środa, 29 maja 2013

ZGRZYTY


Zgrzyty jak podczas skrętu tramwaju, poruszającego się po krzywych torach. Zgrzyty w polityce, a konkretnie w partii, która nami rządzi od lat ponad pięciu. Wydawało się, że porządzi jeszcze kilka lat, a może i w nieskończoność, bowiem pan Donald Tusk swego czasu „ubolewał”, że nie ma z kim przegrać. Okazuje się, że już ma, bowiem konkurentów znajduje u siebie, tu i teraz we własnej ponoć bardzo europejskiej partii ludowej, czyli w Platformie Obywatelskiej. Europejskiej, co podkreśla przy każdej okazji, ale niestety wyłącznie w sensie werbalnym. Przez te pięć lat ta ponoć postępowa partia nie wprowadziła w życie dla Polski ani jednej ustawy, która świadczyłaby o jej europejskości. Nie wprowadziła bo nie mogła mając w swych szeregach około czterdziestu posłów, których miejsce jest gdzieś w okolicach Prawa i Sprawiedliwości, a konkretnie przy Kaczyńskim i Macierewiczu. Tych czterdziestu rozbójników na czele z Ali Babą o nazwisku Gowin, ksywka szajba, od lat przy każdej okazji podkładało mu kłody. To wyglądało tak, jakby to byli tajni wysłannicy Jarosława K. Mandat platformerski „gowinowców” gwarantował fiasko uchwały wszystkich ustaw wynikających z potrzeby dostosowania Polski nie tylko do wytycznych Karty Praw podstawowych, ale też utrzymywał dotychczasowy constans podległości państwa hierarchom kościelnym. A notowania Platformy spadały na łeb na szyję. Początkowo PO sądziła, że jest to przypadkowe i jak zwykle PIS zajmie zaszczytne drugie miejsce. Okazuje się, że jest to tendencja stała i od kilku już tygodni Kaczyński zaciera rączki. Na dodatek człowiek, którego Tusk dla uspokojenia jego niepohamowanych ambicji mianował ministrem sprawiedliwości swojego rządu, wystosował do członków partii list , który nazwał manifestem odnowy Platformy. Zawarte w nim sformułowania chwalą dokonania partii i rządu, ale tylko w zakresie jego osobistych dokonań. A więc jego program likwidacji wielu placówek sądowych, oraz ułatwienie dostępu do niektórych zawodów, w tym taksówkarzy. Te akurat pomysły okazały się mało trafne i w gruncie rzeczy wywołały duże niezadowolenie społeczne. Działania Gowina miały rzecz jasna inny cel. Po prostu miały osłabić pozycję lidera partii. Gowin już nie kryje, że chciałby przewodzić Platformie i w przyszłości zasiąść w fotelu premiera. Ma już posłuszne kadry na stanowiska ministerialne. Przypuszczam, ze to Żalek, to Biernacki, który by się ostał po klęsce Tuska, to Godson ( a co, skoro w polskim Sejmie mamy transwescytę, to i ministrem państwa Słowian mógłby zostać czarny pastor z Nigerii), a i część ludzi Kaczyńskiego zmieściła by się w ekipie Gowina. Nie ma co lać krokodylowych łez, skoro przez te pięć lat miast wywalić wewnętrzną opozycje na zbitą twarzyczkę, obłaskawiał ją stanowiskami, premiami i obiecankami. Tusk nie czytał prasy opozycyjnej, a tam miał wytyczne jak na dłoni. Cieszył się z klakierstwa mediów mu przyjaznych, takich jak TVN czy Gazeta Wyborcza. A o Gowinie jeden z światłych jego kolegów pisze:
Nie przeminie jednak to, co mnie boli najbardziej - że oto na naszych oczach spala się człowiek, który był uważany za połączenie polityka i idealisty, kogoś kto przedkłada wartości nad polityczne kalkulacje. Tymczasem ostatnie dni pokazały, że odwrotnie - dla Gowina „wartości”, o które walczył, stały się tylko środkiem do celu, jakim jest de facto obalenie Tuska.”
Donald Tusk ma jeszcze ponad rok do eurowyborów. Wynik głosowania będzie probierzem i prognozą na wynik kolejnych wyborów parlamentarnych.
Po wystąpieniu ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina, który z trybuny sejmowej oświadczył, że projekty ustaw o związkach partnerskich są sprzeczne z konstytucją - w klubie PO rozpętała się burza. Zwłaszcza, że wszystkie trzy przepadły głosami 46 posłów tej partii. Wtedy na samej burzy nie powinno się zakończyć. Ponieważ Gowin wystąpił przeciwko własnemu rządowi, który jako żywo reprezentował, należało go w trybie natychmiastowym wyrzucić. Dzisiaj zapewne premier żałuje swojej dobroduszności, ale już niestety jest po ptokach. Chwalą go za to w PISie. Chwalą, bo tak trzeba. Jedno jest pewne, że gdyby Gowin był w PiSie to już dawno by go wychrzaniono jak, Ziobrę, Jurka, Dorna, Kurskiego, Kempę, Kamińskiego, Bielana, Kowala i wielu innych, którzy ośmielili się mieć inne zdania od zdania Kaczyńskiego i dlatego obrona Gowina przez PiS to gigantyczna hipokryzja - ale oni już tak mają. W sytuacji, gdy premier Tusk nagłośnił efektowne akcje typu walki z pedofilami, z księżmi, że już nie będzie przed nimi klękał, że pozamyka dilerów narkotykowych, po czym spoczął na laurach, Gowin to skrzętnie wykorzystał, tym bardziej, że ciche niesnaski wewnątrz samej Platformy (Schetyna-Tusk) są na jego korzyść. Osobiście już specjalnie jako taką polityką partyjną się nie przejmuję, ale to co się w tej chwili wyrabia na politycznej scenie III RP wszystkim potencjalnym wyborcom Platformy, do których się sam zaliczałem musi się podnieść wskaźnik adrenaliny. Gdyby chociaż w gospodarce państwa działo się coś pozytywnego, ale zielona wyspa Tuska niestety tonie. Narasta fala faszyzmu i antysemityzmu. Wciąż rośnie bezrobocie.
Polacy uciekają na inne prawdziwe wyspy, gdzie zapowiadają stałe osiedlenie się. Wskaźnik narodzin podły, bo nasze kobiety jeżdżą się skrobać za granicę ponieważ nie widzą szans na dostatnie życie potomstwa w Ojczyźnie, dług państwa rośnie w arytmetycznym postępie , inflacja też, prasa donosi o milionowych przekrętach nawet na szczytach władzy. Przekupne sądy w swojej „niezawisłości” krzywdzą ludzi, płace nie rosną, a często są obniżane, za to rosną kadry administracji na wszystkich szczeblach, obsadzane przez rodziny i znajomych królika. Przoduje w tym koalicjant Donalda Tuska, PSL. Polacy najdłużej z wszystkich krajów europejskich pracują i jednocześnie najmniej zarabiają. Bareja miałby co robić.  W tej sytuacji nie dostrzegam przysłowiowego światełka w tym tunelu i po omacku uciekam od zmartwień premiera. Zmartwień, które sam sobie napytał.


