piątek, 31 sierpnia 2012

HIENY I OBSKURANCI

Złapane w sieci.
Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich od wielu lat obdarza raz na rok któregoś z dziennikarzy zaszczytnym tytułem „Hieny Roku”. Tak jest od 1999 roku, kiedy to tegoż pierwszego tytułu dochrapał się Marcin Wrona z TVN za program „Pod napięciem”. Do dzisiaj zapewne już nie pamięta tego „ubarwienia”, tym bardziej, że od dawna wypełnia ciekawostkami z terenu USA stację TVN24.
W następnych latach „Hienę Roku” przyznawano w kratkę, bo nie zawsze ktokolwiek zasługiwał na „zaszczyt”. W 2005 roku był to dziennik Fakt, w 2006 tygodnik Wprost, w 2009 dziennik Dziennik. W tym roku tytuł zapewne otrzyma Cezary Łazarkiewicz, który to za pomocą Newsweeka zapragnął zapoznać Polaków z życiorysem Rajmunda Kaczyńskiego, (ojciec najsłynniejszych polskich bliźniaków). Ponieważ Łazarkiewicz wywlókł wiele mało atrakcyjnych dla braci szczegółów, z życia i działalności bohatera, przeto taka chyba zapadnie decyzja SDP, aczkolwiek nominacji jest więcej. Na czoło wysuwa się tu Figurski z Wojewódzkim za teksty o kobietach ukraińskich, zatrudnionych w Polsce na stanowiskach pomocy domowej. Jest też wielu innych, a rok przecież jeszcze się nie skończył. Po przeczytaniu artykułu pana Maziarskiego „zgłaszam Ziobrę do Hieny Roku”, przyznaję, że rzeczywiście podobnym zaszczytem można by obdarzać polityków. Przecież ich wypowiedzi, niby przejęzyczenia, albo jak powiadają, przenośnie, metafory czy też inne figury stylistyczne, aż się proszą o „wynagrodzenie”. Do takich można zaliczyć poselstwo złożone m.in. z Niesiołowskiego, za wypowiedzi w sprawie coming out Biedronia i Grodzkiej, kilku osobników PIS za podobne wypowiedzi i naigrywanie się z tranwescytów, oraz faktu wyboru na prezydenta USA czarnego kandydata. Panią Pawłowicz z PIS za idiotyczne wypowiedzi w sprawie związków partnerskich, oraz Sobecką za stawianie oszusta Rydzyka na piedestał zbawiciela narodu. Ziobro niewątpliwie zasługuje na najwyższy honor w tym względzie, chociażby za wypowiedź, że za jego władzy, gdy minister sprawiedliwości był jednocześnie prokuratorem generalnym wypadek podobny jak z Amber Gold nie mógłby się zdarzyć. Rozprężenie na odcinku sadownictwa nastąpiło po rozdzieleniu tych dwu funkcji. Okazuje się, że aż pięć kolejnych wyroków z zawieszeniem odbycia kary Marcin Plichta otrzymał za czasów rządu PIS, a więc i Ziobry. Ja osobiście wśród laureatów „Hieny Roku” widzę Antka policmajstra, a konkretnie pana Macierewicza za szopkę polityczną jaką wraz z osobiście powołanym parlamentarnym (czyt. pisowskim) zespołem do zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej stworzył. Ci Polacy, którzy cokolwiek używają własnego rozumu, łapali się za głowę gdy Macierewicz głosił co chwila inne przyczyny katastrofy, a to sztuczną mgłę, a to użyty przez Putina magnes, który ściągnął samolot na glebę, a to mit pancernej brzozy, a to w końcu wybuch dwóch bomb zainstalowanych na pokładzie tutki między nogami państwa prezydentostwa. Oczywiście ta kandydatura przepadnie w przedbiegu, bo jest to żerowanie na tragedii ludzkiej i przypadek ekstremalny, ale hiena mu się należy i po głębokim zastanowieniu pan Macierewicz będzie mógł się czuć pokrzywdzony. Dzisiaj, gdy już znajduje on coraz mniej swoich zwolenników w wierze w zamach, gdy Kościół odrzucił publicznie jego wypociny, gdy powołani z Ameryki i Australii „znawcy” tematu cichcem uciekli do swoich krajów, by dalej się nie kompromitować, gdy wydane przez niego „dzieło” o wynikach śledztwa smoleńskiego zalega w księgarniach akurat te półki których zasoby przeznaczone są na przemiał, to aż się prosi właśnie o „Hienę Roku”.
*******
Zapoznałem się też z innym artykułem, wokół którego trudno pozostać obojętnym. Pan Aleksander Bugla, filozof religii, magister, absolwent WSFP przy Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, oraz absolwent Papieskiej Akademii Teologicznej, w udzielonym wywiadzie dla GW mówi, że został przez biskupa zwolniony z nauczania religii jako, że brakuje mu kwalifikacji. Uczył w szkole podstawowej, w gimnazjum i liceum. Uczył religii w szerszym kontekście wiedzy jak powiada, nie wiary, bo przecież jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Wiadomo zacz, że religia sama w sobie nie może być nauką, a wiary nie można z kolei oceniać trybem ocen szkolnych. Zatem pan Bugla zapoznawał uczniów nie tylko z przykazaniami i biblijnymi przypisami katolicyzmu, ale też z wartościami głoszonymi przez inne wyznania. Dzieciaki powinny wiedzieć czym różni się nauka Jezusa od Mahometa, Konfucjusza, czy Buddy. Mówi też, że religię, oraz samą modlitwę na lekcjach dzieciaki traktują frywolnie, ale też wręcz olewają w dosłownym tego słowa znaczeniu. Jego wykłady spowodowały prawdziwe, wręcz rewolucyjne zainteresowanie, bowiem powiadał on im, iż dopiero, gdy poznają istotne z punktu wiedzy tajemnice religii, a jednocześnie zaczną myślowo dorastać sami zdecydują gdzie się chcą znaleźć w kwestii wyznania takiego lub owego. Jako nauczyciel i tylko nauczyciel odmawiał przyprowadzania dzieciaków do kościoła, oraz przygotowywania ich do komunii i bierzmowania. To nie należy do obowiązków nauczyciela, tłumaczył. On jest wyłącznie wykształconym do nauki przedmiotu wykładowcą. W tej sytuacji zachowanie i sposób wykładania przedmiotu przez niego nie spodobał się biskupowi, który, jako jedynie władczy w tej materii wyrzucił go ze szkoły. Na jego miejsce wyznaczył katechetkę po kursach bardzo zbieżnych z naukami przedmałżeńskimi, oraz prostego jak laska biskupa wikariusza miejscowej parafii. I tutaj aż się prosi o utworzenie jeszcze jednej, atrakcyjnej z punktu widzenia problemu nagrody roku. Dla pana biskupa i dla innych , którzy w imię walki z wiedzą wciskają najmłodszemu pokoleniu ciemnotę. „Obskurant roku”.

