czwartek, 30 stycznia 2014

JESTEM ZIRYTOWANY JAK DIABLI.



Jestem zirytowany, mniemam, że nie tylko ja, ale większość jako tako myślących obywateli naszego przeuroczego kraju, bowiem wydawało by się, że z roku na rok będzie nam wszystkim lepiej, będziemy się bardziej liczyć wśród narodów europejskich, będziemy dla wielu innych drogowskazem, jak należy państwo zorganizować by z niego być dumnym.
Okazuje się, że jest źle, a nawet bardzo źle i z tego powodu jestem zirytowany!!!!!

  • Ponieważ ryba psuje się od głowy, przeto jestem  zirytowany tym co reprezentują nasi parlamentarzyści (tu w kraju oraz w Brukseli). Dochodzę do wniosku, że to w większości dorobkiewicze, ludzie wyzuci z empatii w stosunku do swoich
    wyborców, a przy tym hipokryci, obłudne lizusy w stosunku do kleru katolickiego (chociaż ponoć dyskretne badania wskazują, iż ok. 30 % z nich to ukryci ateiści, w tym wielu homoseksualistów). Ich cechą roboczą jest chamstwo i to niezależnie od płci poselskiej, bowiem gdzie poza Polską prasa by odnotowała odzywkę posła do posłanki:” wolałbym kozę bzyknąć niż posłankę Pawłowicz”. Poseł Domaracki może nie mieć nawet śladu szacunku do Pawłowicz, ale to mimo „wszystko” jest „naturalna” kobieta, a nawet kawał baby. Fakt owa posłanka również jest bezprzykładnym chamem, a może lepiej chamką, bo potrafiła z pianą na ustach wykrzyczeć do pani Grodzkiej (osoba transeksualna) , że jako mężczyzna nażarła się hormonów po czym stała się kobietą. Ponadto flagę Unii Europejskiej nazwała szmatą, bo bliższa jej sercu jest ta biało-czerwona ,oraz chorągwie kościelne z obrazkami świętych pańskich. Potrafiła też do kolegi posła mile się odezwać słowem „spierdalaj”! To jest dopiero szmata, szmata z tytułem profesorskim, bo jak
    ją nazwać inaczej. Może za mocno, ale przecież ona wszystkie kobiety maszerujące w manifestacjach feministycznych nazywa właśnie tym podłym gałganem służącym do wycierania podłóg. Podobne odczucia mam w stosunku do rządzących, a więc naczelników mojego kraju, czyli premiera i prezydenta, których to „wybierałem tymi rękami”.

  • Jestem zirytowany postawą przywódców państwa konstytucyjnie świeckiego w stosunku do kleru katolickiego. Uniżony, wprost czołobitny stosunek, szczególnie pana prezydenta do biskupów powoduje to, że państwo polskie rokrocznie wydaje na zachcianki Kościoła blisko dziesięć miliardów złotych w sytuacji wielkiego niedofinansowania służby zdrowia i szkolnictwa. To prawie dwa razy więcej niżeli dopłaty do rolniczych emerytur. Państwo godzi się na głoszenie półprawd średniowiecznych przez niedouczonych księży i katechetki podczas lekcji religii w szkołach i przedszkolach, łącznie z modnym problemem gender. Zgwałcone „autorytetem” JPII polskie państwo wyraziło zgodę na wpisywanie ocen z tejże religii (religii, nie nauki) do świadectw uczniowskich. Nasi przywódcy zgodzili się na zatrudnienie kilku tysięcy kapelanów w szpitalach, w wojsku, policji, straży pożarnej, oraz w służbach granicznych obdarzając ich wysokimi stopniami i adekwatnym uposażeniem. Kościół dostrzegając siłę swych perswazji potrafi wydzierać przy każdej okazji majątek narodowy, ziemię i obiekty użyteczności publicznej nie patrząc na powstałe z tego powodu szkody. Jest bardzo skonstruowany wyłącznie na zyski finansowe, chociażby było to mało moralne. Przykładem jakże wysoce niemoralnym jest handel pamiątkami i relikwiami papieża JPII przez Jego kapciowego abp Dziwisza. Papież, jak wiadomo polecił przed swoją śmiercią osobiste zapiski z życia spalić, do czego zobowiązał Dziwisza, tymczasem wierny giermek-katolik po śmierci swego pana zamienia je na żywe pieniądze. Nie miał nawet skrupułów by ujawnić je w książce. Tylko patrzeć jak puści resztki na Allegro. Jestem zirytowany .
    Jestem też wstrząśnięty brakiem skutecznej interwencji na rozsiewane szkodliwe dla państwa oskarżenia i kretynizmy. Przykładem jest działalność pseudo komisji Macierewicza w sprawie wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej. Państwo pozwoliło na szerzenie kłamstw, a nawet bzdur sugerujących zamach, wciągając w te bzdety nie tylko Kościół, pół politycznego świata ale też różnych samozwańczych znawców lotnictwa. Podobnie dziwnie władze polskie potraktowały rozwałkę przez Macierewicza WSI, obnażając nasze wojska na zagranicznych misjach z ochrony wywiadowczej. Macierewicz w tej sytuacji jest współodpowiedzialny za śmierć i kalectwo żołnierzy poległych w Afganistanie i Iraku. Tymczasem „niezawisły” prokurator, na pewno z inspiracji kogoś ważnego nie widzi żadnego przestępstwa dokonanego przez Macierewicza, bowiem ten nie był ponoć państwowym urzędnikiem. Wychodzi na to, że prywatnie, pewnego ranka wstał z łóżka i pojechał do WSI po to by je rozwalić. Jestem zaprawdę wstrząśnięty.

  • Jestem także zirytowany naszym państwowym zadłużeniem. Zadłużenie owo sięga połowy naszego PKB, nieprzemyślanymi drogimi zakupami, które nie sprawdzają się w praktyce w naszej gospodarce (dreamlinery i pendolino), fatalnym wykonawstwem autostrad i lotniska w Modlinie, ponadto poziomem nauczania na prywatnych wyższych uczelniach. Absolwenci tych przybytków wiedzy wynoszą umiejętności na poziomie nawet nie maturalnym. Wstrząs mnie dotyka.
  • Tak oto można by z grubsza ocenić nasze państwo i jego władze. Zabór majątku państwowego i permanentne dojenie miliardów złotych z kasy państwa doprowadziło do zubożenia naszej gospodarki a w konsekwencji wędrówkę za pracą i chlebem na obczyznę co czwartego Polaka w wieku produkcyjnym, a mnie i wielu innych powoduje „ciurlanie” w brzuchu. Sami nie potrafimy zrobić porządku na swoim narodowym podwórku a jeździmy na wyścigi do Kijowa pouczać tamtejszych obywateli jak mają sobie urządzić swoje państwo. Zarówno Moskwa jak i Bruksela w sprawie ukraińskich rozruchów zachowują daleko idącą wstrzemięźliwość. Polska postępuje inaczej. Już nie wiem, czy nam chodzi o te ziemie, na której jeszcze stoją ruiny polskich pałaców z II RP, czy też jesteśmy tacy bezinteresownie przyjaźni potomkom byłych banderowców.

  • Zastanawiam się na koniec, czy moja wypowiedź nie jest zbyt bezpośrednia, zbyt asertywna, a może zbyt złośliwa?. Ależ nie, w żadnym wypadku. Mnie, emerytowi z średnią emeryturą wypracowaną w PRL i początkach III RP, każdy, kto uzna, że nie mam racji lub jestem dla niego wrogiem, może mi „skoczyć”, jak powiadał Wiesław Gołas do Jana Kobuszewskiego w skeczu o „panu hydrauliku":




 

poniedziałek, 27 stycznia 2014

MIŁOSIERDZIE I NIENAWIŚĆ


Przynajmniej, jeżeli chodzi o tzw. kijowski Majdan i wypadki na nim.

