w języku Szekspira, bowiem życie ich skierowało do Irlandii i Anglii. Było mi i mojej Małżonce bardzo przyjemnie słuchać ich konwersacji z Irlandczykami i Anglikami, w czasie gdy nas gościli. Tak, znajomość obcego języka to drugie życie, te bardziej słodkie.

poniedziałek, 26 maja 2014

GENERAŁ


Była niedziela. Wszystkie oficjalne jak i mainstreamowe media polskie przeplatały podawane wiadomości dotyczące wyborów do europarlamentu z wyborami prezydenckimi na Ukrainie, gdy tymczasem jak grom z jasnego nieba dotarł do nich news pierwszej wagi, iż w warszawskim szpitalu wojskowym zmarł generał Wojciech Jaruzelski. Po mojemu ów news można ocenić słabiutko, jako że generał od kilku lat swój żywot spędzał na zmianę w szpitalu albo w domu. Prawicowa prasa polska nie mogła się doczekać jego śmierci, przeto na pierwszych stronach przeróżnych „Faktów” i „Super Ekspresów” Springera podawała plotki bezpośrednio z ust podobnych paniom Rozalii i Magdaleny Pigwy ( Rozalia jest bohaterką mojego poprzedniego posta), że oto Jaruzelscy się rozwodzą. (90 letni małżonek i jego nieco młodsza partnerka wybierają „wolność”. To okazało się jeszcze bardziej żenujące niżeli zaślubiny 80 letniego Łapickiego z jakąś siksą w wieku wnuczki, oraz matrymonialne wyczyny wielu innych celebrytów. Bywa zatem, że wielu polskich dziennikarzyn zrobiło by lepszą karierę w kabaretach, ale akurat tam trzeba mieć trochę inteligentnego polotu. Fakt jest jednak faktem. Generał Wojciech Jaruzelski, pierwszy prezydent III Rzeczypospolitej w wieku lat 90 odszedł w zaświaty. Wg. rozeznania polskich katoli w czeluści piekieł. Oczywiście natychmiast wszystkie agencje i media przerwały dotychczasowe programy by podzielić się z widzami i słuchaczami tą wieścią. Natychmiast też zostali zaproszeni przeróżni profesorowie od polityki, socjologii i politologii, a także ambasadorzy, z prośbą by przed kamerami skomentowali postać w sensie plusów i minusów postaci Generała. Co ciekawe, niezależnie od opcji politycznych i przekonań prawie wszyscy potrafili bardzo uczciwie wyważyć zasługi i potknięcia generała Jaruzelskiego. Widocznie ta dość sprawiedliwa ocena polegająca na przeważającej szali pozytywnych dokonań nad błędami popełnionymi przez byłego prezydenta nie bardzo pasowała do z góry zaplanowanych intencji TVN24 bo, by nieco posolić pozytywne wypowiedzi uczonych, dziennikarz zadzwonił do niejakiego Tomasza Terlikowskiego z prośbą o jego wypowiedź a konkretnie ocenę żywota Generała. Tegoż Terlikowskiego, co to jako dziecko (powtarzam dziecko) w wieku siedmiu lat (ur.1974r) w okresie stanu wojennego miał oceniać polityczne okoliczności i wybory szefa państwa w tym nadzwyczaj trudnym dla Polski okresie. Chłystek próbuje głosić swoje fobie w sytuacji, gdy po 35 latach mimo redukcji biologicznej narodu, ponad połowa społeczeństwa fakt wprowadzenia stanu wojennego przez Generała Jaruzelskiego ocenia pozytywnie. Mało tego. Terlikowski (jestem pewien że na zamówienie telewizji) wyraził swoje zdanie wyjątkowo po chamsku, nazywając Generała zdrajcą i zbrodniarzem. Gdy prowadzący redaktor zapytał, czy znajdzie chociaż jeden pozytywny akcent w życiorysie Generała, odparł bez namysłu: NIE! To jest zbrodniarz i zdrajca. Oto jak się odnosi do ludzi katolik, a można by też powiedzieć ultrakatolik, który ma na sztandarze wypisaną miłość i miłosierdzie, a po mojemu to typowy antychryst. To człowiek przypominający tych, którzy rozpalali stosy inkwizycyjne. Tak sobie myślę, że nie przypadkowo posiadł imię Tomasza Torquemady, szefa od inkwizycji, zwanego w literaturze potworem i diabłem w ludzkim ciele. A przecież droga życiowa Generała wiodła poprzez wyjątkowe wertepy, mimo szlacheckiego pochodzenia (herbu Ślepowron). Najpierw ukończył On szkołę katolicką, potem wywózka wraz z rodziną na Sybir, walka z hitlerowcami z bronią w ręku w I Armii WP. Rządy w różnych konfiguracjach politycznych, wreszcie konieczny politycznie stan wojenny, którego ogłoszenie mimo małych strat ludzkich bardzo przeżywał. Wielokrotnie przepraszał publicznie wszystkich, którzy doznali jakiejkolwiek krzywdy. Wreszcie oddanie władzy przy Okrągłym Stole. Ostatnie lata to sądy nie skrzywdzonych ale mściwych, aż do ostatnich dni. Dzisiaj Polacy zastanawiają się gdzie mają spocząć szczątki Generała. Jedni uważają że w jakimś panteonie, bo w końcu On przeprowadził Polaków z PRL do III Rzeczypospolitej, podobnie jak Mojżesz przeprowadził Żydów przez morze. Przykład trochę mało adekwatny, ale coś w tym jest. Generał to pierwszy prezydent III Rzeczypospolitej. Inni typu antychryst Terlikowski najpewniej rzuciłaby trupa Generała na pożarcie dzikim zwierzętom. Tak dzikim jak on sam. Wtedy wszyscy ci z kręgu naszego współczesnego Torquemady doznali by zbawiennego orgazmu czy innej nirwany. Wiem, ze znajdą się czytelnicy, którzy z racji swoich odmiennych przekonań nazwą mnie komuchem i być może wzorem TT zdrajcą. Chcę powiedzieć, ze staram się ze spokojem ducha wypośrodkować zasługi i błędy popełnione przez Generała. Wychodzi mi na to że jednak dobrze się zasłużył Ojczyźnie i bez wątpienia był patriotą.