wtorek, 28 sierpnia 2012

SYNDROM PIĘKNEGO MARYJANA


Pisałem już kilkakrotnie, że Platforma Obywatelska jako wróg Prawa i Sprawiedliwości i odwrotnie, to wielka ściema . Pominąwszy to, że ramię w ramię jako AWS, te partyjki robiły wszystko by wysadzić z rządu SLD i Millera, oraz wprowadzić religię do szkół, co im się udało aż do czasu kompromitującego notowania (3%), to do dzisiaj praktycznie z małymi odchyłkami obie wyznają ten sam katechizm. Katechizm dosłownie, bo to partia (mówię o Platformie) pomazana jest częściowo utajonym klerykalizmem. Nie tylko sam Tusk, który w łaski Dziwisza wszedł poprzez zawarcie ślubu kościelnego po kilkunastu latach małżeństwa, ale wystarczy popatrzeć na vice szefa PO, czyli Hanię Gronkiewicz Waltz, zarabiającej na posadzie prezydenta Warszawy, która bez różańca, a przede wszystkim bez towarzystwa Ducha Świętego i kapelana nie wychyli się z Ratusza choćby na moment. Stosunki pomiędzy PO i PIS są jak między bratem i siostrą po pogrzebie ich wspólnej matki (AWS), gdzie spadkodawca jedną z tych partii nagrodził bardziej korzystnym zapisem, ale jak wiadomo niesnaski trwają do pewnego momentu, aż przychodzi taki, gdzie nie mają już znaczenia zaszłości i następuje buzi buzi. Ważne jest tu i teraz. A tu i teraz wygląda tak: Tusk głupio się uśmiecha do polityków w Brukseli, pozując na prawdziwego liberała, tymczasem Europa wie, że to tylko maska i nie ma mowy o jakichkolwiek regulacjach, które by przybliżyły Polskę do normalności, jaką cieszy się zachodni świat. Dał tego dowód wielokrotnie. Wyznając zatem wszystkie „wartości chrześcijańskie”, za którymi głosował w zespół wespół z urojonym wrogiem, cieszy się, że w jego „liberalnej” partii grzeją sobie tyłki poselskie tacy fundamentaliści katoliccy jak Gowin, Żalek, Raś i kilkudziesięciu namaszczonych podobnie. Tego pierwszego, podejrzewam, że na polecenie depozytariusza szczątek cielesnych JPII abp Dziwisza Tusk zrobił ministrem sprawiedliwości, po to, domyślam się, by uchronił sukienkowych od kar więziennych za przekręty finansowe, rabunki mienia państwowego oraz pedofilię. Tusk ponadto dla zademonstrowania swej chrześcijańskiej przynależności z dumą pokazuje się w towarzystwie biskupów, zaś jego wysłannik partyjny do Pałacu Prezydenckiego, wzorem prezydenta Wałęsy już zdążył zaprosić do bogatej i hojnej dla urzędników watykańskich Polski samego B-16. Poza tym od początku, jako prezydent państwa „świeckiego” najczęściej można go spotkać na modłach i komunikowaniu, ewentualnie ze strzelbą w lesie. Tylko patrzeć jak wzorem Lecha W. (dowcip), zacznie wywieszać wieczorem na drzwiach Pałacu tekturową tabliczkę z informacją: „wyszłem na nieszpur” (dowcip), bo akurat z ortografią u pana prezydenta też nie jest najlepiej, czego kilkakrotnie dał publicznie dowód. Za cenę utrzymania się u władzy PO rokrocznie odpisuje dla najbardziej sprostytuowanej partii, jaką jest PSL ok. 14 miliardów złotych na podtrzymanie obrażającego społeczeństwo KRUS, w podzięce za trwałość koalicji. PO-PIS, w tej skłóconej rodzinie nie wyszedł z powodu zarozumiałości rodu Kaczyńskich, którzy w swojej zachłanności zapragnęli opanować oba Pałace. Dzisiaj, ze strachu przed utratą władzy może być różnie. Kaczor samotnie władzy już do łapy nie dostanie, ale może służyć wspomożeniem w przypadku upadku Tuska po skandalach związanych nie tylko z jego synem, ale ogólnie w związku z nepotyzmem w partii, a ponadto skandalem w Amber Gold, bankiem powiązanym z ludźmi PO na Pomorzu. Nie chce mi się dalej perorować w tym temacie. Powiem jedno: Obserwując od pięciu lat sukcesy naszego rządu, obojętnym jest mi u władzy Tusk czy Kaczyński, czy w końcu obaj razem. To są cywilni klerykałowie, manipulujący społeczeństwo obłudnymi obiecankami typu: załatwimy w końcu kwestie związków partnerskich, in vitro oraz KRUS, będąc absolutnie przekonanym, że nic z tych zapowiedzi nie będzie zrealizowane. W końcu przecież dałem Gowinowi stanowisko ministra sprawiedliwości, a on podobno ma około 40 konserwatywnych szabel, by każdy zapowiedziany przeze mnie wniosek okazał się gołosłownym i zostanie zgnieciony w zarodkach. W zarodkach, by mu „nie darły mordy” po nocy i dały spokojnie spać. W tej sytuacji powiem tak: Jestem absolutnie przekonany, że pokazywane przez 24h w telewizji ITI niesnaski na osi obu tych partii, a nawet wzajemne oskarżenia, są niczym innym tylko manipulowaniem w sposób daleki od standardów etycznych społeczeństwa, które z rozdziawioną gębą chłonie te bzdety. I gdyby w sytuacji dalszej kompromitacji partii rządzącej znalazł się drugi cwany i śliczny Maryś Krzaklewski, obaj ci „bracia w wierze” zbudowaliby nowy AWS, czego akurat sobie i nikomu w Polsce nie życzę. Amen.

niedziela, 26 sierpnia 2012

USTA SŁODSZE OD MALIN



W niektórych kołach politycznych, a nawet religijnych powiada się, że podpisanie przez Cyryla I i abp Michalika dokumentu traktującego o wzajemnym przebaczeniu wyrządzonych krzywd przez Polaków i Rosjan jest tak bardzo doniosłym aktem, że historia go odnotuje na czołowych stronach światowych wydarzeń na długie lata. Ale tak nie jest, przynajmniej w oczach ludzi myślących tu nad Wisłą, jak i umownie nad Wołgą. Nie jest, ponieważ ten dokument przepojony jest fundamentalizmem i konformizmem wobec religii, w którym nie znajdziesz otwartego serca dla liberała, socjaldemokraty, ateisty i innowiercy. Ta grupa pozostaje dla „umawiających się” wrogami. A cóż to za religia, która widzi w człowieku wroga, chociażby często we własnej rodzinie (brat, siostra).Porozumienie pod dwoma krzyżami wyklucza bowiem wszystkich przeciwników politycznych i światopoglądowych. Nawiasem mówiąc, ja osobiście nie muszę żadnemu Rosjaninowi nic wybaczać, tak samo jak on mnie. Nie skrzywdziliśmy się po prostu. Po drugie wartość moralna tegoż historycznego dokumentu jest mocno zdezawuowana faktem, iż podpisali go ludzie z punktu widzenia dekalogu mało moralni. Władca prawosławia na terenach Wszechrusi, to cwany biznesmen, żyjący w symbiozie z putinowską polityką, dzięki czemu dorobił się ogromnego majątku obliczanego na 4 miliardy dolarów na handlu ropą, krewetkami i papierosami, a pomieszkuje w kilkunastu złoconych pałacach na terenie całej Rosji i innych byłych republik radzieckich, gdzie panuje prawosławie. Był czas, że ponoć Stalin miał usta słodsze od malin. Czas popróbować ust Putina, panie Kaczyński, a pierwej, dla wprawy można popróbować gorących warg posłanki Pawłowicz ze swojej partii.. A tak w ogóle, to nie w gorszych pałacach oczywiście, tyle że pojedynczych (z wyjątkiem flaszki Głódzia) mieszkają nasi najprzewielebniejsi. Po stronie polskiej podpis na owym historycznym dokumencie złożył nie mniej amoralny przedstawiciel naszego episkopatu. Abp. Józef Michalik to dostojnik nie mający nic wspólnego z prawdziwym człowieczeństwem, chociażby z powodu ukrywania masowych (na jego terenie) faktów pedofilii wśród księży, oraz wystawianie fałszywych opinii na żądanie prokuratury, by chronić przed więzieniem przestępców w sutannach. Oprócz słynnego proboszcza z Tylawy, na terenie abp Michalika zbrodnie pedofilii dokonywane na ministrantach, uczestnikach oazy, a także różnych zgrupowań, szczególnie chłopców stawały się publiczne się jak TV, a Michalik je osłaniał biskupim autorytetem. W internecie ktoś informował o przypadkach solicytacji (namawiania przy spowiedzi do czynności seksualnych), zapomniałem gdzież to miało miejsce. Masowe samobójstwa księży na terenach południowej Polski ( ponoć siedem przypadków) były najczęściej spowodowane strachem przed celą więzienną, gdzie współwięźniowie pedofila traktują szczególnie „erotycznie”. Był ostatnio też przypadek samospalenia się księdza. Wolał dokonać żywota w płomieniach, niżeli być „podeptanym” w celi. Wczoraj czytam o samobójstwie księżulka przez powieszenie w okolicach Pruszcza Gdańskiego. Widać plaga samounicestwienia się przesuwa się na północ. Abp Michalik ponadto jest skompromitowany jako arogancki beton, bo zniszczył policjanta i jego rodzinę, który to ośmielił się mu dać słuszny mandat. Podobnie jak prawosławie Cyryla, katolicyzm Michalika wrósł w państwo i władzę. Obaj żądają władzy i przywilejów i nie mają zamiaru tłumaczyć się z wcześniejszych zbrodni.

A tak w ogóle wizyta Cyryla i podpisany dokument w świetle sztucznych uśmiechów obu wysoko postawionych kościelnych urzędników spowodowała, iż skrajnie prawicowa polityka w Polsce została ośmieszona do cna. Bo oto skoro Michalik, który zawsze pozostawał ciałem PIS zakazuje szerzenia kretynizmów Macierewicza w sprawie katastrofy smoleńskiej, a jednocześnie postanawia być przyjacielem Rosjan w osobie Cyryla, który z kolei pozostaje bratem Putina, to rzeczywiście Kaczyński i ta cała jego śmieszna świta została zbłaźniona do końca. Od tej pory żoliborskiemu kurduplowi, ani jego politycznym krasnalom przez usta nie powinno przejść ani jedno złe słowo na temat Putina, jako że „twój przyjaciel jest moim przyjacielem”. W tej materii nawet wyrok skazujący na dwa lata łagrów zespołu Pussy Riot, który bluźnił na premiera Rosji, jest pięknie odbierany przez polską prawicę. Wreszcie Kaczyński popiera i chwali Putina. Z podziwem dla odwagi sądu rosyjskiego patrzą prawicowi dziennikarze na czele z apostołami dziennikarstwa Terlikowskim, Ziemkiewiczem i Karnowskim. Gdyby nie wydarzenie (Cyryl-Michalik) można by powiedzieć, że zmiana postrzegania Rosji przez polską zaściankową prawicę mogła nastąpić w wyniku szalenie gorącego lata. Mam na myśli efekt Dehnela, który objawia się zmniejszeniem mózgu pod wpływem temperatury. Z kolei wszystkie partie poza kaczym klanem są oburzone wyrokiem na słynne rosyjskie dzierlatki, jako że one jako feministki nadużyły prawa „tylko” poprzez urażenie uczuć religijnych. A kto do jasnej cholery wymyślił tę durnowatą ustawę o obrazie uczuć religijnych. Czy nie przypadkiem polscy politycy działający na łańcuszku i usługach kleru? Poza Putinem Polska prawica w ogóle ma problem z dyktatorami. Niby opowiada się za swobodami obywatelskimi, a jednocześnie jeździ z ryngrafami do Pinocheta, albo ni stąd ni zowąd organizuje polityczną pielgrzymkę do Budapesztu z poparciem dla Orbana, wroga Unii Europejskiej, a obecnie z Pussy Riot. Zwariować można. Oczywiście wszystkie te wystąpienia są przeznaczone na użytek wewnętrzny. Ani Pinochet (mimo, że pocałunek mu złożył nasz świeżutko błogosławiony), ani Orban, ani uwięzione Rosjanki, nic a nic polskiej prawicy nie obchodzą. Tak naprawdę chodzi o walkę ideologiczną, którą na krajowym podwórku prawica sromotnie przegrywa, tym bardziej, iż zauważyła, że nikt tak nie obroni wartości chrześcijańskich jak Władimir Władimirowicz Putin. Tak twierdzi Wojciech Maziarski z GW i ja się z nim zgadzam.