sobota, 25 maja 2013

Z PRZYJEMNOŚCIĄ PISZĘ

Już jestem. Byliśmy z Małżonką w polskich Tatrach, a konkretnie na Podhalu z wypadami w góry, na ścieżki dolin tatrzańskich. Na ile siły i zdrowie pozwalało „połaziliśmy” po Dolinach Kościeliskiej, Strążyskiej, Chochołowskiej, oraz okolicznych terenach plenerowych. Oczywiście nie sposób pominąć jarmarczne Krupówki, gdzie człowiekowi wcisną przeróżne pamiątki i upominki dla bliskich, bo jakże by wracać z pustymi rękami. Co ciekawe, mieliśmy okazję porozmawiać z rozżalonymi zakopiańczykami. Rozżalonymi, ze względu na spadek obfitości „dutków” w ich kieszeniach, jako że ponoć większość atrakcji cepry już znajdują w Bukowinie Tatrzańskiej, Poroninie i innych podhalańskich miejscowościach. 
To skutkuje tym, że Zakopane pozostaje jedynie atrakcyjne ze względów czysto muzealnych i targowych. Szczególnie chodzi tu o Białkę Tatrzańską, która zasłynęła z pięknych i praktycznych wyciągów na Kotelnicy Białczańskiej, zresztą nie tylko chodzi o wyciągi. To odrębne miasteczko wszelakiej rozrywki z termami, banią oraz hotelami wielogwiazdkowymi, bowiem także wokół Kotelnicy powstają jak grzyby po deszczu inne piękne pensjonaty. Znudzeni i zmęczeni narciarze nocą bawią się w eleganckim night clubie, gdzie nie koniecznie patronat ma Kościół, a trzeba wiedzieć, że akurat na Podhalu zamieszkuje bardzo bogobojny naród.
Kotelnica śmiało może konkurować z podobnymi kurortami w Czechach czy Austrii. Zresztą daje się to zauważyć po przybywających do Białki turystach wielojęzycznych, z przewagą tych zza wschodniej granicy. W Polsce taniej i wcale nie gorzej, jeżeli wyraźnie nie lepiej. Rytuałem już są kolejne odwiedziny zasłużonych dla kultury polskiej, którzy spoczywają na Pęksowym Brzysku. Nie sposób nie być też na „widokowej” Gubałówce.
.
Mieszkaliśmy w Białce Tatrzańskiej w pensjonacie MARYNA, składającym się z dwu bardzo malowniczych budynków. 
O warunkach pobytu oraz gościnności Górali Marii i Juliana pisałem na swym blogu już kilkakrotnie. Pisałem w samych superlatywach i po latach zdania absolutnie nie zmieniam. Nie chciałbym aby ktokolwiek z moich czytelników posądził mnie o zamierzoną reklamę. Nie, pensjonat MARYNA broni się sam w sezonie zimowym oraz stricte wakacyjnym. Jest wtedy obłożony na przysłowiowy ścisk .U MARYNY nikt nie powie, że cokolwiek mu nie smakuje. Śniadania i obiadokolacje przesmaczne i wystarczająco obfite. Uśmiech zaś obsługi pensjonatu uatrakcyjnia i sprzyja temu, że człowiek z przykrością odlicza czas, iż trzeba odjeżdżać do codziennych, monotonnych zajęć. Powtarzam: MARYNA nie potrzebuje żadnej reklamy. To słowo ją wzdraga jako obce dla dobrej, uczciwej, przyjaznej firmy. Dlatego też z czystym sumieniem na swoim blogu chwalę tę dobrą firmę, bo mam takie prawo, a nawet wielką przyjemność.

Dodatkową atrakcją było zaproszenie nas na przyjęcie komunijne wnuczka Państwa Marii i Juliana. Mieliśmy możliwość podziwiania kolorowych, przepięknych strojów góralskich, w które byli ubrani chyba wszyscy uczestnicy poza ... proboszczem.