PS: Przez blisko 20 lat byłem żołnierzem. Generał jako minister Obrony Narodowej był moim najwyższym dowódcą. Zawsze będę pamiętał, gdy w roku 1972, w okolicznościach dość nieoczekiwanych uścisnął mi rękę, jak żołnierz żołnierzowi.

sobota, 24 maja 2014

KOSZYCZEK (z życia wzięte)



Już drugi raz biorę do ręki ten misternie wykonany koszyczek. Wlepiam w niego wzrok, bowiem kunszt i delikatna forma artystyczna zapiera mi dech w piersiach. Ileż inwencji i cierpliwości w nim umieszczono. Sprzedawca widząc mój zachwyt nad koszyczkiem i jednocześnie skwaszoną minę po odczytaniu zeń ceny przywołuje mnie do lady słowami: Skoro ten gadżet aż tak pana zachwycił, jestem gotów sprzedać go za pół ceny. Jest ostatni, będę miał go z głowy, tym bardziej, że jest pan dzisiaj jako mężczyzna pierwszym moim klientem, może będę miał udany handel. Szczęśliwy z zakupu czegoś co mnie zachwyca wracam do pustego domu. Pustego, bo dzieci już na swoim, a małżonka z którą przeżyłem ponad 20 lat odeszła do zapoznanego w pracy przyjaciela. Tym czasem na klatce schodowej spotykam starą, ale bardzo ciekawską sąsiadkę, która wita mnie jak codziennie z ukrytą ironią:

  • O, pan Jerzy, a cóż to pan ma w ręku, to piękny koszyczek zapewne będzie służył panu do wielkanocnej święconki, bo święta tuż, tuż.
  • Nie droga pani Rozalio. Ten koszyczek może służyć wyłącznie jako puzderko na klejnoty, no wie pani, pierścionki, kolia, czy też kumulowane obrączki, bo jak pani wie już dwie żony mnie zostawiły, rzucając mi pod nogi obrączki ślubne. A skoro o święconce mowa to doskonale też pani wie, że nie chodzę  święcić wielkanocnych pokarmów.
  • Wiem, to znaczy tak się domyślałam, bo zauważyłam, że księdza po kolędzie też pan nie wpuszcza, bo na drzwiach nie widzę napisu K+M+B. Ja wszystko widzę, mam czas, to i widzę.
  • Domyślam się droga pani Rozalio, ale muszę pani powiedzieć, że akurat z księdzem proboszczem mam bardziej częsty kontakt niżeli pani.
  • Jak to ?.
  • A tak to, że prawie każdego wieczora, gdy pani już śpi odmówiwszy wszystkie modlitwy jakie nakazuje Radio Maryja, zachodzi do mnie ksiądz kanonik z naszej parafii by rozegrać partyjkę szachów. Żali on się przy okazji, że na terenie jego parafii nie znalazł nikogo, z kim by mógł się pobawić w tę pouczającą a zarazem niezwykle rozwijającą umysł grę. Śmieje się, że ma samych tumanów w parafii, co wg niego nie jest zjawiskiem nadzwyczajnym, bowiem parafianin to wg etymologii z greckiego prostak, głupek, słowem człek debilowaty.
  • Niech pan nie mówi że gracie tylko w te jak pan rzekł szachy, mam podejrzenia że pan go odrywa od wiary katolickiej, bo akurat nasz proboszcz jest bardzo uległy i nie tylko w sensie religii. Niedawno jedna taka z Trackiej Kolonii też go opętała swoim tyłkiem, zresztą nie ona pierwsza. Dobrze że się jakoś wyplatał, bo biskup go lubi to i załatwił, ale alimenty musi płacić na te dwa bękarty.
  • Nie, niech mi pani sąsiadka nie opowiada takich rzeczy, bo to co dotyczy ks. Patyka to sprawę znam w szczegółach i prawda, jak to zwykle bywa wygląda nieco inaczej. Ale to nie moja sprawa, to sprawa wasza, katolików, parafian.
  • Ale jak naprawdę wygląda, uparcie dopytywała się pani Rozalia.
  • To nie moja sprawa. Prawdą jest tylko to, że jako koledzy tajemnicy wzajemnej dotrzymujemy.
  • Na to wygląda że i z pana też niezłe ziółko., bo przyznam, że księdza przy pańskich drzwiach to nie widziałam, ale te wymalowane dziwki to i owszem. Tylko dlaczego aż po dwie .
  • No widzi pani ja mam taką parę w... płucach że jedna nie wyrobi, a poza tym, ja mam przyjaciół, jak każdy zresztą.
  • Ja tam unikam przyjaciół od czasu jak mi ta spod siódemki dupę obrobiła i to u organisty, daje pan wiarę?. teraz wystarczy mi się pomodlić i do łóżka.
  • Sama?
  • Co sama?
  • Sama do łóżka?, pytam, a czy we dwoje albo we dwie nie można odmawiać różańca?.
  • Można, ale po co mam się dzielić łaskami od Boga, ale my tu gadu, gadu a pewno pan się spieszy. Mam do pana prośbę panie Jureczku, czy nie zechciał by pan odprzedać mi tego koszyczka. Za trzy dni Wielkanoc, a pasowałby on dla wnuczki gdy pójdzie ze mną święcić dary boże, albo chociaż wypożyczyć. Ludzie by gały wywalili.
  • No nie bardzo, bo dałem za niego kupę forsy.
  • A ileż to by trzeba.
  • 100 złociszy.
  • O Matko Przenajświętsza, czy to nie jest rozbój w biały dzień?
  • No jest, ale taka jest prawda. Od pani jako od zaprzyjaźnionej sąsiadki wezmę połowę, czyli 50, niech stracę.
  • Panie sąsiedzie kochany, dam 25, bo właśnie przed chwila wróciłam z poczty. Jak co tydzień wysłałam ojcu Tadeuszowi 20 złotych. Tak prosił nieborak, chociażby o złotówkę, bo ja Radia Maryja słucham prawie całą noc. Ma potrzeby, przecież on tych pieniędzy nie bierze do własnej kieszeni. To dla Maryi, zawsze Dziewicy.
  • Wiem, wiem, tylko dla Maryi. Bieda u niej aż piszczy w tej stajni, a i robotników nająć trzeba, by obornik po zwierzętach powyrzucali, szczury wytłukli i wiele innych czynności wykonali, jak to w gospodarstwie, bo ponoć Józef to się ledwo trzyma na nogach, no a Syn wiadomo, już nie żyje.
  • Co pan grzeszniku opowiada. Matka nasza Maryja już dawno jest w niebie. Nie potrzebuje niczego, bo proboszcz mówił że trafiła tam w ubraniu, pierwej wyszukując najlepszy strój z całej szafy, którą zresztą małżonek Józef onegdaj jako stolarz wykonał.
  • No właśnie, to po kiego wała mu te obcinki z waszych nędznych emerytur, czy czasem nie na dziwki, albo koniaki, a może na słodycze dla chłopców, po to by chcieli być ministrantami i pomagali się księdzu ubrać a szczególnie rozebrać … do golasa.
  • Ależ z pana zły człowiek, masz pan te 25 złotych i oddaj mi ten koszyczek. Nie chcę słychać takich bluźnierstw. Piekło pana czeka i jeszcze mnie pan wciągnie.
  • No to Wesołych Świąt pani Rozalio.
  • Wesołych, wesołych i żebym pana widziała w pierwsze święto na rezurekcji.
  • Niestety, nie przyjdę, bo jestem niewierzący.
  • Łoo matko Częstochowska, z kim ja się zadaję. Boże odpuść mi moje grzechy. I coś pan narobił. Muszę jeszcze raz iść do spowiedzi.
  • Splunęła mi pod nogi i zatrzasnęła drzwi swojego mieszkania delikatnie unosząc ze sobą ten misterny koszyczek dla wnuczki.




