sobota, 28 grudnia 2013

2014, ROK WOJNY Z GŁUPOTĄ


Słyszała pani co dzisiaj nasz proboszcz mówił na kazaniu, a mówił mądrze, oj mądrze. A co takiego droga pani somsiadko mówił?. Powiedział, że ta cała pedofilia, czyli krzywdzenie księży bierze się z jakiegoś dżenderu. A co to za diabeł, bo nie rozumiem. No to niech pani posłucha: Ponoć z UE nakazują aby nasze chłopaki chodzili w sukienkach, a dziewczęta w spodniach, bo to jest równość. Pani, jaka równość, dojdzie do tego, że chłopy będą musieli doić krowy i gotować żur, a kobity harować w polu i łazić do knajpy. Za nic ta Europa ma Ewangelię, a tam jest napisane, że kobieta ma być posłuszna chłopu i on ma prawo ją skarcić jeżeli nie postępuje zgodnie z Pismem św.. Taki chłopak założy modną sukienkę i wtedy włazi do łóżka biednego księdza, a co ma zrobić w tym momencie ksiądz. On jest litościwy, to i przygarnie sierotę, któremu Europa wypaliła mózg. To z tego się tylu pedałów bierze. Ale chyba proboszcz mówił o innej szkole, bo w naszej wyraźnie katecheta powiada, że agresja u chłopców to rzecz normalna, a dziewczynka ma być potulna. Mnie tak uczono, panią pewno też i niech tak zostanie. Ja tam księdzu do łóżka nie wchodziłam, a to że mnie przytulił w zakrystii, pociągnął za warkocz i poklepał po pupci, to tylko wyszło mi na zdrowie. Zresztą on wolał chłopaków, bo z chłopaka to i ksiądz może wyrosnąć, a z dziewczyny to co. Najwyżej zakonnica, ale co to za życie.

Oj damy, damy. Tylko do takich jak wy mogą przemawiać wystraszeni oskarżeniem o pedofilie księża. Głupota bowiem gdyby miała skrzydła, fruwała by jak gołębica pod sam sufit świątyni. Słuchacie słów, których nie rozumiecie, np. gender, a to po prostu oznacza sprawiedliwość, a nie żaden diabeł, bo takich
stworów na świecie nie ma, nawet od Adama i Ewy, od Potopu, od zawsze. Zatem zgadzacie się na to by: w szkole waszym dzieciom mówiono, że córka ma mniej praw od syna?, że nie może oczekiwać podobnego szczęścia w życiu, prawa do rozwoju i realizacji talentów, a przecież w polskiej Konstytucji, na którą głosowałyście głupie baby jest zapisana równość wszystkich obywateli, niezależnie do płci, wyznania, a nawet koloru skóry. To jest wyłącznie przykrywka problemu pedofilii w Kościele, zresztą coraz bardziej rozdmuchiwanego przez środki masowego przekazu. Wielu czarnym nawet fioletowym prokuratorzy rozpalają ogień koło dupska, więc wymyślili sobie szatana w postaci słowa, którego znaczenia nie rozumie 70% Polaków, szczególnie na wsi, gdzie pedofilia aż kwitnie, przy cichej zgodzie rodziców unieszczęśliwionych dzieci, ponoć w obronie chrześcijańskiej rodziny.
Obrona chrześcijańskiej rodziny? A wzorem takiej rodziny kto ma być? Adam i Ewa z synami Kainem i Ablem? Żeby rozmnożyć się w kolejnym pokoleniu, zabójca Kain musiał zapłodnić własną matkę, dalej też samo kazirodztwo. A może inna rodzina, niejakiego Noego, który przeżył wymordowanie przez chrześcijańskiego boga ludzkości? Noe też musiałby współżyć z własnymi córkami, znowu pachnie kazirodztwem. To może rodzina Maryi i Josefa? I znowu źle, bo Maryjka zaszła w ciążę z kimś innym, nie z własnym mężem, czyli pachnie zdradą małżeństwa, a przy tym zachowała ponoć dziewictwo. Akurat ten cud załatwili jej papieże. Słabe te wzorce chrześcijańskie, same mordy, kazirodztwo i zdrada. Ot, taka to i cała ta religia i jej funkcjonariusze: miód na ustach, w rękach
miecz i płonąca pochodnia, w sercu nienawiść i żądza mordu. Mało tego. Episkopat prawdopodobnie dokonał oszustwa Unii Europejskiej. Pobrał bowiem ponad 61 milionów złotych na „program promowania równości płci” Tymczasem się okazuje, że te poważne pieniądze idą właśnie na walkę z ową równością. Słusznie feministki wnioskują do NIK i KE o sprawdzenie faktów oszustwa. A oszustwo jest. Wystarczy posłuchać Michalika, Hosera, Gądeckiego, Głódzia i Rydzyka. Z treści głoszonych kazań, choćby najbardziej ograniczony prokurator wychwyci słowa walki z równością płci, czyli z ideologią gender. To tyle w przededniu Nowego Roku 2014. Roku wojny z głupotą kleru głoszoną do głupiego w dość znacznej części społeczeństwa, żyjącego w oparach ciemnoty i zabobonu, w symbiozie z kruchtą kościelną.




Z okazji nadchodzącego Nowego Roku, wszystkim Państwu, a w szczególności moim Czytelnikom życzę, zdrowia, pomyślności w „domu i zagrodzie” i by mieli Państwo jak najmniej okazji do wysłuchiwania podobnych głupot z ust naszych pasterzy.

Fotki od góry::
1. Kolędy nie wpuszczamy, mamy dzieci.
2.Ciężki żywot proboszcza
3.Najważniejszy moment.
4.Załącznik do moich życzeń

piątek, 27 grudnia 2013

"JEZUS" OBMYŁ BRUDNE STOPY W UMYWALCE

Zawsze boso jak Cejrowski, ubrany w białe szaty, z biblią w ręku i kocem pod pachą. Od wielu lat pielgrzymuje po całym świecie. Odwiedził już ponad dwadzieścia krajów. Nazywa się James Joseph i pochodzi z Detroit w Michigan (USA). Ale wszyscy znają go jako "The Jesus Guy", bo swoim wyglądem i zachowaniem przypomina... Jezusa Chrystusa. Wyjątkowo nie autentyczne wg biblii, bo Jezus mył się, a tym bardziej swoje nogi w jeziorze, no może w jakimś zbiorniczku błotnym. Dzisiejszy naśladowca Zbawiciela winien się postarać choćby o minimum autentyczności. Jest jednak wielu jego wyznawców, którzy wierzą, że zgodnie z zapowiedzią Jezus ponownie zjawił się na Ziemi i to akurat w bogatej, ale niestety ciemnej jak tabaka w rogu Ameryce. Osoby boskie ponoć są wszechwiedzące, a więc takowy Jezus winien wiedzieć, że nikt przy minimum kultury nóg nie myje w umywalkach. Nawet sam papież obmywa nogi kardynałom w misce do tego przeznaczonej. No ale co Jezus to Jezus, tym bardziej, że w czasach Jezusa nie było łazienek. Taki papież jest tylko jego namiestnikiem ziemskim i  on jako namiestnik Chrystusa, taki nowocześniejszy na XXI wiek też pajacuje i niekoniecznie w sytuacji, gdy zdarza mu się umyć nogi nawet ubogim. Ale oto w jakim świecie ja żyję.
"Papież, którego szanuję, facet ponad 70 lat i ci biskupi, Boże drogi. Papież na rękach trzyma lalkę z plastiku, następnie całuje ją po kolanach i się jej kłania- to dopiero gusła i bałwochwalstwo. Jestem wierzący w Boga Żywego, w Chrystusa i Ewangelię, ale gusła jakie wyczynia Kościół są dla mnie żenujące".

