sobota, 26 stycznia 2013

POGANIACZE

Wejście do Sali ...... Modlitewnej.
Była, jest i zapewne jeszcze długo pozostanie w naszym społeczeństwie ta złość, takie okrucieństwo, żeby innym choćby przypadkowo nie było lepiej. Jak strasznie daleko realny katolicyzm odszedł od humanitarnego przesłania, na który się powołuje. Przypominają się słynne słowa księdza Tischnera, że chrześcijaństwo jest przed nami, dopiero przed nami. - mówił w TOK FM Jacek Żakowski, bo oto Sejm odrzucił wszystkie, długo oczekiwane projekty ustaw o związkach partnerskich.

Ale czy można było w tym składzie sejmowym, gdzie jest praktycznie dwóch przeciwstawnych sobie premierów (Tusk i Gowin), oczekiwać czegoś innego?. NIE. Dalibóg NIE.

Polski katolik cieszy się, gdy sąsiadowi spali się dom, gdy ukradną mu nowy samochód na który akurat chyba nie było go stać. Chętnie doniesie jako życzliwy odpowiednim władzom, iż podejrzewa, że inny sąsiad z niewiadomych źródeł zdobył cement za pół darmo, albo wręcz go ukradł. Doniesie znajomemu, że jego żona się puszcza, bo akurat to widział w momencie gdy sam dyskretnie wracał z agencji towarzyskiej.

Tacy jesteśmy. Dobrze powiada red. Żakowski, że nieuzasadniona złość, a nawet okrucieństwo wobec bliźnich to bardzo charakterystyczny, wręcz obłędny stosunek do tych, którzy by chcieli żyć po prostu zgodnie z zasadami Konstytucji i dobrego prawa stanowionego. Stanowionego, którego oni jako przedstawiciele narodu na stanowiskach posłów im skąpią. Dlaczego?. Otóż dlatego, że są „prawdziwymi Polakami i katolikami”. Słowo związek partnerski działa na nich jak płachta na byka. A działa bo tak przysięgli swoim proboszczom, których się boją po powrocie do swoich parafii. Hipokryzja, piramidalna jak Czomolungma, bo wielu z tych prawicowych posłów i senatorów jest gejami i lesbijkami. Mówię to na podstawie badań socjologicznych, które twierdzą, że co dziesiąty człowiek ma skłonności homoseksualne. Nie wykluczone, że taki katolicki „prawiczek” późnym wieczorem w przebraniu poluje na małolatów w podziemiach dworcowych lub w ciemnych parkach płacąc im za seksualną ucztę. Powtarzam, wcale nie wykluczam tego, boć jak można przeczytać i usłyszeć mają czym płacić za owe „przyjemności”, przyznając sobie podwyżki i jak ostatnio głośno okolicznościowe nagrody. Tylko dziennikarska napastliwość ich zmusiła do podzielenia się tymi, niezasłużonymi kwotami z potrzebującymi naprawdę. Poseł Grabarczyk, który jako wicemarszałek Sejmu wziął 40 tysięcy złotych bronił się jak mógł przed dziennikarzami ściskając w kieszeni te okazjonalną forsę, jednocześnie oskarżając ich o utrudnianie wykonywania obowiązków. Ciekawe jakich?, panie pośle, niby zaprzyjaźniony z panem premierem. Donald Tusk odwołując go pod naciskiem krytyki z ministra transportu, by zapewnić mu dotychczasowy status zrobił go akurat wicemarszałkiem Sejmu. Żenada, bo w głosowaniu Grabarczyk zdradził Tuska na rzecz frakcji Gowina. Nasze parlamentarne, średniowieczne poselstwo nie rozumie ( może akurat rozumie), że związki partnerskie nie dotyczą tylko par homoseksualnych. Setki tysięcy par hetero i żyje bez ślubu, bo akurat jest im tak wygodnie. Płacą podatki, wychowują dzieci, pracują, kochają się i szanują wzajem zgodnie z zasadami felicytologii, często nawet bardziej niżeli ci związani aktem ślubu cywilnego, czy też stułą kapłańską. Ależ właśnie nasze poselstwo akurat jest po to, by napędzać klienteli do kancelarii parafialnych. Bo taki związek to czysta kasa za ślub, chrzest potomstwa, pierwszą komunię, bierzmowanie, a na końcu pogrzeb po bożemu. Te setki tysięcy par żyjących, jak się powiada po polsku „na kocią łapę”, to strata dużych pieniędzy, które mogły by zasilić kieszenie sutann, jest o co walczyć zgodnie z pouczeniem abp Dziwisza panowie: Gowin, Żalek, Bernacki, Tomczak, czy też Ziemniak (to akurat nie przypadek) z PO, oraz całe towarzystwo umartwionego Kaczyńskiego i nie mniej nieutuleni w żalu po śmierci matki prezesa posłowie Ziobry. Geje są nieużyteczni bo nie możemy od nich oczekiwać prokreacji, czyli potomstwa krzyczała z trybuny z szybkością serii z kałasznikowa posłanka PIS Pawłowicz, wiercąc się jakby za chwilę musiała oddać długo przetrzymywany mocz. Ta pani też nie jest prokreacyjna, boć to stara panna, podobnie jak posłanka Wróbel czy kawaler Artur Górski. Ten sam co to ma zmartwienie, że świat zaleje czarna rasa. Z kolei poseł nomen omen Pięta powiedział wprost, że w PO są sami zboczeńcy, oczywiście poza tymi 40 posłami sympatyzującymi z PIS. Połowa sali sejmowej nie zna słowa tolerancja, a zaciśnięte pięści w geście głosowania mówią same za siebie. NIE!, ten Sejm nic już nie uchwali, nic co służy człowiekowi i zbliży nas do Europy. Widać panowie posłowie i panie posłanki, że bliżej wam jest do Białorusi, Ukrainy i Rosji niżeli do demokratycznej, cywilizowanej Europy. Dziwna zatem jest ta wasza polityczna wrogość do tych wschodnich krajów, skoro podobają się wam panujące tam ustroje społeczne.