 
Stawiam pytanie, czym spowodowana jest tak straszliwa nienawiść polskiej


prawicy i jej wyborców do Rosji, a właściwie do Kremla i samego Putina?. No czym?, może Katyniem, a może tym, że Rosję stać na wyłożenie 50 miliardów dolarów na organizację Olimpiady w Soczi, a nas nie stać na takową chociażby pospołu ze Słowacją i krakowskim klerem. Rodzi się pytanie, a jak postrzegają nas normalni Rosjanie w kontekście zbrodni dokonanej na 80 tysiącach młodych żołnierzy rosyjskich wziętych do niewoli. Śmierć poprzez konanie z głodu we własnych odchodach i masowym tyfusie w 1920-21 roku. Okazuje się, że prasa rosyjska nam to przypomina tylko w okolicznościach ich ciągłego nagabywania w kwestii ewentualnych odszkodowań za Katyń. Nawiasem mówiąc śmierć przez rozstrzelanie ponad czterech tysięcy jest bardziej humanitarna od śmieci głodowej 80 tysięcy, tym bardziej osiemdziesięciu tysięcy młodych żołnierzy, chociaż obie te śmierci są straszne, a Katyń był zemstą Stalina za klęskę pod Warszawą doznaną dwadzieścia lat wcześniej. Dość, bardzo dość, bo można dostać wścieklizny. To jakaś szczególna, jeszcze nie bardzo rozpoznana choroba prawicowej części Polaków. Okazuje się, że nienawiść i fałszywe miłosierdzie idą w parze. To widać na ukraińskim forum, czyli Majdanie w Kijowie i nie tylko. Myśl o tym, że trzeba Ukrainę bronić przed Rosją, tak nam się rozrosła w głowach, że przesłoniła nam fakty, które stawiają włosy na głowie, gdyby się działy w Polsce. Tutaj prasa domaga się kar za gesty podobne do hitlerowskiego powitania i dobrze. Na Majdanie można zobaczyć odznaki, elementy umundurowania uszyte na wzór noszonych przez SS Galizien, można usłyszeć hasła antysemickie głoszone przez ludzi z partii Swoboda, a
zwłaszcza prawego sektora. To synowie i córki i wnuki tych co siekierami i piłami zamordowali setki tysięcy Polaków na Wołyniu i innych terenach Ukrainy, w Treblince, a także dziesiątki tysięcy niedobitków Powstania Warszawskiego, a nasi komentatorzy w kółko powtarzają, ze Birkut (strona rządowa) bije, a ostatnio nawet zabija bezbronnych manifestantów. Przy tym oskarża się Rosję o podburzanie władz Ukrainy do krwawych rozpraw. Putin nie ma nic do roboty, tylko obmyśla prowokacje. Słusznie Urban pisze, że Polska nie ma żadnego wpływu na Ukrainę, ale Ukraina na Polskę i owszem. Rozruchy podburzane są przez kler ukraiński, podobnie jak w przypadku rzezi Polaków. Dramat ukraiński pracuje dla PIS, a polskie ogłupione władze, szczególnie prawicowej części PO nie mają o tym pojęcia. Nad Majdanem nie powiewają już flagi Unii Europejskiej panowie Polacy, za to banderowskie czerwono- czarne sztandary trzymają się mocno. Zmieniający się mówcy już nie krzyczą do
mikrofonu „Ukraina to Europa”, lecz „Sława Ukrainie”, a tłum odpowiada ; „Sława bohaterom”. To pozdrowienia Ukraińskiej Powstańczej Armii. Skandowali ją „żołnierze” UPA. Słyszymy, że nie byłoby Majdanu gdyby nie UPA, przekonywał niejaki Oleh Tiahnybok przewodniczący Swobody, za którym tak mocno stoi polska prawica. Ten człowiek jest jednym obok Jaceniuka i Kliczki liderem

Majdanu, ale ani Jaceniuk, ani Kliczko nie odcięli się od Bandery i jego ideologii, a to już bardzo zastanawiające. Brakuje tu tylko Juszczenki i więzionej Tymoszenki. W tym rozgardiaszu politycznym zimną krew zachowuje tylko Unia Europejska, bowiem jej przywódcy zdają sobie sprawę, że Ukraina ze swoim historycznie zbrodniczym, pretensjonalnym narodem to nie jest kraj, który by wzbogacił wspólnotę europejską o cokolwiek. Byłby tylko wielki kłopot z ujarzmieniem tych wciąż niezadowolonych, a to ze współpracy z Rosją, a to ze współpracy z Zachodem. Nikt na Zachodzie nie pragnie Ukraińców w swoich krajach. Dzisiaj premier brytyjski chętnie by się pozbył Polaków i zrobił by to gdyby nie konstytucja unijna gwarantująca wolny przepływ ludności.

Cóż, a my Polacy, szczególnie ci, którzy zatruli swoją krew nienawiścią do Rosji i jej przywódców, aby poprawić sobie samopoczucie podjudzamy wszystkich tych, którzy mogą w jakiś sposób zaszkodzić tejże Rosji. Zauważa się nawet okazywanie cichej satysfakcji przez wielu dziennikarzy, gdy terroryści wysadzają rosyjskie budynki w powietrze. To taka katolicka mentalność oparta na kościelnym miłosierdziu, która to mentalność „obowiązuje” prawicową część naszego narodu i jego przywódców. Post ten napisałem inspirowany treścią artykułów prof. B. Łagowskiego oraz red. K. Pilawskiego zamieszczonych w tygodniku „Przegląd”.
 
Fotki od góry:
1.Zgodnie z zaleceniem papieża
2.Polityczny kler
3.SS Galizien
.


sobota, 25 stycznia 2014

ACH TE KOBIETY



Trochę żyję na tym świecie, trochę też go zwiedziłem na wschodzie i na zachodzie. Jako normalny mężczyzna lubiłem i lubię zawiesić oko na płci odmiennej, podziwiać jej urok cielesny, znam się po prostu na ładnych kobietach, chociaż dzisiaj, w dobie gender i innych dowolnościach homo, nie zawsze kobieta, jest kobietą rzeczywiście i odwrotnie. Sumując spostrzeżenia w tym względzie po powrotach do kraju, za każdym razem stwierdzałem, że polskie kobiety są wyjątkowo ładne, powabne i chciało się do nich wracać. Powiedziałbym, najładniejsze. Fakt, bardzo zbliżone pod względem owego powabu jako takiego są też Czeszki, Słowaczki, Rosjanki i w ogóle słowianki, od Odry, aż po Bałkany, oraz część Rosji. Jeżeli mówię o Rosjankach, to mam na myśli te obywatelki płci pięknej, które zamieszkują część europejską, bowiem kobiety zamieszkałe poza Uralem, a więc Jakutki i inne żyjące na pograniczu Mongolii i Chin trudno porównać nie tylko z naszymi pięknościami, chociażby ze względu na ubiory, oraz tzw. egzystencję. Chociaż to kwestia gustu. Podobnie wyglądała ta sprawa w Rosji jako takiej, bo w wielu miastach byłego ZSRR za rządów Breżniewa, to nawet ślepiec by zauważył, że kobieta tam stanowiła podstawową siłę roboczą. Kobiety w


kufajkach i butach filcowych pracowały na kolei, budując nowe torowiska, uprzątały miasta ze śmieci, a w fabrykach wykonywały równie ciężkie prace co ich mężowie. W Rosji pierwsza kobieta poleciała w Kosmos, zaraz po Łajce i Gagarinie. Zatem, jak w takiej kobiecie odkryć piękno, jej delikatność i tzw. 'puch”. Podobnie ciężkie prace kobiety wykonywały w kołchozach i sowchozach. Ale zostawmy to na boku. Podczas pobytu w Paryżu odkryłem naocznie, że czarna kobieta, rasy afrykańskiej może być równie piękna i apetyczna jak te mi najbliższe w Polsce. Do tej pory wyobrażałem sobie że Murzynki to istoty podobne tym co zamieszkują wioski afrykańskie, z wiszącymi do kolan biustami i rozwichrzonymi włosami, okręconymi łykiem z drzew. Tymczasem na ulicach
światowej stolicy mody zobaczyłem, że dziewczyny pochodzenia afrykańskiego wyglądają jak przykładowa Naomi Campbell, albo inne piękności rodem z Hollywoodu. Mimo to, powtarzam, kobiety słowiańskie są najładniejsze. Mogą się z nimi ścigać tylko babki z terenów romańskich, a więc Włoszki, Francuzki, Hiszpanki i Portugalki, ale nikt mnie nie namówi, żebym jakiemuś młodemu kawalerowi proponował szukać kandydatki na żonę na przykład w Holandii, Anglii, Skandynawii czy na Łotwie.

 To nie znaczy, że nie zdarzają się w tych krajach również rodzynki, ale one znalazły się na tym świecie dzięki pomieszaniu krwi ludów miejscowych z tymi które napływają w ramach emigracji z Afryki i Azji, a także … z Polski i Rosji. Moje wywody i odczucia w

zasadzie są subiektywne a każdy z Państwa może mieć absolutnie inne zdanie. Też będzie miał rację. Wiadomo wszak, że najczęściej koronę miss świata przywdziewają kobiety z Południowej Ameryki, Australii i USA. Ale wiadomo też, że mieszkańcy tych kontynentów są dziećmi, potomkami Europejczyków, w tym bardzo wielu Polaków. I bardzo dobrze. Powtarzam:. Moje odczucia są subiektywne. Kto sobie upatrzył blond włosą Szwedkę, Niemkę czy Łotyszkę, albo szatynkę znad Tamizy lub Konga, niech się żeni, życzę mu szczęścia. Ja szczęście znalazłem wśród tych najładniejszych i najmilszych  kobiet naszego globu.
 