Jest to pogaństwo w pospolitej formie, pisze prawdziwy katolik i ministrant w wieku 18 lat na forum Onetu. Te wieści wyczytałem przy okazji świąt. Świąt Bożego Narodzenia, czyli tych, za którymi nie przepadam, a nawet wręcz bardzo nie lubię. Mówię to przy okazji wystąpienia Franciszka, którego akurat szanuję i podziwiam.
Zawsze nie lubiłem tych świąt, bo to najbardziej wariacki i trywialny czas, gdy ludzie masowo biegną do sklepów, by wydać ostatnie grosze na pierdoły, które za tydzień okażą się zbyteczne, gdy panie domu w pocie czoła w kuchni starają się wytworzyć coś, czego nie ma na co dzień i czym mogły by oczarować gości, gdy na łeb na szyję myją okna, zmieniają pościele, szorują podłogi, a my męscy współmieszkańcy tylko im bardzo współczujemy, bo akurat na takiej robocie się mało znamy, więc o pomocy im mowy nie ma. No może zakup choinki i napojów, w tym niezbędnych alkoholi, ubój karpia, wynoszenie śmieci, no i w czasie samej wigilii rozdanie a następnie połamanie się opłatkiem. Święta to, przynajmniej w Polsce kakofonia dźwięków o charakterze dziesiątek kolęd. Rzewne, skoczne ale zawsze z akcentem modlitewnym, opowiadające o dramacie życia świętej rodziny i męczeńskiego żywota maleńkiego Jezuska walającego się na sianie w towarzystwie bądź co bądź kilku miejscowych pastuchów, przybyłych mędrców z darami oraz w pobliżu rogacizny. Katolicka Agencja Informacyjna, dział naszej TV blokuje wszystkie kanały w myśl obowiązujących
wartości chrześcijańskich programami, których treść zawiera się między Ziemia Świętą a naszym polskim rozmodleniem. Jak wiemy z Pisma, akurat matka Maryja nie cierpiała w sytuacji popołogowej, bo pozostała dziewicą aż do dnia dzisiejszego. Bóg zesłał swojego syna w postaci zygoty, którą tchnął w łono Maryi, by po dziewięciu miesiącach, przy całkowitej akceptacji Józefa, oficjalnego męża Maryi zrodzić dziecko, nazwane Jezuskiem. Rogacz Józef miał w owej chwili już zagwarantowane zbawienie więc zrezygnował z ewentualnego rozwodu z niewierną. Tymczasem Jezus rósł jak na drożdżach, bo to warunki rodziny się mocno poprawiły po prezentach trzech przebogatych króli. Nie mamy zbyt wiele zapisane co robił przez trzydzieści trzy lata, oprócz epizodów, że tam gdzieś się schował i ponoć już czynił niesamowite cuda. Jedynie znany jest epizod gdy rozpijał przyboczne towarzystwo gatunkowym winem, którego cudem dostarczył w kilku beczkach. Bo jeżeli chodzi o wskrzeszenie zmarłego Łazarza, to wygląda na to, że ów cud udał mu się podobnie jak czarnemu cudotwórcy Boshoborze na Stadionie Narodowym. Po tym już mamy ostatnią wieczerzę, śmierć na krzyżu, no i oczywiście Wielkanoc, czyli „wesoły nam dziś dzień nastał”.Taki folklor typowo polski.
Bajeczki owe, ustnie przekazywane przez apostołów, a zapisane po 300 latach, wg różnych wersji przez skrybów klasztornych posłużyły do utrwalenia jednej z najpopularniejszych obok mahometanizmu, buddyzmu i wyznań azjatyckich religii. Chrześcijaństwo, które przez wieki podzieliło się w wyniku schizm i reformacji na przeróżne odłamy, niezależne od Watykanu, dzisiaj liczy grubo ponad miliard wyznawców.
Wprowadzano je mieczem, trucizną i stosem ognistym, ale się udało. Dzisiaj w XXI wieku, gdy rozum ludzki rozrósł się na tyle, by dać odpór takim współczesnym apostołom jak ksiądz Oko, Terlikowski i np. abp Dziwisz, którzy dla zahamowania oskarżeń Kościoła o pedofilie i rabunek państwowych ( i nie tylko) pieniędzy wynaleźli nowe zagrożenie dla Boga w postaci teorii gender, ten rozum właśnie pozwala roześmiać im się prosto w twarz. A szczerze mówiąc w Polsce superkatolickiej jest coraz więcej takich, co chcą się panom śmiać w twarz. Tak panie Michalik, czy to się panu podoba, czy też nie. Jest pan mało wiarygodny, szczególnie po tym, gdy na siłę bronił pan swego przyjaciela, a zarazem pedofila z Tylawy, podobnie jak JPII byczka seksualnego księdza Maciela Degollado.


Fotki od góry:

1.Chrystus XXI wieku.
2. Folklor polski
4. Środek owadobójczy.

czwartek, 19 grudnia 2013

NA OKOLICZNOŚĆ



Na okoliczność zbliżających się świąt, jak mawiał Kaźmierz Pawlak. Mam prawo go cytować, bo niemożliwe, aby w czasie świąt telewizja nie pokazała bodajże po raz setny komedii z Pawlakiem i Kargulem. Taki to wstęp.
Otóż katolicy się często zastanawiają, które święta są iście ważniejsze w roku. Czy Wielkanocne, czy też Bożego Narodzenia. Swego czasu Jan Tadeusz Stanisławski w dowcipny sposób udowadniał własną teorie o wyższości świąt Wielkanocnych nad świętami Bożego Narodzenia. Oczywiście mieściło się to w świecie rozrywki, bo każdy z nas będzie miał własne spojrzenie na ów „problem”. Wiadomo bowiem, że święta Bożego Narodzenia wiążą się ze śniegiem, a więc zimą za którą tęsknią nie tylko dzieciaki, ale i służby drogowe, bo gdyby nie śnieg to sprzęt oczyszczający ulice by zardzewiał doszczętnie co spowodowałoby niepotrzebne wydatki na zakup nowego. Postać św. Mikołaja dzisiaj się już mocno zdewaluowała, bo faceci w czerwonych otulinach już od miesiąca kręcą się po sklepach. Z kolei za Wielkanocą tęsknią rodzice i dziadkowie, bowiem jest to czas nadchodzącej, lub trwającej (bo to święto ruchome) wiosny, by wygrzać swoje kości poddając je pierwszym promieniom słoneczka. Zatem oba te wielkie święta mają swoją wartość emocjonalną, w zależności kto czego oczekuje. Z punktu widzenia okoliczności towarzyszących świętom, dzisiaj w bogatej w supermarkety i hipermarkety Polsce, nie mają one większego znaczenia, w każdym razie nie takiego jak bywało to drzewiej. Na święto oczekiwało się, by wreszcie zasiąść do przebogatego w smakołyki stołu i najeść się do syta, często narażając się na ciężką chorobę żołądka a i wątroby. Sklepy były w zasadzie bardzo ubogo zaopatrzone, ale rząd starał się dla uspokojenia ewentualnego niezadowolenia przed świętami cokolwiek „rzucić” na półki. Polacy nie narzekali raczej na brak środków finansowych, narzekali na to gdzie je wydać na cokolwiek pożytecznego, a już w okolicy świąt szczególnie. Dzisiaj jest bardzo odwrotnie. Wystawy sklepowe oraz półki i regały uginają się pod importowanymi towarami w sklepach równie zagranicznych. Upadały i upadają małe sklepiki, z których żyły całe rodziny, przynajmniej te, które dokonały rezygnacji z obsługi zmywaków w Anglii, Irlandii, Niemczech, Francji czy Skandynawii. Gorzej jest z siłą nabywczą we współczesnej Polsce. Kupa ludzi liczonej w setkach tysięcy jest zatrudniona (jeżeli w ogóle jest zatrudniona) na tzw. umowach śmieciowych za kilkaset złotych miesięcznie, często bez żadnych ubezpieczeń i składek odprowadzanych do ZUS. Z kolei, gdy cię właściciel firmy wyrzuci na zbitą facjatę ( a może to zrobić w każdej chwili) nie zawsze możesz liczyć na zasiłek dla bezrobotnych w kwocie pozwalającej zachować swoją twarz chociażby przed rodziną, nie mówiąc już o kolegach i przyjaciołach zapraszających cię do pubu, Oczywiście na ich koszt.
Twarz na tyle staje się wykrzywiona, że po paru latach nadaje się tylko do przeszczepu, co w polskiej służbie zdrowia już jest słynną specjalnością. Widocznie taka specjalność może rozkwitać tylko w kraju z niedostatkami. Tak oto rozgadałem się przy okazji rozwikłania problemu wyższości którychś świąt nad tymi drugimi. Ponieważ nie jest dla mnie żaden problem, bo katolicki Sejm uchwala co jakiś czas nowe święta na przykład Trzech Króli ( a mówią, że do stajenki przyszło trzech mędrców, bo w tamtych czasach królowie byli analfabetami), następnie rocznica wstąpienia na tron Piotrowy Karola Wojtyły, rocznica kolejnych wizyt JPII w Polsce, rocznica jego śmierci, wreszcie beatyfikacji, a niedługo kanonizacji. Następnie dzień żołnierzy wyklętych (zapewne też niedługo będzie świętem), tylko trzeba odczekać, by wymarli wszyscy ci co to pamiętają popełnione przez nich zbrodnie na setkach niewinnych istotach. Pominąwszy kilka świąt w roku odnoszących się do Matki Boskiej, mamy przecie jeszcze bardzo ważne święto Bożego Ciała, Wniebowstąpienie NMP, niedzielę Palmową, środę Popielcową, różnych świętych Stanisławów, Józefów, Andrzejów, Janów, Antonich (tu akurat w porządku), Marków, Faustyn, Jacków (z pierogami), nie mylić z Jacykowem (od mody damskiej), ani z Jackowem w polskiej dzielnicy Chicago. A więc jest co świętować. Proszę zatem się nie dziwić, że Polak pije. Pije bo musi, no bo jak przełknąć kaszankę i wiele innych dóbr przy świątecznym stole bez kłopotów żołądkowych. Mus się ratować, bo na służbę zdrowia już mało kto liczy. A zatem korzystając z okazji:...