Pogoda nam sprzyjała właściwie przez cały czas pobytu z wyjątkiem dnia, gdy zachciało nam się kolejny raz w życiu popłynąć przełomem Dunajca ze Sromowców Niżnych do Szczawnicy, bowiem gdy byliśmy w połowie rejsu nadeszła fala dosłownie afrykańskiego deszczu połączonego z gradem. Akurat w tym momencie, przesiąknięci strugami lejącej się z nieba wody nieco żałowaliśmy tej wyprawy, ale jak to bywa w życiu zaliczyliśmy ten przypadek do tematów na ciekawe wspomnienia. Przyznam się, że pierwszy raz dane mi było poznanie terenów Spiszu i wiosek zamieszkałych przez Łemków, oraz ludność pochodzenia germańskiego. 
Czarowny zabytkowy kościółek w Dębnie, zamek w Niedzicy, oraz wykopaliska archeologów z UJ wokół koryta przepływu rzeki Białki (znalezisko sprzed 180 tysięcy lat), to dodatkowe atrakcje dla szczególnie ciekawskich o naszych przodkach, do których nieskromnie się oboje zaliczamy.
Sądzę, że ten dziesięciodniowy pobyt wśród Górali połączony z czynnym wypoczynkiem długo zapadnie w naszej pamięci i będzie należał do najbardziej racjonalnych wypraw z własnego domu.



sobota, 11 maja 2013

ŻAL(EK) DU.SZĘ ŚCISKA


Program tvn TAK JEST. Taki jak wiele innych, wstępnie ilustrowany mazanymi przez redaktora Morozowskiego graffiti na murach. Tematy różne, zwykle te, które się pojawią jako newsy w ciągu dnia. Dziś niewątpliwie takim było obalenie ustawy posła Gowina w sprawie regulacji sądów powszechnych. Ale widocznie był to news mało ważny, bo pan Morozowski zaprosił dwoje znanych ludzi, którzy jak zwykle dla podniesienia oglądalności reprezentują dwie przeciwstawne opcje polityczne i światopoglądowe. A wymądrzali się oni na temat dopuszczalności aborcji w III RP, czyli raczej jej niedopuszczalności. Naprzeciwko siebie zasiedli pani Anna Dryjańska- Feminoteka, socjolożka, członkini zespołu fundacji przeciwdziałania przemocy wobec kobiet, oraz poseł PO (partii z nazwy liberalnej) Jacek Żalek. Temat rozpoczął redaktor oświadczeniem że oto: Przygotowanie do życia seksualnego młodym ludziom się należy jak psu buda, bowiem już wiadomo, że od 4,5 do 6 mln Polek- poddało się w swoim życiu aborcji ... W gazetach są dziesiątki ogłoszeń typu: "regulowanie miesiączki", " ginekolog pełna pomoc”. Wielu uważa, że to kler ma na sumieniu te miliony aborcji przez swoje doktrynerstwo i w rezultacie aborcji dokonywanych u naszych sąsiadów, w Niemczech, Słowacji, w Czechach, Szwecji, na Ukrainie, wszędzie tam, gdzie prawo pozwala na owe zabiegi w każdym przypadku, a więc nie tylko w przypadku zagrożenia życia kobiety, czy gwałtu, ale też na żądanie, chociażby ze względów materialnych. Tyle pani Dryjańska, która dodała, że większość tych zdesperowanych kobiet to katoliczki praktykujące.
Głos zabiera poseł Żalek, (Podlasie). Aż żal patrzeć na jego wycieńczoną powłokę cielesną, nie wiadomo „od czego”?, bo jako poseł zapewne ma co włożyć do garnka. Delikatny w ruchach jak jego ideowy pryncypał Gowin, (z Krakowa), podobnie delikatny w wypowiadanych zdaniach super ścieniowanym głosikiem dziecka przed mutacją. Jak przystało na skrajnego polskiego prawicowca konserwatystę, bardziej zbliżonego do kiecki abp Dziwisza, niżeli do szefa swojej partii, Żalek wyartykułował, iż w Polsce dokonano w ubiegłym roku tylko 600 aborcji z powodów określonych w ustawie, co oczywiście bardzo nas wszystkich katolików boli, bo nie powinno się wykonywać żadnego podobnego zabiegu, jako że życie jest święte, szczególnie życie (na)poczęte. Ubolewa on z tego powodu bardziej niżeli papież Franciszek i red. Terlikowski razem wzięci na wspólnych nieszporach z kazaniem.
Tak sobie myślę: ileż hipokryzji i obłudy tkwi w hierarchach naszego Kościoła katolickiego, w naszej oświacie, wreszcie w naszym parlamencie, bo przecież każdego z nich władza ludowa nauczyła czytać, więc wie, że rzeczywiście Polki rocznie pozbywają się ok. 250 tysięcy niechcianych ciąż, po czym wracają do swojej parafii, a przystępując do wielkanocnej spowiedzi „zapominają” o popełnionym grzechu, a wiadomo, że grzech zapomniany jest darowany. Aborcji dokonują nie tylko dojrzałe kobiety, które z powodu kariery, lub niedoszłego związku partnerskiego się skrobią, ale przede wszystkim młode dziewczęta w wyniku braku podstawowej wiedzy o seksualności człowieka. Taka dziewczyna do aborcji jest posyłana często w tajemnicy przed otoczeniem przez własnych rodziców, którzy chcą uniknąć wstydu, chociaż dzisiaj wstyd z powodu wpadki ciążowej należy do dość przestarzałych uczuć, ale jak wiadomo wiszące dziecko na brzuchu samotnej dziewczyny utrudnia, a nawet zamyka karierę młodej mamusi. Wiemy ponadto, że dzisiejsza młodzież, nauki życia pobiera z internetu oraz od koleżeństwa na tzw. imprezach, gdzie alkohol i dragi są na porządku dziennym i w owe kłopoty wpada jak ślepy w psie odchody. Podstawowa jednak przyczyna tkwi w oświacie, a raczej w jej braku. Poprzez samą religią w szkole, która zresztą jest w gruncie rzeczy wiarą, dogmatem, a nie żadną nauką nic się w Polsce nie zmieni. Aborcja jest złem, wielkim złem, ale genezy tegoż zła należy szukać tylko w szkole i kościele.Przypomnę zatem: około sześć milionów Polek dokonało aborcji w piwnicznych pomieszczeniach prywatnych przychodni ginekologicznych w Polsce, albo iście higienicznych warunkach za granicą. To jest fakt i samym ględzeniem pan tego nie zmieni panie pośle Żalek. Te sześć milionów to tyle ile naszych rodaków zatłukł Hitler. Wydanych miliardów złociszy jako honorarium dla ginekologów już nie należy wypominać, bo to mało moralne w tym kontekście.