 
Fotki od góry:
1. Miss Polski 2012
2. Miss Świata 2013
3.Sybiraczka
4.Moherowe piękności
 

środa, 22 stycznia 2014

WIKTYMOLOGICZNE SMRODY


Wiktymologia to termin prawny, który bardzo przylega do zbrodni, oraz jej następstw w postaci śledztwa oraz finału czyli kary. Nie, akurat w przypadku o którym chce mówić nie ma trupów (chociaż kto wie?). Chodzi mi o finał sądowo-prokuratorski dwóch postaci z krainy, można by rzec, deszczowców. No bo, czyż pan Antoni Macierewicz ze swoją fizjonomią nie przypomina szpiega karambę z krainy deszczowców, a raczej dreszczowców. Tak, dosłownie dreszczowców, jako że napaskudził w polskiej polityce wyjątkowo mocno. Jarosław i Lech Kaczyńscy swego czasu w nienawiści do Wojskowych Służb Informacyjnych, złożonych (niestety) w większości z oficerów tamtej , podłej epoki peerelowskiej, w celu uzdrowienia tej bardzo ważnej instytucji państwa wystawili właśnie karambę Macierewicza, by zgodnie z ideologią IV RP dokonał odpowiedniej czystki nie zważając na interes państwa, nawet w zakresie tajemnic wywiadowczych prowadzonych przez naszych oficerów na terenach, gdzie walczą nasi żołnierze. Z całą premedytacją „odkrył” wszystko, a co odkrył umieścił w jawnym raporcie opublikowanym potem w Monitorze Polskim. Dzisiaj, po kilku latach i dziesiątkach spraw sądowych w sprawie obrony dobrego imienia krzywdząco umieszczonych osób w owym raporcie, oraz wypłacanych odszkodowaniach w setkach tysięcy złotych, autor raportu miał stanąć przed sądem. Ale nie stanie, przynajmniej na razie, bo nasz „szpieg z krainy dreszczowców” powiada, że tenże raport pisały tzw. czwórki oficerów, które on stworzył w celu
przyspieszenia prac likwidacyjnych, po czym zebrał do kupy wypociny tych czwórek, zaniósł do prezydenta Kaczyńskiego, by ten zatwierdził dzieło, co oczywiście starszy z bliźniąt uczynił i polecił wydać w formie dzieła prawnego. Nawiasem trzeba powiedzieć, że owe czwórki składały się z bliskich Macierewiczowi osób, którym po bodajże dwutygodniowym kursie prezydent nadał stopnie oficerskie. Myślącym w pale się nie mieści. Dzisiaj pan prokurator (zapewne z mianowania Ziobry, współtwórcy IV RP) powiada, że nie ma za co sądzić Macierewicza bo: nie był on funkcjonariuszem publicznym, (no to kim u diabła), komisja weryfikacyjna nie była organem państwowym, (no to czym u diabła?, raport nie był dokumentem, (no to czym u diabła?) a więc to co w nim napisano nie ma żadnego znaczenia, a ja w tym wszystkim chętnie dopowiem, że ten prokurator też nie powinien się nazywać państwowym urzędnikiem czyli prokuratorem, ponieważ jego słowa też nie mają żadnego znaczenia. Tak sobie myślę, że w tej sytuacji moje posty blogowe również mógłbym umieszczać w Monitorze Polskim jako dokumenty, może dla mnie akurat dość ważne. Jeden wielki idiotyzm, a polskie prawo zostało sprowadzone do tejże bajki, którą przywołuję na początku, mamma mia.


Podobnie sprawa wygląda z innymi świętymi nietykalnymi krowami, a mianowicie z dostojnikami w kolorowych szatach i czubiastych torbach na głowie. Mam na myśli abp Michalika i abp Wesołowskiego. Jeden prawie całe życie ukrywał pedofilów, drugi był prawie całe życie takowym zbrodniarzem, czyli pedofilem.
Jedna z feministek podała Michalika do sądu za publicznie wygłoszone słowa, że rozwody w rodzinach powodują pedofilie, jako że dzieci z tych rodzin szukając pociechy włażą do łóżek księży, a ci w swej dobroduszności wpuszczają je pod swoje kołdry, obdarzając je pieszczotami. Tylko prostak mógłby coś takiego wymyślić, a tu masz, sam arcypasterz podkarpacki wpadł na podobne olśnienie. Obraził w ten sposób tysiące rodzin, w których z przeróżnych powodów dochodzi do rozwodów, choćby ze względu na przemoc, w sprawie której Kościół i sam Michalik nie wypowiada się krytycznie. Jest to postać nietykalna jak były cesarz Etiopii. On pod sąd?, to jakaś wierutna bzdura. Natomiast on sam może skazać, nawet na więzienie kogo chce, chociażby policjanta za to, że ten śmiał wlepić mu mandat 200 złotowy oraz nazwać go słowem pan, zamiast ekscelencjo. Drugi słynny polonus, który popisał się płatnymi uczuciami wobec dzieci to ów Wesołowski, zabrany w celach opiekuńczych pod skrzydła Watykanu. Bezsilna polska prokuratura może mu „nafiukać”, bowiem Polska w stosunku do takiego mocarstwa jak Watykan jest bardzo
bojaźliwa. Wesołowski niestety w Watykanie musi się obejść upodobanym smakiem, bo dzieci tam nie ma, natomiast może spokojnie skorzystać z tyłka żołnierzy gwardii watykańskiej, ale to już wychodzi nieco drożej, bo żaden z żołnierzy nie odda się arcypasterzowi za trampki, a nawet dobry rower. Bezsilna polska prokuratura (obsadzona przez prawicowych prawników Ziobry), może się spokojnie zająć utrudnianiem życia ludziom lewicy i tym, którym akurat postawa biskupów i księży mocno przeszkadza, bo po prawej stronie sceny politycznej, oraz w obrębie samego Kościółka wszystko jest akurat bardzo w porzo. Prawda panowie ministrowie spraw wewnętrznych i sprawiedliwości?. Prawda, prawda usłyszymy odpowiedz chociażby z ust wiceministra Królikowskiego, który jest nie tylko człowiekiem Opus Dei, ale też przyjął święcenia. Taki sobie szpieg kościelny w naszym ponoć świeckim rządzie.

Fotki od góry:
1.Karamba, szpieg z krainy deszczowców.
2.Antoni PISladen
3.Lekarstwo na pedofilię
4.Skutki "porozumienia" z JPII. 