Życzę Państwu Zdrowych i Wesołych Świąt spędzonych nie tylko przy tradycyjnym stole, ale też na świeżym, mroźnym powietrzu na łonie przyrody w towarzystwie bliskich, miłych osób.




wtorek, 17 grudnia 2013

BLOGER DLA SWOICH?

Takim się postrzegam, bowiem wśród komentujących moje teksty zwykle powtarzają się te same podpisy, jeżeli w ogóle są. Wiem, że czyta moje posty dużo więcej osób, ale nie aż tak wiele. W każdym razie dużo mniej niżeli jeszcze dwa, trzy lata temu. Nie mogę mieć do nikogo w tym względzie pretensji, a co najwyżej do siebie, że być może stałem się mniej ciekawym w swych wypowiedziach. Tłumaczę sobie jednak inaczej. Mianowicie codziennie przybywa tylko w samej Polsce tysiące nowych internautów, a więc i tych, którzy wykorzystują internet dla pokazania swej duszy innym. Fakt, niektórzy bazgrolą o d*pie Maryni, inni zaś o swoich upodobaniach do ciuchów, zwierzątek, wypraw na ryby i grzyby, ot nieograniczone ilości zainteresowań i potrzeba dzielenia się tym z innymi. Stąd prawdopodobnie dużo mniejsza jest możliwość, choćby przypadkowego trafienia na blog z tytułem:” Z IRONIĄ NA OSTRO”, czyli tego co wyraża się dość asertywnie, a może nawet zbyt asertywnie, co to tkwi w jego (umownej) duszy. Tak się pocieszam i sobie tłumaczę, bowiem nie może być inaczej w sytuacji, gdy jeszcze kilka lat temu, ochotę na poczytanie moich „wypocin” miało ok. 100-120 osób dziennie, dzisiaj taką ochotę wyraża jeno 30-50 osób. Piszę zatem dla „swoich”, tak mi się wydaje, bo najczęściej spotykam pod komentarzami takie oto podpisy, (ksywki, nicki), jak zwał tak zwał: AaaA, AA, Ja, J, Axel/rose, Amadeo, Lodzia, Gość, Nonkonformista.
No i z tego powodu bardzo mi miło. Wydaje mi się, że jesteście moimi znajomymi, a ja z kolei Waszym. Szczególnie cenię sobie miłą panią J (Jolcię), która nie zasypia przysłowiowych gruszek w popiele i znajduje czas by się do mnie odezwać swoimi przemyśleniami, mimo pobytu daleko za Odrą, ale też Nonkonformistę, młodego człowieka, postrzegającego życie bardzo na temat.. Dobrze mieć taką rodzinkę, chociażby przyjaciół. Oczywiście więcej jest jednorazowych gości na moim blogu, których opinie też cenię sobie wysoko; Były m.in. takowe jak: Kicimicia, Ulmippa, Mipolina, Były ministrant, Brumon, Polonez, MAXIXXX, Kamil, Baska, Bostyk, Ja katolik, Feromon, Warszawski Słoik, Maria Magdalena, Genek, Maniek i wielu, wielu innych. Powiem tak: Jeszcze cztery, pięć lat temu wśród komentatorów znalazły się osoby mi bardzo nieżyczliwe, szczególnie, gdy tekst posta zahaczał o problemy światopoglądowe. Oczywiście bez podpisu słano mi życzenie ognia piekielnego z jednoczesnym utytułowaniem mnie słowami sku**syn, morderca dzieci poczętych (co akurat jest teraz tematem obrad Sejmu), komuch, parszywa świnia żydowska ( nie wiem akurat dlaczego żydowska) i wiele innych epitetów, na ch,p, s, k, którymi mógłbym obdzielić tych co naprawdę sobie na to zasłużyli, szczególnie przyjaciół łojca Rydzyka. Prawie pewien byłem, że tego typu epitety otrzymam, gdy w poście odnotowałem zachłanność, rozwiązłość seksualną, oraz pedofilię kleru polskiego, albo hipokryzję niektórych
przedstawicieli prawicy, tudzież ośmieszałem wredną politykę polską w stosunku do sąsiadów. Oczywiście, ponieważ jako właściciel serwera miałem taką możliwość, to z przyjemnością, kulturalnie wyrzucałem te wszelkiego rodzaju śmieci podrzucane mi przez baby do końca zdewociałe. Dzisiaj bardzo rzadko spotykam się z epitetami, które mogłyby mnie urazić w samo serce, a nie jestem znowuż aż taki tkliwy. Moi mili komentatorzy, których wymieniłem na początku, wyrażają ten sam gust co autor bloga (niekoniecznie w całości), albo ja trafiam w ich gusta. Cenię sobie ich zdanie. Zresztą nie ważne. Ważne, że jesteśmy razem. Powiem tak: Lepiej mieć kilkoro czytelników, z którymi się nawzajem rozumiemy aż do końca, niżeli multum ludzi wzajemnie się nienawidzących i starających się wszelkimi słowy sobie dokuczyć.



Fotki od góry;
1.Życzliwa, bardzo życzliwa.
2.Kara za pedofilię
3.Koleżeńskie pocieszenie .

niedziela, 15 grudnia 2013

PATRZCIE PATRZCIE

Zanosi się, że być może już niedługo stanę się przestępcą, bo puszczam parę wodną z e-papierosa. W swoim mieszkaniu, w kawiarni, w kolejce sklepowej, w pociągu, wszędzie, gdzie nikt (najczęściej słabo poinformowany) nie zwróci mi uwagi, że para też mu szkodzi. Do takowej konkluzji, podpartej ostrzeżeniem przed rakiem, zdążają wszyscy zamówieni przez firmy tytoniowe komentatorzy i opłaceni specjalnie dziennikarze. Nie rozumiem dlaczego wykształcony człowiek, zapewne takim jest dziennikarz, jest skłonny się ośmieszać. Jak można porównać produkt spalania tytoniu, zawierający ponad 5000 tysięcy szkodliwych dla organizmu substancji, do podgrzewanego liquidu zawierającego glikol 1,2 propylenowy, glicerynę, wodę i nikotynę. Nic do końca nie jest bezpieczne. Ponoć nawet ryby zawierają w sobie ukryte dla organizmów ludzkich trucizny. Aliści wiadomo, że aby być do końca zdrowym, należy żyć w sterylnym inkubatorze, a zaciągając się parą nikotynową, każdy odpowiada za stan swoich płuc, nawet biorąc do serca wszelkiego rodzaju ostrzeżenia, a i groźby. Jedno jest prawdą. E-papierosy nie pomagają w rozstaniu się z nałogiem, bowiem nikotyna, która jest najmniej szkodliwa, uzależnia od siebie. W związku z tym, boleję, że firmy wysyłkowe sprzedają te zabawki również młodzieży, która je demonstruje w szkołach.
Można by powiedzieć, że pies jak nie ma co robić to sobie nabiał liże, ależ oni, czyli producenci papierosów wiedzą co robią. Dzięki tytoniowemu lobby państwo zyskuje olbrzymie dochody, podobnie jak z produkcji i sprzedaży alkoholu. To podstawowy monopol państwowy. Nie dziwię się więc, że od czasu do czasu zarówno na facebooku, jak również innych portalach jacyś, zwykle nieznajomi z nazwiska lub pseudonimu pismaki, powołując się na zwykle niesprawdzalne źródła straszą nas e-palaczy, że tenże erzac jest jeszcze groźniejszy od ruskich „kazbeków” albo polskich „sportów” i „mazurów”, starsi ludzie pamiętają takowe wyroby tytoniowe. Ciekawe w tym wszystkim jest to, że gdy człowiek wpisze w wyszukiwarce owe „źródło ich wiedzy”, to po prostu uzyskuje odpowiedz, że nic takiego nie istnieje. Wiem, że gdyby nie przemysł spirytusowy i tytoniowy to państwo nie miałoby pieniędzy na wypłatę emerytur i w związku z tym osobiście paradoksalnie działam jako emeryt na swoją niekorzyść, no ale trudno. Moja emerytura jest na tyle niska, że państwo jakoś sobie poradzi przez najbliższe lata. A co dalej będzie to pożyjom, uwidim. A może rzeczywiście tych co rzucają palenie lub przechodzą na parę wodną będą aresztować?. No to wtedy państwo weźmie nas na swój garnuszek, a gdy do władzy dojdą ludzie którzy myślą i oni nas uwolnią, to zażądamy wysokich odszkodowań. Dzisiaj co setny Polak uzyskuje jakoweś odszkodowanie, a to z powodu wichury lub powodzi, a to przypomni sobie, że za komuny siedział kilka godzin w areszcie, a przy tym był bity pałką milicjanta lub ormowca . Nie przyzna się, że włamał się do sklepu, albo po pijaku opróżnił skarbonkę w kościele. Prawie wszyscy internowani w
stanie wojennym wyciągają łapę po dziesiątki tysięcy złotych ze skarbu państwa i tu jest pies pogrzebany. Właśnie z takiego powodu może państwu zabraknąć kasy na emerytury, ale kto by się przejmował skoro odszkodowania dostają akurat ci, co są tu i ówdzie przy władzy. Nieszczęśliwy wypadek (katastrofa lotnicza) spowodowany niechlujstwem organizatorów wyprawy,brakiem szkolenia pilotów i wielu innymi niedociągnięciami doprowadził państwo do niewyobrażalnego rabunku pieniędzy z ojczyźnianego skarbca i to za zgodą rządu. Niektóre rodziny otrzymały nawet kilka milionów odszkodowania, ponadto pogrzeby jak i fundacja pomników też były na koszt III RP. W tej sytuacji myślę sobie, że ten milion Polaków, którzy popalają e-papierosy porzucając tytoniowe szlugi, być może zbyt wielkiej dziury w budżecie nie zrobi. A tymczasem swobodnie czekam na brygadę antyterrorystyczną, bo świadomie narażam skarb państwa na bardzo poważną katastrofę finansową.