Poselstwo każdej partii stanowi stado podległe poganiaczowi (przywódcy). Większość członków to bezmyślne osobniki głosujące tak jak szef nakazał. Na tyle bezmyślne, że mają zakaz wypowiadania się do kamer dziennikarskich. Słowo poganiacza jest dla nich święte i ostateczne. Swój nonkonformizm wobec szefa pokazują dopiero w momencie tajnego dogadania się z poganiaczem innej partii, że oto są gotowi stać się dla niego nowym partyjnym nabytkiem. Takowe zachowania są regułą. Wyjątek stanowi Platforma Obywatelska, gdzie w jej szeregach znajdujemy posłów z przekonaniami od lewicy do skrajnej prawicy. Niestety akurat taki pluralizm nie jest korzystny dla szefa rządu, co się okazało już wiele razy podczas uchwalania nowych ustaw, w tym tych z nakazu UE.

Badania wykazują, że blisko 80% społeczeństwa polskiego jest za zalegalizowaniem związków partnerskich, chociażby w bardzo okrojonych prawach, mimo to reprezentanci tego społeczeństwa postępują nie tak jak chcą ich wyborcy, ale jak sobie życzy kler katolicki. Myślę, że następne wybory bardzo przerzedzą dotychczasową salę plenarną, tym bardziej po ostatnich, żenujących decyzjach dotyczących grabieży kasy państwowej na rzecz nagród poselskich.


poniedziałek, 21 stycznia 2013

NA WAGĘ ZŁOTA


Kult pierwiastka męskiego obejmujący rytuały, ujawniający się w sztuce eksponującej fallusa - to symbol sił rozrodczych w naturze i przewagi mężczyzny nad kobietą. Wiele kultów fallicznych opiera się na obserwacji świata zwierząt, w którym erekcja członka wyraża pozycję samca w stadzie, jest wyrazem groźby, dominacji. We wszystkich kulturach męskość była przedmiotem czci. I w każdej ma swój pomnik w postaci wymownego fallicznego symbolu. Zatem fallus tam jest na wagę złota .

W czasach Mojżesza, męski członek cieszył się dużym „autorytetem" a jego znaczenie miało rangę sacrum. Mamy w Piśmie świętym dwukrotną wzmiankę o składaniu przysięgi na... fallusa. Co dziwne! Nie składano jej przez podniesienie ręki ku górze lub dotknięcie jakiegoś poświęconego przedmiotu, ale przysięgający wkładał dłoń w krocze tego, któremu przyrzekał... „Położył tedy sługa rękę swoją pod biodro pana swego i przysięgał na to, czego żądał”

To tak tytułem wstępu, bo akurat temat nie dotyczy Polski katolickiej. Widok fallusa u nas jest obrazoburczy, chociaż jeśli pracę Doroty Nieznalskiej uznać za obrazoburczą, to ze wszystkich kontekstów, w jakich można ją czytać, byłby to kontekst przypisujący jej najmniej oryginalności, bo pomysł takiej „obrazy” miał już Jan Andrzej Morsztyn pisząc sonet „Na krzyżyk na piersiach jednej panny”, o czym uczono nas w szkołach średnich.