środa, 22 sierpnia 2012

ŻYJ TAK JAK KAŻĄ

Człowiek, obojętnie gdzie urodzony, obojętnie w jakiej kulturze i wyznaniu od wczesnej młodości żyje w nakazach i zakazach. Osobiście starałem się przestrzegać podstawowych zaleceń rodziców w drodze do szkoły, w szkole, oraz w czasie powrotów. Miałem całkowity zakaz przezywania kolegów, bicia się z nimi, a także przyjmowania jakichkolwiek podarunków od osób nieznajomych. Nie zawsze dobrze na tym wychodziłem, bowiem nie wszyscy moi koledzy przestrzegali akurat tych samych zasad, przeto nieraz mi się od nich oberwało, do czasu, gdy zbuntowałem się przykazaniom i sam postanowiłem spłacać swoje krzywdy nie szczędząc pięści. Zawsze jednak byłem wierny rodzicielskiemu przykazaniu: Masz postępować tak, by nikt z twojego powodu nigdy nie płakał, a przypadkowo spowodowane przez ciebie krzywdy winien jesteś naprawić.
Zakazy i nakazy regulują nam przepływ całego życia. Dojeżdżając pociągiem do liceum na pamięć nauczyłem się wagonowych ostrzeżeń i zaleceń opisanych w różnych językach: a to „nie wychylać się”, a to „nie używać toalety w czasie postoju pociągu” i takie tam inne, chwaląc się przed kolegami umiejętnościami poligloty. Dzisiaj, po latach zastanawiam się, czy świat mógłby tak zorganizowanie istnieć gdyby nie nakazy i zakazy, łącznie z tymi idiotycznymi, które akurat jedni biorą na poważnie, inni zaś z ich powodu popadają w nieutulony śmiech. Zapoznałem się z ciekawości z zakazami i nakazami obowiązującymi w świecie i zastanawiam się, czy akurat ich treści cośkolwiek wnoszą dobrego w świetle wyznawanych szczególnie religii. Bo weźmy przykładowo nakazy które obowiązują w biblijnym Izraelu: Pamiętaj o ogrodzeniu dachu, aby nikt z niego nie spadł czyniąc sobie krzywdę. Kobieta nie będzie nosiła stroju męskiego, bo wtedy jest obrzydła dla Boga.. Kto by złorzeczył ojcu i matce winien być karany śmiercią. Biblia też przewiduje karę śmierci za rozdziewiczenie przed ślubem, podobnie za masturbację. Z kolei muzułmanie nie mogą oglądać narządów płciowych zmarłych ludzi (pracownicy zakładów pogrzebowych) i dlatego przykrywają je deską lub cegłą. Na wyspie Guam dziewice nie mogą wychodzić za mąż. Przed ślubem rozdziewicza je wybrany do tego „zabiegu” podobnie jak sołtys mężczyzna. Nawiasem mówiąc dobra fucha i to płatna. Przypomina mi to zwyczaj praktykowany za Polski szlacheckiej, kiedy to pan z majątku miał prawo do tzw. pierwszej nocy. W Libanie dozwolony natomiast jest seks ze zwierzętami. Fuj. Większość zakazów wypływa z wyznawanej, często obowiązującej religii. Świadkowie Jehowy nie mogą obchodzić urodzin, bo to bałwochwalstwo, nie mogą wznosić toastów w czasie wesel, brać udziału w wyborach, służyć w wojsku, poddawać się transfuzji krwi, bo krew jest święta. Z tego powodu żaden wyznawca w życiu nie spróbuje kaszanki, zapewniam, że może tylko żałować. Obowiązuje ich zakaz czytania książek i oglądania naukowych filmów, a ponadto noszenia żałobnej odzieży, który to zwyczaj jest uznawany jako pogaństwo. Oczywiście jeszcze setki innych zakazów wyznawców Jehowy trzyma ich w kupie wyznaniowej. Nakazy często zostają uruchomione z powodu przynależności do organizacji i zrzeszeń. Z chwilą, gdy znaleźliśmy się jako Polska w Unii Europejskiej spadły na nas obowiązki wypełniania wszystkich zobowiązań zapisanych w przepisach prawa Unii. Przykładowo, dostaliśmy nakaz ograniczenia emisji CO2, ze względu na ochronę środowiska. My, jak to zwykle z nami bywa, na drodze negocjacji staramy się opóźnić na ile tylko można wdrożenie tego nakazu ze względów na naszą opóźnioną gospodarkę opartą głównie na węglu. Unia nakazuje swoim członkom wiele innych wdrożeń, w celu maksymalnego ucywilizowania społeczeństwa, oraz wdrażania humanizmu polegającego na równości praw wszystkich obywateli. Niestety akurat to stanowi dla naszego kraju niesamowity problem. Rzecz polega na wprowadzeniu karty podstawowych praw, w której jest mowa m.in. o dostępie do in vitro, aborcji oraz związków partnerskich. Jak wiadomo w naszym kraju rządzi (nie bójmy się tego słowa) kler. Jesteśmy (też nie bójmy się tego słowa) państwem wyznaniowym i pod tym względem możemy się tylko ścigać z Iranem i Arabią saudyjską. Mimo to akurat w naszym ukochanym kraju obywatele doświadczają najwięcej mniej lub bardziej bzdurnych zakazów i nakazów, które akurat są mało przez naród respektowane. Spotkałem się osobiście ze znakiem zakazu postoju z dopiskiem nie dotyczy księdza i lekarza. Obserwuję jakże bzdurny zapis (karny) zakazujący picia alkoholu w miejscach publicznych. Na ławeczkach koło mojego domu, w parkach i na skwerach otwarcie, wręcz demonstracyjnie kupa obleśnych pijaków olewa zapisy kodeksu postępując zresztą zgodnie z tym co z humorem pokazywał serial Rancho. Spotkałem się też z innym idiotycznym przepisem. Otóż kierowca z kategorią D, który może prowadzić autokary, nie może usiąść za kierownicą samochodu osobowego. Gdzie tu logika. To tak jak człowiek z samochodowym prawem jazdy nie powinien siadać na rower bez karty rowerowej. To są głupoty, podobnie jak w mieście Victoria w Austrii nie można osobiście wymienić spalonej żarówki. Tej czynności może dokonać wyłącznie licencjonowany elektryk. Kto mi wytłumaczy dlaczego w naszym zbożnym kraju nie wolno wywieszać flagi narodowej w ciągu całego roku, a wyłącznie w kilka świąt. Nikt nie wie dlaczego, no może poza Kononowiczem z Białegostoku. Popatrzmy na zakazy typu: Dzieciom nie wolno kupować papierosów, natomiast wolno je palić, widać to na każdym kroku. Rozumiem, że zakazy poruszania się samochodem po lesie, rozpalania ognisk i podpalania traw są wydane po to by nas wszystkich uchronić od nieszczęść i ogromnych strat. Jak widać akurat chłopi na wsi tego zakazu nie respektują i dlatego często sami giną w płomieniach. „Zakaz fotografowania”, sądziłem, że akurat przestał obowiązywać z chwilą śmierci PRL, która nie pozwalała na ujawnienie naszych przebogatych „tajności”, ale teraz?. Na lotnisku Chopina w Warszawie oczekujący w holu przylotów na gości z NY Warszawiak zrobił zdjęcie wejścia do terminala. Ochroniarz lotniska krzyknął, tu jest zakaz robienia zdjęć!. A gdzie jest napisane, że jest taki zakaz, pyta Warszawiak. - A ło, na pietrze koło WC i gaśnicy. Cholera, ile tym ludziom trzeba tłumaczyć. Jaja, jak wszystkie berety Rydzyka. Uwaga!, bez zapiętych pasów mogą jeździć wyłącznie taksówkarze, lekarze, weterynarze i księża, bo być może podążają do potrzebującego. Taksówkarze oczywiście zobowiązani są szybko dostarczyć potrzebującemu .. alkohol, lub prostytutkę. Wielu Polaków- katolików podchodzi do wiary jako zestawu nakazów i zakazów, których respektowanie zapewnia zbawienie. Jest to mentalność starotestamentowa i mało ma wspólnego z prawdziwym chrześcijaństwem, w którym szlachetne postępowanie jest owocem przyjętego z wdzięcznością zbawienia, a nie środkiem do jego osiągnięcia, tym bardziej, że każdy praktykujący katolik po nawarstwieniu się grzechów udaje się do konfesjonału jak do zsypu i po zrzuceniu z swej duszy owej brudnej warstwicy, czyściutki jak nowo narodzony, może do woli czynić zło nie zważając na jakiekolwiek nakazy czy zakazy. Na koniec przytoczę jeszcze jeden nakaz zapisany na tabliczce zawieszonej nad pisuarem: PRZYSUŃ SIĘ BLIŻEJ. NIE JEST ON TAK DŁUGI JAK MYŚLISZ.