poniedziałek, 20 stycznia 2014

PRZYPOMIAŁO MI SIĘ

     Patriotyzm, którego się boję
Parę dni temu Oddział Telewizyjny Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich przyznał nagrodę Polskiej Szabli Ułańskiej za „Najlepszą fotografię patriotyczną roku 2013”. Zdjęcie autorstwa Marcina Wziontka przedstawia demonstranta z polską flagą na Placu Zbawiciela na tle płonącej tęczy ,brr. Moi przodkowie brali udział w przeróżnych akcjach patriotycznych, niekoniecznie z bronią w ręku, bo patriotyzm nie polega li tylko na rozlewaniu posoki, za co byli więzieni w kazamatach UB, a konkretnie mój ojciec i inni członkowie rodziny, w większości ze strony matki. Bo wedle mnie patriotyzm to wyświechtane dzisiaj słowo, czyli „miłość do ojczyzny”. Wyświechtane poprzez nienawiść do wszystkich innych, choćby urodzonych na naszej ziemi, czyli Żydów, Rosjan, Czeczeńców (co się powinno gryźć, bowiem oni akurat są największymi wrogami Rosjan), także czarnych, nie dotyczy księży (za wyjątkiem Rydzyka, który kazał murzyńskiemu kapłanowi się umyć). Przez wszystkie swoje lata wierzyłem i wierzę w to, że patriotyzm to praca i poszanowanie państwa, jego praw, które nie ingerują w moją wolność osobistą, gdzie mam prawo do nauki, pracy i wyznania. Jeżeli patriotyzmem nazywa się palenie tęczy, która została zbudowana jako symbol przynależności Polski do wspólnoty europejskiej, to wypisuje się z tego towarzystwa. W tej sytuacji wolę należeć do tych co nie nazywają się patriotami, bo osobiście takich patriotów mam głęboko w okolicach ujścia przewodu pokarmowego. Tacy patrioci to bagno, które osłania Kaczyński i jego zgraja, oraz Kościół katolicki, który od setek lat działa na niekorzyść ręki (państwa) która go karmi i osłania przed kłopotami, w tym karą za pedofilię. Potwierdzeniem moich słów jest coroczny zlot kiboli pisowskich na Jasnej Górze, gdzie zakonnicy przyjmują ich jak braci i siostry. Panie premierze, panie prezydencie, czy to panom nic nie mówi?. Jesteście dla nich (łącznie z klasztorem jasnogórskim) nic nie znaczącymi chłopcami.
  Zdarzenie, które wspominam z rozbawieniem.
Zdarzyło to się w stanie wojennym, bodajże w roku 1982. Bieda w domu, puste sklepy. Na szczęście w odległości 100 kilometrów od miejsca zamieszkania, miałem wujka księdza w dość bogatej parafii, dodatkowo wzbogacanej raz w tygodniu darami z Zachodu. Dlatego, mimo że kościelnej instytucji nie darzyłem zbytnim uczuciem emocjonalnym, wujka i moją tam zamieszkałą babcię odwiedzałem dość często. Przywoziłem, jak pamiętam sery holenderskie, salami duńskie a nawet indyka tureckiego i artykuły toaletowe. Podczas jednej z wypraw spotkałem się z takim oto przypadkiem. W samo południe do plebanii przybyło dwoje ludzi w dość młodym wieku, którzy poprosili proboszcza o udzielenie im ślubu kościelnego, z zastrzeżeniem aby to było dokonane w sposób możliwie dyskretny, najlepiej wieczorem przy zamkniętych drzwiach kościelnych. Domyśliłem się, że
nowożeńcy ci to pracownicy wojska lub milicji, ewentualnie innych służb związanych z partią, co się
potwierdziło z ust wujka. Im na ślubie nie zależało, ale ich rodzicom bardzo. Pan młody nie dostanie za żonę wybranej narzeczonej, jeżeli nie wezmą ślubu kościelnego. Proboszcz im powiada, że nie ma w dniu dzisiejszym organisty, ponieważ dał mu wolne, a ten akurat wyjechał do rodziny. Oni jednak naciskali. Są przejazdem, a i rodzice wraz z nimi przyjechali. Nie wiadomo było co z tym fantem zrobić, tym bardziej że młodzi zaoferowali sutą zapłatę. Podczas obiadu wujek zapytał mnie czy potrafię grać na organach. Wiedział, że tam trochę brzdąkam, ale trudno to było nazwać jakimkolwiek koncertem. Ja rzeczywiście, gdzie tylko miałem dostęp do pianina albo akordeonu ćwiczyłem takie tam sobie melodie, najczęściej taneczne. Mówię więc, że, tak dla siebie to potrafię, ale nie dla słuchaczy. Wobec tego zaraz po obiedzie pójdziesz do kościoła i będziesz ćwiczyć Ave Maryja, to im wystarczy. Byłem skonsternowany, aczkolwiek melodie znałem, bowiem przez całe liceum byłem ministrantem. Co ciekawe, dużą część ministrantury po łacinie znam do dzisiaj.(ponad 50 lat). Ksiądz zawołał dwóch chłopców spośród wałęsających się przy plebanii , aby poszli ze mną na chór w celu kalkowania, czyli dmuchania w organy poprzez nacisk na specjalne pedały ( dawniej nie było elektrycznych napędów). Ćwiczyłem ponad dwie godziny i byłem z siebie nawet zadowolony. Gdy przyszedł czas

na ślub, rozejrzałem się po kościele. Przyszło chyba z 15 osób. Sami starzy ludzie z przewagą kobiet. Wiedziałem w którym miejscu będę musiał zagrać ową pieśń. W międzyczasie naciskałem na klawisze starając się improwizować w możliwej ciszy melodie, łac.musicam quitem, które okresami przypominały popularne piosenki, Marina i takie tam inne. W odpowiednim momencie uruchomiłem Ave Maria z jednoczesnym śpiewem. Te kilkanaście osób, podchwyciło ciąg dalszy i szczęśliwie pospołu dobrnęliśmy do końca ceremoniału. Po zejściu z chóru otrzymałem podziękowanie od państwa młodych. Zrewanżowałem się życzeniami na dalszą drogę życia. Wsiedli do samochodu z rejestracją warszawską i we wzajemnych objęciach odjechali. Ot taki przypadek, trochę do śmiechu. Wiem, że młodzi nigdy nie przypuszczali, że ich ślub ubarwia muzycznie przypadkowy, absolutny ignorant.






piątek, 17 stycznia 2014

MIĘDZY ODRĄ A BUGIEM (takie sobie ciekawostki)

                                                   
1. Zmarły w wyniku katastrofy smoleńskiej wicepremier w kaczym rządzie, Przemysław Gosiewski pozostawił na tym łez padole aż dwie żony, z tym że jedna z nich zwała się „byłą”. Okazuje się, że po katastrofie obie poczuły się nieutulonymi w
bólu wdowami. Korzystając z dobrej koniunktury w temacie rząd- społeczeństwo- katastrofa, obie damy litościwie dostały się do parlamentu, oczywiście z listy PIS, tak jak wiele innych wdów smoleńskich. Jedna z nich Beata Gosiewska piastuje mandat senatorski, druga zaś Małgorzata Gosiewska jest posłem ziemi świętokrzyskiej. Dzisiaj obie wdowy ubiegają się o mandat brukselski i tu się zaczyna rodzinne piekiełko. Mianowicie na start tej drugiej Gosiewskiej, czyli Małgorzaty nie wyrażają zgody rodzice byłego męża, czyli nieboszczyka. Małgorzata nie ma żadnego wykształcenia, nie zna żadnego obcego języka itd. itp. Mniemam w tym momencie, że do Sejmu polskiego się nadawała jako prosta baba. Zatem przebogaty w rozumy mamy Sejm mili państwo. Wiele państw może nam pozazdrościć. Włącznie z Ugandą i Kamerunem.
Gosiewscy uważają, że "ta pani powinna zrzec się nazwiska i wtedy może
kandydować. - Domagamy się, by zrezygnowała z nazwiska. Jest jedna Gosiewska -
to Beata. Beatka bardzo kochała swojego męża. Ma przygotowanie do pełnienia funkcji w europarlamencie, bo ukończyła studia z zakresu rolnictwa i włada językiem angielskim. Będzie przynosiła chlubę regionowi świętokrzyskiemu. Chcemy, by Beatka przedłużyła misję Przemka, bo innej drogi nie ma. Zależy nam, by ziemia świętokrzyska była szanowana, a to może zrobić tylko Beatka”, twierdzi ojciec śp. Przemysława.
Okazuje się, że nadmiar żon noszących nazwisko twórcy peronu we Włoszczowie psuje atmosferę w kaczej partii a przede wszystkim w powszechnie szanowanej rodzinie ziemi świętokrzyskiej.
2. Inna gwiazda PIS, posłanka Krystyna Pawłowicz, która to swoją osobą, a szczególnie stosunkiem do wszystkich normalnych, w tym do tych rozumiejących słowo gender, przypomina tygrysa, a jeszcze bardziej babę wiejską posługującą się na ryneczkach żargonem dziwki. Panna Krysia (się nadyma nie od dzisiaj), wygłosiła słowa obrażające nie tylko posłankę Grodzką, ale też Jerzego Owsiaka, który ponoć zuboża jej ukochany Kościół z pieniędzy jemu należnych. Jako, że zbierane datki na WOŚP wspomagającą szpitale powinny wg niej trafiać na tacę księży. Jednocześnie ta pani podpierająca się tytułem profesorskim flagę Unii Europejskiej nazywa szmatą. Wielu Polaków w tym momencie ujrzało ją jako typową szmatę, korzystającą z wszelkiego rodzaju dopłat z „zeszmaconej” Unii.