Może jest przesadą twierdzić, że akurat dzisiaj fallus rządzi światem, ale jednak coś w tym jest. Jeszcze do niedawna miejsce kobiety było w kuchni, przy kołysce i w łóżku. Dzisiaj jak wiadomo, kobiety, w tym w Polsce szczycą się zawodami dotychczas wyłącznie zaklepanymi dla mężczyzn. Są więc traktorzystkami, maszynistami, motorniczymi, żołnierzami, pilotami samolotów, kapitanami statków żeglugi wielkiej, a potwierdzeniem tych słów pozostające na emeryturach (bądź już nie żyjące) panie Kobylińska-Walas kapitan PLO, albo Zofia Andrychowska jako pułkownik, pilot śmigłowców w Inowrocławiu. Są też posłankami, a nawet jednej się udało zostać premierem. Trudno spotkać kobietę w stalowni, hucie, kuźni czy tez w roli grabarza, bowiem tam akurat wykonywanie zawodu wymaga siły fizycznej. Z powodów dla wielu, nawet tych bardzo wierzących dziwnych, nie spotkasz kobiety w sutannie księdza katolickiego. Sutannę księdza katolickiego może przyoblec tylko chłop, chociaż żadna wzmianka ewangeliczna nie nakazuje tej zasady. Czyżby wobec tego zasadniczym argumentem było to, że kobiety pozbawione są fallusa, który jednak pozostaje kultem w wielu religiach świata, szczególnie tych wschodnich, bo przecież jako stworzenie boskie kobieta nie różni się niczym innym od mężczyzny. No, może wystające piersi zbyt mocno by deformowały sutannę?. Chyba jednak nie bardzo, bo akurat sutanny są najbardziej zdeformowane potężnymi brzuchami kleru i akurat to nikomu nie przeszkadza. A może chodzi wręcz jeszcze o coś innego. Obserwacja zachowań niektórych księży podpowiada nam, że akurat fallus pozwala im na igraszki z kolegami, klerykami w seminariach , ministrantami, a nawet małymi dziećmi, o czym często informuje prasa i co dzisiaj już nie jest tajemnicą (wiary). Przytaczane przez FiM zdania z podsłuchu rozmów napalonych seksualnie księży z potencjalnymi ofiarami ich chuci, aż kipią od wzajemnego zachwytu nad swoimi fallusami i obiecanek słodkiego zagłębiania się w gardłach i dolnych święconych partiach zwanych bez owijania w bawełnę d*pą. Z trywialnym zażenowaniem czytelnicy wpatrywali się w zdania ilustrujące te dialogi, bo tak naprawdę wzbierało się na wymioty. Czyli jednak z tymi fallusami coś jest na rzeczy. Kobieta, naturalnie pozbawiona tegoż instrumentu „czci” w wielu religiach świata została z pełnym uzasadnieniem ulokowana wokół parujących garnków. Ich miejsce na plebaniach ogranicza się wyłącznie do przyrządzania posiłków, prania i sprzątania. Jeżeli jest młoda i względnie atrakcyjna fizycznie może od czasu do czasu ogrzać swoim ciałem pościel proboszcza. By rozgłos po wpadce ciążowej nie zniszczył do końca kariery katabasa, jest on cichutko przenoszony do innej parafii lub na Ukrainę. Pani profesor Monika Płatek pisze: Ukraina jest utkana z księży polskich, którzy zostali zesłani za dzieci które płodzą.

Ktoś dowcipny pisze w swoim komentarzu: „ A czy nie można połączyć uroczystości święceń kapłańskich z równie uroczystą kastracją, chociażby chemiczną, tak głośno zapowiadaną przez naszego premiera?.
Te klejnoty im tylko przeszkadzają w pracy, a o ile mi wiadomo są całkowicie zbędne i grzechogenne..”. No chyba jednak nie, bowiem te kilkadziesiąt polskich seminariów opustoszałoby do zera. Duża kasa, tajemny sex i „nauczanie” którędy trafić do wiecznej szczęśliwości, to zasadnicza doktryna kapłaństwa.


http://vod.pl/kosciol-za-zamknietymi-drzwiami,99063,w.html


czwartek, 17 stycznia 2013

MISERICORDIA


Kilka dni temu przez nasze media przetoczyła się fala oburzenia prawicowych polityków i osób duchownych na wypowiedź szefa WOŚP Jurka Owsiaka w sprawie polskiej postępującej, acz utajnionej w pojęciu sensu stricte, eutanazji. Ukrytej w braku szpitali i oddziałów geriatrycznych, w braku dostępu do lekarzy tej specjalności, wreszcie w nędzy materialnej seniorów, często nie pozwalającej na wykup zaleconych leków. Ponadto wiele kompromitująco niskich, wręcz szczątkowych emerytur powodujących dylemat czy opłacić czynsz, czy też kupić cokolwiek do jedzenia. W kilka godzin po tym wśród dyskutantów na antenie TV znalazł się świecki „biskup” Tomasz Terlikowski, który usłyszał od interlokutora, że oto dwóch Belgów, bliźniaków, uzyskało zgodę sądu na podanie im leku uśmiercającego, ponieważ obaj będąc głuchoniemymi, tracili wzrok. Okropnie nie spodobało się to redaktorowi Terlikowskiemu, który eutanazję uważa za ogromne zło.

Tomasz Terlikowski jest jednak zdrowym mężczyzną w sile wieku. Ktoś, kto nieustannie biega od studia do studia opowiadając z obłędem w oczach i nienawiścią na twarzy swoje katolickie brednie, musi być zdrowy jak koń. W dodatku papierowe i internetowe wydania jego portalu przynoszą mu zapewne niezłe profity. Redaktor Terlikowski nie jest jednocześnie niewidomy i głuchoniemy, nie opiekuje się od kilkunastu lat bliskim w stanie wegetatywnym (któremu obumarł mózg) bez jakiejkolwiek pomocy państwa. Zapewne nie wsłuchuje się też w głos domagających się prawa do eutanazji, lecz w głos żyjących w dostatku i przepychu biskupów i papieża, pisze jeden z blogerów.