PS: Cały ten tekst proszę potraktować z przymrużeniem oka, albo obu, ponieważ mogło by się wydawać, że namawiam abstynentów do zakupu e-papierosów. Nic podobnego.

piątek, 13 grudnia 2013

NIC DWA RAZY SIĘ NIE ZDARZA

I nie zdarzy. I zapewne z tej przyczyny zrodziliśmy się bez wprawy i pomrzemy bez rutyny. Wiersz pani Wisławy Szymborskiej, wyśpiewany przez Łucję Prus mówi prawdę, całą prawdę i tylko prawdę. Ktoś gdzieś tam napisał (nie pomnę teraz), że życie człowieka składa się z trzech faz. Pierwsza to narodziny, druga to prokreacja, wreszcie trzecia to śmierć. Nic więcej. No może nie do końca, bo w międzyczasie człowiek dokonuje jeszcze wielu wyborów, uczy się, tworzy po to by pozostawić następnym pokoleniom jak najlepsze owoce swojej pracy. Nie zdarza się dwa razy, a więc powtórnie narodzić, chyba, że daje się wiarę teorii reinkarnacji. Poprzez prokreację możemy świat wzbogacić wieloma potomkami w zależności od naszej woli. Umierać też przychodzi nam tylko raz, no i dobrze bo akurat ta faza jest smutna i mało przyjazna uczuciom wyższym otoczenia. Długość naszego żywota też jest bardzo zróżnicowana w zależności od wielu czynników takich jak wyżywienie, warunki mieszkaniowe, dostępność do dobrej służby zdrowia, klimatu oraz warunków podstawowych (m.in. higiena, sport itp.). O ile jeszcze sto lat temu człowiek żył przeciętnie 40-60 lat, o tyle dzisiaj już nie jest żadnym wyjątkiem dobrze trzymający się stulatek. Prawie w każdej gminie wójt, albo burmistrz podąża z kwiatami i umownym „koniakiem” do solenizanta (uśmiecham się), pamiętającego Piłsudskiego, Lenina, czy też Paderewskiego. Solenizanci owi otoczeni zwykle bywają gronem wnuków, prawnuków a także praprawnuków. Oni już dokonali wszystkiego co było do dokonania na tym świecie i ze spokojem oczekują tej ostatniej fazy życia. Bez specjalnych wzruszeń, jakby oczekiwali na spotkanie z tymi członkami rodu, którzy ich wyprzedzili w biegu do zaświatów, o ile nie są ateistami (agnostykami), a najczęściej, szczególnie w przypadku naszego kraju, nie są. Zdarza mi się też osobista refleksja co do długości własnego żywota.
Do setki co prawda brakują mi niecałe trzy dekady, ale negatywne odczucia zdrowotne dają się zauważyć niekoniecznie podczas szczególnego wysiłku. W tym wieku człowiek już nie spotyka się z satysfakcją ze swej pracy (bo nie pracuje), ze swej twórczości (bo pisanie bloga to co to za twórczość), z obserwacji polityków ( bo co to za politycy i partie), z dostatku materialnego (bo dzisiaj towarów jest w bród, natomiast ludzie nie maja tzw. siły nabywczej). Akurat w moim małżeństwie ludzi w jesiennym wieku ze średnią emeryturą wystarczy by pójść do kina, by kupić ciekawą książkę, by zapoznać się z treścią ulubionej prasy, by zajrzeć od czasu do czasu do kawiarni, oraz ucieszyć wnuki jakowymś prezencikiem. Mój wiek zezwala mi na leniuchowanie (którego nie znoszę), na to by w towarzystwie ukochanej drugiej „Połówki” mojego jestestwa odbyć zaplanowaną wcześniej podróż do rodziny, obojętnie czy to do miasta, czy też na wieś, do której myślami wracam coraz częściej, bo to faza pierwsza żywota, najbardziej trwała w świadomości. To nic, że późniejszy czas to szkoła jedna, druga, trzecia, wreszcie praca jedna, druga, trzecia, a nawet czwarta, to nic. Jak powiadam, pierwsza faza życia pachnąca trawą, zbożem i ogrodem, w człowieku (przynajmniej w moim przypadku) najbardziej się spetryfikowała i nie sposób wygenerować cośkolwiek z dalszego przebiegu życia, co by znalazło przynajmniej podobną namiastkę pamięci w mojej podświadomości.
Nic dwa razy się nie zdarza. No i dobrze, bo na tym pięknym (jeszcze) świecie żyje już ponad siedem miliardów homo sapiens, gdy jeszcze sto lat temu było nas tylko jeden miliard. Stoimy więc przed widmem głodu mimo postępu w rolnictwie (GMO), mimo usprawnienia upraw, tym bardziej, że ogromne połacie ziemi są wydzierane spod upraw pod wszelkiego rodzaju budowle. Nie dbamy o naturę, (kłusownictwo, bezmyślne wycinki lasów, pestycydy do zwalczania organizmów żywych, a przy okazji pszczół, napalm i wiele innej broni masowego rażenia). Zatem natura też o nas już przestaje dbać.
Dowodem tego są trzęsienia ziemi, tsunami, przeróżne orkany i trąby powodujące katastrofalne zniszczenia. Niestety ubywać nas na skalę pozwalającą dać oddech Ziemi nie bardzo będzie. Co prawda Europa Australia i Ameryka wstrzymały masową prokreację, ale Afryka i Azja (poza Chinami) niestety nie, bo Kościoły nawołują do rozrodu, a katolicki zabrania stosowania środków antykoncepcyjnych. Ponadto kontynenty te spowite są biedą, brakiem cywilizacji i nauczania. Zabobony towarzyszące życiu mieszkańców, masowe śmierci w wyniku chorób i niedożywienia wcale nie sprzyjają zmniejszeniu populacji, bowiem ambicją tych ludzi jest mieć kilkanaścioro potomstwa. Nasz JPII też się mocno przyłożył do ich nieszczęścia, zabraniając im stosowania prezerwatyw, szerząc w ten sposób plagę AIDS, ale co to Go miało wzruszać skoro już miał zaklepane miejsce u boku Ojca razem z przyjaciółmi, Pinochetem i Macielem.