PS: Robię sobie przerwę, bowiem postanowiliśmy z małżonką przez kilka dni pospacerować po zakopiańskich Krupówkach oraz tatrzańskich dolinach.

wtorek, 7 maja 2013

SOŁDAT


Zdaję sobie sprawę, że może zanudzam swoich Czytelników propozycjami czytelniczymi, bo przecież żaden tam ze mnie Raczek, czy inna Szczuka. Staram się jednak umieszczać na blogu to, co w moim odczuciu naprawdę warto wziąć do ręki. Ostatnio wśród kilku książek do moich własnych rąk trafiła pozycja wyjątkowa. To książka Nikołaja Nikulina pt.” SOŁDAT”, prostego żołnierza, radiotelegrafisty, który mimo kilkakrotnie odniesionych ran szczęśliwie przeszedł front II wojny światowej od zablokowanego Leningradu aż do Berlina. Książka została wydana dopiero w kilka dni po rozpadzie Związku Radzieckiego i to bez autocenzury. Aż trudno uwierzyć w treści zawarte na tych trzystu stronach. Nikulin był rzucany na najbardziej krwawe odcinki frontów w latach 1941-45, a więc prze cały okres wielkiej wojny ojczyźnianej. Był świadkiem hekatomby młodych ludzi radzieckich. Na jego oczach ginęli jak ścinane zboże żołnierze w setkach, a nawet tysiącach, a za jakiś czas na ich miejsce posyłane były następne plutony, bataliony, a nawet pułki. Autor pokazał nędzę w wyszkoleniu nie tylko żołnierzy, ale i dowódców, w tym partyjnych pułkowników i generałów, zazwyczaj pijanych i obżartych jadłem z importu, nawet w czasie walk migdalących się w namiotach z dziwkami frontowymi, gdy tymczasem oni, szeregowe mięso armatnie żywili się zamarzniętą padliną, a nawet runem leśnym. Nikulin opisuje bezduszność i prawdziwe chamstwo generałów, którzy za przesiadywanie w bezpiecznych namiotach otrzymywali najwyższe odznaczenia, które po wojnie czyniły ich ogólnie szanowanymi weteranami. Strach, krew, okrucieństwo i pospolita, jak to na froncie śmierć to przewodnia nić tej książki, ale autor, bez szczególnych emocji i złośliwości pokazał prawdziwe oblicze armii obnażonej przez Stalina z prawdziwych dowódców i wyposażenia. Ta wielomilionowa masa prostych niewyszkolonych, obywateli sowieckiej Rosji, szła pod kule w imię obrony strany (ojczyzny) na ustach z nazwiskiem Stalina, przeciwko nadzwyczaj dobrze zorganizowanej i wyszkolonej armii Hitlera. Szła, bo za nimi posuwał się „smiersz” (wojskowy oddział NKWD), którego zadaniem było zabijanie swoich żołnierzy, którzy z rozpaczy, czy ludzkiego tchórzostwa bali się iść naprzód w przekonaniu, że idą na rozerwanie przez wrogie kule. Nikulin widział stosy zamarzniętych bezimiennych trupów, których nie miał kto zbierać i pochować, a które wykorzystywano jako podkłady pod szyny kolejki, albo wrzucano w bagna by utwardzić drogę przejazdu dla dział. 
Widział dzikie hordy obcojęzycznych Tatarów, Uzbeków, Czeczenów i innych Azjatów wcielonych do sowieckiej armii zbiorowo gwałcących kobiety i młode dziewczynki na terenach wyzwolonych. Dzisiejsze opisy gwałcicieli na terenach niemieckich, a i polskich też, są absolutnie prawdziwe i nie mają żadnego podtekstu politycznego. Dupy, alkohol, żarcie i złote zegarki, to nadawało impuls i ochotę ruskim żołdakom do parcia naprzód, tym bardziej, że sam Stalin powiedział: na terenach Prus (dzisiejsza Warmia i Mazury) i dalej aż po Berlin postępujcie tak, jak Niemcy postępowali na terenach Rosji. Gwałt niech się gwałtem odciska. Ktoś już wcześniej powiedział te słowa i to nie byle kto, bo sam Mickiewicz. W końcowej części książki autor z ironią pokazuje piękne miasto Monachium, miasto, które zostało całkowicie zniszczone w czasie przegranej wojny, oraz jako kontrast nie do końca odbudowany rodzinny Leningrad, miasto zwycięskie. Oczywiście książka zawiera też wątki opisujące tęsknotę do rodzinnych stron, do zielonych trawników nie zrytych gąsienicami czołgowymi, do żegnanych ze łzami i pozostawionych matek i dziewczyn, ale codzienny trud frontowy pośród setek tysięcy rannych i zabitych, jakby te tęsknoty ukrywa za mgłą. Namawiam, bo każdy kto przeczyta tę powieść uzna, że warto było, a jego wyobrażenie o froncie wschodnim nabierze wyostrzonej doskonałości.

niedziela, 5 maja 2013

UBOGIM PLEBANIOM MÓWIMY; NIE!