środa, 21 maja 2014

ŚWIĘTY SPOKÓJ



Większość z nas chciałaby mieć tzw. święty spokój. Nikt nam go nie da, nikt dosłownie. Nikt, bo to jest bardzo cenny i chodliwy towar. Zatem, o święty spokój trzeba zadbać samemu. Trzeba koniecznie wyłączyć raz na zawsze to wszystko co rodzi niepokoje, co rodzi kłopotliwe zamyślenia, co rodzi negatywne pobudzenie adrenaliny, co rodzi zmącenie i wrzenie w człowieku krwi, w moim przypadku A2Rh plus. Jak to zrobić?. już wiem. Po prostu, nie boję się użyć tego słowa. Trzeba mieć wszystko poniżej pleców. Oczywiście poza swoim i bliźnich zdrowiem jako takim, bo trudno w moim wieku popisywać się werwą młodzieńczą.
Konstatując powyższe, już od dawna postanawiam się izolować od wszystkiego, co do tej pory, przykuwało mój wzrok i mój słuch. Z dotychczasowej czujności nie zwalniam tylko węchu, dotyku i smaku, bo kocham las, żonkę i jajka na bekonie. W du..e od pewnego czasu mam Kaczyńskich, Macierewiczów, Rydzyków, Semki, Pawłowiczówny, Kempy, Oka, Hesbollachy, Al.-Kaidy, mafie polskie, ruskie i sycylijskie, pedofilów w habitach i bez, Młodzież Wszechpolską , i ONRy, sejmowe komisje śledcze i koalicje partyjne, oraz budowę wysokich świątyń katolickich, a także IPN, CBA, CBŚ, PO i PiS, a nawet marne już dziś i bez większych perspektyw, po permanentnym lizaniu tyłka klerowi i prawicy, SLD. Mam gdzieś jeszcze wiele rzeczy, które tu ze względów oczywistych nie sposób wyliczyć. I nie muszę wyliczać, wystarczy że o tym wiem. Wiem że mam to wszystko w …. Mając święty spokój, mogę a nawet powinienem poświęcić się temu co mnie bawi, w czym widzę piękno, przy czym naprawdę odpoczywam i nabieram ochoty na poranne budzenie się. Od kilku lat pod czerepem czuję zapach zakwitłych sadów i ogródków, woni leśnych drzew i zebranych świeżych grzybów, dymu z opiekanego boczku na rożnie, towarzystwa przyjaciół opowiadających dobre inteligentne dowcipy, nagradzane przez słuchaczy lampką szlachetnego szkockiego trunku.
Z przyjemnością odwiedziłbym ponownie Czeską Pragę, miasta włoskie, bowiem z wieloma zabytkami w czasie moich bytności we Włoszech nie zdążyłem się zapoznać, tudzież Cmentarz poległych Polaków pod Monte Casino. (70 lat). Ale akurat na takie wojaże moje emeryckie fundusze nie wystarczą. W tym wypadku muszę się obyć wyłącznie wyobraźnią podczas przeglądania stron internetowych lub programów telewizyjnych Discovery, czy też Planete.
Ciekawe, że nigdy nie był moim pragnieniem lot za ocean Atlantycki. No, może do Kanady to i owszem, ale wyłącznie na obszary zbliżone do Indian zamieszkujących tereny północne. Tak sobie ubzdurałem i nic na to nie poradzę. Będę tymczasem trzymał się swego bloga, niezależnie od czytelnictwa i komentatorów. Gombrowicz powiedział że niekoniecznie trzeba być bogiem, by mieć wyznawców. Trzymam się tego Panie Witoldzie, tym bardziej, że dzięki wskazaniom Histats.com. zauważyłem, iż mam rozrzuconych amatorów mojego słowa po całym bożym świecie.
Mówiłem, że w naszym na wpół zwariowanym kraju, o święty spokój trzeba zadbać wyłącznie samemu. W telewizji oglądam programy przyrodnicze i rozrywkowe, w tym nasze, co by tu nie mówić ,mało apetyczne kabarety, które nam się rozmnożyły jak , przykładowe grzyby po deszczu. Przykład mało adekwatny, bo po deszczu grzyby, przynajmniej w mojej okolicy nie rosną, sprawdziłem to osobiście. Ale jak powiadam, mój pobyt w lesie nie ogranicza się do zbierania grzybów, ma on większy sens. Nie patrzę wyłącznie pod nogi, choć buty mam.. i owszem. Świergot ptaków, stukot dziobu dzięcioła o drzewo, swojski zapach ściółki leśnej i świadomość niewidzialnego dla oka życia w środowisku mchalnym, (co za wyraz) to jest dopiero coś, czego przez wiele lat szczególnie nie zauważałem. Nie postrzegałem różnicy, tak jak wielu do dzisiaj jej nie postrzega w wielu tematach np. między: wyzwoleniem i okupacją, jak oceniają niektórzy rok 1945, miedzy ojcem i matką, to akurat związki partnerskie, między miłością i nienawiścią, to oczywiste i znane z literatury i życia, między sukcesem a porażką, to akurat wygrać z miernotą i przegrać nisko z najlepszym, między życiem a śmiercią, to akurat dotyczy śmierci klinicznej, oraz wiele, wiele innych przykładów łącznie z granicą między zyskiem i stratą. Oczywiście są to powody nie tylko do analizy, ale też do żenującego śmiechu, podobnie jak w przypadku, gdy widzę dostojnika państwowego, przechodzącego przed frontem kompanii honorowej w otoczeniu dwóch goryli z teczkami w których podobno są parawany kuloodporne. To się zdarzało „poległemu” pod Smoleńskiem prezydentowi Kaczyńskiemu. Przypomina mi się powiedzenie: Qui se metui ipsi necesse est. Co znaczy że kto chce by go się bano, z konieczności sam bać się musi, a przecież prezydent państwa jest naczelnym wodzem wojska. Rozbawiają mnie ponadto posłowie naszej Najjaśniejszej Pomrocznej, którzy to sami oczekując na wyroki sądowe za przeróżne przestępstwa, ze swoimi szefami na czele, ustanawiają poprawki w kodeksach karnych i głosują w sprawie wyboru członków Trybunału Konstytucyjnego. Czy to nie są jaja, jak berety moherowe. Oczywiście i to z samego Torunia. Jacy to potem mają być obywatele skoro świństwa widzą na samej górze. Dzisiaj widzimy jak przebiega kampania przedwyborcza do parlamentu europejskiego. Nikt nie mówi merytorycznie o co chodzi. Kandydaci się wzajemnie opluwają, przy okazji wyciągając na światło dzienne utajnione dotychczas przekręty. A już sam materiał na poselstwo woła o klątwę do nieba. Wielu z nich to po prostu chamy, prostacy a nawet świry. Bokser Adamek chce w Brukseli zwalczać homoseksualizm egzorcyzmami. W tym celu uzbierał już grupę zainteresowanych problemem księży. Korwin Mikke idzie po to, by Unię rozwalić od środka. Kilka dam (missek) idzie pokazać Polskę swym ciałem. Ktoś mądry powiedział że właśnie brzydkie kobiety bardziej uderzają do głowy niż ładne, gdy się podchodzi do nich zbyt blisko. Ale wszyscy chętnie pokwitują kilkadziesiąt tysięcy euro miesięcznie i tylko o to chodzi. Ryba oczywiście psuje się od głowy, a powiem jeszcze raz zdaniem Gombrowicza:: Nic tak nie ośmiela gminu jak choroba umysłowa państwa.
O świętym spokoju pisałem już kilka lat temu, ale jakoby on mnie częściowo opuścił. Codzienne kłopoty, chociaż mało istotne to jednak pozostają kłopotami. Mam oczywiście nadzieję i jestem o tym najzupełniej przekonany, że piękno jedynego jak dotychczas świata zrekompensuje nam wszystko. Proszę zachować spokój. Święty spokój. Pozdrawiam Państwa z należytą czułością.