niedziela, 19 sierpnia 2012

Z CYKLU: TRUDNE SPRAWY

Gdy człowiek spotyka się z dalszą rodziną, to lepiej już beknąć głośno przy stole, niż powiedzieć, że jest się ateistą – mówi Tomek Żukowski, młody polonista związany z ateistycznym pismem "Bez dogmatu". Wtóruje mu Katarzyna Chmielewska, też młoda autorka: – To charakterystyczne dla polskich relacji rodzinnych, że mama z tatą ukrywają przed ciotkami i wujkami, że ktoś tu jest niewierzący. A ja powiem więcej, :nawet bardziej znośne jest symfoniczne pierdnięcie w czasie uroczystego przyjęcia, niżeli przyznanie się do niewiary w boga w owym rodzinnym towarzystwie. Sam się o tym przekonałem, aczkolwiek powstrzymałem się od swoich uzdolnień w sensie niszczenia przyjemnego zapachu powietrza. To wszystko prawda i dotyczy ona wyłącznie Polski, a być może kilku innych krajów mocno związanych z papiestwem Wojtyły i Jego panowaniem. Ale czy może być inaczej w kraju, gdzie miast lekarza i lekarstw często z chorobami walczy się modlitwą, a zdarza się, że zaklinaniem szeptuchy. W kraju, gdzie w pielgrzymkach wiernych udających się do „cudownych miejsc” uczestniczą z rozkazu przełożonych całe zastępy policjantów, wojska, strażaków i innych służb państwowych a nawet parlamentarzystów. Tylko czekam (a chyba długo nie będę zmuszony) na zmianę przepisów, gdzie promocja oficerska będzie zastąpiona prymicją paraseminaryjną. W końcu mundur łączy wojsko i policję z księdzem kapelanem tożsamą ideologią opartą na wartościach chrześcijańskich. Daleko nam do Czech, Francji, Szwecji czy nawet Niemiec, gdzie słowo ateista czy agnostyk nikogo nie razi i jest tak postrzegane, jak to, że jeden lubi zapiekanki a inny bardzo upodobał sobie Czerwonego Kapturka. U nas, to nie przechodzi. Jesteśmy na 19 miejscu pod względem religijności wśród wszystkich krajów świata, w tym islamistów, buddystów i innych, nawet egzotycznych wyznań. Daleko nam uciekła Irlandia, która nas wyprzedzała w dewocji. Na pierwszym miejscu jest Ghana, co akurat nikogo nie zdziwi. Tam tylko 17% ludności umie czytać i pisać. Dlatego należy wszystko uczynić, by te 90% polskich wyznawców Chrystusa potrafiło uszanować stanowisko względem wyznania pozostałych 10%, czyli ateistów i agnostyków. Jeżeli tak będzie, będziemy jako społeczeństwo szczęśliwi. Tymczasem Kościół katolicki w Polsce rękami i nogami utrudnia wystąpienia z przynależności do owczarni. Wnioski o wykreślenie z księgi chrztu mają być po pierwsze potwierdzane udziałem dwóch świadków, a poza tym nigdy nie można sprawdzić, czy rzeczywiście wnioskodawca jest wykreślony z tej księgi. Robią to dlatego, by fałszywie głosić, że w Polsce mamy 95% katolików. Sam znam podobny przypadek, że proboszcz parafii, zanim rozpatrzył wniosek, rozgłosił wśród wiernych decyzję zainteresowanego, jako szatańskie fanaberie, używając przy tym słów powszechnie uważanych za nieprzyzwoite, próbując zepsuć mu opinię. Trzeba być bardzo upartym w postanowieniu i powoływać się na zapis konstytucyjny dot. wolności sumienia i wyznania, a nawet trza postraszyć gościa procesem sądowym. Na szczęście osiągnął on swój cel już 5 lat temu, ale bardzo współczuję tym, którym najdzie ochota opuścić stado. Są kraje (och, naprawdę są), że wystarczy złożyć wniosek o wystąpieniu z przynależności do wyznawanej dotychczas religii i to niekoniecznie w parafiach, które cię chrzciły. Można to dokonać w sądzie, urzędzie stanu cywilnego, lub w innej jednostce administracyjnej, która rejestruje odprowadzone podatki wyznaniowe. Chyba jeszcze trochę pożyjemy na tym świecie w kotle dziwactwa powstałego z zaślubin władzy i religii. A obserwując ten motłoch przywiązany do krzyża pod Pałacem Prezydenckim w geście protestu przeciwko wizycie Cyryla I, której celem jest pojednanie i zbratanie się Słowian narodowości polskiej i rosyjskiej, wybaczając sobie wieloletnie wzajemnie wyrządzone krzywdy, można stracić wiarę, we wszystko. Poza tym, gdy czytam między wierszami tekst porozumienia przedstawicieli obu religii, w którym się właśnie mówi o zbrataniu Polaka z Rosjaninem i odwrotnie, to zauważam coś bardzo charakterystycznego dla obu wyznań. Mianowicie obie religie postrzegają człowieka niewierzącego … jako wroga. To gdzież tu mówić o miłości?. Zarówno tej BOSKIEJ jak i po prostu LUDZKIEJ?. Ale co tam. Najważniejsze, że ma się przyjaciół i kochających bliskich niezależnie od wyznania religijnego i różnic w przekonaniach, że się nie pozostaje nigdy samotnym. Bo jak ktoś pięknie powiedział, co akurat w moim przypadku ma wyjątkową wymowę: Na miłość nigdy nie jest za późno. Za to na samotność jest zawsze za wcześnie. Ech, jak to dobrze, że dziś pokazało się znów słoneczko.

czwartek, 16 sierpnia 2012

"POKÓJ" DO WYNAJĘCIA NA STAŁE

WOLNOŚĆ. Słowo wielokrotnie wyświetlane światu podczas uroczystości zamknięcia XXX Igrzysk Olimpijskich, bo wolność i pokój, słowa wymawiane we wszystkich językach od dziesiątek lat stanowią najcenniejsze dobro ludzkości. To warunek przeżycia już siedmiu miliardów mieszkańców globu. Sadzę, że prawie każdy z nas mieszkańców globu zwanego Ziemią wie, że druga wojna światowa poczyniła najwięcej zbrodni przeciwko człowiekowi. A to do końca prawdą nie jest. Fakt, naziści zabrali życie ok. 6000000 Żydom. A cała wojna pochłonęła ponad 70 milionów istnień ludzkich w tym oczywiście żołnierzy na wszystkich frontach koalicji, tudzież cywilów, których zamordowano w łapankach, w obozach koncentracyjnych, w obozach pracy, lub zginęli w bezpośredniej walce partyzanckiej, a także niepoliczone miliony zamordowanych w łagrach stalinowskich. W tej liczbie mieści się też ofiara ponad sześciu milionów Polaków. O tyle nas ubyło po zakończeniu wojny w stosunku do r. 1939. To są liczby szokujące , tym bardziej, gdy uprzytomnimy sobie, że życie ludzkie jest najwyższą wartością, bo nawet żydowskie przysłowie mówi, że kto uratuje jedno życie, uratuje cały świat. Brzmi tak patetycznie, że można umieścić te słowa wyłącznie w lirycznej przenośni. Bo co to znaczy jeden człowiek w kontekście całej ludzkości. Stalin często filozofował na temat życia mówiąc: Śmierć kilku osób to tragedia, natomiast śmierć milionów, to tylko statystyka. Okazuje się, i tak to notuje historia, że podobne statystyki ludzkość w ciągu ostatnich stu lat zgotowała swoim sąsiadom, często rodakom w tym dotychczasowym przyjaciołom, czyniąc im piekło na ziemi. Najczęściej gdy okazało się, że wyznają innego boga niżeli oni sami. Ofiarami słynnego głodu stalinowskiego padło aż 8 milionów Ukraińców,to wiemy, ale tylko niektórzy słyszeli o 45 milionach ofiar chińskiego wielkiego skoku, szalonego eksperymentu gospodarczego Mao. Fakt, Chiny w owym czasie miały ponad 2 miliardy obywateli, przeto cyfra 45 milionów, stanowi zaledwie setne wartości. To tyle procentowo ile wynosi u nas cotygodniowy bilans zabitych przez pijanych kierowców. Jak w tej sytuacji brzmi liczba półtora miliona ofiar Ormian zabitych przez Turków na początku ubiegłego wieku?. To bardzo duża ofiara społeczeństwa, które liczyło zaledwie 3 miliony mieszkańców, i na swoje nieszczęście nie wyznawało islamu. Do dzisiaj oficjalnie mord Ormian dokonany przez Turków nazywa się drugim holokaustem, czyli ludobójstwem. Są jednak inne zbrodnie dokonane na ludzkości, o których się mało mówi, lub wręcz zapomina. Okazuje się, że kulturalny naród Belgowie zamordował kilka milionów obywateli Konga w imię rabunku kości słoniowej i kauczuku. Nikt tak naprawdę nie policzył dokładnie tych czarnych ofiar. Zresztą podobnej masakry dokonali Anglicy w czasie wojen burskich w południowej Afryce, gdzie do mizernych posiłków zniewolonych pracowników dosypywali zmielonego szkła. Okazuje się ,że naziści niemieccy mieli się od kogo uczyć. W tej sytuacji, prawie groteskowo brzmi zagłodzenie przez Hiszpanów ponad 200 tysięcy Kubańczyków. Nie sięgając już do czasów wypraw krzyżowych, ani do chrystianizacji ludów dzikiej Ameryki, gdzie ofiary są niepoliczalne, możemy powiedzieć, iż właśnie różnice religijne, a też i różnice w postępie gospodarczym najczęściej były tym zapalnikiem, który wyzwalał ludzkie militarne namiętności. Tragicznym przykładem jest Jugosławia. Ten piękny bałkański kraj nad Adriatykiem, dopóki był rządzony twardą ręką Josipa Broz-Tito, zapraszał wszystkich, którzy chcieli ujrzeć raj i w nim spędzić najlepszy w życiu urlop. Wystarczyło że Tito biologicznie zgasł, by piękna Jugosławia, kraj złożony z wyznawców religii katolickiej, prawosławnej, a także muzułmańskiej zatopił się we krwi. Do dzisiaj są nie odkryte zbiorowe mogiły ofiar, zarówno wyznawców Chrystusa jak i Allacha. Krew się lała nawet między braćmi, siostrami i teściami, bo za Tito narody te się na tyle zasymilowały że religia nie przeszkadzała w zaślubinach Serba z Chorwatką, a nawet islamską Bośniaczką. Okazuje się, że społeczności europejskiej z użyciem NATO udało się zażegnać to piekło. Przywódcy religijni i etniczni zbrodniarze zgodnie z obowiązującym europejskim prawem stanęli przed sądem w Hadze, a jeden z nich zanim usłyszał wyrok popełnił samobójstwo, chociaż akurat w UE nie stosuje się kary śmierci.