Papież Franciszek, zwany przez Polaków ojcem świętym, zaraz po objęciu tej najwyższej fuchy w Kościele katolickim postanowił nieco zeświecczyć obyczaje i rytuały dotychczas obowiązujące w Watykanie. Już podczas pierwszego wystąpienia przed stęsknionym tłumem kategorycznie odmówił przywdziania peleryny z futerkiem z bodajże szynszyli syberyjskich. Asystentowi w stopniu kardynała kazał, by sobie sam go ubrał; karnawał się skończył zarówno w Rio jak i tutaj, do roboty, zawołał. Do ciężkiej roboty, bo te dwa tysiące lat bez solidnego wietrzenia komnat pałacowych spowodowało ogromny zaduch stęchlizny kruchtowej. Tymi słowy Franciszek zasiał obawy, a nawet strach wśród setek kardynałów i biskupów, tym bardziej, że zaraz dodał: duchowny, który dba wyłącznie o majątek i wszelkie dobra jest nikim innym jak zbójem i złodziejem. Ubóstwo, czystość, wierność obranej drodze, empatia, troska o bezbronnych, oto wasza droga życia. Aby dać przykład ubóstwa i skromności, która by Go upodabniała do patrona czyli św. Franciszka z Asyżu, przywdział swoje stare buty i spodnie, w czym przyjechał z Argentyny, bo jeszcze się do końca nie zdarły, rzekł i zamieszkał w hotelu odrzucając przepych pałacu. SZOK. Rzeczywiście strach wielką falą i grozą zatrząsł setkami chłopa paradującego w szatach iście królewskich. W Polsce wstrząsnął Michalikiem, Dziwiszem, Rydzykiem i wielu innymi książętami „ubogaconego” krzywdą wiernych Kościoła. Ale, hola, hola wykrzyczał na kazaniu z okazji święta robotnika Józefa abp. Michalik, cytuję:
Nieuczciwością jest również odbieranie nam – odbiorcom słów papieża (czy to będących częścią kościoła katolickiego, czy będących poza nim) prawa do ich samodzielnej i autonomicznej recepcji.
Co to oznacza owa recepcja?. Ano tylko to, że słowa papieskie nie muszą być odbierane tak jakby sobie papa życzył. Po prostu w warunkach polskich one są mało istotne, a może nawet wręcz zalatujące złośliwą aberracją.
Nie dziwi mnie to. Wszak trudno nie zauważyć, że zmiany, które wprowadza Franciszek idą w zupełnie innym kierunku niż ten do którego przyzwyczajony jest polski episkopat. Prostota zamiast przepychu, pokora zamiast buty, ewangelia zamiast polityki. Wszystko to czego polscy biskupi boją się niczym, nomen omen „diabeł święconej wody”. W TOK FM ktoś właśnie tak skomentował słowa księcia na Podkarpaciu, zresztą bardzo trafnie:
Owieczki nie mają prawa do samodzielnej interpretacji, to wiadomo od czasów tego heretyka Lutra i jego przekładu Biblii na ludzki język. Większość wysiłków teologów ma na celu wciskanie kitu, że tam wcale nie jest napisane to, co jest napisane. Dali radę Jezusowi, dadzą i Franciszkowi.
Zgadzam się z każdym słowem. Ludzie przyzwyczajeni od wieków do żonglowania słowami Biblii i wykręcania ich tak, by pasowały do doraźnych, ich własnych celów, pragną także żonglować słowami papieża, bo one nie przystają do ich pragnień i interesów. Dlatego zechcą nam tłumaczyć, że papież zupełnie co innego miał na myśli i tylko oni wiedzą co, skomentowali inni.
Wiele oburzających komentarzy po wygłoszonym przez pana Michalika kazaniu przeczytałem na innych forach i muszę tu zauważyć, że nie było wśród nich ani jednego, który by bronił, jego, co tu dużo mówić, żałosnych słów. To wprost nieprawdopodobne, bo zwykle komentarze krytyczne przeplatają się z tymi, które w zasadzie piszą adwersarze w sutannach na zlecenie przełożonych, lub po prostu pisowcy z kręgu Marka Jurka czy też Terlikowskiego. Tym razem „morda w kubeł” jak to się mówi o milczących ze wstydu.
Nas, ludzi zmęczonych demonstracją bogactwa kleru, bardzo podnosi na duchu papieska zapowiedź uporządkowania stanu kościelnych posiadłości. Ileż więcej wiernych uwierzy w niebo i zbawienie wieczne, gdy w nim obok owieczek będą spodziewać się również swoich pasterzy, bo dzisiaj oni nie mają co tam szukać. Ziemskie niebo stworzone przez nich samych składające się z szczytów materialnego dobrobytu, oraz rozpusty seksualnej w tym pedofilii, wystarcza im za wszystko. W inne niebo zresztą powątpiewają, a nawet nie wierzą. Nie są aż tak naiwni.
Być może ten skromny następca świętego Piotra i BXVI, ucywilizuje całą administrację Watykanu. Być może przepędzi pierdzących w stołki ambasadorów z niewielu już krajów katolickich, w tym naszą panienkę Suchocką, która dla dobra polskiego episkopatu i JPII zawiązała własnej ojczyźnie pętlę na szyję podpisując Konkordat. Być może w ramach tegoż ucywilizowania na terenie stolicy Piotrowej wprowadzi obyczaje europejskie i światowe. Skoro Watykan dysponuje środkami przekazu, prasą radiem, telewizją i bankami, to może by można tam zorganizować konkursy i festiwale na wzór Eurowizji, przykładowo radosnych pieśni religijnych, może spektakle kabaretowe (tematów dość), a może i wybory miss, jako, że po tych kilkudziesięciu hektarach parkowych ciągle się przewala na spacerach z biblią w ręku moc uroczych dam w habitach (foto). Być może w tej akurat chwili nieco przesadziłem, ale jeżeli nie miss, to chociaż mister, bo akurat męska obecność na tym świątobliwym terenie jest bardziej uwypuklona. Tymczasem chciwie będziemy wczytywać się we wszystkie doniesienia z salonów watykańskich, bo od naszych krajowych pasterzy nic optymistycznego się nie dowiemy, a jeżeli już to z wypaczeniem, ustami abp Michalika. A sprzyjać mu będą polskie media. Kłamstwa i hipokryzja. Przykład na czasie: Powiadomiono nas obywateli RP, że marszałek podkarpacki, czyli ziomal Michalika, niejaki Karapyta ze współrządzącego krajem PSL został zatrzymany za branie łapówek w postaci gotówki oraz fundowanych wycieczek, dzięki którym zjeździł cały świat. Uprawiał też sex za zatrudnianie panienek. Nie powiedziano nam natomiast (zapewne z rozkazu KAI) o tym, że w swej łaskawości dał kościółkowi Michalika 166 milionów złotych z podatków obywateli, a tyle biedy w tym ubogim zakątku Polski, donoszą FiM. Dlatego pytam, jak mamy wierzyć, czy z ust tego przewielebnego płynie prawda i tylko prawda. Podobnie z polskich mediów.