PS: To, że warto pisać przekonałem się oglądając link:http://www.histats.com/viewstats/?sid=740179&act=10. Amatorów mojego słowa znajduję na każdym kontynencie.



czwartek, 15 maja 2014

PO SIEDEMDZIESIĘCIU LATACH


Mówiło się, że „Jedwabne” wydarzyło się, bo to był czas wojny, a na wojnie jak to na wojnie. Ot, było minęło, amen, szlus, koniec. Ale, czy tak naprawdę amen, szlus?. Niestety, moi Rodacy. Odradzający się antysemityzm, a nawet nazizm zmusza nas do ciągłego powrotu, choćby myślami do lat, gdy Polacy przed 70 laty, na równi z hitlerowcami zabijali, lub sprzyjali mordom swoich sąsiadów. Tych, którzy wyznawali innego boga. Pomagają nam w tym książki znienawidzone przez polską prawicę i Kościół, a mianowicie pana Tomasza Grossa, pana Jana Grabowskiego, oraz pani Barbary Engelking. Znienawidzone też przez Michała Kamińskiego, byłego posła PIS z regionu Jedwabne. Pamiętam czynił on wszystko by obalić prawdę zapisaną w tych książkach. Jako antysemita był w Brukseli traktowany z ostracyzmem przez kolegów z innych krajów. Dzisiaj mu przeszło, bo dzisiaj już wymarli wszyscy zbrodniarze z Jedwabnego. Literatury dot. zagłady Żydów w Polsce jest dużo, dużo więcej, ale akurat książki tych autorów pokazują zbrodnie w granicach naszej Ojczyzny. W lipcu 1941 roku, po agresji wojsk hitlerowskich na Związek Radziecki, w Wąsoszu doszło do pogromu ludności żydowskiej. W zajściach czynny udział brała część polskich mieszkańców Wąsosza. Te tragiczne wydarzenia opisał w 1946 r. Menachem Finkelsztejn: "5 lipca polska policja obstawiła miasteczko Wąsosz (powiat grajewski). Chuligani miejscowi szli od domu do domu i mordowali, kobiety gwałcili, ucinali piersi, małe dzieci rozbijali o mur, zabito też żony komandirów sowieckich, kilku urzędników sowieckich, trupom odcinano palce ze złotymi pierścieniami, ze szczęk wyrywano złote zęby. Gdy w domu zastali rodziców, to najpierw mordowali dzieci, a na końcu rodziców. Pogrom trwał trzy dni. Tyle czasu dali im Niemcy na mord i grabież. Wykopali doły na kolonii i tam zakopali zwłoki. Zginęło około 1.200 Żydów (przyszli z okolicy, bo normalnie było 800. Przeżyło 15 osób.” To relacja z Wąsosza jednego ze świadków, też na Podlasiu. W tym roku minęła 73 rocznica tego potwornego mordu. A oto fragment wypowiedzi jednego z żyjących do niedawna byłych mieszkańców Tykocina (Podlasie), świadka naocznego hekatomby, jaka spotkała jego współmieszkańców w okresie okupacji hitlerowskiej. Tykocin - 5000 mieszkańców w tym 2000 Żydów. Skąd wziąć treny żałobne o zagładzie Tykocina? Mogę podać tylko suche fakty, tak jak wryły się w moją świadomość, przywołać moje wspomnienia o minionych, mrocznych i krwawych dniach, które doprowadziły do całkowitego upadku żydowskiej społeczności w Tykocinie, liczącej ponad 2000 osób. Przeżyło tylko siedemnaście osób. SIEDEMNAŚCIE OSÓB - opowiada. Opisuję zagładę naszego rodzinnego miasta po to, by ta smutna, krwawa historia trafiła do każdego ziomka z naszego miasteczka w szerokim świecie. Aby każdy z nich wiedział, że Żydzi z Tykocina leżą razem w łopuchowskim lesie w dwóch bratnich mo­giłach. Po innych żydowskich osadach, miastach i miasteczkach nie pozostał żaden ślad, Wiadomo przecież, że miliony ich zginęło po długich i ciężkich męczarniach w komorach gazowych, spaleni w krematoriach.
25 sierpnia 1944 r., pierwszy raz po wyzwoleniu, my, resztki żydowskiego Tykocina, w liczbie 16 osób zebraliśmy się w łopuchowskim lesie przy masowych grobach naszych sióstr i braci, ojców i matek. Staliśmy z poruszonymi sercami na miejscu, gdzie nasi bliscy ostatni raz patrzyli na boży świat i z okrzykami rozpaczy - dlaczego? lub wołając Szma Izrael, zostali wrzuceni do tych głębokich dołów. Wspominając jasne dusze świętych­ męczenników i przysięgając zemstę na niemieckim narodzie morderców, głosami drżącymi ze zdenerwowania odmówiliśmy tradycyjny kadisz. Zrobiliśmy prowizoryczne ogrodzenie i postawiliśmy tablicę pamiątkową. Wierzę, że nadejdzie dzień, kiedy wspólnymi siłami postawimy stosowną macewę. Dzisiaj tą macewą jest obrzydzany przez prawicę film „Pokłosie”i skromne pomniki w Jedwabnem oraz w lesie łopuchowskim.