Po co ja to piszę, co wnosi ten temat. Niestety niewiele, bo mało ludzi czyta blogi.
Mimo to chcę uzmysłowić nam Polakom, że wszelkie wojny, wszelkie zbrodnie mają najczęściej początek w różnicach religijnych, społecznych, albo etnicznych. Rzadziej powodem wojen jest zabór terytorialny, ale jednak. Warto to zapamiętać. Tylko przez Polskę przechodziły fronty wojenne mniej więcej co 20 lat. To co teraz powiem zabrzmi nieco jak hipokryzja,jak olbrzymi paradoks, ale niestety tak jest. Otóż, tylko dzięki wyścigowi zbrojeń dwu przeciwstawnych obozów politycznych, który był dyktowany strachem przed nowymi wynalazkami przeciwnika, służącymi do masowego zabijania, przez siedemdziesiąt lat mieliśmy pokój. Fakt, świat poprzez ów wyścig w pewnym momencie stanął na krawędzi zagłady, bo wojna mogłaby wybuchnąć w wyniku pomyłki tych, którzy mieli do dyspozycji przycisk atomowy. Tej zagłady, która to uświadomiła nam wszystkim, że wydajemy biliony dolarów na coś, co za kilka lat stanie się ponownie bezużyteczne, a które to biliony można wydać na rozwój nauki, medycyny oraz podboju kosmosu. Brzmi dobrze, ale dzisiaj jest nas już siedem miliardów do wyżywienia, a ziemi pod uprawy ubywa. Co to oznacza- zdaje sobie sprawę każdy socjolog, a nawet każdy homo sapiens. Na razie pokój stał się faktem, na razie!. Osobiście jestem z tego powodu szczęśliwy. Tym bardziej, że od dnia narodzenia, aż po dzień dzisiejszy mogłem się co najwyżej martwić o byt i szczęście rodziny.

















wtorek, 14 sierpnia 2012

SKARB

Tomasz Terlikowski powiada że:
Czeski filozof i ksiądz Tomasz Halik zadał mi pytanie: „W czym wy Polacy jesteście lepsi od nas – Czechów, ateistów? Nie ma u nas więcej przestępstw i nie pijemy więcej”. Odpowiedziałem: To wszystko prawda. Ale proszę pomyśleć, co to by było, gdyby Polacy nie byli chrześcijanami. Kogo byście mieli za miedzą! Jeśli nawet przy pomocy łaski bożej jesteśmy tacy słabi, to bez niej bylibyśmy POTWORAMI. Tak uważam. Być może Czesi łaski bożej nie potrzebują, żeby trzymać pion, a Polacy potrzebują. I chciałbym, żebyśmy wiedzieli, że mamy SKARB. I byśmy pokazywali innym, jaki to SKARB”, …. odpowiedział mu uduchowiony Tomasz” T. z portalu Fronda.
No właśnie, co by to było?, panie redaktorze Terlikowski, tym razem ja pytam.
Pewno bylibyśmy potworami jak Francuzi, Szwedzi, Norwegowie, no i wiele innych nacji. Ale ja pytam też: Jak śmie Terlikowski nazwać swój naród potencjalnym społeczeństwem potworów. Ten naród, z którego się wywodzi i tylko ponoć, jak twierdzi, dzięki katolicyzmowi zachowuje twarz cywilizowaną. Chociaż, prawdę mówiąc nie zawsze, jak go pokazują w telewizji. Facet od lat wypłukiwał ze mnie resztki ludzkiej sympatii, a po takiej wypowiedzi wzbudza odruchy wymiotne. Tylko dzięki łasce bożej my Polacy trzymamy pion?. A ja odpowiadam: to zależy od tego, ile kto tej łaski, oczywiście tej, którą Chrystus wytworzył z wody, wypije. Pewno Terlikowskiemu potrzeba wiele, innym rodakom mniej, mnie akurat tak średnio. Nie znaczy to, że zaraz po tej „łascę” staję się potworem. Najczęściej moje rozweselenie sprzyja miłej atmosferze wśród współłaskawców. Podobnie zapewne jest z moimi rodakami. Ci co nurzają się bez ograniczenia w tymże chrześcijańskim dobrobycie nie trzymają pionu, a i zdarza się również, że przybierają postać potwora, ale żeby cały naród mógł popaść w małpi gaj?. W historii ponoć były takie narody, jak powiadają przeróżne pisma mniej lub bardziej święte, że w amoku rozpusty i opilstwa się zatracały do tego stopnia, iż o nich już tylko można usłyszeć w legendach, lub wręcz w bajkach. Rzecz podstawowa. Niech mi Terlikowski wytłumaczy, dlaczego Czesi, postrzegani jako naród popełniający dużo mniej przestępstw i nie tarzający się w alkoholu do „polskiego” stopnia obywają się bez łaski bożej? Ano, bo ową łaską nacieszyli się dużo wcześniej od nas Polaków. Zdążyli się nią już mocno napaść i napoić, wcześniej zaś bunt przeciw niej najwyraźniej okazał jeden z nich, Jan Hus, którego łaskawcy w bożych strojach spalili na stosie. Dzisiaj Czesi mogą tylko pożartować: Zasialiśmy te chwasty rodzące łaski w Polsce poprzez ożenek Dąbrówki z księciem Polan, a ziarno wydało bardzo urodzajny plon. Tak wrosło w ziemie nadwiślańską, że będzie im trudno jeszcze przez dziesiątki lat wyplenić tę odmianę posianego zboża choćby z korzeniami. Owo zboże jest na tyle wysokie, że łaskawcy śmiało w nim mogą ukrywać wszelkie przekręty chrześcijańskie, jak pedofilię, grabieże majątku narodowego i pobożnej biedoty, której pozostaje tylko się eksponować na rozkładówkach ...drewnianych (obrazek). O jedno tylko nie zapytał Terlikowski swego rozmówcę. W jakich to pałacach zamieszkują czescy biskupi, bo wiadomo że jest ich jeno garstka. Odpowiedź by brzmiała: Jest ich zaledwie kilkunastu, a zamieszkują w normalnych domkach lub mieszkaniach, być może z przydziału spółdzielczego. Sam widziałem kurię, bodajże w Hradec Kralowe. Nasza fioletowa ekipa w liczbie grubo ponad stu dwudziestu spożywa „łaski” w pomieszczeniach własnych zamków zbudowanych za pieniądze wiernych oraz z budżetu państwa, w których każdą „łaskawą” lampkę martella lub cattier clos mogą wypić w odrębnym salonie.