Kolejnymi elementami katolickiej propagandy w wykonaniu red. naczelnego Frondy jest manipulacja słowna i jak to zwykle bywa, hipokryzja. Fakt, że Karol Wojtyła poprosił o zaprzestanie leczenia ( słynne "Pozwólcie mi odejść do Pana"), jest określany przez Terlikowskiego mianem " zaprzestaniem uporczywej terapii", czyli innymi słowy biernej eutanazji. Tak, papież poddał się nie tylko biernej eutanazji i nie ma co do tego wątpliwości, bowiem przecież będąc sparaliżowanym, sam nie odłączył się od maszyny podtrzymującej pracę serca, panie Terlikowski. Takie rozumowanie jest zbyt trywialne. Wiem, parzy to pana niemiłosiernie, ale właśnie eutanazja o którą prosi nieuleczalnie chory, cierpiący okropne bóle staruszek jest właśnie miłosierdziem, które to słowo jest ponoć flagowym, ewangelicznym clou Kościoła katolickiego. Co prawda można zwątpić w owe „hasło”, zapoznając się choćby pobieżnie z historią katolicyzmu ostatnich kilkuset lat, gdzie miłosierdziem nad duszą, niestety ulokowaną w ciele, było rozpalanie stosów pod czarownicami i innowiercami, topienie, łamanie kołem, rozrywanie końmi, czy po prostu ucinanie głów, mimo piątego przykazania, nie zabijaj. Zatem,słowo miłosierdzie nijak nie pasuje do słów: współczucie, bezinteresowna pomoc, litość, a wydawałoby się, iż to pokrewne tematy. Nawet prosty bagnet był nazwany słowem misericordia, a przecież służył on do dobijania rannych, wyjących z bólu żołnierzy na polu walki, tylko dlatego, by ulżyć ich cierpieniom. Czy zatem nie była (jest) to forma eutanazji?. Oczywiście jest, tyle, że to bardzo bolesna forma. Dzisiaj eutanazja polega na bezbolesnym zabiegu odłączenia cierpiącego od maszyny podtrzymującej pracę serca, z ewentualnym podaniem specyfiku, który przyśpieszy proces zejścia śmiertelnego. Nikt, nigdy nikogo nie zabije i nie zabija, jak „obiecał” Ziobro, a nie rozumie Terlikowski, po to by po prostu tylko zabić. Pan doktor Terlikowski wydaje się być niedouczonym w pojmowaniu argumentacji, o co posądzał zresztą publicznie Monikę Olejnik. Podobnie tzw. zaprzestanie uporczywej terapii, o co prosił, (powtarzam) Jan Paweł II jest niczym innym jak właśnie czystą eutanazją. Wszyscy wzdragają się przed wymową tego słowa, a przecież ten grecki termin oznacza nic innego, jak po prostu „dobrą śmierć”, o którą modlą się wyznawcy bodajże wszystkich religii świata. Nie pojmuję dalej mili państwo, co bardziej można ulokować w koszyku miłosierdzia i tak zwanej dobrej śmierci: Podanie specyfiku na błagalną prośbę osoby cierpiącej na nie dający się zmierzyć czymkolwiek ból, czy też dobijanie rannego bagnetem właśnie zwanym „miłosierdziem”, nie mówiąc już o odbieraniu życia rozpalonym żelazem, co też lokowało się w dawnym katolickim zestawie czynów miłosiernych. W polskich niestety warunkach i świadomości społeczeństwa, o dobrą śmierć pozostaje się tylko (niestety mało skutecznie) modlić. W państwie, gdzie w każdym pomieszczeniu począwszy od sali sejmowej, aż po klasy lekcyjne wisi krzyż, a na nim Chrystus w ramach misericordii umęczony koroną cierniową, słowo księdza, a tym bardziej biskupa brzmi jak zapis konstytucyjny, tym bardziej, że już dawno blisko połowa Polaków zdjęła Mu z głowy ową koronę i na jej miejsce założyła beret moherowy. W takim środowisku cywilny „biskup” Terlikowski może śmiało odkrywać i głosić, co wg niego jest eutanazją czynną, a co zbawczym zaprzestaniem uporczywej terapii.