3. Facebook w dziale „nadal się sprzeciwiam” pokazał naszego świętego do kwadratu JPII, a także innych papieży, którzy uświęcili kilku zbrodniarzy hitlerowskich. Nasz Karol Wojtyła, gdyby jeszcze troszkę pożył zapewne wprowadziłby do nieba samego zbrodniarza, obrzydliwego pedofila i homoseksualistę Maciela, którego za życia osłaniał własnym autorytetem mimo protestów całego świata katolickiego. Zrobił już świętym Alojzego Stepinaca,
zbrodniarza hitlerowskiego z Chorwacji, Jose Anchieta propagatora nawracania Indian ogniem i mieczem, Jana Sarkandera pomysłodawcę dokonanych masowych mordów dokonanych na protestantach czeskich. Karol Wojtyła zapisał się zresztą jako naczelny obrońca księży pedofilów, oraz ten, który miał zamiar wprowadzić na ołtarze Piusa XII, przyjaciela Hitlera, milczącego w sprawach zagłady narodu żydowskiego, zresztą podobnie jak jego poprzednicy na przestrzeni wieków. A propos zagłady Żydów: jestem pod wrażeniem obejrzanego filmu „Biegnij chłopcze biegnij”. Dramat polsko- francusko-niemiecki nakręcony na faktach autentycznych, pokazał piekło i osobistą hekatombę chłopca żydowskiego, któremu udało się uciec z Getta. Przez kilka lat ten dzieciak wałęsał się po lasach w słocie i mrozie, szukając jakiegokolwiek ratunku u mieszkańców wsi. Był najczęściej odganiany bez udzielenia najmniejszej pomocy, a nawet była próba oddania go przez małżeństwo polskie w ręce Gestapo za nagrodę w postaci worka kartofli albo kilograma cukru. Na szczęście udało mu się zbiec po raz drugi. Trafił do domu samotnej kobiety (rolę bardzo dobrze zagrała Elisabeth Duda, telewizyjna uczestniczka programu „Europa da się lubić”). Okazało się, że tam też nie mógł przebywać dłużej bo był ścigany przez całe hordy esesmanów z psami. Jej posesję Niemcy podpalają, ale chłopak cudem się uratował, leżąc w skrytce piwnicznej. Aby
dostać cokolwiek do jedzenia zatrudniał się do każdej pracy, wszędzie chroniąc swoją narodowość. W czasie jej wykonywania wkręca rękę w tryby maszyny. Lekarz polski odmawia operacji bo „ja Żydów nie operuję”-mimo próśb personelu szpitalnego, po czym zawiadamia policję, że w szpitalu jest mały Żydek. Traci rękę, bo ordynator przystępuje do operacji dopiero dnia następnego. Znowu ucieka do lasu, gdzie śpi pod drzewami w mróz i słotę. Tak tuła się aż do wyzwolenia. Trafia po wojnie do Łodzi gdzie kończy szkoły i studia. Wyjeżdża do Izraela. Tam się żeni. Napisy ekranowe informują, że jest ojcem dwojga dzieci i dziadkiem kilkorga wnuków. Film powinni przede wszystkim zobaczyć mieszkańcy wiosek , szczególnie południowo-wschodniej Polski, gdzie wściekły antysemityzm kwitnie nadal, ale kto ich zaprowadzi do kina, skoro ksiądz nie namawia. Przecież to nie „Pasja”, ani film mówiący o glorii żołnierzy wyklętych.

5. Ostatnio przeczytałem „Dzieła rozebrane” Daniela Passenta. Jest to zbiór jego felietonów drukowanych szczególnie w Polityce, gdzie Passent pracował wiele lat. Te felietony pokazują całą naszą historie powojenną, ujętą w formie lekkiej (jak to felietony). Passent, człowiek jak by nie było lewicy, w sposób jakże uczciwy i poprawny pokazał zmieniające się obrazki polskie na przestrzeni lat (PRL i RP) ukazując twarze ludzi ważnych, mniej ważnych, tych co budowali i tych co przeszkadzali, a nawet rujnowali. Niektóre felietony można potraktować z przymrużeniem oka, np. sprawozdania z uczestnictwa w ekipie jury podczas wyboru Miss Polonia, albo podczas festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. Wśród ciekawostek
jakie odnalazłem w felietonie (dot. Miss Polonia), dowiedziałem się na starość , że zbyt duży luz między kobiecymi udami nazywa się „półeczką”. Nigdy bym nie przypuszczał, że aż tak bardzo wyrafinowana nazwa określa tego typu luzy, które akurat mi się też osobiście nie podobają. Passent nikogo w tym zbiorze nie obraża, jest nad wyraz obiektywny, aczkolwiek daje się wyczuć wyraźną niechęć do ewentualnych spotkań z takimi ludźmi jak Semka, Pospieszalski, Wildstein, czy też Rydzyk. Ma rację, bo podobną niechęcią do tego typu stworzeń pałam ja też. Jest mi w tej chwili dużo bliższy, aczkolwiek przeczytałem już jego kilka książek. Ta akurat, czyli owe summa summarum jego lekkiej twórczości bardzo mnie uwiodła.

Wielu z Państwa zapewne się zapoznało z ww ciekawostkami już gdzieś tam wcześniej w prasie , a może telewizji. Nie mniej jednak korciło mnie by zamieścić niektóre z nich na moim blogu. Jeżeli zanudzam, to przepraszam.

Fotki od góry:
1. wdowa nr 1 Małgorzata Gosiewska
2. wdowa nr 2 Beata Gosiewska
3.Dobroczyńca kościelny -K. Pawłowicz
4.Dzieła idola z Wadowic
5.Elisabeth Duda, filmowa opiekunka małego Żyda
6.Namawiam do czytania.




poniedziałek, 13 stycznia 2014

DRAPIZM



Kościołowi zawsze potrzebny był diabeł, by mógł toczyć walkę dobra ze złem i wyjaśniać ludziom, dlaczego dobry Bóg stworzył świat, gdzie jest aż tyle cierpienia, które zresztą akurat jego urzędników nie dotyczy. Owo cierpienie nigdy nie przeszkadzało Kościołowi, ba, nawet pomogło spalić milion kobiet na stosach. Palono przecież tylko diabla. Tak było w latach wieków ciemnych (obscura), ale skąd dzisiaj wziąć diabła, skoro siedem miliardów ludzi na świecie nigdy go na żywo nie ujrzało, co z kolei sprzyja sekularyzacji, bowiem wiedza nabywana na setkach tysięcy uczelni wzmaga wątpliwości co do istoty samego Boga, a tym bardziej Jego otoczenia złożonego z diabłów jak i pozytywnych aniołów. Dochodzi do tego problem szerzącej się wśród duchownych pedofilii, która zresztą istniała zawsze. Nawiasem mówiąc już 50 lat temu bp Gerard Fitzgerald), założyciel Zgromadzenia Sług Ducha Świętego dla księży spółkujących z dziećmi proponował papieżowi Janowi XXIII zakup wyspy bezludnej, na którą by byli zsyłani księża rażeni chorobą pedofilii. Oczywiście spotkał się z odmową, bowiem wg papieża Kościół by doznał wtedy zbyt dużego
uszczerbku na swym moralnym ciele. Komentator WP napisał, że gdyby tak się wtedy stało, to być może dzisiaj naukowcy National Geographic odkryli by nową kolonię pingwinów z zagadką dla biologów dot. sposobu ich rozmnażania ... ale to tylko anegdota. (Anegdota tylko w temacie tajemnicy rozmnażania).
W ostatnich dekadach wiara w diabła, a i samego Stwórcy bardzo podupadła. W Polsce też, chociaż podupada bardziej powoli , niżeli w Europie, dlatego wykreowano nowego szatana, gender. Gender rzeczywiście brzmi tajemniczo i obco. Zresztą diabeł był zawsze cudzoziemcem. Zwykły człowiek nie ma pojęcia co to takiego ten gender, a wystarczyłoby zajrzeć w Google, by stała się jasność. Z lenistwa umysłowego narodu chrześcijańskiego korzystają kaznodzieje, którzy wg własnej „wiedzy” i interpretacji
mieszają w głowach swoim wiernym. Nie będę się rozpisywał w czym rzecz ów gender, bo jest to dzisiaj towar spożywczy dla wszystkich rodzajów mediów, powiem tylko słowami pani Joanny Bator: Żeby to zrozumieć, trzeba przenieść wzrok z krocza własnego i cudzego wyżej, ku światłu. Po prostu ku wiedzy i to wcale nie tajemnej.
Gdzieś wyczytałem, że nie problem w gender i jego grzesznej aktywności wśród dzieci, choćby tych najmłodszych w przedszkolach. Inny czort dzisiaj włazi pod kołderki, majtki a nawet inne części garderoby naszych milusińskich. Mianowicie znacznie bardziej niebezpieczna staje się ideologia DRAPIZMU. Drapizm jest sprzeczny z prawem naturalnym i polega na drapaniu jeden drugiego po plecach. Ponoć ostatnio stał się plagą rozpowszechnianą w żłobkach przez samozwańczych instruktorów ideologii drapizmu udających sprzątaczki. Dzieci drapiąc się po plecach uświadamiają sobie, że plecy i nie tylko plecy mogą swędzieć , a stąd już tylko krok do groźnych zboczeń, bo wystarczy jak drapiącemu omsknie się ręka i zatrzyma się w okolicach pupska, a tak może być, sam tego nieraz doświadczyłem. W dorosłym życiu kończy się to zmianą płci i gatunku, skutkiem czego ludzie dokonują
operacji plastycznych, upodabniając się do samic dziobaka australijskiego. Samica dziobaka posiada parzysty jajnik, ale tylko jeden z dwojga funkcjonuje. Stop zbrodniczej ideologii drapizmu. Czy ktoś wreszcie coś z tym zrobi. Mamy niepłodną (niepłonną) nadzieję, że posłanka Kempa i jej czternastu zdrowych chłopa z Solidarnej Polski zajmą się nie tylko genderem, który to dzięki Bogu wolniutko dogorywa, ale z marszu również ideologią drapizmu. Biskupi też do dzieła, zanim dotknie nas jeszcze inny kataklizm. Diabeł czyha w czeluściach kościelnych Teraz szczególnie w czeluściach bo mrozy idą.