Straszny okres hitlerowsko-niemieckiej okupacji przeżyli i zostali wyzwoleni przez Rosję Sowiecką i jej potężną Armię Czerwoną następujący Żydzi z Tykocina: Eliezer Fryc, Lejbel Fryc, Menachem-Mendel Turek, Mosze Ture , Eliezer Olsztejn, Zyskin Olsztejn , Fiszel Zilbersztejn, Tauba Zilbersztejn, Mordechaj Brener, Szmul Feler, Becalel Wilga, Icchak Feler, Chaszka Ismach z dwojgiem dzieci, Lejzer Choroszucha, Alter Kac. Wyżej wspomniani przetrwali dzięki swemu uporowi, przechodząc trudną drogę nieszczęść, cierpień i bólu, każdego dnia mając śmierć przed oczyma. Każdy w inny sposób i w innym miejscu jest kawałkiem historii i może służyć jako temat dla trzyma­jącego w najwyższym napięciu opowiadania. Pamiętają jak co kilka minut do budynku szkoły podstawowej podjeżdżał samochód wypełniony Ży­dami, którym Niemcy wyjaśniali, że wiozą ich do getta w Czerwonym Borze. Prowadzono ich jednak do dołów, do których wrzucano ich żywcem. Dół był głęboki na 5 metrów i nie było już stamtąd możliwości ucieczki. Samochody jeździły tam i z powrotem cały dzień, prawie do zmierzchu. Niemcy zakończyli swą diabelską pracę aż zapełnili ludźmi cały dół. Przed nocą chłopi z okolicznych wsi zasypali doły pod nadzorem niemieckich bandytów. Należy tu zauważyć, że Niemcy zadbali o to, aby nie było świadka ich zbrodni. Polscy policjanci pomocniczy z Zawad zostali natychmiast odesłani z powrotem do Tykocina, a chłopom powiedziano, że tu leżą martwi jeńcy wojenni. Po zasypaniu dołu mordercy wrócili do miasteczka. Ludność polska przygotowała im wielki bal i elita miasteczkowa bawiła się z bandytami całą noc”.
To taka sama ludność, co to używając pałek i sztachet prowadziła żydowskich sąsiadów do stodoły w Jedwabnem, Zawadzie i wielu innych podlaskich miejscowościach, o których współczesne władze wstydzą się wypowiadać, bo w końcu często są potomkami Polaków- morderców. Jedwabne stało się symbolem martyrologii Żydów. Martyrologii jakiej doznali ich współmieszkańcy od setek lat w wielu miejscowościach szczególnie Polski wschodniej. Przypuszczam że podobny bal wyprawili mieszkańcy Jedwabnego w dniu 10 lipca 1941 roku swoim sąsiadom, którzy umywszy ręce zasiedli do stołów by cieszyć się, że miasteczko wzbogaciło się o majątek pożydowski.
Zastanawiam się ileż młodych mieszkańców tych miejscowości doznało szoku po chociażby szczątkowych opowiadaniach ich ojców, matek, dziadków i pradziadków,. Szczątkowych, bo wielu z nich aż do śmierci nie miało poczucia winy, a wręcz poczucie sprawiedliwości dokonanej po ukrzyżowaniu Chrystusa. Dziennikarze z całego świata próbowali wydobyć jakiekolwiek słowo od świadków, a często i morderców na temat wydarzeń okupacyjnych. Morda w kubeł i całkowite milczenie. Tak im przykazał m.in. miejscowy proboszcz, który poszedł zapewne do piekieł kilka lat temu. Podczas odsłonięcia pomnika na miejscu płonącej stodoły z udziałem prezydenta RP, na uroczystości nie pokazał się ani jeden mieszkaniec Jedwabnego, z wyjątkiem młodego burmistrza,. Ten natychmiast musiał emigrować z Jedwabnego ponieważ bał się śmiertelnej zemsty. Wszyscy mieszkańcy Jedwabnego w czasie uroczystości zgromadzili się w kościele, bo to byli "prawdziwi katolicy". Czas upływa, umierają mordercy, umierają też świadkowie, ale w Jedwabnem mieszka młode, nowe pokolenie, któremu jest przepotężny wstyd za swoich przodków. Podobno żadna studentka i żaden student pobierający nauki w Warszawie i innych miastach nie przyznaje się na uczelniach, że pochodzi z Jedwabnego, ponieważ są postrzegani przez koleżeństwo jako potomkowie oprawców i grabieżców mienia pożydowskiego. Powiadają, że są z innych miejscowości. Ja im po trosze współczuje i ich nawet rozumiem, aczkolwiek do dzisiaj nie mogę zrozumieć wyrażanej nienawiści do Rosji, oraz antysemityzmu, którego dowody znajdujemy na murach miast i osiedli na Podlasiu oraz zachowaniach kiboli. Może dlatego, że część uratowanych Żydów w zamiarze odwetu na zbrodniarzach polskich wstąpiła do Armii Czerwonej oraz NKWD i UB. No a gdzież mogli się poczuć w miarę bezpiecznie, przecież nie pod skrzydłami uciekających hitlerowców czy też w polskich oddziałach tzw. żołnierzy wyklętych.

Foto od góry:
1. Skromny pomnik w Jedwabnem.
2. Miejsce pamięci mordu w lesie pod Tykocinem

wtorek, 13 maja 2014

NIE WIEM, CZY TO WARTO ...