niedziela, 12 sierpnia 2012

CO ROBIĆ W NIEDZIELĘ

Właśnie spoglądam na tzw. resztówki olimpijskie, gdzie w finałowych konkurencjach podziwiam najwybitniejszych (dzięki ich pracy i determinacji) sportowców świata. Są piękni i uśmiechnięci, nawet wtedy gdy nie zmieszczą się w pierwszej medalowej trójce. Oczywiście nie ma wśród nich tych z białym orłem na piersi. Oni już nawet zdążyli przywitać się z rodzinami w kraju ojczyźnianym. Zaliczyli swoją obecność na stadionach w obecności tysięcy rodaków, którzy onegdaj udali się nad Tamizę za chlebem z lepszego wypieku. Nasi, zlituj się Boże sportsmeni i sportsmenki na oczach miliardów generalnie tworzyli ogony tych co walczyli na poziomie olimpijskim, ale pokazali się z innej strony, że oto reprezentują kraj JPII, kraj ostoję twardego katolicyzmu, tego co to osiągnął wysoki światowy standard dobrobytu i szczęścia dzięki opiece Królowej, Matce kandydata na króla Polski, o co walczy nieustannie nieco szajbnięta część PIS. Wyrazem tego były publicznie czynione znaki żegnania się przed, a i po zakończonej konkurencji. Podobne zachowania widzieliśmy też u tych sportowców rasy afrykańskiej, których w swą opiekę wzięli polscy misjonarze. Polscy, bowiem 90% misyjnych urzędasów katolickiego pana Boga w Afryce stanowią Polacy, pracujący tam jak ambasadorzy Watykanu, chociaż są finansowani przez kraj urodzenia, czyli Polskę. Nasze społeczeństwo łoży nie tylko na ich afrykańską „tyranię”, ale też na ich składki emerytalne. Tego podobno wszyscy chcemy i wara od status qvo. Co prawda jako kraj doznajemy różnych nieszczęść, ale potrafimy sobie wytłumaczyć je testem boskim na silę wiary. Widać to po licznych katastrofach,, osiągnięciach w piłce nożnej, na wspomnianej wyżej olimpiadzie (240 osobowa ekipa zdobywa 10 medali, w tym większość brązowych) w powodziach, i innych klęskach żywiołowych, nie mówiąc już o 5000 zabitych rocznie na drogach. To może panu B. już obrzydły ciągłe jęki, modły różańcowe i błagania typu: zlituj się, odpuść nam nasze winy, wybacz nam..A dlaczego Bóg nie słyszy od nas podziękowań za pięknie stworzony świat. Nie ma nawoływań do dbania o to cudowne dzieło Boże. A zapewne o to chooooodzi!.
................................................................................................................................
Daniel Olbrychski zniesmaczony jest wynikiem meczu siatkowego Polska-Rosja, ale jeszcze bardziej popisem polskiego chamstwa ulokowanego wśród Polonii angielskiej, a przede wszystkim wśród tych co to wyjechali na Wyspy za jakąkolwiek robotą. Gwizdy i buczenia w czasie serwów wykonywanych przez Rosjan dawały prawdziwy obraz kultury nadwiślańskiej. Dobrze, że język polski jest mało popularny, bo wykrzykiwane słowa „ruska k**wa” mogły skłonić inne nacje do dociekania, cóż to za modne słowa mobilizujące w dopingu swoich. A nasi komentatorzy „zatkali sobie uszy”, zgodnie z pisowską teorią, że co bije w ruskich, jest dobrodziejstwem dla Polski. W chwilach gwizdów i buczenia wciąż powtarzali jak kataryna „biało-czerwono na trybunach, mamy dobry doping”. Co dziwne, kibice rosyjscy, a było ich też tysiące, nie gwizdali. Dlatego właśnie świat bardziej szanuje Rosję, niżeli zaściankową Polskę. Tracimy jak tylko możemy resztki emocjonalnej przyjaźni między historycznie związanymi ze sobą narodami polskim i rosyjskim. Rosja bez Polski w gruncie rzeczy nic nie traci, bo taki dla nich mały kraj znaczy tyle co adekwatne przysłowie o pticy, ale Polska bez wschodniego potężnego sąsiada traci wiele, bardzo wiele.
................................................................................................................................
Kto atakuje Kościół ten atakuje Polskę, krzyczał Jarosław Kaczyński, licząc na rewanż i łaski politycznego wsparcia ze strony episkopatu. I owe wsparcie miał w osobach zarówno przewodniczącego episkopatu, ale też ojca toruńskiej tuby kłamstw i oszczerstw. Wspomagały się obie instytucje jak tylko mogły aktywując w upojeniu antyrządowym wszystko co mogło zaszkodzić postępowi w świetle zdobyczy demokracji, praw obywatelskich, oraz dobrosąsiedztwu z krajami ościennymi, szczególnie z Rosją. Katastrofa smoleńska wraz z pochówkiem wawelskim dopełniła szczerości ich zamiarów w walce o władzę. Ostoją ich wartości pozostawał Kościół, szczególnie w osobie abp Michalika. I oto stało się coś niebywałego. Tenże arcypasterz w publicznej wypowiedzi potępił teorię zamachu na TU154, wypełnionego ciałem politycznym wszystkich opcji ze wskazaniem na PIS w tym pana prezydenta z małżonką. To jakby piorun z jasnego nieba strzelił w komisję Macierewicza i jego „uczonych” z Ameryki i Australii, w cyrki „zbawcze dla Polski” odprawiane przez Kaczyńskiego, w „prawdomówne gęby” z trybuny sejmowej Kempy, Brudzińskiego, dwóch żon Gosiewskiego, nowego aniołka Pawłowicz i całej plejady ulokowanych mentalnie i wręcz cieleśnie w ich guru. Szlag trafił w koalicję PIS-Kościół stworzoną dla walki o sukcesje po Lechu K. Słowa Michalika: „Kto posługuje się hasłami zamachu smoleńskiego robi największą szkodę Polsce”, to gwóźdź do trumny teorii, na której od dwóch lat Kaczyński zbijał kapitał wśród polskiego społeczeństwa złożonego z ludzi mało oświeconych, a zapatrzonych w twarze posłów PIS, proboszczów oraz cuda nadrzewne. Mówi się, że wrak sprowadzony do kraju posłuży do wyklepania setek tysięcy specjalnych medalików, które będą sprzedawane jako relikwie. Żyła złota, potrafią przecież liczyć. Czekam teraz na cios mściwego Jarosława w twarz dotychczas najwierniejszego partnera politycznego. A wszystko stało się za zapowiedzią wizyty w Polsce, a konkretnie w Episkopacie ojca Cyryla, patriarchy Moskwy i Wszechrusi. Mają ponoć podpisać porozumienie rozjemcze połączone z wzajemnym wybaczaniem. Jak wiadomo Cyryl oraz Kościół prawosławny jest prorządowy, a więc i proputinowski, a tego już PIS znieść by nie mógł. Putin morderca Lecha, któremu w rzezi pomógł Tusk, to naczelne hasło tych unieszczęśliwionych w swoim posłannictwie. Zatem zgodnie z zasadą „wasi przyjaciele, są naszymi przyjaciółmi” w świetle uścisków Michalika i Cyryla, prezydent Władimir Władimirowicz Putin zaliczać się powinien do naszych przyjaciół. Kaczyńskiemu i jego hordzie przyjdzie tylko popełnić masowe harakiri.
..............................................................................................................................
Wyrażam jeszcze ochotę napisać cośkolwiek na temat zachowań naszych wybrańców poselskich w świetle podchodów do zapowiadanych przez premiera ustaw dotyczących związków partnerskich oraz in vitro. Otóż możemy śmiało powiedzieć, że PO, która ma większość w Sejmie ma instynkt zachowawczy rodem z PZPR. Oni też rozmawiali w kuluarach o homoseksualizmie, natomiast na sali sejmowej w tych kwestiach milczeli jak grób. Nie mam pretensji do partii skrajnie prawicowych, bo to są po prostu przedstawiciele społeczeństwa kołtuńskiego oraz czeluści zakrystiańskich, ale PO, ponoć partia zbliżona do tych z Europy, to już skandal nad skandale. Uprawiana przez niektórych PeOwców homopropaganda moralnie skreśla ich z tej liberalnej partii, a jej szef winien ich natychmiast odesłać do stada Kaczyńskiego z kopniakiem w wiadome miejsce. Jest tam ich bodaj około trzydziestu z Gowinem na czele. Zrozum pan panie premierze, który jesteś magistrem, że seksualność, czy też wybór życiowego partnera są sprawami bardzo prywatnymi; i tylko ludzie źli z natury lub wychowani według zasad opartych na źle, mogą chcieć ograniczenia innym wolności wyboru i zabraniać korzystania z przestrzeni publicznej na równych zasadach. Nasi reżyserzy wystawiając nowoczesne sztuki teatralne, oraz kręcąc filmy często umieszczają w akcjach ludzi o odmiennych orientacjach i nikomu to już nie przeszkadza. Przypuszczam, że nawet pisowska obłudna „ferajna” chętnie popatrzy na coś , za co ich ksiądz i osobiste przekonania kierują pod konfesjonał. Ale o tym nie może się dowiedzieć kolega z partii a już nie daj Boże Jarosław, a nawet jego kot. Społeczeństwo nasze tylko w kilkunastu procentach wyznaje kacze zasady, reszta wydaje się być sprzymierzeńcem postępu i europejskości. O tym premier, co to nie klęka przed księdzem winien wiedzieć.