środa, 11 grudnia 2013

WARTE UWAGI

Mam swoją ulubioną prasę codzienną, a i tygodniki, w których znajduje wyważone, bez zaciekłości podane czytelnikowi informacje. Bez wątpienia do takich należy tygodnik PRZEGLĄD. Redagują go dziennikarze w zasadzie o lewicowych, a może liberalno-lewicowych poglądach, ale często tygodnik na swych łamach gości całkiem innych komentatorów i autorów przeróżnych felietonów. Nigdy specjalnie na „surowo” nie
wykorzystywałem tekstów zamieszczanych w tygodniku, po to by cytować je na moim blogu, co najwyżej powoływałem się na kogoś, kto mnie zainteresował w szczególności. Tym razem postanowiłem inaczej. Bo oto ostatnie dwa numery mnie do tego sprowokowały: Nie odnotuję ich na pewno w moim sztambuchu, chociaż zastanowię się, bo naprawdę warto.
Chodzi o artykuły zamieszczone przez profesorów: Andrzeja Walickiego, Jana Widackiego, Zbigniewa Lwa- Starowicza, Stanisława Niciei, a także Tomasza Jastruna i Daniela Korbela. Ten ostatni pokazał jak polityka polska szła w latach 1938-39 ręka w rękę z Hitlerem. Za co mają ci Czesi kochać swoich braci m.in. za Karkonoską miedzą. Wystarczy, że dali nam bogobojną Dąbrówkę, sami uciekając po latach w ateizm.
*********
Pan profesor Walicki, historyk idei, członek PAN i profesor Uniwersytetu Notre Dame w USA, już kilkoma publikacjami pt. W POLSCE NIE BYŁO KOMUNIZMU, próbuje przekonywać Polaków, szczególnie tych nieco młodszych o tym , że w Polsce nigdy żadnego komunizmu nie było i że to nieprawda, iż Solidarność obaliła PRL. Realny socjalizm nie został obalony, on umarł. Istniał tylko dotąd dopóki uzasadniała to konieczność geopolityczna. Dlatego też Okrągły Stół nie został wymuszony przez
opozycję. To była inicjatywa władz, które nie chciały sztucznie podtrzymywać realnego socjalizmu, mimo że PRL była najswobodniejszym państwem od Berlina po Władywostok i traktowana z wyjątkową delikatnością w bloku wschodnim. Polacy urodzeni w III RP, nie wierzcie kłamcom z IPN. Wg. nich, po 1989 roku Polska symbolicznie wróciła do 1939 roku czyli czasów II RP. Okres PRL w polityce III RP jest dziurą historyczną. Siłą masowego przekazu podważano PRL jako państwo polskie. Zignorowano fakt, że kraj ten realizował interesy państwa w ramach istniejących możliwości i należał do wszystkich międzynarodowych organizacji. A jednak ten kraj położony na powojennych ruinach potrafił zdławić prawie powszechny analfabetyzm, pokonał plagi i choroby szerzące się z nędzy i brudu, odbudował stolicę z popiołów, oraz zbudował przemysł na miarę XX wieku. Fabryki i instytuty zgodnie z wściekłym liberalizmem Balcerowicza dostały się w ręce prywatne, po to by je rozwalić a tysiące ludzi odesłać na bezrobocie. Niszczyć wszystko co przypomina czasy PRL, oto była idea Balcerowicza i partii prawicowych. Nikt, dosłownie nikt w środkach masowego przekazu nie wspomni hasła, jakie przyświecało podpisaniu porozumienia w Gdańsku, Szczecinie i Jastrzębiu, „socjalizm-tak, wypaczenia-nie!. Miliony ludzi po roku 1990 zostało bez niczego. Często bez ziemi (PGR), środków do życia, ale też bez domów (oddawano przedwojennym właścicielom), najczęściej z naruszeniem prawa i konstytucji. Taka jest refleksja profesora Walickiego. Oczywiście słuszna, bardzo słuszna i jedynie słuszna, bo Polacy zostali bezczelnie oszukani, a skutek tego odczuwają już 24 lata.
**********
Z kolei pan profesor Widacki w felietonie DZIKIE POLA EUROPY, powraca do tego co po raz już drugi dzieje się na kijowskim Majdanie. Drugi raz, bo ten pierwszy ruch ponoć wywalczył prezydenturę Juszczence i hojne stanowisko państwowe Tymoszence przy naszym, jakże mocno zaangażowanym udziale w postaci przedstawicieli wszystkich bodajże partii politycznych działających w Polsce. Okazało się, że to wszystko było psu na budę, chociaż sam protest był uzasadniony ze względu na sfałszowane wybory prezydenckie. Psu na budę, bo nowy, mocno zaprzyjaźniony z Lechem Kaczyńskim prezydent Ukrainy od początku kadencji zaczął budować pomniki banderowcom z UPA, nadawać ich imionom nazwy ulic i placów. Podobnie zresztą jak my JPII, a także
fundować im specjalne emerytury jako nagrody za rzezie Polaków i to nie tylko na Wołyniu. Zostaliśmy z ręką w nocniku. Zażenowani i po prostu oszukani. Nowe wybory wygrał już (uczciwie) Janukowycz i chociaż to słaby przyjaciel Polaków (bardziej Rosjan) to natychmiast odebrał przywileje UPO-wcom i polecił rozwalać owe wstydliwe ukraińskie pamiątki narodowościowe. Fakt, wsadził do ciupy piękną Julię, bo okazało się, że (jak to bywa w krajach przeżartych korupcją) kradła ona na wielką miliardową skalę lokując zyski za granicą. Jednocześnie ponoć maczała wypielęgnowane paluszki w jakowyś zabójstwach politycznych (może plotki). Dzisiaj Ukraina, zachęcana przez Unię Europejską miała podpisać pakt stowarzyszeniowy. Niestety po dokonaniu kalkulacji gospodarczo-finansowych podpisu odmówiła. Stało się to zapewne w porozumieniu z Putinem, który w ramach rekompensaty też coś tam Janukowyczowi przyobiecał. A więc wyszło jak wyszło, tyle że na kijowski Majdan jeżdżą Polacy by głosić nadzieję tym co nie chcą z Putinem. Pojechał tam też nasz największy „euroentuzjasta” , czyli (wielki) mały Kaczyński. Obiecał Ukraińcom, że uczyni wszystko, by Ukraina była w Unii. Rzecz w tym, że sam Kaczyński wraz ze swoją partią woła w Polsce o wystąpienie z Unii. Zresztą nigdy nie był za wstąpieniem Polski do Unii, hipokryta obrzydliwy jeden, ale innych namawia, byle nastąpił jakikolwiek zgrzyt w relacjach z Moskwą. Autor pisze, że gdyby doszło do konfliktu zbrojnego na linii Moskwa- Warszawa, to wzorem idoli z II RP, powszechnie zresztą szanowanych w III RP, nasz rząd i prezydent spieprzali by za granicę, zabierając ze sobą złoto i... składki OFE. Bo ja Kaczyńskiego, Komorowskiego czy Tuska z bronią w ręku, choćby rewolwerem wyobrazić sobie za nic nie mogę.
************
W podobnym tonie wypadki na Majdanie opisuje Tomasz Jastrun. W felietonie BUNT WAGI SUPERCIĘŻKIEJ. Jastrun zżyma się z humorem z wypowiedzi pisioli: „Minister Sikorski nie pojechał do Kijowa, Tuska też nie było i Komorowski stchórzył. Tylko prezes miał odwagę” Jak dzieciak, stanął koło superciężkiego Kliczki, tylko mu głowa wystawała.
Bohater, zbawca świata, czego on tam szukał, nie wiadomo bo, Janukowycz został wybrany w demokratycznych wyborach. Na Ukrainie nie ma dyktatury, jest tylko koślawa demokracja. Coś na kształt polskiej przed 1989r. Rzecz w tym, ze Polska w sprawach ukraińskich nie ma nic do powiedzenia. Wymiana handlowa między naszymi krajami oscyluje w granicach 1 procenta, gdy tymczasem z Niemcami ponad.7 procent, a Niemcy się jakoś nie wciskają w politykę Janukowycza panie zbawco świata Kaczyński.
**********
Profesor Nicieja, -rektor Uniwersytetu Opolskiego, Ślązak zakochany w mieście Lwów, pięknym tekstem przybliżył nam tę perłę, do której wzdycha aż tylu starszych wiekiem Polaków. Odkrywa na nowo Cmentarz Łyczakowski, oraz tam leżących wybitnych naszych rodaków. Miło było poczytać, bo napisane sercem Polaka.
**********
No i na koniec felieton pana Lwa Starowicza, znanego profesora seksuologii.pt. PRZYCHODZI KSIĄDZ, EWENTUALNIE POLITYK DO SEKSUOLOGA. Pan Zbigniew w dwóch kolejnych PRZEGLĄDACH wypuszcza na światło dzienne szczegóły zachowań owych pacjentów w osobach księży, sióstr zakonnych, oraz polityków prawicowych, szczególnie tych, którzy na sali sejmowej oraz w wypowiedziach medialnych starają się być świętszymi od papieża. Opisuje w jaki sposób skradają się do niego by wyleczyć się z choroby nabytej w czasie przypadkowego seksu, z przedwczesnego wytrysku, ale też z niemocy płciowej. Pytają, jak utrzymać kochankę i jednocześnie sutannę. Zakonnice z kolei mają problem z orgazmem. Domyślam się, że przy masturbacji. Opisuje ich dwulicowość, obłudę, fałsz i hipokryzję. Ich wizyty u seksuologa najczęściej są ostatnim dniem znajomości z panem Starowiczem, bowiem taki poseł PIS, a nawet PO stara się potem nie zauważać pana profesora, a o słowie dzień dobry już nie ma mowy. Co innego opowiada u mnie w gabinecie, a co innego na sali sejmowej. Tylko politycy z opcji lewicowych są bardziej tolerancyjni i otwarci oraz
liberalnie nastawieni do spraw seksu. Wśród prawicowców jest więcej kryptogejów, bo
homoseksualizm jest niezgodny z linią ich partii. Kryptogeje często publicznie są homofobami, albo są wrogo nastawieni do seksu w ogóle. Profesor powiada, że od dawna nie zaskakuje go, że życie intymne danego polityka znacznie odbiega od publicznie deklarowanych poglądów. Stwierdza też, że wśród księży homoseksualistów jest proporcjonalnie więcej niż wśród reszty społeczeństwa. Dotyczy to również pedofilii panowie Terlikowski i Oko. Pan Lew na koniec zadaje sobie pytanie: Czy w państwie, którym rządzą aż tacy fałszywi i wypaczeni psychicznie politycy, możliwe jest wprowadzenie do szkół przedmiotu, który by nauczał młodzież jak postępować ze swoim życiem na styku z seksualnością? Nie!, bo dodatkowo na ich uczynki sejmowe patrzą przełożeni w sukienkach i habitach.