poniedziałek, 14 stycznia 2013

ROZMOWY Z OJCEM


W tym roku mija 96 rocznica urodzin mojego Ojca Piotra Zygmunta. Planowałem ten post napisać w okrągłą setną rocznicę, ale nikt z nas nie wie, czy dane mi będzie dożyć owego jubileuszu, przeto popełniam ten felieton już dziś, co nie znaczy, że go kiedyś nie powtórzę, bo dla mnie naprawdę warto.
Z Ojcem poznaliśmy się w dniu moich urodzin, to znaczy On z racji ojcostwa zapoznał się ze mną pierwszy. Na rewanż znajomości z mojej strony nieco musiał poczekać, dopóki nie pocznę rozpoznawać otoczenie. Ojciec był raczej wesołego usposobienia. Codziennie podśpiewywał pod nosem ulubioną „Piosenkę o mojej Warszawie” Mieczysława Fogga, co pozostało Mu z kilkutygodniowej podwody, kiedy to odgruzowywał stolicę. Gdy coś zepsuło Mu humor potrafił artystycznie, wręcz koncertowo kląć, przy czym przekleństwa budował bardzo ... piętrowo. Ze względów higienicznych nie będę ich tu przytaczał. Za każdym razem wtedy Mama posyłała Go do spowiedzi przy okazji niedzielnej mszy.
Muszę szczerze i nieskromnie powiedzieć, że mimo, iż było nas rodzeństwa okrągła czwórka, to ja bywałem troszkę przez Ojca hołubiony, jako że wiązała nas pewna pasja. Mianowicie obaj lubiliśmy politykę, historię i geografię, szczególnie ten trzeci temat. Nigdy nie poruszaliśmy tematów dotyczących religii. Wiadomo, ksiądz w rodzinie, a i Mama byłaby niepocieszona. Zatem ten drażliwy temat stanowił tabu.
Cieszył się więc bardzo z każdego mojego przyjazdu do rodzinnego domu przy okazji wakacji, a później urlopów. Nie, nie rozsiadaliśmy się przy kawusi czy piwku, by delektować się ciekawostkami z życia postaci, które zapisały się w historii lub wydarzeniami politycznymi na naszym globie. Pracy w naszym rolniczo-ogrodniczym gospodarstwie było na tyle multum, że nikt pozostający aktualnie w domostwie nie mógł sobie pozwolić na dłuższe biesiadowanie, przeto moje „rozmowy z Ojcem” były prowadzone przeważnie przy okazji wykonywanych robót. Zatrudniał mnie blisko siebie, by można było pogadać nie „marnując czasu” poza małymi przerwami na papieroska. Rzeczywiście Ojcu, jak i całej Rodzinie praca, mimo szykan ze strony władz dawała niebywałe efekty. Rodzice wybudowali dwie wille córkom w nieodległym mieście, a i sam postawił nowy rodzinny dom po zaistniałym pożarze. O mnie też oczywiście nie zapomnieli.
Ojciec, jak już pisałem ukończył szkołę rolniczą im. Aleksandra Świętochowskiego w Gołotczyźnie jeszcze przed wojną. Szczycił się poziomem nauczania w tym przybytku nauki i miał ku temu powody jako, że rzeczywiście mnie zaskakiwał swoją wiedzą. Na bieżąco uzupełniał swe iście koherentne zasoby wieczorami tkwiąc oczami w gazetach. Marudził, gdy listonosz nie dowiózł na czas prenumerowanej prasy. Na książki niestety już nie miał czasu bo, by sprostać utrzymaniu gospodarki na wysokim poziomie musiał się też jako tako wysypiać, tym bardziej, że do roku 1960 nie mieliśmy w domu prądu elektrycznego. Musiały mu w tym względzie wystarczać rozmowy ze mną, w których, jak powiedziałem się lubował. Podkreślał, że jedynie ze mną może pogadać o tym co go interesuje. Z kobietami nie można o niczym porozmawiać. Matka jest zapracowana w kuchni i ogrodzie. Z nią można się tylko pomodlić szepcząc „zdrowaśki”, które słyszę zarówno podczas przebierania owoców, pielenia w inspektach, albo przy dojeniu krów, powiadał. O moich siostrach, czyli „dziewuchach”, jak je nazywał pieszczotliwie miał opinię jako o tych, co to mimo ukończenia szkół pozostawały w kręgu zainteresowania ciuszkami, „drogerią”, plotkami i ewentualnie miłostkami. Nigdy z nimi nie poruszał prawdziwych tematów z kręgu Jego zainteresowań. Brat mój z kolei, nie garnący się zresztą z miłością do wiedzy jako takiej, był od młodości przygotowywany do objęcia gospodarki po rodzicach. Interesowała go wszelka mechanika rolnicza oraz motoryzacja. Następca „tronu” jak znalazł, cieszyli się Rodzice odpłacając się dziękczynieniem w kościele.