czwartek, 9 sierpnia 2012

SIERPIEŃ, MIESIĄC POLSKIEJ TRZEŹWOŚCI

Chciałem coś skomentować, może coś skrytykować, coś pochwalić, nad czymś się zadumać, a tu wieści co kot napłakał, nie licząc tych z kręgu naszej narodowej tradycji, a raczej naszego narodowego otumanienia. Mam oczywiście na myśli te kilka tysięcy pielgrzymów udających się piechotą, często po kilkaset kilometrów na Jasną Górę w intencji jakiejś tam podzięki. A to za zdaną maturę, albo w ramach przeprosin Panienki za niezdaną maturę, a to za to, że narzeczona odzyskała miesiączkę, a to za wygrany proces spadkowy. Intencja każda jest dobra i każda bardzo trafna, bo wykonana w ramach naśladownictwa Jana Pawła II, który to podobne pielgrzymki odbywał dość często, o czym nigdy nie zapomniał przypomnieć rodakom znad Wisły. W większości to co czynił nasz papież jest w sposób oczywisty naśladowane. Wszystko cokolwiek pachnie asocjacją z Wielkim Polakiem jest uświęcające. Czytam ja w PRZEGLĄDZIE, a więc tygodniku jakże poważnym, że niejaki ksiądz Gutmajer, egzorcysta, proboszcz jednej z parafii bydgoskich, z opętanych wygania szatana za pomocą bawełnianej skarpety JPII. Być może diabły i inne czarcie stwory najbardziej nie lubią trójsmrodzianu skarpecianu, o jakim to związku chemicznym wspominał mój nauczyciel chemii pociągając nosem podczas spaceru po klasie. Napisałem gdzieś tam onegdaj, iż osobiście poznałem starszą panią z Białegostoku, wypoczywającą na nadmorskich wczasach w Karwi, w ośrodku, którym swego czasu zarządzałem. Było to właśnie w sierpniu. Wczasowiczka oświadczyła, że w tym miesiącu zdobyła się na wczasy, bo nie lubi sama pozostawać w domu, jako że jej córka, młoda lekarka, będąc już od trzech lat zamężną pozostawała bezdzietną (ponoć bezpłodną). Dlatego udała się do Mateczki Jasnogórskiej w intencji przywrócenia prawdziwej kobiecości. W następnym roku do ośrodka mieszkanka Białegostoku zawitała ponownie i już na dzień dobry powiadomiła mnie, że Matka Boska wysłuchała próśb. Córka z pielgrzymki wróciła z początkującą oznaką brzemienności, a od trzech miesięcy ona jest szczęśliwą babcią. Także, jak się okazuje niektóre intencje pątników kończą się owocnie. Trzeba tylko być zdeterminowanym. Czytam zwierzenia uczestników podobnych wypraw częstochowskich i dowiaduje się, że są one bardzo zbieżne w relacjach. Skarży się oto syn rolnika spod Kielc, ze ojciec przygarnął na nocleg w stodole kilkoro pątników obu płci, a potem nie spał sam w nocy w obawie by nie podpalili mu siana. Rano bez podziękowania odeszli pozostawiając „burdel”, jako że stodoła była i zasłana była butelkami po alkoholu, skorupami od jajek, ogryzkami i ochłapami z kanapek, zużytymi prezerwatywami, a nawet kupami wciśniętymi pod snopki. Na klepisku masa petów, tylko cud, a może uświęcająca intencja palaczy, uchroniła jego gospodarstwo od nieszczęścia. U sąsiada było podobnie, mimo, ze akurat tam wraz z młodymi ludźmi nocowali sami przewodnicy w polowych sutannach. Inny młody uczestnik powiada, że wraz z całą klasą przymusowo pojechali do Czarnej Madonny z prośbą o pomoc w zdaniu matury. Jak się okazuje połowa z nich nie widziała z bliska klasztoru lecząc kaca gdzieś w okolicy plantów, ale maturę zdali wszyscy, zatem Mateczka okazała się nad wyraz tolerancyjna. Ktoś z okolic Piotrkowa przyjmował w gościnie pielgrzymów z odległej diecezji przygranicznej. Pochód szedł już bodaj ponad 10 dni, było bardzo gorąco i parno. Goście śmierdzieli jak nieboszczyk odnaleziony w lesie po kilkunastu dniach. Tych „ważniejszych” gospodyni wpuściła do domowej łazienki, pozostali opłukali się przy studni. Bardzo żałowała wyrażonej zgody na ich domową kąpiel, bowiem smród spoconych, niemytych od wielu dni ciał i walającej się odzieży okupywał jej dom jeszcze wiele dni. Jest taka zagadka: Co to jest? Jak idzie to śpiewa, jak stoi to śmierdzi. Odpowiedz już znamy. Świąt Matki Bożej w Polsce mamy z pół kopy, dosłownie o każdej porze roku. Może by zatem przenieść, chociażby dla zdrowotności pątników termin wypraw na Jasną Górę na dni korzystniejsze klimatycznie. Oczywiście, ani ja niedowiarek, ani nikt inny, nawet gdyby to był człek przyboczny abp Michalika, nie odważy się złożyć podobnej propozycji odpowiednim władzom zarządzającym Jasną Górą. Jest tradycja, a tradycja rzecz święta. A poza tym, ten klimat namiotowo karimatowy. Ten zapach sianka w sąsieku. Ten luz od ojca, matki, nauczycieli i obowiązków codziennych. Te ziółka i browary. Pani podpisująca się literką J, (autorka fotki z filiżanką, za którą to składam dzięki), pisze w komentarzu, iż trudno by było oczekiwać dobrych startów naszych sportowców na olimpiadzie londyńskiej, bowiem wielu z nich w tym samym niefortunnym czasie pomaszerowało na pielgrzymkę, łącząc powzięte intencje z treningiem. No cóż. W tym wypadku letnią olimpiadę trzeba by było połączyć z zimową, bo przecież nie tylko do Częstochowy łazimy. A co z Licheniem, z Łagiewnikami, z Sokółką, z Świętą Lipką, z Toruniem i dziesiątkami innych miejsc uświęconych, a nawet słynących cudami. Ostatnio, w wyniku tornad nałamało się tysiące drzew w polskich lasach. Leśnicy ścinają wiatrołomy, pozostawiając rzazy czyli wygodne miejsca na cudowne siedliska MB. Usłużne KK nasze jakże bogobojne środki masowego przekazu nie omieszkują powiadamiać naród o każdym urojonym cudzie napędzając ciemnogród w to miejsce, choćby to było w głębi ostępów puszczańskich. Polacy mają tyle potrzeb osobistych, nie możliwych do zrealizowania w sposób, urzędowy, prawny, konstytucyjny świecki, czyli normalny, że wstawiennictwo sił nadprzyrodzonych za pośrednictwem MB pozostaje jedynym, dla nich racjonalnym rozwiązaniem. I to by było na tyle. Amen.

PS. Bo całkowitym blamażu siatkarzy, oraz pozostałych naszych olimpijczyków, mój post pt. Żenada, a może coś więcej zyskuje na wiarygodności... raczej coś więcej.