Fotki od góry:
1. Ucieczka rządu w przypadku konfliktu zbrojnego z Moskwą.w karykaturze.
2.Prof. Andrzej Walicki
3.Prof. Jan Widacki
4.Lwowiacy
5.Tylko pod tym krzyżem, tylko pod tym znakiem.



niedziela, 8 grudnia 2013

GENDER

Słowo jakże (wg Kościoła katolickiego, diabelskie), wprost nienawistne w stosunku do ludzkości w pojęciu wyznawców Chrystusa Króla, albo jego egzekutorów. Słowo dla nich tak obce jak Turczyn w bibliotece Ojca Świętego. O gender nikt nie słyszał jeszcze kilka lat temu, no i dobrze bo słowo oznacza nic innego jak: płeć kulturową, płeć społeczną, inaczej mówiąc społeczno-kulturową tożsamość płciową, albo sumę cech, zachowań, stereotypów, ról płciowych przyjmowanych przez kobiety i mężczyzn w ramach danej kultury w drodze socjalizacji, nie wynikających bezpośrednio z biologicznych różnic w budowie ciała pomiędzy płciami, czyli dymorfizmu płciowego. Gender, czyli kulturowy komponent , przekazywany jest poszczególnym jednostkom w sposób performatywny, czyli poprzez uczenie się, odgrywanie i powtarzanie zachowań innych osób tej samej płci. (Zacytowane terminy można sobie sprawdzić chociażby  w encyklopedii). Tyle mądrości, które nam głoszą socjolodzy i filozofowie, ale by to zrozumieć wystarczy troszkę pomyśleć, a nie słuchać księdza Oko, który w swych wypowiedziach słuchaczom tak zaplącze w głowie, by uznali, że jego słowa są święte, a świętych słów nie należy poddawać jakiejkolwiek egzegezie. Niedawno ten temat poruszał ksiądz (a jakże też profesor) na uczelni jak najbardziej świeckiej w Poznaniu, mieście mi bliskim z tytułu mojemu życiorysowi. Komentatorzy doniesień prasowych pisali z oburzeniem: Dość tego, bo katolicka moralność to oksymoron. Najlepszy sposób na zakłamanych zboczeńców w czarnych sukienkach to uderzyć ich po kieszeni. Wtedy wpadają w panikę, a to jest najfajniejsze. Ich mizoginizm, czyli nienawiść do płci żeńskiej jest głoszony chociażby właśnie poprzez ów gender. Gdyby pani poseł Grodzka z
kobiety zmieniła płeć na męską, a do tego przywdziała sutannę, kto wie czy nie zrobili by z niej świętą za życia, niestety stało się odwrotnie i teraz musi znosić ból zadawany jej przez tolerancyjna Polskę. Tyle, że gender nie bardzo się komponuje z transseksualizmem. Kościół jest zakłamany, ale tylko w postrzeganiu ludzi myślących i zdaje on sobie z tego sprawę jak najbardziej. Ten zawód jest w istocie wygodny dla nierobów z delikatnymi rączkami. „Używajmy papiestwa teraz, gdy Bóg nam go dał", albo "Patrzcie, co bajka o Jezusie Chrystusie dla nas zrobiła. Mamy władzę i pieniądze”, powiedział papież, bodajże Leon X na zlocie fioletowych w Watykanie. I to wystarczy dla tych co myślą. A gender, no cóż, to kolejny sposób na chwyt ciemnoty za gardło i sakiewkę, panowie Oko, Terlikowski i cala plejada tych co wszelkimi sposobami chcą zakłócić proces oczyszczenia Kościoła z pedofilii.

czwartek, 5 grudnia 2013

MNIEJSZOŚCI INTELEKTUALNE

Naszła mnie ochota na chłopskie filozofowanie. Jako że w naszym kraju słowo „mniejszość” robi zawrotną karierę z przeróżnych powodów, podobnie jak słowo gender dzięki niezbadanej chorobie biskupów, przeto podjąłem amatorską próbę dokonania systematyzacji owych mniejszości. Wnioski są następujące: Prawie w każdej dziedzinie życia mamy mniejszości i większości, zaś w Polsce w szczególności, a może i nie. i tak:
Mniejszości narodowościowe ( Rosjanie, Niemcy, Białorusini, Ukraińcy, Czeczeni, Żydzi, Łemkowie, Ormianie, Afrykanie i Azjaci z przeróżnymi kolorami skóry, posługujący się przeróżnymi językami i narzeczami.
Mniejszości religijne (protestanci, prawosławni, wyznawcy Jehowy, Allacha, Buddy, Potwora Spaghetti, Adwentyści Dnia Siódmego, Zielonoświątkowcy, Judaiści, oraz inne rozproszone wyznania religijne bardziej lub mniej chrześcijańskie, lub wręcz obce chrześcijaństwu.
Mniejszości rasowe ( czarni, żółci, czerwoni, Mulaci, Metysi i wszelkiego rodzaju krzyżówki).
Mniejszości płciowe. Mężczyźni wyraźnie są w mniejszości. 97/100.
Mniejszości ze względu na orientację seksualną ( geje, lesbijki, transwestyci), wreszcie zboczeńcy typu... pedofile.
Mamy też podziały na mniejszości i większości ze względu na wyznawane przekonania polityczne (partia rządząca i opozycja), a także urodzenia (te tradycyjne lub z in vitro), smakowo- żywieniowe, zawodowe, umiłowania do pracy i porządków, ochoty do zabaw, alkoholu, narkotyków i diabli wiedzą jeszcze jakie.
Wszystkie te mniejszości i większości razem wzięte można ulokować w jeszcze jednym podziale, a mianowicie w mniejszościach i większościach INTELEKTUALNYCH. Wiemy, że w Polsce podobno ok. 30% ludzi dorosłych nie rozumie Dziennika Telewizyjnego, ale też kazań kościelnych, szczególnie głoszonych przez co bardziej inteligentnych duchownych. Zapewne mniejszość w tym podziale stanowić będą profesorowie uczelni oraz nauczyciele, inżynierowie, konstruktorzy,
lekarze, pisarze, eseiści, twórcy kultury, słowem cała polska inteligencja, oraz dość przeważająca część księży (chociaż nieraz mam w tym względzie wątpliwości, jak oni postrzegają i tłumaczą słowo gender, a także nieustępliwie głosząc, że ziemia co prawda już nie jest płaska, ale została stworzona dziesięć tysięcy lat temu). Przodują w tym księża redaktorzy Radia Maryja z doktorem Rydzykiem na czele, oraz dla wielu „mesjasze” tacy jak ks. Oko i Terlikowski. I dlatego tych apostołów ciemnoty zaliczam do jakże by inaczej, mniejszości intelektualnych, mimo tego, że są obdarzeni tytułami katolickich uczelni. Absolutnie w tej kategorii mieszczą się właśnie ci, dla których książka i prasa to katorga umysłu, a więc w masowej przewadze rolnicy bez wykształcenia specjalistycznego (lub jakiegokolwiek), robotnicy fizyczni z podstawówką, włóczędzy, kibole, obiboki, bo jak się okazuje to nawet więźniowie osadzeni w aresztach nabierają co nieco ogłady, bo z nudów wypożyczają książki. Mowa o więźniach wywodzących się z nizin społecznych, a takich mamy najwięcej. Można ludzi jeszcze podzielić na zapobiegliwych, zabezpieczających się przed ewentualnym nieszczęściem, oraz tych
co to im wszystko „zwisa”. Można, a jakże też widzieć w grupie większościowej tych, co już dzisiaj budują sobie pomniki i poprzez religijność zabezpieczają sobie obiecane miejsce w niebiosach, oraz tych co wykluczają jakąkolwiek religię, a więc i jakiekolwiek zbawienie wieczne. Są amatorzy prostytutek, ale też różnych wróżb i guseł, diabłów i potworów.