sobota, 4 maja 2013

NIE MAMY SIĘ CZEGO WSTYDZIĆ


Wielu z nas Polaków wstydzi się rozmawiać o swojej młodości w czasach dorastania w tzw. komunizmie, inaczej mówiąc w PRL. Nie przychodzi im nawet do głowy, że akurat tamta Polska, chociaż biedna pozwoliła ich rodzicom wydać ich na świat, wychować i wykształcić, a pierwej wielu z nich dzięki właśnie PRL poznało literki i cyferki, by mogli przeczytać list otrzymany od dziecka ze studiów. Przez gardło z trudem przechodzą im słowa socjalizm, pochód pierwszomajowy, Polska Ludowa, albo nazwiska przywódców Gomułka czy też Gierek. Każda próba upamiętnienia tego ostatniego, który to wysiłkiem całego narodu zbudował to, co dzisiaj w pierwszej kolejności podlega prywatyzacji i sprzedaży za obce grosze, natychmiast wywołuje zgrozę na ustach styropianowych i propozycję, a nawet żądanie zamiany nazwiska Gierek na pierwszego lepszego biskupa, którego jedynym dorobkiem była zamiana budynku szkolnego, muzealnego, lub teatralnego na własny pałac. Asertywnie to piszę, bez emocji, bom się już przyzwyczaił do tego stanu rzeczy. Wiele narodów chciałoby mieć tak czystą higienicznie historię jak nasza. Poza drobnymi w skali świata incydentami, za które można by się powstydzić, jak chociażby najazd na Czechów w przeddzień nawały hitlerowskiej na Polskę, czy też próby podbicia Litwinów przez oddział Żeligowskiego w czasie wojny 1920 z sowietami. Nie ma tak naprawdę nasz naród powodów do wstydu. Jak powiadam, fałszywie wstydzimy się PRL i aby wzmocnić naszą nienawiść do czasów socjalizmu, narzuconego nam przecież przez przywódców do których wciąż mamy szacunek (Churchill, Roosevelt ), z kwaśną ironią naśmiewamy się na tle dzisiejszych zdobyczy z pralki frani, z samochodopodobnej syrenki, czy też z wczasów w FWP, na które to „zdobycze” do dzisiaj wielu Polaków nie stać i zanosi się na to, czy kiedykolwiek stać będzie. Z dumą zaś chełpimy się papieżem Wojtyłą, którego już prawie w formie krasnali ustawiamy w ogródkach przykościelnych w każdej polskiej parafii. Rozmieniliśmy Jego Wielkość na drobne prawie już nic nie znaczące i akcja ta trwa nadal. By zapobiec całkowitej degrengoladzie Wielkości po całym świecie szukamy Jego niby cudów, które pozwolą na nałożenie Mu aureoli świętego. To forma podzięki za wkład w udupienie komunizmu. Wiadomo, że dotychczas wszyscy papieże poza Wojtyłą czynili wszystko by Polskę poniżyć w oczach świata. Rzucali klątwy na naród polski za wywoływanie powstań narodowych, ekskomunikowali naszych królów za brak szacunku dla biskupów i zwycięską bitwę pod Grunwaldem, jako że, odważyliśmy się podnieść miecz na chrystusowy zakon, błogosławili hitlerowców siejących śmierć na wschodzie.
No więc dlaczego jako Polacy mamy się wstydzić naszej 1000 letniej historii łącznie z okresem PRL. Na tle innych narodów wypadamy całkiem, całkiem. Są bowiem narody, które starają się przemilczać swoje wstydy. Nie tylko Niemcy za wywołanie dwu wojen światowych, które utopiły Europę we krwi. Nie tylko Rosja sowiecka, która zabrała życie kilkunastu milionom nie tylko swoich rodaków, czego bolesnym dla nas symbolem jest Katyń. Nie wstydzą się pokolenia wielu innych nacji europejskich, choćby kolonistów podbijających Afrykę i Azję, plonem czego kraje te usiane były trupami w imię religii, a powinni. To nie jest żadna kazuistyka. To bardzo wredna historia ludzkości.                                                  
Bo czyż nie jest ogromnym wstydem czczenie katolickiego belgijskiego króla Leopolda II, który dla kości słoniowej i kauczuku zabił ponoć 15 milionów obywateli Konga. Powtarzam: 15 milionów, liczba zbliżona do ofiar pierwszej wojny światowej, albo skutków zarazy pustoszącej Europę w kilku odstępach czasowych. Jakoś nie czuje się traumy Belgów z tego powodu, a też powinno. „Olewają” swoje winy, a symbolem ich zachowań może być siusiający publicznie chłopiec w Brukseli. Czy Watykan się wstydzi za wyprawy krzyżowe, które podobnie pochłonęły setki tysięcy ofiar muzułmańskich i żydowskich, oraz dziesiątki milionów ofiar zbrodni dokonanych na Indianach amerykańskich w imię królowania jezusowego. Czy Turcja się poczuwa do wstydu za rzeź Ormian, czy Ukraińcy się poczuwają  do winy za kaźń na Polakach wołyńskich? Nie wszyscy mają tak sterylną historię narodową jak my, mimo wszystko. Wiemy, że zanim europejczycy postawili swoje stopy na odkrytych terenach potrafili się upodlić i posunąć do najbardziej niskich instynktów, byle „uszczęśliwić” tubylców katolicyzmem.
Pierwsi angielscy osadnicy, którzy na początku XVII wieku przybyli do Ameryki Północnej, byli dzikusami i kanibalami z krzyżem w ręku, a do jedzenia ludzkiego mięsa zmusił ich głód - ogłosili naukowcy ze Smithsonian Institute po zakończeniu badań kości znalezionych w stanie Wirginia. 