Nie wiem czy to wszystko warte cokolwiek, bowiem będąc na emeryturze po raz kolejny doznaję uczucia deja vu z powodu upodobania polegającego na pisaniu bloga, którym to nieskromnie przyznam zagospodarowuje sobie wolny czas. Deja vu, ponieważ podobne myśli już mnie swego czasu nachodziły, chociaż z trudnością sobie kojarzę, ów czas i okoliczności.
Krystyna Janda zaśpiewała piękną piosenkę „Nie wiem, sama nie wiem, czy to warto”. Piosenka dotyczyła akurat miłości, tak jak większość piosenek, ale ja o czymś absolutnie innym. Otóż doszedłem do wniosku, że mojego bloga czytają, niejako zaprzyjaźnieni ze mną czytelnicy. Czytelnicy których charaktery i przekonania korespondują z moimi, chociaż niekoniecznie w każdym calu. W każdym razie uzbierało się ich nieco ponad 70 tysięcy. W gruncie rzeczy niezbyt dużo, bo pisze już dobrych kilka lat. Oczywiście nie wszyscy podzielają moje zdania, ale przynajmniej je znają. Wiedzą, że jestem z przekonania człowiekiem lewicy, że jestem antyklerykałem i zapewne domyślają się, że obce mi są takie bezwartości jak antysemityzm, chociaż w moim ciele nie znajdzie się choćby kropla krwi Józefa i Maryi, tudzież homofobia i wszelkiego rodzaju rasizm, nazizm i mizoginizm, słowem wszystko to, czym, szczycą się np. polscy narodowcy. Obce mi są prawicowe hasła nasączone nienawiścią do wszystkiego co postępowe, co sprzyja równości płci i ras, co w końcu stanowi kręgosłup i trzewia europejskiej Konstytucji. Oczywiście jako antyklerykał mam swoje zdanie,na temat zachowań Kościoła katolickiego w Polsce. Zdanie, które często wyrażam na forum nie wstydząc się własnych przekonań a często i sarkazmu. Fakt, moje zdanie na blogu czyta niewiele osób, za to niektóre posty zamieszczane w prasie maja szansę dotarcia do większej ilości czytelników. Nie silę się jednak na jakoweś cykliczne wypowiedzi na forum prasowym, ponieważ traktuję swój publiczny głos jako formę zabawy. Najczęściej moje felietony zamieszczały tygodniki NIE oraz Fakty i Mity. Jedna z czytelniczek bloga zarzuciła mi, że ja nie potrafię cokolwiek napisać od siebie bo być może nie czytam książek, natomiast przepisuje teksty właśnie z Faktów i Mitów, przy tym nie podpisując się użyła bardzo nieprzyjaznych mi sformułowań. Oczywiście takowy, do tego anonimowy komentarz wyrzuciłem do kosza bo mam do tego prawo. Być może osoba ta poczuła się dotknięta, bo z kolei napisała mi, ze zauważyła fakt, że jestem przywykły do głaskania i słów podzielających wyrażane opinie. Nie, droga pani "Angelo", nic podobnego. Szanuje mniej lub bardziej merytoryczne, tudzież grzeczne wypowiedzi czytelników. Odnośnie książek to chcę powiedzieć, że bardzo mocno podnoszę wskaźnik czytelnictwa w Polsce, 30 rocznie, być może czytam też za panią. W tym miejscu pozdrawiam wszystkich gniewnych i oponentów. Aliści gratuluję odwagi iż wzięła pani do ręki Fakty i Mity.


Chociaż trudno będzie znaleźć w tekstach bloga zerżnięte z tygodników treści poza oczywiście cytatami, to ciesze się, bo akurat ta prasa wbrew temu co wykrzykuje kler i prawica jest bardzo pouczająca. Dużo pani mądrego dzięki czytelnictwu zyska, a wyczytaną wiedzą warto się też podzielić choćby z członkami rodziny. To tyle odnośnie reakcji na mój blog. Powrócę jednak jeszcze na chwile do mojego deja vu. Otóż wcale nie muszę pisać, ale chce to robić przynajmniej od czasu do czasu, bo to wzbogaca obserwację mojego otoczenia, życia moich rodaków, ich walki o szeroko pojętą normalność w kraju, mimo częstego wstydu przed samym sobą, gdy spojrzę na swój paszport z orłem, a tym bardziej po zapoznaniu się z ohydną wypowiedzią panienki Pawłowiczówny, kawalera Kaczyńskiego, żonatego Migalskiego, tudzież obrośniętych w tłuszcz i pychę polskich biskupów. Oni dla mnie jako współobywatele nie stanowią niczego ważnego w swej egzystencji, natomiast głoszone przez nich wypowiedzi, powielane w mediach, pełne zarozumiałości i przekonań o katolickiej nieomylności kleru, o wyższości prawa kościelnego nad państwowym nie działają na mnie i większość społeczeństwa uzdrawiająco , a ostatnio rozpętana przez prawicę i Kościół dzika fobia na temat zwycięzcy Konkursu Eurowizji jest tego najlepszym przykładem. A pisać? no cóż, raczej nie przestanę, chyba że mi się definitywnie odechce.
 
Fotki od góry:
1.Polska w wyobraźni wielu
2.Prawdy objawione wg.Kościoła katolickiego.

czwartek, 8 maja 2014

POLAK POTRAFI DOGODZIĆ PARAFII


1. Polska ani przez moment nie powinna bać się jakiejkolwiek napaści zbrojnej ze strony znienawidzonej Rosji. Okazuje się że mamy całe zastępy babć i dziadków uzbrojonych w krzyże, czyli armię św. Wita, która to zagrodzi drogę każdemu agresorowi. Nie tylko z Rosji, Niemiec czy też innego nieprzyjaznego nam państwa. Zagrodzi drogę także rodakom, którzy ani krzyża, ani innych symboli religijnych nie uważają za ostoję bezpieczeństwa naszego państwa, czyli po prostu wszelkiego rodzaju odszczepieńcom, ogólnie mówiąc ateistami, których jak powszechnie wiadomo, tenże nieistniejący dla nich Bóg chroni ich bardziej niżeli tych zawracających Mu ciągle głowę. Domyślam się, że się za nich wstydzi, bo w końcu jest to XXI wiek, o czym w niebie wiadomo, bo ponoć wszystko tam wiadomo.