Wiem, że ten podział nie jest doskonały, bo Polacy jak każde społeczeństwo stanowią konglomerat o przeróżnych podziałach. I dobrze, bo na tym polega demokracja, o która walczyliśmy jako naród. Rzecz tylko w pluralizmie i poszanowaniu odmienności, która to nazywana jest ową mniejszością, a niestety w naszej ukochanej III RP każda odmienność nazywana jest aberracją trudną do zaakceptowania przez większość tejże większości.
Zachowujemy się nie rzadko jak ludzie absolutnie inni od tych co publicznie okazują odmienność. Atawistyczne spoglądanie na nich z brakiem empatii, ale nawet wrogością, nie jest wyjątkiem. „Polska dla Polaków” albo „wielka Polska katolicka”, to co prawda hasła nazistów i faszystów, czyli też jakiejś tam mniejszości, ale powtarzane wielokrotnie czynią spustoszenie jak rak w organizmie naszej całej Ojczyzny.

Fotki od góry:
1. Wszystko jedno w co, niezależnie od rasy i religii.
2.Przezorny zawsze ubezpieczony.
3. Poseł Kalisz od dzieciństwa bardzo tolerancyjny
4.Popularni aktorzy odgrywający większość intelektualną w serialu "Rancho".

wtorek, 3 grudnia 2013

BUFON, CZYLI CIENKI BOLEK

"Gdybym tam pojechał to do tego by nie doszło, obserwowałem z boku i wiedziałem co robić, ale Kwaśniewski i inni położyli te sprawy na łopatki.” Kto tak powiedział?. Oczywiście nasz były prezydent z bożej łaski, zarozumiały bufon, wybawca świata przed komunizmem. Nasz najlepszy towar eksportowy. Czyżby?.
Używając w tytule słowa Bolek, nie mam na myśli absolutnie przypisywanego mu przez IPN pseudonimu przy domniemanej współpracy z bezpieką, bo mnie to
akurat mało interesuje. Słowo Bolek używam w kontekście jego oceny, jak to się mówi całościowej, dlatego dopisuję mu przymiotnik cienki. Cienki Bolek, bowiem potrafi się określać buńczucznie mężem opatrznościowym tego świata, a w gruncie rzeczy jego moc polityczna jest równa Kaczyńskiemu, mocnemu w gębie, który w zestawieniu z bokserem Kliczko wyglądał jak Pat i Patachon. Wypowiedź jego zacytowana na wstępie nie jest przypadkowa. Lubi się chełpić jako mąż stanu z którym się ponoć świat polityczny liczy. Akurat to taka prawda, jak ta, że ślepy się iskał. Tylko przychylne media, które robią z nim wywiady, by się ukradkiem pośmiać z przemądrzałych wypowiedzi, a jednocześnie pompować w ten balon coraz więcej powietrza. Fizycznie to Wałęsa już jest mocno przepompowany, gdy patrzymy na jego fizjonomię, stąd zapewne taka bufonada, ale racja stanu wymaga podtrzymywanie jego image, bo póki co prawica uznaje jego wprost niewymierne zasługi jako działacza i polityka dla kraju; A kto ma rozum i swoje lata ten wie, iż mowa, że osobiście obalił komunizm jest mitem jak wyprawa Czerwonego Kapturka do babci mimo wilczego zagrożenia. Że, sam załatwił wyjście z Polski wojsk rosyjskich to mit drugi. Że gdyby pojechał na Ukrainę w odpowiednim czasie to byłaby ona z pewnością już dwudziestym dziewiątym członkiem UE. Gdyby miał nieco wyobraźni politycznej, wiedziałby, że zarówno na odzyskanie niepodległości przez Polskę w 1918 roku, jak i odzyskanie wolności w 1989 roku wpłynęły odpowiednie uwarunkowania polityczne u naszych sąsiadów i na świecie.
Lech Wałęsa, nasz były prezydent z bożej łaski, a praktycznie to z łaski Tymińskiego oraz jego czarnej teczki noszonej jako postrach polityków, jest naprawdę cienkim Bolkiem. Bardzo cienko wypadł już w czasie pobytu jako internowany w Arłamowie, gdzie uzupełniał alkoholowe płyny w organizmie niszcząc w ten sposób skutecznie socjalistyczną gospodarkę. Bilans butelek opróżnionych z wódki, koniaków, szampanów i piwa był „wstrząsający”. Ponoć można by było pobudować z nich długi kawał muru. Jak wielu Polaków słuchałem nadawanej przez telewizje komunistyczną rozmowy-bełkotu nagranego bez jego wiedzy podczas spotkania w celi z bratem. Ich dialog złożony z kilkuset słów , których prawie każde zaczynało się na k, p, d i ch, wystarczająco usprawiedliwiał wypite hektolitry poprzez okres internowania. Pokazał wtedy swój chłopski charakter wyniesiony z domu rodzinnego pod Lipnem. To było bardzo żenujące mimo okazywanych mu przez opozycję sympatii. Pomimo to jak wiemy cienki Bolek został mieszkańcem Pałacu
Namiestnikowskiego, bo powiadano nam tubalnie, ze stanowi on jedyny ratunek przed człowiekiem, który ponoć maltretuje żonę z pochodzenia Kolumbijkę i do tego chyba nie katoliczkę. Dzisiaj, dzięki publicznej wypowiedzi pani Danuty wiemy, że pan Lech wychowując ośmioro potomstwa też nie zachowywał się zbyt grzecznie. Żenujące były jego wypowiedzi jako prezydenta w stosunku do członków rządu i osób wykształconych wyżej, niżeli on absolwent podstawówki, a tym bardziej osób wiekowych. Jego chamstwa doznał m.in. Jerzy Turowicz, zasłużony dziennikarz i polityk o niezwykłej skromności. Dzisiaj, już od wielu lat Wałęsa jest na emeryturze, klikając coś w swoim instytucie, który powołał z ludzi mu służących za prezydentury. Oni też piszą mu wystąpienia na amerykańskich uniwersytetach. Odczytuje je jako własne przemyślenia i kasuje pieniądze jako wybitny mąż stanu i do tego laureat Nagrody Nobla. Ta nagroda to był akt polityczny. Jeszcze jeden gwóźdź do trumny PRL, ale nie ważne były metody, liczyły się skutki. Jedno jest pewne, że człowiek i jego przekonania mimo upływu lat, mimo obracania się w przeróżnych towarzystwach mało się zmieniają. Niektórzy mówią, że nasz były prezydent to wielki demokrata. Otóż absolutna to nieprawda. Jest pospolitym chamem, dlatego zasługuje na epitet cienki Bolek. Tusza napompowanego Lecha nie odpowiada temu epitetowi, ale jego wypowiedzi już najzupełniej tak. Jest bowiem homofobem i katolickim dewotem. Nosi obrazek Matki Boskiej w klapie marynarki, a być może i piżamy a jednocześnie nie ma najmniejszego szacunku dla ludzi o odmiennych orientacjach seksualnych. Posłów i posłanki o innej orientacji seksualnej chce izolować wzorem przedwojennych gett ławkowych, sadzając ich pod ścianą, a nawet za ścianą wpędzając w zażenowanie cały świat, jako że jak sam powiada należy do dwójki obok JPII, do najsłynniejszych Polaków w świecie. Przypuszczam, że już niebawem się okaże, że obaj panowie byli siebie warci, bo świętość JPII miała wiele wad, o których trudno wyczytać w wyznaniowej III Rzeczypospolitej, ale od czego mamy internet. Śpiewa narodowy hymn w czapce ohyda,(foto). Taki to cienki Bolek, którego „chwałę i sławę” podtrzymuje polska prawica poprzez zakłamane media, a tymczasem ludzie piszą tysiące komentarzy na jego temat po wypowiedzi w sprawie zamieszek w Kijowie i odmowy złożenia podpisu dot. stowarzyszenia z Unią przez Janukowicza. Powtarzam, tysiące wypowiedzi, wszystkie, dosłownie wszystkie, w treści podkreślającej oburzenie m.in. taki:
Czy ten nadęty oszołom z którym już własna córka nie chce rozmawiać, żona ma go dość, a synowie są pomroczni , naćpał się blekotu czy konopi Palikota ?Takich
głupków i zarozumialców jeszcze po wojnie nie było, nawet Bierut i Rokossowski
przy nim to poważni politycy”. Napisał komentator podpisujący się nickiem PRAWDA. Ja dodam tylko, że Rokossowski to wybitny dowódca II Frontu, obrońca Stalingradu, marszałek 2 państw. Jak można go porównywać do .... kaprala.
Na temat tegoż narodowego bohatera pisałem już kilka postów. We wszystkich starałem się uwypuklić jego swoisty idealizm, ale po wypowiedzi dla TVN24 z dnia 1 grudnia nie wytrzymałem i postanowiłem go obnażyć, tym bardziej, że dołączam wyłącznie do tych tysięcy zniesmaczonych. Jeżeli mieli niektórzy (łącznie z Wajdą) jeszcze cień wątpliwości co do honoru Wałęsy, to śmiało teraz mogą mówić po kolejnych wywiadach udzielonych przez niego w telewizji. CIENKI BOLEK GADAŁ.