Znając ojcowskie upodobania, zwoziłem więc Mu przeróżne atlasy z aktualnie rodzącymi się nowymi państwami, często w wyniku przewrotów ustrojowych. Globus miał na stole i w głowie. Można by powiedzieć, że jego głowa stanowiła globus. Z zamkniętymi oczami pokazywał na nim choćby najmniejsze wysepki, zatoki, stolice, rzeki, góry i księstewka z jednoczesnym określeniem panującego tam ustroju, a często przywołując nazwiska prezydentów lub premierów. Zatem najczęściej interesowały go aktualne wydarzenia polityczne w świecie. Wydarzenia, które przeorientowywały dotychczasową Jego wiedzę na poruszany temat. Zawsze go przede wszystkim ze wszech miar interesowała Wielka Rosja. Od caratu aż po Jelcyna, bo później już Mu zdrowie nie pozwalało na uprawianie umiłowanej tematyki, mimo pozostawania na emeryturze i „zdaniu” gospodarki w dobre synowskie ręce. Jego pragnieniem było odbycie podróży koleją Transsyberyjską z Moskwy do Władywostoku, z zamiarem wysiadania nie tylko w kolejnych republikach po drodze, ale i w ciekawszych miastach. Taka podróż trwałaby około dwóch - trzech miesięcy. Niestety nie wyobrażał sobie pozostawienia gospodarki na tak długi czas, a ponadto nie wierzył, że może dostać od władz rosyjskich pozwolenia na taką „samowolkę”. Wiadomo, że Rosjanie innostrańców wpuszczali tam gdzie nie było powodu do wstydu. Zazdrościł mi więc odbytej wycieczki od Kijowa, aż do Irkucka i innych stolic „republikańskich”, o których na łamach bloga już pisałem. Proponowałem mu, że gotów jestem mu towarzyszyć powtórnie na ten daleki rosyjski wschód. On niestety mimo ogromnych pragnień odmawiał. W wolnej Polsce zrozumiałem, iż wcześniej bał się tego, że przy okazji starań o paszport wypłynie na wierzch sprawa jego przynależności do AK. Zatem Ojciec musiał się zadowolić werbalną wiedzą o tejże wielkiej Rosji. Nasze dyskusje nie interesowały pozostałych członków rodziny. Często Mama się buntowała słowami: „Ojciec, a dajże spokój z tą waszą pieprzoną polityką. Chłopak tak rzadko zagląda do domu, opowiedziałby lepiej o rodzinie i pracy. A swoją drogą to trzeba też znaleźć czas na modlitwę, bo ten miesiąc jest różańcowy, inny z kolei modlitw majowych itp.” My jakoś zręcznie omijaliśmy owe bogobojne propozycje, kontynuując dywagacje z kręgu polityki i historii najnowszej. Dzisiaj wspominam te pogaduszki z wielką nostalgią, bo rozmowa z Ojcem, nie przesadnie religijnym katolikiem, umiarkowanym antykomunistą, wielbicielem sanacji i Piłsudskiego, a jednocześnie też i Gierka za jego posunięcia w sprawach rolniczych dawały mi niebywałą satysfakcję. Bo rzeczywiście Gierek wprowadził rolnicze emerytury, dźwignął przemysł, dawał kredyty na unowocześnienie gospodarek, a następnie w dużej części je umarzał. Co by nie mówić ten malowany komunista a przy tym patriota, potrafiący lawirować między Moskwą, Zachodem i Ameryką, a nawet Watykanem ma swoje zasługi dla kraju. Moim zdaniem mimo wściekłych ocen ze strony prawicy, zasłużył na chociażby wdzięczną pamięć, tak zresztą jak i mój Ojciec w moim życiorysie. Przynajmniej współcześni wielbiciele Balcerowicza mieli i w dalszym ciągu mają co sprzedawać pod płaszczykiem prywatyzacji. Często szybko i za bezcen, byle nie przypominało im to czasów PRL.
Od wielu już lat mój Ojciec nie żyje. Wprawdzie nie wierzę w żadne życie pozagrobowe, ale jeżeli bym się mylił, to powiem: Tato nie martw się. Mam z kim kontynuować rozmowy, na wszystkie, w tym nasze tematy. Bowiem obok mnie jest najukochańsza kobieta. Mila, mądra, tolerancyjna i współczująca wszystkim tym, którzy doznają krzywd na tym padole.