2.Pewien procent katolickich Polaków wie jak tłumaczyć słowo parafianin a jest to znikomy procent Wystarczy jednak zajrzeć do Wielkiej Encyklopedii Powszechnej, by przeczytać iż: termin ten ma znaczenie wyłącznie pejoratywne, a więc coś, co jest negatywne, co ma znaczenie ujemne, coś co jest nie do zaakceptowania dla myślących. Według tego źródła, parafianin to człowiek niepostępowy,zacofany, bez ogłady, kultury, to prostak. To człowiek zaściankowy, prowincjonalny. Wreszcie to człowiek przypisany parafii. Kilkanaście lat temu słowo parafianin (nka) obnażyłem wobec mojej Mamy (bogobojnej katoliczki. Nie powiem, abym zyskał w Jej oczach na podziwie za znajomość WEP. Dlatego nie wyobrażam sobie aby jakikolwiek klecha powiedział do mnie: jest pan moim parafianinem. Obraził by mnie na tyle, że mógłbym go śmiało, powołując się na ową encyklopedię zbesztać za chamstwo. Większość Polaków, ale nie tylko nie zdaje sobie sprawy, że podczas słuchania kazań mszalnych są oni po prostu traktowani jak głupie owce i to niezależnie od wykształcenia i inteligencji poszczególnych tychże „parafian”.
3.Bardzo zbieżny z polskim narodowym charakterem religijnym jest stosunek Polaków do sąsiadów własnego kraju. Są generalnie z małymi wyjątkami wrogami Niemiec oraz super wrogami Rosji. Odnosi się to nie tylko do szerokich mas obywateli, ale też polityków, zaś szczególnie dziennikarzy. Widać to na każdym kroku w audycjach publicystycznych, gdzie omawiane są ostatnie wypadki na Ukrainie. Zachód już zauważył, że to co się dzieje aktualnie nad Dnieprem i Prypecią nie jest czymś dobrym ani dla Europy, a tym bardziej dla Ukrainy. Wściekłe ataki przeróżnych wynajętych prawicowych dziennikarzy polskich na Putina, już od czasów Olimpiady Zimowej w Soczi okazują się w konsekwencji zdradzieckie dla Polski, bowiem kłócąc nasze narody własny kraj ekonomicznie zubożamy. Rosja mściwie odmawia odbioru wszelkich dóbr jakie eksportowaliśmy do niej. Straty idą w setki milionów złotych i nikt nie wyciąga z tego logicznych wniosków. Dewastujemy pomniki żołnierzy rosyjskich którzy polegli na naszej ziemi podczas wojny z faszyzmem hitlerowskim. Tymczasem mimo wściekłych ataków na Putina, państwa zachodnie zaprosiły go na uroczystość 70 rocznicy lądowania koalicji antyhitlerowskiej w Normandii. Ten straszny Putin będzie zasiadał obok Merkel, Camerona, Hollanda oraz Obamy. Niestety nie będzie tam Kaczyńskiego i innych podżegaczy wojennych z Polski. Wielka szkoda panie Tusk, bo do pana też się to odnosi. W gruncie rzeczy nienawiść do Stalina i jego potomków jest też mało uzasadniona merytorycznie, bowiem, jeżeli czcimy wszystkich „wyklętych” za zabijanie komunistów, to akurat ten wąsaty bandzior zasługuje na szczególny szacunek prawicowców, bowiem Józef S. wymordował, oraz zesłał na Sybir setki tysięcy akurat mu podległych i często bardzo wiernych komunistów. W czym zatem rzecz? że Hitler cacy, zaś Stalin be?.Chyba chodzi o Żydów, bo akurat niszczenie pomników rosyjskich bohaterów na terenie Polski i dbanie o cmentarze, na których leżą żołnierze Wermachtu, i SS na to wskazuje aż nadto. Tu właśnie widać potwierdzenie tego jak się tłumaczy przytoczone na wstępie słowo, parafianin, Oczywiście ze wskazaniem na parafianina zamieszkującego w granicach RP w szczególności.
4. Po kanonizacji JPII oraz zebraniu z całego świata zjawisk cudotwórczych za przyczyną świeżutko kanonizowanego naszego Rodaka nastąpiła cisza w sensie poszukiwań następnych cudów. Widocznie już suma cudownych dokonań jest wystarczająca na potrzeby Kościoła i wiernych. Po co zawracać głowę czymś co trzeba później wmawiać ludziom, że to kolejny cud. Komu miała odrosnąć noga to ponoć odrosła, albo odrośnie na dniach. Komu miał się cofnąć guz z mózgu, to się cofnął, albo stanie się to lada dzień. Itd., etc. Sensacje, oczywiście niesprawdzalne ucichły, bo po co nagłaśniać cokolwiek z czego trzeba by się tłumaczyć „niedowiarkom” naukowcom.
Podobnie ma się sprawa z cudem w Sokółce, gdzie do dzisiaj przechowywany jest okruszek opłatka ufajdanego jakimś brudem w monstrancji wystawianej na widok publiczny „parafian” z różnych stron Polski. Gawiedź masowo podjeżdża samochodami na płatny parking przykościelny pobrzękując trzosem przeznaczonym dla miejscowych włodarzy świętego miejsca, z podzięką za udany zbiór marchewki, pomyślny poród dwu cieląt od jednej krowy, wyzdrowienie sąsiadki, co to goniąc za swoim chłopem pijakiem, by oddał zarobione pieniądze na dzieci, nabawiła się zapalenia płuc. Tak oto plac przykościelny rozbrzmiewa warkotem samochodów, oraz przekazywaniem sobie wzajem informacji, że w lesie koło Bździnowa zaraz po Wielkanocy na kolejnym drzewie zagnieździła się Najświętsza Panienka, a z kolei na dworcowym słupie ogłoszeniowym w Cielętnikach św. Krzysztof namawiał kierowców aby przestali pić, po czym z wiatrem sfrunął, a ludzie długo się przyglądali oddalającemu się w kosmos plakatowi ze świętym, który ponoć nawet wymachiwał rękami. Tak oto od słowa do słowa, od Białegostoku po Zieloną Górę, od Sokółki po Toruń , bez poczucia namiastki aberracji tenże naród całkiem popada w ogłupienie, nie zdając sobie sprawy z tego, że powoli wraca na drzewo, zgodnie z teorią atawizmu. Czytam o tym i natychmiast odczuwam ciurlanie w brzuchu. Czas na wizytę w toalecie.