Naukowcy uważają, że do jedzenia ludzkiego mięsa kolonistów w Jamestown w Wirginii, założonego przez nich w 1607 roku, zmusił straszliwy głód podczas zimy na przełomie 1609 i 1610 roku, którą poprzedziło wiele lat suszy. Wówczas z powodu niedożywienia zmarło 80 proc. osadników, nie mówiąc już o tubylcach. To m.in. Anglicy, Portugalczycy, Hiszpanie, Irlandczycy. Czy w ich historii wspomina się o tym. Nie, bo to są rzeczywiście bardzo wstydliwe sprawy, podobnie jak następstwa głodu stalinowskiego na Ukrainie, gdzie ludożerstwo występowało nagminnie. Dzisiaj w dwudziestym pierwszym wieku do Anglii, podobnie jak do wielu innych państw Unii odwrotnie, napływają ludy przez wieki podbijane i uciemiężane. Sprawiedliwość dziejowa?. I co ciekawe. Już prawie jedna trzecia dzieci urodzonych w Wielkiej Brytanii ma co najmniej jednego rodzica obcokrajowca. Jeśli tendencja się utrzyma, w 2050 r. będzie to najbardziej zróżnicowany etnicznie kraj zachodni. Nawet w Polsce nie wywołuje już dawno zdziwienia wózek z czarnym dzieckiem pchany przez białą kobietę, lub odwrotnie. Jeszcze trochę, a nasz kraj upodobni się do reszty narodów Zachodniej Europy, tym bardziej, że ponad dwa miliony naszych młodych rodaków pracuje na obczyźnie i tam zawiera związki małżeńskie z partnerami z ras bardzo odbiegających od białej. Czy w tym wypadku jest jakiś powód do wstydu?. Ależ skąd. Wstydzić się jeno możemy za nasze rządy na czele których stoi Kościół katolicki, a które czynią wszystko, by zachować nas w izolacji do postępu, demokratyzacji i osiągnięć cywilizacji światowej, oraz "naród smoleński". Dobrze, że słabną już głosy na rzecz ciemnoty wykrzykiwane przez Natanka, Rydzyka, Cejrowskiego, Terlikowskiego, posłanki Pawłowicz i Sobecką, a także takie „zdobycze” cywilizacji jak radio Maryja i TV Republika z Wildsteinem na czele. Szkoda tylko, że wojacy z ONR i Młodzieży Wszechpolskiej nie dołączyli do tych dwóch milionów, co to swoją krzepę szlifują na zmywakach i przy betoniarkach.
Tak sobie myślę, że już nie zamówi Winnicki "5 piw jedną ręką" w brytyjskim pubie. I chyba już nigdzie w Europie nie zamówi, poza jakąś podkarpacką knajpą z portretem papieża-Polaka.