piątek, 11 stycznia 2013

KOLESIE


Mam głęboką pretensję do tych, którzy nastąpili po IV RP, bo nic nie zostało rozwiązane - powiedział w TOK FM prof. Radosław Markowski. Dlaczego nie nastąpiło rozliczenie? - Oni mają wspólne biografie, najwięksi przeciwnicy są ze sobą na "ty". Jak przychodzi co do czego, jest taryfa ulgowa – uważa też Adam Szostkiewicz. - PO również była w tym nurcie odnowy moralnej – dodał ponadto Paweł Wroński.
Adama Szostkiewicza z "Polityki" nie przekonuje popularny pogląd, że Jarosław Kaczyński nie jest przez PO zwalczany, bo jego zachowanie działa na korzyść partii rządzącej. Zdaniem publicysty problem tkwi gdzieś indziej:- Od 1989 z nielicznymi przerwami rządzi polską obóz solidarnościowy. To są ludzie, którzy mają wspólne korzenie, biografie, najwięksi przeciwnicy są ze sobą na "ty" - mówił. - Jak przychodzi co do czego, jest taryfa ulgowa nawet dla tych, którzy dzisiaj tak brutalnie zwalczają obecną ekipę , mowa o Kaczyńskim i jego watasze, ocenia publicysta.
PO również była w tym nurcie odnowy moralnej. Przez pierwsze dwa lata rządów Platformy Mariusz Kamiński był szefem CBA pracującym przecież w rządzie PO - przypomniał Paweł Wroński z "Gazety Wyborczej".
Jego zdaniem "wybuch wściekłości" po słowach Igora Tuleyi wynika z tego, że sędzia lepiej pokazał system IV RP niż "te wszystkie komisje, które siedziały w Sejmie na stołkach, zapuściły
hemoroidy, brali przy okazji duże pieniądze i nic z tego nie wyszło", bo wyjść nie mogło. To tylko teatrzyki dla widza-wyborcy.
Inni publicyści piszą wprost: Polską po PIS-ie już rządzą NASTĘPCY, ale tymi "następcami" nadal rządzi KOŚCIÓŁ. A ściślej ....Przenajświętsze Komitety Wyborcze w parafiach, które natchnione Duchem Świętym,najlepiej wiedzą którzy kandydaci w wyborach są dobrzy dla Polski, oraz co najważniejsze, dobrzy dla SŁUG PANA BOGA na ziemi...Amen
Zgadza się, ale to nie wszystko. Ci ludzie mają podobną mentalność. Nie ma więc różnicy pomiędzy byłym ZCh-nowcem z PiSu a byłym ZCh-nowcem z PO. Swego czasu obydwaj dążyli do utrzymania państwa policyjnego, tyle że na usługach Kościoła dla odmiany. I właściwej ideologii. Kontynuacja metod bezpieki nie zrobi więc na tych panach najmniejszego wrażenia. No bo cóż niby w tym złego, że organa starają się dociec prawdy? Pod tym względem Niesiołowski niewiele rożni się od Macierewicza. Oni doskonale się rozumieją, piszą znani publicyści i komentatorzy polityki. Oczywiście nie ci, co to usłużnie na swoich tabloidach nazywali w on czas doktora G. mordercą i drugim dr Mengele budując swój status w oczach Ziobry, Kaczyńskiego i Mariusza Kamińskiego. Ci dzisiaj napadają na sędziego Tuleyę, broniąc ostatnie skrawki swojego człowieczeństwa.
*********
Otóż nihil novi. Nic nowego panowie redaktorzy, bo o czym to ja pisałem wielokroć, jak nie o rodzinnej solidarności prawicy. Mój ojciec powiadał obserwując polską scenę polityczną: Kruk krukowi oka nie wykole, jakże bardzo znane porzekadło. Zarówno PIS jak i PO to jedna rodzina AWS, Akcji Wyborczej Solidarność, partii stworzonej dla obalenia rządu SLD. Jak powiadali starożytni Rzymianie Per nexum sanguinis (ze względu na związek krwi, pokrewieństwo). Piana im wszystkim ciekła z nienawiści do Cimoszewicza w momencie prac nad aktem akcesyjnym do Unii Europejskiej oraz współpracą z Białym Domem w USA. Tą rodziną AWS dowodził piękny Maryjanek z seksownym dołeczkiem na brodzie, Krzaklewski, który to premierem figurantem zrobił Buzka, swego profesora, który nadał mu tytuł doktora, mimo, że Buzek nie został wybrany na posła do Sejmu. Sam Maryjanek swoim premierem zarządzał zza jego pleców. Jak to wszystko wyglądało pokazały kolejne wybory. AWS otrzymało od wyborców zaledwie 3%. Za co?. Za ogromne bezrobocie, zadłużenie państwa, wzrost gospodarczy zaledwie 1,5%, 90 miliardową dziurę budżetowa i szalejącą inflację. Tusk po latach Krzaklewskiego ponownie chciał z ramienia PO usadowić w Brukseli, niestety nie udało się. Na szczęście tę degrengoladę kraju wyprostował rząd lewicowy kosztem utraty popularności wśród wyborców. Ich wzajemne powiązania nicią nienawiści do lewicy i do wszystkiego co zalatuje PRL-em okrasili wspólnym powołaniem IPN, oraz policji politycznej do walki z lewicą, czyli CBA. Dlatego Tusk i całe PO milczeli gdy Ziobro z Kamińskim szaleli jak ubecy stalinowscy. Milczeli gdy nocą osadzano ludzi w aresztach wydobywczych, czym nierzadko powodowali oni samobójcze akty rozpaczy ludzi niewinnych (Blida). Dlatego nie bądźmy naiwni. Tusk nic nie uczyni jako premier tym, którym głęboko w oczy spojrzał sędzia Tuleja. Gdyby był uczciwy względem wyborców, to jego pierwszym krokiem po zdobyciu władzy było by natychmiastowe odwołanie wszystkich prokuratorów i sędziów, których na odchodne, w ostatnim dniu władzy mianował Ziobro. Tego nie zrobił, bo to jednak KOLESIE. Hoduje więc Kaczyńskiego, jak owczarka niemieckiego na postrach tych wyborców, którym by się w głowach poprzewracało i przez to, co nie daj boże chcieliby odebrać władzę PO. Kaczyński dla Tuska stanowi polisę ubezpieczeniową na utrzymanie posady, a jednocześnie gwarancję, że nie dojdzie do władzy..., co byłoby jeszcze gorsze, lewica. Kościół mu w tym pomoże, bo przecież nie na darmo żyje na tłustym garnuszku z rąk rządzących.

piątek, 4 stycznia 2013

BARANY MAJĄ LEPIEJ



Do baranów się przemawia językiem tym samym co do owiec, z tym, że do owiec głośniej. A język fioletowych pasterzy jest podstępny, wilczy, ale stanowczy. Zobowiązuje on owce do całkowitego posłuszeństwa samcom. Jakiekolwiek prawa owieczka może mieć za pozwoleniem swego barana. Głoszone słowa oparte są na fragmentach wypowiedzi świętych filozofów (nie wiadomo jakich to uczelni) takich jak św. Tomasz (nie mylić z Terlikowskim), iż ” wartość kobiety polega na jej zdolnościach rozrodczych i możliwości wykorzystania do prac domowych” (św. Tomasz z Akwinu, mędrzec Kościoła, 1225-1275. Dalej powiada: Kobiety są błędem natury... z tym ich nadmiarem wilgoci i ich temperaturą ciała świadczącą o cielesnym i duchowym upośledzeniu... są rodzajem kalekiego, chybionego, nieudanego mężczyzny. Pełnym urzeczywistnieniem rodzaju ludzkiego jest mężczyzna.”