piątek, 10 stycznia 2014

PUTINOFOBIA



Gdzie z takim czymś można się spotkać?.Jak to gdzie. U nas w Polsce. To nie tylko choroba która dotknęła margines społeczny np. kiboli, członków Młodzieży Wszechpolskiej, członków ONR, ale w miarę upływu czasu również polityków prawicy i wielu dziennikarzy, szczególnie telewizyjnych. To obsesja nienawiści w stosunku do naszego sąsiada Rosji podobnie jak do innych sąsiadów zamieszkałych na terenie Ukrainy i Białorusi, czyli rosyjskojęzycznych. Jedynie z sympatią wyrażamy się o Słowakach, Czechach, Niemcach i Litwinach, mimo że akurat ci ostatni najchętniej by naszych rodaków żyjących nad Wilią przepędzili na cztery wiatry. Podobnie Czesi i Słowacy, bo historycznie mają za co. O tym, że potrafimy demonstrować publicznie nienawiść do Rosjan, oraz narodów rosyjskojęzycznych wystarczy posłuchać przykładowo TVN24. W tej akurat stacji dziennikarze prześcigają się w podawaniu wiadomości z Rosji z uśmiechem w utajonej ironii:. A to Putin wybrał się na polowanie i podobno ustrzelił tygrysa, (w domyśle może mu podrzucili zabitego) a to Putin próbował łowić ryby w syberyjskiej rzece (chyba mu zaczepiali na haczyk) i przy okazji
nurkował wydobywając z dna rzeki skarby czternastowieczne, (też mu podrzucili) a to, że Putin ma zwichnięty bark, bo powalił go na matę ktoś od niego lepszy, a to że Putin siadł za sterami MIGA 29, ale chyba ktoś tam obok niego siedział, aby pilotować samolot, a to, że Putin innym samolotem osobiście oblatuje tereny dotknięte kataklizmem. Ciekawe co on zobaczy zza tego kokpitu, a to że Putin każdą wolną chwilę przebywa w Soczi, by jako szef państwa dopatrzyć najdroższej olimpiady zimowej w historii świata, bo inaczej wszystko rozkradną. Moim zdaniem to chyba dobrze, gdy gospodarz dogląda budowy. Ciekawe, po co im to, po co ta olimpiada?. A to, że Putin z łaski i dla przypodobania się wyborcom amnestionował Pussi Rjot i najsłynniejszego więźnia świata Chodorkowskiego, ale oni „dobroczyńcę” tak nienawidzą, że odmawiają oficjalnych wywiadów na temat prezydenta Rosji. I tak dalej i tak dalej. Wydaje się wyczytywać z twarzy naszych dziennikarzy, jakoby sympatyzowali z bandytami czeczeńskimi, którzy w Wołgogradzie zabili ponad 30 niewinnych ludzi. Który to nasz polityk ma podobne uzdolnienia jak prezydent Rosji, zarówno w sporcie jak i w innych zainteresowaniach. A który to polityk prawicowy sam poprowadził wojskowy samolot bojowy, a który to polski prawicowiec stawił się na macie zapaśniczej. Żaden i dlatego to drażni. Uśmiech radości ukazuje się na twarzach dziennikarzy tylko wtedy gdy dotrze do nich wiadomość ze świata, że oto ktoś ważny zrezygnował z przyjazdu do Soczi na otwarcie igrzysk. Nazywają to bojkotem, tak jakby prezydenci zjeżdżali się tam na wyścigi narciarskie między sobą. Kto myśli, ten

słuchając takich wiadomości z ust dziennikarzy semkopodobnych miarkują, że oni nakręceni są przez samego Kaczyńskiego i cały pisowski partyjny pomiot. Ten właśnie pomiot, który w swych szeregach ma posła burdelmamę (agent Tomek), zaszczepia nam Polakom nienawiść do sąsiadów, oraz włazidupstwo w stosunku do USA, które z kolei zarówno Kaczyńskiego jak i całą zapyziałą Polskę mają też gdzieś tam poniżej pleców. Ameryce są potrzebni tylko polscy żołnierze. Nikt nam nie wmówi, że stosunek partii prawicowych do naszych sąsiadów, szczególnie wschodnich jest przyjazny, a nawet choćby obojętny. Widać to było w czasie Mistrzostw Europy w piłce nożnej podczas meczu Polska Rosja, a nawet dwie godziny przed rozgrywką. Widać to było podczas przemarszu prawicy w dniu 11 Listopada (napad na ambasadę Rosji), widać to na każdym kroku na styku Polak-Rosjanin. Cały świat podziwia zdobycze rosyjskiej kultury. Ich literaturę służącą studentom na wszystkich uczelniach świata, ich muzykę, film, teatr, balet, malarstwo, sport i praktycznie każdą dziedzinę życia tego największego państwa świata wyposażonego przez naturę we wszystkie bogactwa naturalne od ropy, węgla, gazu i rudy począwszy aż po złoto, a praktycznie we
wszystko co odnotowuje tablica Mendelejewa. Czym wobec tego mogą się poszczycić pisiole Kaczyńskiego i ich co tu dużo mówić biedne państwo, którego jedynym chyba „bogactwem” (na eksport) jest przygłupi genderowy kler. Komu służy polityka nakręcania spirali nienawiści do Rosjan, Ukraińców i Białorusinów?. Na nasz koszt w celu indoktrynacji Białorusinów zainstalowaliśmy przy granicy polityczną szczekaczkę TV „Biełsat” by siać ziarno nieposłuszeństwa w stosunku do prezydenta państwa, którego akurat jego naród szanuje. Koszt wielki, a ponoć tylko 8% Białorusinów ogląda obraz tej telewizji i to ci pochodzenia polskiego. Kaczyński wygłaszał swoje androny na Majdanie kijowskim tylko dlatego by dokuczyć Rosji, bo przecież nie dlatego, by Ukrainie wmawiać, że jest dobrze w Unii, skoro on akurat Unii Europejskiej nienawidzi. Jedno jest pewne, jego osoba nigdy nie znajdzie się na ziemi rosyjskiej, chociażby tam się chciał wybrać ze stu ochroniarzami. To tchórz jakich mało. Podobnie jak jego zastępca Macierewicz, który by nie narobić w majty uciekł z Katynia do kraju, zamiast po tragedii smoleńskiej natychmiast przybyć na miejsce katastrofy. To, że akurat lud pisowski nie pała sympatią do Rosjan i wyżej sobie ceni Niemcy mimo milionów trupów pozostawionych przez Hitlera na polskiej ziemi, to można przypisać ich choróbsku

psychicznemu, szyfrowanemu jako F99, ale że druga połowa Polaków nie oburzy się na te fobie, a dzisiaj przed olimpiadą putinofobię, tego nie rozumiem. Prawda jest taka, że Rosja sobie z zachowania Polaków nic nie robi. Polska dla Rosji to nic nie znaczący kraj, zarówno militarnie jak i gospodarczo. W kilkudziesięciu rosyjskich kanałach telewizyjnych o Polsce wspomina się tylko przy okazji wymiany ambasadorów, albo katastrofy podobnej do tej w Smoleńsku. Tak wygląda prawda. Zaiste to bardzo smutne.