Fotki od góry:
1.Wałęsa w czapie w czasie hymnu narodowego.
2.Bardzo wymowne zdjęcie - partnerstwo.
3.Obłudnik, co to sam chce wystąpić z UE.


niedziela, 1 grudnia 2013

POMOC Z ZAŚWIATÓW

Tak mi dopomóż Bóg. Tę formułkę, najczęściej bezmyślnie, ale za to widowiskowo, z ręku na sercu, wypowiadają wszyscy prawicowi „cwaniacy”, którym udało się dzięki propagandzie wyborczej i łaskawości samych wyborców dostać do koryta sejmowego, senatorskiego, albo też na poziomie województwa, powiatu i gminy. Niech ludzie widzą, a co!.”Tak mi dopomóż Bóg”, wypowiadają demonstracyjnie, śledząc jednym okiem czy patrzy na nich kamera, bo w tym momencie absolutnie nie myślą o żadnym bogu, a wyłącznie o karierze, dzięki której urządzą nie tylko siebie, ale też całą bliższą i dalszą rodzinkę. Po kilku miesiącach, a najczęściej latach społeczeństwo przygląda się tym bardzo oddanym Bogu i wtedy zauważa, że cały ten happening demonstracyjny to tylko kit i hipokryzja do dużej potęgi, ale przecież ludzie nie będą mu pamiętać tego umiłowania Wszechmogącego. Po latach widzimy już oficjalnie, dzięki mediom, że taka prośba do Boga to naprawdę wielki kit, chyba że tenże Bóg miał go osłaniać przed ściganiem za czynione przestępstwa. Wyborcy zapoznają się ze złodziejami, oszustami, cwaniakami zarządzającymi wielkim państwowym majątkiem, a którymi już zajęła się CBA lub NIK. Ktoś powie, że takie jest życie, a życie to teatr. Może Szekspir miał rację?.
Po sześciu latach rządów Donalda Tuska i jego kompanii Skarb Państwa świeci pustkami, a zadłużenie sięga 1 biliona zł. Te kredyty spłacać będą jeszcze nasze wnuki i prawnuki, przeklinając rozrzutność swoich dziadów i pytając, na co poszła ta kasa. Osobiście pamiętam, że wszyscy, którzy zostali wyrzuceni z posad państwowych ze względu na
złamanie prawa, a często nawet aresztowani po pozbawieniu ich immunitetu, to są ludzie co to wzywali Boga do pomocy. Nie będę przywoływał szeregu nazwisk tych „bogobojnych”, bo w stosunku do wielu toczą się śledztwa, a co najwyżej mógłbym się posłużyć pierwszą literą nazwiska, ale przecież każdy wie o kogo chodzi, bo telewizja, prasa i radio aż huczy. Tak mi dopomóż Bóg, to slogan nic nie mówiący, o tym wiedzą ci którzy je wypowiadają, ale też wiedzą co zyskują w oczach wyborców katolickiej Polski, w oczach episkopatu, a wielu z nich nawet w oczach Rydzyka, szczególnie dotyczy to polityków Prawa i Sprawiedliwości, przywiązanych do fioletu jak rzep do psiego ogona. Okazuje się, że wielu posłów liberalnej, ponoć świeckiej Polski także wpadają w sidła bogobojnej hipokryzji. Mniemam, że tylko dla oka, bo w końcu PO i PIS, jak wielokrotnie pisałem to jedna rodzina z korzeniami sięgającymi AWS. To, że znaleźli się w PISIE lub PO, to tylko podział tej wielkiej grupy solidarnościowej na dwie drużyny w celu wymiennego zagospodarowania Polski. Dla wszystkich naraz zabrakło by stanowisk, trzeba pauzować na zmianę, chociaż chciałoby się być przy korycie w nieskończoność. Dzisiaj, gdy patrzę na Hofmana, który demonstrował przed kobietą publicznie swojego fallusa, (ponoć ładny, podobny do właściciela), a który przekręcił KGHM na duże straty załatwiając zatrudnionej

tam żonie lewe L4, podobnie klub Zagłębie Lubin. Drzewieckiego, co to na polityce sportu dorobił się willi i innego majątku na Florydzie, gen Skrzypczaka, moralnego degenerata WP, zasłużonego z jakiegoś powodu dla PO, co to ustawiał przetargi na miliardy złotych, Nowaka zakupującego zegarki za kilkadziesiąt tysięcy złotych (na pewno nie z własnej kieszeni), albo tych wiceministrów MSZ i MSW, którzy usłyszeli ostatni dzwonek do rabunku majątku narodowego liczonego w miliardach złotych, bo być może Platforma przegra kolejne wybory i Eldorado się skończy. Nawiasem mówiąc minister Nowak jeszcze jako szczenie 17 letnie nosił teczkę dzisiejszemu premierowi. Premier w podzięce życzy mu pomyślnego wyjścia z opresji prokuratorskiej na oczach całej wierchuszki PO i telewizji. A nawet taka Pitera co to podlizując się premierowi nalatuje na tych, co w drodze oszustw i przekrętów doszli do własnych willi, a sama za prezydentury warszawskiej Lecha Kaczyńskiego wykręciła prawie darmo solidne mieszkanie dla członka rodziny. Pitera miała być wyrzucona z PO już dawno, ale jakoś ją sobie premier zatrzymał, a jej ponoć jedyny dorobek jako osoby odpowiedzialnej za walkę z korupcją, to złapanie kogoś z PIS na zakupie kartą służbową kilograma ryb za 7 złotych. A te miliony złotych wypłacane na nagrody przeróżnych urzędników z PO. Premier na boisko by pograć sobie w „gałę” jest wieziony aż trzema limuzynami. Lata kilka razy w tygodniu samolotem do Gdańska. To jak w końcu nasze państwo ma być bogate?. Niestety ryba śmierdzi do głowy. To tylko przykłady, które mi się nasunęły na myśl. W każdym razie władze doją te nasze państwo wszystkimi cycami wymiona. Przecież prosili o to Boga, a wymiona na to pozwalają. Buntu na wzór Kijowa nie widać.

Wszyscy oni głośno i wyraźnie patrząc w oko kamery, trzymając się za "skołatane" pracą trzy dni w tygodniu serca, wykrzyczeli słowa „tak mi dopomóż Bóg”.Ja nie dziwie się postępowaniu i wypowiedziom ludzi chorych z nienawiści, typu Cejrowski, Sobecka, Macierewicz, czy dziesiątki innych, ale ponoć do wyborów stają ci co mają z grubsza
poukładane w główkach. Okazuje się, że jesteśmy jako Polacy uwięzieni w klinczu krzyża sejmowego, którego zwisu bronią jak niepodległości wszyscy sejmowi posłowie poza SLD i Twoim Ruchem. Dla PSL, PIS PO, PJN i SP ten kawałek drewna na którym przybito żelazo w postaci ich umęczonego Chrystusa jest gwarantem powodzenia. To ich amulet szczęścia, w XXI w. To jedyna ich konstytucja państwa, bo innej wraz z całym Kościołem katolickim, któremu ładują majątek państwowy, nie przestrzegają. Nie przychodzi im do tych mocno opustoszałych mózgów, że im bardziej zakorzeniona religia, tym państwo coraz biedniejsze. Powiem szczerze: Jak słyszę głośne zawołanie posła, że prosi o pomoc Boga, to odnoszę większe przekonanie, że jest to z gruntu rzeczy poseł fałszywy, gotów do zagospodarowania części narodowego majątku do własnych, wymarzonych celów.

Fotki od góry:
1. Bogobojny właściciel pięknego fallusa
2.Święty Wojciech C.naczelny świr III RP.
3.Polskie uwielbienie krzyża (wg prasy niemieckiej)
4.Doić, doić, doić, ile się tylko da.





POLSKA I WATYKAN W ŚWIETLE KAMER

Kto atakuje Kościół ten atakuje Polskę, krzyczał Jarosław Kaczyński, licząc na rewanż i łaski politycznego wsparcia ze strony episko...