Podobnie wyrażał się inny mędrzec Kościoła św. Augustyn: „Kobieta jest istotą pośrednią, która nie została stworzona na obraz i podobieństwo Boga. To naturalny porządek rzeczy, że kobieta ma służyć mężczyźnie”. Dla porządku przytoczę jeszcze świętą wypowiedź niejakiego Clemensa Aleksandrinusa: U kobiety sama świadomość jej istnienia powinna wywoływać wstyd.

Można tak w nieskończoność zaglądając do mądrości świętych protoplastów Terlikowskiego. Okazuje się też, że do wypowiedzi wielu polskich arcypasterzy fioletowych, właścicieli pastorałów nadanych im z łaski ponoć wszechmocnie wykształconego JPII. Mamy XXI wiek. Świat owe wypowiedzi świętych cytuje w aspekcie dowcipu i skeczy kabaretowych, a u nas w Polsce podobne brednie są rozpatrywane i komentowane w formie egzegezy jako boskie wypowiedzi.

Bo w gruncie rzeczy czymże jest Konwencja o zapobieganiu przemocy wobec kobiet?.Czy normalny człowiek, choćby bez matury może się tam dopatrzyć afirmacji homoseksualizmu, czy też wyzwolenia kobiet do tego stopnia, by to one stały się przysłowiowymi baranami?.Tam nic takiego nie ma, a pan abp Michalik w randze czołowego polskiego apostoła od słowa bożego głosi: Wielkie kłamstwo, które przejęliśmy z Unii Europejskiej, przyjmując tę ustawę o przemocy, że kultura, tradycja, religia rodzi przemoc. Niech mi pokaże którykolwiek z tych ludzi, którzy wymyślili to wielkie kłamstwo historyczne, w którym miejscu ewangelia mówi o przemocy. To jest dramat zakłamywania. Otóż arcypanowie. Powyżej przytoczyłem kilka takich zapisów waszych „ideologów”, które stanowią wzorzec świętej konstytucji. Resztę można doczytać choćby na googlach, wpisując słowa: „św. Tomasz a kobiety”. Są tam dziesiątki, a może setki cytatów wypowiedzianych przez waszych świętych. Cytatów którymi się posługujecie w XXI wieku w kraju Unii Europejskiej. Czy nie jest wam wstyd powtarzać słowa św. Pawła i Tekli, który obrzydzał młodzieńcom kobiety, a pannom mężczyzn głosząc w kazaniach, że nie dostąpią zmartwychwstania, chyba że pozostaną do śmierci w czystości. To się kupy nie trzyma. A gdzie potomstwo?. Nie straszna im jest przemoc wobec osamotnionych kobiet i dzieci. Nie straszne im jest kazirodztwo, zjawisko jakże w Polsce rozpowszechnione przy milczącej postawie zastraszonych matek.? Bywało, że zakazywało się zabierać kobietom głos. Kobiety na wszelkich zgromadzeniach mają obowiązek milczeć. Są poddane, a jeżeli czegoś nie rozumieją niech pytają swoich mężów. Jako, że od mężczyzn wyszło słowo boże!? To też słowa waszych świętych.

I tak dalej itp. bzdety dla stad baranich, dla tych prostych zdyscyplinowanych kierdli owiec straszonych ogniem piekielnym i pochówkiem w nie poświęconej ziemi. Gdzież do jasnej cholery w Konwencji się można doszukać pierwiastków rodzących tzw. zamykanie oczu na homoseksualizm, małżeństwa jednopłciowe, czy też ogólnie mówiąc związki partnerskie.? Ponoć żaden katabas nie przeczytał w całości tekstu tego dokumentu. Czyż dla Kościoła stanowi tajemnicę fakt, że środowiskiem w którym rozmnaża się homoseksualizm jest właśnie on sam. Począwszy od seminariów, gdzie po raz pierwszy alumni zapoznają się z podobnym zjawiskiem nie tylko w celach, ale i pod prysznicem. Alumni, którzy tam przybyli przede wszystkim ze środowisk wiejskich, gdzie owe zjawisko jest raczej nieznane. Absolwent seminarium jest już bardzo przygotowany do nie tylko praktyk homoseksualnych ze swoimi kolegami po brewiarzu, ale też do pedofilii (a to już przestępstwo wobec prawa), o której to na całym świecie w środowiskach katolickich aż kipi. Chucie którymi pałają w stosunku do dzieci księża, a nawet biskupi położyły finansowo na łopatki niejedną diecezję. W tej sytuacji do kogo ta mowa fioletowi panowie. Okazuje się, że tylko do baranów i podporządkowanych im owieczek. Odmawiając kobietom praw, sami dajecie świadectwo, że mężczyźni są dla was większą wartością. Nie tylko w czasie noszenia baldachimów, ale również w łóżkach plebanijnych. A tak nawiasem, Kościół będzie jeszcze pluł na Konwencje tylko 3 miesiące, bo po tym okresie konwencja wchodzi w życie, mając nadzieję, że może jakieś społeczne protesty zmuszą Tuska do zerwania umowy z Radą Europy. Wcale bym się nie zdziwił, bowiem mimo zapowiedzi nie klękania przed księdzem Donald Tusk wciąż klęczy i to na oba kolana.






POLSKA I WATYKAN W ŚWIETLE KAMER

Kto atakuje Kościół ten atakuje Polskę, krzyczał Jarosław Kaczyński, licząc na rewanż i łaski politycznego wsparcia ze strony episko...