PS. Nie jestem ani rusofobem, ani rusofilem, tym bardziej, że osobista linia życia prezydenta Rosji i jego działalności jest raczej mało przejrzysta, ale potrafię podawane informacje o nim i jego kraju odpowiednio zaszeregować. Mam czucie, że sam w tym względzie nie pozostaję. Trochę nas jest.,
 
Fotki od góry:
1.Karykatura prezydenta Rosji.
2.Spotkanie premierów
3.Sztuka Ermitażu
4.Pałac Zimowy w Petersburgu
5.Moskiewskie metro (jedna ze stacji)

czwartek, 9 stycznia 2014

DRYF

Czy premier Donald Tusk jest nowoczesnym, prawdziwym premierem państwa XXI wieku, postępowym premierem nowoczesnego państwa, członka Unii Europejskiej?. Stawiam tezę, że NIE!.
Jest premierem na pokaz, co to diabłu ogarek i Panu Bogu świeczkę. Nie można nazywać się nowoczesnym, postępowym premierem, jeżeli z premedytacją, nie jakimś tam przypadkiem otacza się ludźmi z poglądami średniowiecza, z poglądami utkanymi przez 103 osobową hordę biskupów, zwanych dalej ambasadorami obcego nam państwa Watykanu, co się okazało przy okazji odmowy ekstradycji abp Wesołowskiego na prośbę polskiego wymiaru sprawiedliwości,.... bo jest obywatelem państwa Watykan.
Bo oto po przyjęciu nas do UE (o co zabiegaliśmy prawie na kolanach przez kilka lat), równocześnie przyjęliśmy na siebie obowiązek wdrożenia w życie Polski i Polaków wszystkiego tego co tworzy wielką rodzinę unijną. A więc nie tylko spektakularne korzyści wypływające z przeróżnych dofinansowań w kwotach miliardowych, ale też dostosowanie wszelkiego rodzaju przepisów prawa, które to przepisy regulują zasady życia obywateli ( a jeszcze bardziej obywatelek) w kwestii swobodnego dostępu do zdobyczy służby zdrowia, sprawiedliwych wyroków sądowych, wolności osobistej, wyznania, a także przekonań zarówno politycznych jak i światopoglądowych. Na to wszystko się godziliśmy (mimo protestu wielu przedstawicieli Kościoła i LPR Giertycha) podpisując traktat unijny, a przy tym zachowując kamienną z uczciwości twarz. Takie twarze widziałem u kolejnych premierów składających podpisy zarówno w Brukseli, Kopenhadze, Lizbonie i gdzieś tam jeszcze. Okazuje się, że ci nasi „delegaci” narodowi to zwykli oszuści, jako że, co innego podpisują, a co innego się w kraju dzieje, bo dzieje się absolutnie odwrotnie za przyczyną naszych kolejnych premierów. Naród jest niestety bardzo głupawy i nie rozumie wielu rzeczy zapisanych w tychże traktatach. Dzięki temu

siedem kolejnych wyborów wygrała PO z Tuskiem na czele. Właśnie Tusk jest odpowiedzialny za ten legislacyjny bajzel, bowiem dobrał sobie jako szef partii rządzącej wielu ludzi bardziej wstecznych ideowo niżeli babcie i dziadki z krucht radiomaryjnych. Liberał Tusk z góry zakładał, że aby być chwalonym przez połowę jego wyborców i zarazem ganionym przez drugą połowę, należy lawirować, dryfować, podczas uchwał sejmowych pionkami (posłami) w ten sposób, aby żadna ustawa unijna, nakazująca postęp w każdej dziedzinie (po francusku: liberte, egalite, fraternite), a po polsku po prostu dostosowanie polskiego prawa do postępowego prawa unijnego, najczęściej wbrew krzykom biskupim, co się wyraża właśnie w słowach „wolność, równość i braterstwo ( wszystko w każdym wymiarze) …. nie dała rezultatu, zresztą nie z jego winy. Jasne?., dlatego do swojej partii przygarnął różnych pociotów abp Dziwisza i innych dostojników kościelnych, a także skrajnie konserwatywnych osobników jak swego czasu Rokitę, Gowina, Godsona, Żalka i czterdziestu innych „rozbójników”, którzy dbali o to, by gadka na temat ustawy się odbyła, ale broń Boże ta ustawa nie została uchwalona. Niektórych z nich nawet nagrodził stanowiskami ministerialnymi. Dzisiaj, obserwujemy
obraz:, Gdy Gowin wraz z kilkoma kumplami spod krzyża wymknął się spod kurateli Tuska, premier na jego miejsce obsadza bodajże jeszcze większego konserwatystę kościelnego Marka Biernackiego, co absolutnie potwierdza na początku postawioną tezę.. Sam Biernacki, jakby na zamówienie stanął wraz z prof. Zollem murem, by nie dopuścić do uchwalenia bardziej ludzkiej ustawy antyaborcyjnej. Dobrał sobie Tusk także innego tuza, jak Michała Królikowskiego, zwanego przez dziennikarzy i braci z ław sejmowych „bratem ministrem” ze względu na arcykonserwatywne przekonania, a także znanego z wywiadu z abp Hoserem., który zatytułował „Bóg jest większy”, gdzie omawiali sprawę właśnie gender, homoseksualizmu i innych „zboczeń” nękających boży lud nad Wisłą. Aby stworzyć przestrzeń sakralną podobno obaj ( Hoser i Królikowski) wyświęcali każde krzesło z osobna na Stadionie Narodowym, aż dostali bąbli na rękach. Opłaciło się, powiada, bo na koniec nad stadionem przeleciał gołąb, symbol odbierany jednoznacznie.

Takiego krzesełka kibol nie ruszy a może i pomodli się do niego. No kandydat na ministra w kraju UE jak złoto. Dostał stanowisko rządowe w randze wiceministra sprawiedliwości, chyba na dalsze wzmocnienie skrzydła prawicowego ministra Biernackiego. Ten porąbany mesjasz krzyczy, że osobiście widział Boga. Panie Boże, gdzie mu się ukazałeś, bo ja też chcę!. Taki oto zestaw ekipy ma Donald Tusk. Z tą ekipą, którą sam zresztą sobie dobrał nie uchwali nic co by go ustawiało w szeregu premierów państw postępowych. Taki dryf polityczny. Na razie jest premierem państwa, co by nie mówić wyznaniowego, gdzie najważniejszym problemem jest budownictwo sakralne (Świątynia Opatrzności), finansowanie kwotą 10 miliardów złotych rocznie Kościoła katolickiego, obchody przeróżnych nowych świąt kościelnych (Trzech Króli), zabawa z piłką, cicha uległość wobec głoszonych przez opozycję i Kościół bzdur typu mord smoleński, ideologia gender etc, etc. Może premier sobie duma, że jego „innowacyjne” jak na UE dokonania podmalują obraz polskiego rządu w Brukseli w myśl powiedzenia, że gdy masz hemoroidy to nie myślisz o reumatyzmie.
 
Fotki od góry:
1.Zasmucony Dziwisz
2.Pobożniś polski
3.Po kolędzie.
4.Zadowoleni.