niedziela, 4 maja 2014

PĘD PO ZŁOTE RUNO




Po to by żyć na jako takim poziomie, by utrzymać na podobnym poziomie często wieloosobową rodzinę Polacy wręcz masowo udali się na obczyznę. Dotychczas ubyło nas grubo ponad 2 miliony. Ubyło, ponieważ większość (ok.85%) z nich zapowiada, że do grajdoła zaśmieconego prawicowymi hasłami głoszonymi przez przykładową babę z targu nazwiskiem K. Pawłowicz, gdzie zaznali nędzy, poniewierki na tzw. umowach śmieciowych, często pracując za 3 złote na godzinę, oraz indoktrynacji spadkobierców po Janie Pawle II, która obiecuje wyłącznie dobrobyt i zbawienie po śmierci, NIE WRÓCI!. Pojechali tam nie po to by zwiedzać piękne okolice i używać życia na poziomie „tubylców”. Pojechali by ciężko pracować na utrzymanie zabranej ze sobą rodziny, a ponadto nieco wspomagać materialnie pozostawionych starych rodziców. Po to by żyć na jako takim poziomie, by utrzymać na podobnym poziomie często wieloosobową rodzinę Polacy wręcz masowo udali się na obczyznę. Dotychczas ubyło nas grubo ponad 2 miliony. Ubyło, ponieważ większość (ok.85%) z nich zapowiada, że do grajdoła zaśmieconego prawicowymi hasłami głoszonymi przez przykładową babę z targu nazwiskiem K. Pawłowicz, gdzie zaznali nędzy, poniewierki na tzw. umowach śmieciowych, często pracując za 3 złote na godzinę, oraz indoktrynacji spadkobierców po Janie Pawle II, która rodziców i dziadków. Jako imigranci Polacy otrzymują z reguły prace najcięższe, zwykle fizyczne wynagradzani są też najniższą, obowiązującą w danym kraju stawką godzinową. Ponieważ jest to mimo wszystko wynagrodzenie kilkakrotnie wyższe od tego jakie dostawali w kraju, nie marudzą. Dość szybko się dorabiają, zakładają swoje przedsiębiorstwa, stają się szefami i właścicielami mieszkań, a nawet domów. Ale to kosztuje wiele wyrzeczeń. Kogo stać na takowy wysiłek może osiągnąć sukces. Niestety wielu nie stać. Tacy staczają się na margines, podobny do tego, z jakiego się wyplątali tu w kraju. Dla tych z ambicjami mamy wielki szacunek. Wykorzystali oni naszą przynależność do wielkiej rodziny europejskiej, do której należymy mimo strachów rozsiewanych przez partie Kaczyńskiego, Giertycha, Leppera, oraz w większości kler katolicki, już od lat dziesięciu. Pieniądze zarobione przez naszych „emigrantów” mogę nazwać moralnymi, czystymi w swej istocie. Tym bardziej że zarobione brudnymi, często umazanymi w zaprawach budowlanych i smarach rękami. Niestety mniej moralności mogę przypisać innym naszym współobywatelom wybierającym się do europarlamentu na stanowiska poselskie. Tu dopiero widzimy owczy pęd, bo wiedzą że każdy (każda) z nich praktycznie za nic odbiera do ręki 50 tysięcy złotych miesięcznie z perspektywą wielkiej na polskie warunki emerytury, Każdy (każda), nawet reprezentanci tych partii które gnoiły w swoich wypowiedziach za namową Kościoła Unię Europejską. Oni dzisiaj są na czele krzykaczy, że oto wybierają się tam by od środka rozwalać ten sojusz i jednocześnie zaszczepiać na forum polską, jak by nie patrzyć ciemnotę kruchtową. Są tacy, co to z błogosławieństwem biskupów ostrzą swoje zardzewiałe miecze szykując się do walki z postępem cywilizacyjnym i zapisami Karty Praw Podstawowych, których to zapisy tu w kraju udało im się zatrzymać ku chwale ciemnoty i Kościoła.
Wystarczy popatrzeć w obłudne oczy kandydatów z PIS, a także SP, partii Ziobry, której bodajże najbardziej śmiesznym i upokarzającym dla ludzkiego rozumu jest kandydat, twardogłowy bokser Tomasz Adamek. Takich jak on jest wielu. Gdy głupi wyborcy na nich zagłosują, a oni odbiorą upragniony mandat europosła, od razu stają się europejczykami na tyle, by nie być wyśmiewanymi na forum parlamentu. Tak przecież było z europosłem Michałem Kamińskim. Nikt z obcych parlamentarzystów nie chciał z nim zasiadać wiedząc z prasy, że to antysemita, homofob i podnóżek Pinocheta, klęczał przed nim. Dzisiaj Kamiński się wstydzi swojej byłej postawy, ba nawet wstąpił, ku mojemu zdumieniu do liberalnej partii Tuska. Tak oto się walczy o owe ogromne pieniądze wypłacane praktycznie za sam tytuł europosła, bo przecież wiadomo, że większość ich politycznej roboty jest wykonywana tu w kraju dla dobra partii z której się wywodzą. Tam w europarlamencie, podobnie zresztą jak i w naszym Sejmie swoją obecność należy zaznaczyć wyłącznie w momencie głosowań nad ustawami. Resztę ciężko spędzanego czasu zagospodarowują na zakupach prezentów dla żon, dzieci i teściowych, oraz tzw. spotkaniach towarzyskich z wyborcami. Niektórych do ławek poselskich przywiązuje praca w komisjach do których zostali wybrani na początku kadencji, ale jak się okazuje to można się też zerwać z takich posiedzeń, bo wystarczy by na sali pozostało tzw. kworum i jest cacy. Wstyd mi jako niezaangażowanemu politycznie,
 
ale obserwującemu polską politykę, gdy słyszę, że do Brukseli wybiera się niejaki Tumanowicz z partii narodowców, który opluł publicznie flagę Unii. Albo taki Ujazdowski przesiadujący większość czasu swojego żywota politycznego na plebaniach i w pałacach biskupich. Toć to kalka Terlikowskiego, Marka Jurka i wiceministra sprawiedliwości Królikowskiego, szafarza „wartości” religijnych. Wstyd mi za Jaworskiego z PIS, na pół świra kościelnego, współbrata ojca Tadeusza. A tak w ogóle to najbardziej rzuca się w oczy lista Kaczyńskiego. To lista wstydu. Wielu kandydatów z Polski rzeczywiście wymaga weryfikacji. Co może nam uchwalić i załatwić w parlamencie europejskim Weronika Marczuk, kandydatka SLD, lub inna Anna Kalata. Jedna to słaba aktorka zaś ta druga to słaba tancerka, lichutka minister, celebrytka z Samoobrony. Trzeba śmiało i głośno powiedzieć, że wielu kandydatów z różnych partii zasobem wiedzy nie dorasta do pięt niektórym współrodakom, którzy pojechali tam rzeczywiście ciężko fizycznie pracować za 6 euro na godzinę, co daje ca 1200 euro na miesiąc. W przeliczeniu nie 50 tysięcy złotych, ale dziesięć razy mniej i właśnie dla nich mam szczególny szacunek.
 
Nie dla tych kilkoro mało oświeconych, ale na pewno rzęsiście „poświęconych” owiec pędzących na łeb na szyję po złote runo ciułane przez nas, czyli społeczeństwa.


 
Fotki od góry:
1.Drwina
2.Logiczny wniosek
3.Szmata unijna


4.Chluba Brukseli





POLSKA I WATYKAN W ŚWIETLE KAMER

Kto atakuje Kościół ten atakuje Polskę, krzyczał Jarosław Kaczyński, licząc na rewanż i łaski politycznego wsparcia ze strony episko...