środa, 1 maja 2013

MIĘDZY JANOSIKIEM I ALI BABĄ


Ostatnimi czasy jakoś nie chciało mi się zagłębiać w polityczne trzewia kraju, a konkretnie w czeluście tej polityki, którą uprawiano w gmachu parlamentu. Przypatrywałem się zmrużonymi oczyma postaci pana premiera z politowaniem i miłosierdziem wreszcie, jako, że wydawało mi się, że ktoś z jego otoczenia partyjnego ciągle podkłada mu świnię. Wydawało mi się bowiem, że ten z krwi i kości (ponoć) liberał, tylko przez jemu obce układy, dostał się w kleszcze kościelne, bo jednak małżeński związek sakramentalny zobowiązuje. Dlatego musi naprawdę robić dobrą minę do złej gry i wić się jak piskorz w oczach przyjaciół w Brukseli. Tak, wiadomo było, że nie ma łatwo, skoro we własnej partii ma aż czterdziestu rozbójników na czele których stoi Ali Baba, czyli cywilny biskup krakowski, Gowin. Było pewne, że żadna ustawa pachnąca kwieciem demokratycznej nowoczesnej Europy, w naszym rozmodlonym Sejmie nie przejdzie. Tak się więc stało. Na dodatek naiwny Donald Tusk, aby pohamować ambicje przywódcze Gowina mianował go ministrem od sprawiedliwości, sądząc że jego szajba przestanie się rozpędzać. Jak mu to wyszło na zdrowie, wiemy. Jeszcze trochę, a wzorem „prawej i sprawiedliwej” Anny Fotygi skłóciłby nasz kraj ze wszystkimi sąsiadami. No udał się mu członek rządu, który w publicznym wystąpieniu podczas debaty nad ustawą o związkach partnerskich orzekł bez konsultacji z przełożonym, iż żaden z trzech projektów przedłożonych przez różne partie nie jest konstytucyjny. Ot, znalazł się amator sędzia trybunału konstytucyjnego z dyplomem historyka. Jego wystąpienie przekreśliło sens dalszych prac nad ustawą. Ponieważ od dłuższego czasu historyk ów słyszał krzyk zarodków i plemników, które nie pozwalały mu na zdrowy sen, przed kilkoma dniami gdzieś podsłuchał ich tajemniczą skargę, że są masowo wyprzedawane za ciężkie jak on sam pieniądze do Niemiec. Tam na owych „stworzeniach” z duszą niewinną współcześni niemieccy Mengele dokonują genetycznych doświadczeń dla wypracowania prawdziwej, być może nordyckiej rasy nowych panów świata. Finałem tej informacji był protest- burza naukowców zza Odry wyrażony w prasie o masowych nakładach. Kilka dni wcześniej oburzaliśmy się na ZDF (telewizja RFN), że w nakręconym w odcinkach filmie pokazała, że Polacy obok esesmanów także się przykładali do Holokaustu. Oj bardzo nas to zabolało. Może i słusznie, bo przypadki zabijania Żydów przez AK się niestety zdarzały, chociaż nie było to aż tak powszechne, o czym pisał chociażby m.in. Gross. Niemcy, jak widać próbują się swoją zbrodnią podzielić, po to by trauma ciążąca na ich narodzie nie była aż tak dotkliwa, ale w końcu trudno obwiniać o Holokaust współczesnych obywateli Niemiec. Jeszcze nie uścisnęliśmy sobie z nimi ręki na zgodę (po proteście naszej ambasady), a już podsłuchiwacz szeptu zarodków postarał się o nowe zgrzyty na osi Warszawa-Berlin. W tej sytuacji premier po długich cierpieniach moralnych (jak Werter Goethego), odwołał Gowina z fuchy ministerialnej. Sądziłem, że po tych wszystkich wydarzeniach podczas prac sejmowych, tym razem na wakujące stanowisko powoła kogoś, kto rozbije dotychczasowy klan skrajnie prawicowej części Platformy. Tymczasem na pierwszej konferencji z uśmiechem przedstawia nam pan Donald Gowina-bis, czyli pana Marka Biernackiego, ministra z czasów AWS i rządów pięknego Maryjana. Jeżeli pan premier jest może źle poinformowany, to tylko przypomnę, że Biernacki podobnie jak Gowin głosował przeciw ustawie o związkach partnerskich, za całkowitym zakazem aborcji, wzorem skrajnego prawicowca Marka Jurka. Jak powiedział poseł Armand Ryfiński z RP, Biernacki jest jednym z tych sadystów, którzy chcieli zmusić kobiety do rodzenia dwugłowych, czy ciężko chorych dzieci, które po urodzeniu będą wegetowały kilka miesięcy lub lat jak rośliny. Tymczasem, jak opowiada polski lekarz dr Janusz Rudziński, pracujący w klinice niemieckiej, zaledwie 50 km od granicy, tylko w jego klinice rocznie Polki dokonują 1000 aborcji . Tylko w tej jednej, jedynej klinice. Zjawisko nasiliło się po wejściu Polski do UE. Od tamtej pory Polek przyjeżdżających jest coraz więcej, a wiele z nich dopiero się dowiaduje że u nas w Niemczech aborcja jest legalna. Same opowiadają, że jako katoliczki są wierzące dopóki im to pasuje, a jak nie pasuje to robią to co uważają za stosowne, .. a potem znów wierzą. Zatem potwierdza się, że rocznie Polki tu w polskim podziemiu aborcyjnym jak i za granicą pozbywają się łącznie ok. 200 000 ciąż. W roku 1998 Biernacki głosował za ratyfikacją naszej najdroższej (pochłaniającej miliardy złotych rocznie) umowy międzynarodowej zwanej Konkordatem, przy okazji zapewniając panience Suchockiej dożywotni etat martwego (jak język łaciński) ambasadora kosztującego nas kilka milionów polskich złotych rocznie. Zamienił więc stryjek siekierkę na kijek. Wpadł Donald z deszczu pod rynnę.
Donald Tusk zaabsorbowany atmosferą polityczną pod jego nosem, nawet nie zauważa, że np. Macierewicz chce podpalić Polskę, bo judzi, kłamie, dzieli ludzi na prawych patriotów i tę resztę. Nikt mu nie zwraca uwagi, że prawda o katastrofie jest banalna i prosta, chociaż nie przystoi, aby „największy prezydent wszech czasów” mógł zginąć właśnie aż tak banalnie, a nie np. w bitwie o wolność Gruzji. Dzień świra trwa i trwać będzie dalej panie premierze, bo należałoby się domyślać, że dla „policmajstra” w Tworkach brakuje miejsca. Dalej, premier nie zauważa, że Kościół z naszych szkół czyni siedlisko guseł, zacofania i ciemnoty. Już w najmłodszych klasach zakazuje się czytania Harry Pottera, a jednocześnie wtłacza się do tych młodych główek wieści o Sodomie i Gomorze, oraz pokazuje się wykrwawianie Chrystusa w filmie Pasja. I to wszystko w tygodniu, gdy Sejm obraduje nad związkami partnerskimi. Czy ktokolwiek myślący może zgodzić się z faktem, iż kler się domaga, by ową wiedzą uczniowie wykazywali się na maturze?. Trwałym akcentem edukacji jest przypominanie o tym, że już niedługo, już za chwileczkę JPII zostanie świętym, bo cuda za jego przyczyną się sypią jak piasek z Grzesiowego wora. Tak, jakby akurat takie wiadomości załatwiły wszystkie problemy nie tylko dziatwy, ale i całego narodu. Przypuszczam, że wielu co bardziej rezolutnym uczniom, a szczególnie światłym rodzicom, dość często zbiera się na obfite puszczenie pawia.
Nie ciekawie jest też na odcinku naszej popadającej w coraz większe zadłużenie gospodarki. Straszy się emerytów tym, że nie do końca życia mogą się spodziewać należnych im groszy. Że wzorem Janosika rząd będzie zabierał jednym by dawać po troszku drugim, tyle , że Janosik łupił bogatych, a Tusk z Rostowskim odwrotnie. Ponieważ nijak nie mogę uwierzyć w konsolidacje i zespolenie wszystkich partii i partyjek lewicowych w jedną potężną nowoczesną liberalną lewicę,, która by mogła objąć władzę i potrafiła by znowelizować wszystkie zamierzenia regulujące stosunki państwo- Kościół, doprowadzając do absolutnej świeckości kraj Polan, by ta lewica zdołała wyprowadzić kraj z zbliżającej się całkowitej zapaści, zamilknę i będę omijał ten temat jak zgniłe jajo, lub wylewające się szambo. Bo dzisiaj ono się już wylewa. Szkoda słów.

PS. Wszystkim moim Czytelniczkom z okazji 1 Maja, paryskim zwyczajem wręczam bukiecik konwalii, które ponoć przynoszą szczęście.

POLSKA I WATYKAN W ŚWIETLE KAMER

Kto atakuje Kościół ten atakuje Polskę, krzyczał Jarosław Kaczyński, licząc na rewanż i łaski politycznego wsparcia ze strony episko...