poniedziałek, 6 stycznia 2014

UCICHŁO

Jeszcze dwa miesiące temu na każdym kanale telewizyjnym (poza TRWAM) informacje o zjawisku pedofilii w katolickim Kościele polskim należały do tych głównych, podawanych w czołówce zapowiedzi. Dzisiaj już nie. Jest normalnie jak za czasów PRL, oraz JPII. Cisza jak makiem zasiał. Udało się!, mogą sobie pogratulować „spece” od interpretacji
teorii gender, czyli episkopat wraz z siewcami ostrzeżeń przed zagrożeniem ludzkości, wśród których na czoło się wybijają: ks. dr. Oko, biskupi Michalik, Mering, Hoser, a poprawnie mówiąc każdy z tej 103 osobowej czeredy w strojach fioletowych i kilku tysięcy tych w strojach raczej koloru pogrzebowego. Dzisiaj po wystąpieniach telewizyjnych owych „mędrców” filozoficzno - socjologicznych, po zapełnieniu wszystkich szpalt prasy katolickiej wciskanej uczestnikom mszy, po sprytnych adekwatnych komentarzach głoszonych w RM między „zdrowaśkami”, reklamami szkoły medialnej, informacjami o dokonaniach podwórkowych kółek różańcowych i osiągnięciami poselstwa PiS, już każdy, choćby wiejski chłop i jego moherowa baba wiedzą że: gender to współczesny szatan, przybyły ze zgniłego bezbożnego Zachodu, który ma za zadanie zniszczyć to co od wieków, od stworzenia świata ( Adama i Ewy) jest normalne, czyli tego, że chłop ma być chłopem, zaś baba niechaj pozostanie zawsze babą na swoim przykuchennym miejscu. Nawet najbardziej ciemni Polacy zostali „oświeceni” w tym temacie. Zagrożenie jest piekielne. To gorsze niżeli zaraza cholery, wojna światowa albo tsunami. Istny potop dwóch tysięcy lat chrześcijaństwa, no bo tylko popatrzcie: Chłop przygotowuje jedyną córkę (aczkolwiek chłop ma zwykle więcej dzieci) na wydanie za upatrzonego kawalera, chowa świnię i cielę na wesele, a tu masz ci, w dniu ślubu okazuje się, że córeńka, która zadawała się ukradkiem z hołotą genderową oświadcza, iż ona do ślubu z onym wybranym przez ojca nie pójdzie. Postanowiła bowiem wzorem wielu tych ze zgniłego Zachodu zmienić sobie płeć, bo wcześniej już zapałała seksualną miłością do Zośki z
sąsiedztwa, ukrywając swoją orientację przed światem. Starego może szlag trafić, bowiem już miał przed oczami gromadkę udanych wnucząt, już widział gąskę w ogródku, już gonił tego królika co trzeba. Czyż takiego chłopa będzie interesować to, że tam jakiś księżulo napastował, albo zgwałcił chłopca, choćby jego syna?.Przecież nic takiego się nie stało, nic mu nie urwał. Dupska mu nie ubędzie, w ciążę niepotrzebną nie zajdzie. A jeżeli postawił mu już fiutka do pionu, to tylko szybciej stanie się mężczyzną. Ale szatan gender, to już nie przelewki. To dopiero gwałt na ludzkości, a przede wszystkim na chrześcijańskiej rodzinie. Do czegoż to dojdzie, gdy na ulicy trudno będzie rozpoznać kto chłop, a kto baba, bo to stroje bardzo podobne, a nawet tożsame, bo to uczesanie również jednakie, bo to sam chód i gestykulacja podobna, szczególnie osób gejowsko-lesbijskich, których jakoby coraz więcej. Sodomia i Gomoria, jak powiadają w naszej parafii. Ucichło o pedofilii. To, że prości ludzie pozwolili się zagłuszyć genderem to zrozumiałe bo to tylko owce, ale mądrzy dziennikarze?. Już widać na czyim sznurku oni się pasą, otóż na sznurku KAI. A dziś tylko patrzeć, jak posłowie prawicy zażądają ustawy sejmowej, w której ludzie będą mieli obowiązek się legitymować, okazując swoje instrumenty płciowe na których będzie widnieć niezmywalny podpis proboszcza złożony na chrzcie, by utrudnić podmianę. Zabieg podobny do aktu obrzezania. Należy to przemyśleć, bo Jezuska też pozbawiono napletka. Szczególne sito kontroli będzie obowiązywać chłopców podczas naboru do seminariów duchownych, bo jak powiada historia jednej takiej babie imieniem Joanna, udało się nawet wspiąć na szczebel papieski. Brak czujności pozwolił też dostać się do Sejmu pani Grodzkiej, która dla zmyłki polskiego bogobojnego społeczeństwa „przepoczwarzyła się” z mężczyzny w kobietę na terenie Tajlandii. Może kobietę nieco mało atrakcyjną, ale zawsze to, choćby umownie płeć piękna. Podobnie jest z posłem Biedroniem, który akurat pozostał od urodzenia chłopem, ale co to za chłop, skoro się nie
żeni, a odzywa się do posła Górskiego z propozycją oddania mu swego szpiku śpiewnym głosikiem Do czego to doszło pytają zatroskani mieszkańcy miast i wsi. Patrzą zatem z nadzieją na abp Michalika, ojca Oko i arcyredaktora Terlikowskiego, że do dalszych tragedii narodowych już nie dojdzie, że da się powstrzymać ten armagedon. A księża, skoro ulubili sobie ten „płciowy sport młodzieżowy”, to niech czynią to co czynili od wieków, byle nie zapomnieli o wymodleniu miejsca dla naszych dusz na ławie niebieskiej, najlepiej blisko błogosławionego Jana Pawła.

Oj dostało się tym feministkom z listu Episkopatu do wiernych, szczególnie tym nie do końca ogłupionym, dostało. Na szczęście w odpowiednim czasie biskupi się zorientowali, że walą głową w ścianę beznadziei i częściowo odpuścili, bo wiadomo, że akurat kto jak kto, ale feministki tego słuchać, ani czytać nie będą. Tyle moich słów na dzień Trzech Króli..... Amen.

czwartek, 2 stycznia 2014

W LISIEJ NORZE TVP

Tomasz Lis, redaktor naczelny polskiego wydania "Newsweeka", w wolnych chwilach, najczęściej, a szczerze mówiąc w każdy poniedziałek, prowadzi swój autorski program telewizyjny „Tomasz Lis na żywo”, powiedziałbym na „bardzo żywo”. W celu podniesienia "żywotności" programu zwykł zapraszać do studia ludzi o bardzo kontrowersyjnym względem siebie charakterze i przekonaniach. Na ławach widzów zasiadają z kolei ludzie przeciętni, a nawet zubożali w sensie myślowym mózgu, słowem „elita” z okolic PiS Kaczyńskiego, oraz takich pism jak gazetki „Fakt” i „Do Rzeczy” których szpalty wypełniane są informacjami „Od Rzeczy”. Pan red. Lis czyni to z absolutną premedytacją, jako że w ten sposób podnosi sobie oglądalność wśród gawiedzi, a to wpływa na popularność audycji, no i wielkość kasy. Polacy bardzo lubią, gdy adwersarze na wizji się źrą i kąsają swoich przeciwników politycznych, czyli partyjnych, a szczególnie światopoglądowych. Lubi to także Tomasz Lis zapraszając do studia feministkę, która kilka dni wcześniej o zgrozo zapowiedziała podczas spotkania z Moniką Olejnik, że w wigilię dokona aborcji (po to aby było weselej). Do rozważań na temat drugiego tematu, bardzo zresztą aktualnego szczególnie dla Kościoła, czyli tajemniczego gender zaprosił czworo dyskutantów. A to profesor Joannę Senyszyn, reprezentująca Parlament
Europejski, profesora Jana Hartmana, reprezentującego Uniwersytet Jagielloński, posłankę Beatę Kempę, reprezentującą najbardziej zatwardziałą część polskiej prawicy, oraz księdza Kazimierza Sowę kapelana TVN reprezentującego .. księdza Kazimierza Sowę. Ciekawe, że nie zaprosił księdza Oko i red. Terlikowskiego, których to jakoby sobie upodobał. Miło było posłuchać logicznych wywodów obojga ludzi nauki a jednocześnie mózg kipiał gdy rozsierdzona twarz Kempy wskazywała, iż jest ona gotowa zagryźć profesora Hartmana. Nazajutrz czytałem kilkadziesiąt komentarzy na temat jej popisów ukazanych na ekranach telewizorów. Wszystkie, może nawet wg mnie zbyt ostre w treści, posyłały Kempę do garkuchni i chowu prosiąt, najlepiej w chlewikach przyplebanijnych. Świadczy to, że społeczeństwo oprócz religii smoleńskiej oczyszcza zwoje mózgowe, które przez wiele już lat wtłaczanej mu ciemnoty nieco przyrdzewiały. A przecież chodziło tylko o to, żeby wśród dyskutantów nastąpiła zbieżność stanowisk, iż owe tajemnicze dla wielu słowo gender to nic innego jak tylko płeć kulturowa w odróżnieniu od płci biologicznej, o czym już kilkakrotnie pisałem. Pisałem też, że nikt nie nakazuje Kempie ubierać dzieci płci męskiej w sukieneczki, a dziewczynki w spodnie, chociaż akurat kobiety bodajże już od 100 lat chętnie kryją swe
wdzięki w obcisłych porach. Nikt też dzieciaki z rodziny poseł Kempy i
księdza Sowy (jeżeli je ma), nie uczy zakładać prezerwatywę na atrapę tego co spoczywa w męskich majtach, natomiast bardzo by się przydała porządna edukacja seksualna w rodzinie, bo wątpię czy pani Kempa potrafi udzielić prawidłowej odpowiedzi potomstwu na zadane przez nie pytanie, skąd się biorą dzieci i w końcu skąd ona sama się wzięła. Najbardziej rozbawił mnie biskupi apel: chrońmy dzieci przed gender. A ja dopowiem: chrońmy dzieci przed księdzem. Zatem, program, jak program, można popatrzeć, gdyby jeszcze red. Lis potrafił zapanować nad emocjami swoich gości, bo widz często zmuszony jest na użycie pilota, po to by dokonać innego wyboru.
PS. Sądzimy, że uda się pani Senyszyn, europosłance spowodować zwrot 61 milionów złotych, które Kościół oszukańczo wyłudził z Brukseli niby na nauki o równości płci.

Fotki od góry: 
1. Obrazek dla naiwnych
2.Lis w oczy kole
3.Moment zadowolenia





POLSKA I WATYKAN W ŚWIETLE KAMER

Kto atakuje Kościół ten atakuje Polskę, krzyczał Jarosław Kaczyński, licząc na rewanż i łaski politycznego wsparcia ze strony episko...