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

ŻENADA, A MOŻE COŚ WIĘCEJ


Powoli letnie igrzyska olimpijskie LONDYN 2012 dobiegają końca. Jeszcze parę godzin transmisji ze zmagań sportowych, jeszcze tradycyjny bieg długodystansowców maratońskich, rzut męskim dyskiem, chód, tyczka i pozostanie jeno przyjemność obejrzenia występów artystycznych na samo zamknięcie igrzysk. Chyba to będzie już naprawdę ostatnia przyjemność, bo zbyt wiele w czasie trwania zmagań polskich sportowców ich nie mieliśmy.Być może zdarzy sie nam jeszcze przypadkowy brąz i to koniec. Można powiedzieć, że do otarcia łez, które lały się z oczu na wspomnienia z innych poprzednich olimpiad, przyczyniło się tylko kilku naszych sportowców z kulomiotem Tomaszem Majewskim i ciężarowcem Zielińskim na czele. Tylko tych kilku spośród ponad dwustu osobowej ekipy opłaconej z naszych podatków. Ja rozumiem, że nie możemy się równać z takimi potęgami jak Chiny, USA czy też Rosja, bo sport jest tam niejako religią. Co prawda my mamy też swoją mocną religię, niestety mało owocną mimo, że tylu kapelanów jest umocowanych w poszczególnych dyscyplinach, ale jakieś do cholery wyjaśnienie tej klapy się nam należy. Kraj wśród tych największych w Europie z blisko 40 milionowym narodem prezentuje się na poziomie sportowym maleńkiej Jamajki, o której geograficznym położeniu wielu nie ma zielonego pojęcia. Ochy i achy rzucane z ekranów telewizyjnych przed olimpiadą warte są funta najbardziej skołtunionych kłaków. Witana przez tysiąc kibiców na lotnisku Chopina Agnieszka Radwańska, bożyszcze naszych ambicji, niemal gwarantowana zdobywczyni złotego medalu w tenisie ziemnym z pierwszego spotkania z niżej notowaną Niemką zeszła z kortu pokonana prawie do zera. A ja się dziwię tym, co to widzieli w niej co najmniej nową Navratilową. Fakt, Agnieszka to nie Williams, która jest obecnie nie do przeskoczenia, ale trzeba było chociaż powalczyć pani Isiu. Przecież ta nasza Isia nigdy Wimbledonu nie wygrała. Udało się jej przez moment oczarować rodaków chyba wyłącznie prezencją zgrabnej dziewuszki. A inni nasi reprezentacji, szkoda gadać. Siatkarze pojechali tam po to by nie dać nikomu szans zbliżenia się do złotego medalu. Jak się okazuje, g..no prawda. Z jedną z najsłabszych drużyn, czyli z Australią Polska reprezentacja przegrała na oczach tysięcy kibiców polskich, którzy zjechali się z całej Wielkiej Brytanii oraz tych w kraju. Przykro było patrzeć na wściekłego trenera, który sobie włosy z głowy rwał, co też się stało z potencjalnie złotymi jego chłopcami. Z wszystkich boisk, mat, plansz i innych miejsc olimpijskich zmagań schodziliśmy jako pokonani. Żenada!. Ale dlaczego do diabla. Za podłej komuny nasi reprezentanci przywozili z olimpiad po kilkadziesiąt medali. W roku 1960 było ich 21, w roku 1964 aż 23, w 1972 ,21 w tym 7 złotych. W roku 1980, czyli w czasie polskiej biedy i strajków przed stanem wojennym zdobyliśmy 32 medale. A gdy pani Joasia Szczepkowska ogłosiła nam wolność było już do kitu, bo w roku 2004 stać było naszą reprezentacje tylko na 10 medali. W bieżącym roku z podkulonymi ogonami, po cichutku przed kibicami nasza potężna liczbowo ekipa przemknie się do domu zaledwie z medalami policzonymi pewno na palcach jednej ręki. Jeżeli się pomylę, to tylko ciut ciut. To zatem gdzie tkwi wina w naszej nędzy usportowienia młodzieży?. Ano wystarczyło posłuchać tej młodej hołoty w dniu 1 sierpnia przy pomniku Gloria Victis. Miast okupywać orliki, oni wolą wspierać prezesa Kaczyńskiego w walce o władzę. Zresztą z takich bydlątek nigdy nie będą żadni sportowcy, ponieważ ich siła i zwinność polega na ulicznych lub stadionowych burdach. Nie wierzę, by ich patriotycznym symbolem był orzeł biały. Ich symbolem jest piwo i kastet. Ich macierzystymi klubami sportowymi jest ONR i MW, oraz dwaj patroni: żyjący Kaczyński i nieboszczyk Dmowski. Nasz sport powoli umiera.
40 milionowy naród w klimacie śródziemnomorskim zdobywa kilka medali, tak jakbyśmy wszyscy nadawali się do paraolimpiad, naród niepełnosprawnych fizycznie, za to bardzo sprawnych gardłowo (w sensie haseł i wypitki). Tymczasem takie państwa, gdzie ponoć bieda aż piszczy, którzy na olimpiadę przysyłają raptem parę osób, zdobywają więcej medali niżeli mocny w gębie batalion Polaków. Reżymowa Korea Płn. 5 medali. a ich południowa siostra aż 20., Kazachstan do dzisiaj zdobył sześć, w tym większość złotych. Nawet taki maleńki Katar szczyci się medalem. Dzisiaj medalowo dorównujemy akurat Mongolii, po 4 medale. Brawo, śmiech od Ułan Bator po Londyn. Post zatytułowałem żenada, chyba jednak za miękko, ale nie potrafię znaleźć słów bardziej adekwatnych.
......................................................................................................................................... 
Słóweńko w odpowiedzi na komentarze do postu poprzedniego: Cieszę się, że podłe zachowanie młodych bydląt na Powązkach wzbudziło tyle krytyki i oburzenia. To cieszy naprawdę, ale niestety jednocześnie martwi, bo akurat ci którzy inspirują owe bycze zachowania niezbyt sobie cokolwiek robią z krytyki płynącej z łam normalnych środków przekazu. Im na dzisiaj wystarcza Gazeta Polska i Nasz Dziennik, zaś radio ma ryja zapewnia im wieczne zbawienie (teraz i zawsze). Trafne spostrzeżenie (Myślący Wacław), że w Norwegii cicho siedział antysemita i ksenofob Breivik, a zabił 77 osób. U nas oficjalny zamach zapowiada Robert Winnicki, prezes Młodzieży Wszechpolskiej … i nic się nie dzieje. Gdzie my żyjemy panie Gowin, ministrze sprawiedliwości, panie premierze i panie prezydencie. No gdzie?, pisz na Berdyczów, jak zwykle zresztą.
Ktoś z państwa przy okazji nawiązań do Eugeniusza Paukszty, wspomniał Andrzeja Stasiuka w sensie bardzo pejoratywnym (pis). Ja akurat go lubię i szanuję. Pani Jolanta popiera mnie w postanowieniu, bym nie rozdmuchiwał wypadków powązkowskich, bo to woda na młyn. Jasne i zbawienne słowa, jestem za, ale przecież na miły Bóg, mimo wszystko powinniśmy napiętnować zło, bo rzeczywiście Winnicki na czele swojej hołoty zacznie podpalać ten kraj, dla .. dobra wspólnego, czyli PIS i ostatnio bardzo często pokazywanej w telewizji ryczącej na współrozmówców Pawłowicz. Tak, zgadzam się, że wielu publicystów zachowaniu tych bydląt nadaje zbyt poważną rangę. Ta spazmowa egzaltacja, dosłownie panowie i panie dziennikarki, to katalizator dla ich zachowań. Już ci oni wzajem to bardzo docenią, pani Stankiewicz.

czwartek, 2 sierpnia 2012

DESER


W gumowych butach po same biodra, podchodził ostrożnie od wystrzelającej przy caliźnie świerkowej niewielkiej kępy potężnych grabów. Nogi grzęzły w torfiastym, napitym wodą podłożu. Dawne rowy melioracyjne miejscem były zerwane, woda stała tam mulista i mętna. Omijał takie pułapki, nie ustrzegł się wszak od paru zapadnięć po kolana. Trudno było nogi wyciągnąć, prychało, bulgotało i ssało, musiał wyprawiać przedziwne łamańce, by stanąć znów na mocnej stopie. W takiej właśnie chwili zupełnie blisko Pawła poderwała się para krzyżówek, od zielonoczarnej głowy samca odbijała silnie biała obrączka szyi, mocną plamą znaczyły się czerwone nogi. Ostrożnie mijał wybujałe witki giętkiej wierzbiny, rozchylał je dłońmi. Przed nim rozkładało się połyskujące w słońcu spore zwierciadło wody. Na otwartej płaszczyźnie, dyskretnie oddalone od siebie żerowały dwie parki. Co jakiś czas pokaszliwały, przybliżały głowy, jak by się chciały przymilić, czy ucałować. Nagle podniosły się wszystkie razem, wpatrzyły się bystrymi oczkami w te samą stronę. Z gęstych, uschłych ubiegłorocznych trzcin wypłynął trzeci kaczor. Duży był. Większy od tamtych. Lusterko jego o mocniejszym niż zazwyczaj odcieniu fioletu lśniło w odbiciu nasyconej słońcem wody.....

Szedł wolno brzegiem strumienia, przedzierał się przez plątaninę pokrzywy i paproci, ubarwionych z rzadka kitą dziewanny, przez zwalone pnie i sterty zbutwiałych gałęzi. Brzegi strumienia były tu dziksze niżeli gdzie indziej, woda pieniła się przy nagłych, ostrych zakrętach. Brzegami rosła przeważnie olsza, czasem wystrzelił ni stad ni zowąd grab, dziesiątkami odrośli pieniły się nie pielęgnowane dębczaki.....


Jest już na górze, widzialność doskonała. Z jednej strony starodrzew, z drugiej młodnik, a dalej jeszcze pas niedawno trzebionej drągowiny. Mgła opada ku dołowi, ściele się szronem na trawie i szpilkach sosnowego młodnika. Pod osadzią wrzosy perlą się srebrzystoliliową barwą. I nagle, od prawa gdzieś niedaleko za Pawłem odzywa się byk. Ryczy charkotliwie. Musi być stary, to nie wołanie prężnego samca. W ryku jakby zawód i złość. I naraz cały las rozbrzmiewa ryczeniem....

Fragmenty książki „WIATROŁOMY” Eugeniusza Paukszty przytoczyłem dlatego, że już dawno w literaturze nie spotkałem się z tak pięknymi i szczegółowymi opisami przyrody. Naszej rodzimej polskiej przyrody, której jako zabiegani i umęczeni trudami dnia codziennego nie dostrzegamy wokół. To tylko małe fragmenty wyjęte na chybił trafił. Cała powieść rozbrzmiewa kwileniem i śpiewem drobnego ptactwa, klekotem bocianów, pochrapywaniem dzików, rykiem jeleni oraz szumem lasu. Powieść ulokowana jest na terenach ziem północnych, gdzieś tam wokół Bytowa i Szczecinka, aż po Kaszuby, w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku. W lasach, gdzie buszują całe watahy złodziei drewna, oraz kłusowników. Młody, prosto po technikum leśniczy z ambicjami dobrego gospodarza walczy z tą patologią, samemu doznając nawet tragicznych momentów. Jego walka jest tym bardziej trudna, bo na owe tereny w ramach zasiedlenia przybyli ludzie o różnych charakterach, o narodowościach nie wspominając. Od tych uczciwych aż po zwykłych rzezimieszków, a nawet zbrodniarzy. Pięknie w powieści autor ulokował też wątki romantyczne, wręcz miłosne. Książkę się czyta jak najlepszy DESER po świątecznym obiedzie. Jakie jest przesłanie treści?. Nie powiem. Namawiam, do przeczytania tej powieści. To wspaniały smakołyk literacki. Pewno jak wiele innych napisanych ręką pana Eugeniusza Paukszty, z którym miałem przyjemność rozmawiać, bodajże w roku 1969 lub 70-tym podczas „spotkania z pisarzem”, co się często zdarzało w czasach PRL. Pan Paukszta, nie żyjący już od 1979 roku zaszczycił nas wtedy w wojsku. A mówił tak jak pisze. Słuchaliśmy Go z otwartymi ustami. Pamiętam, zakupiłem przy okazji spotkania jakieś małe opowiadanie, na którym autor złożył swój autograf, ale dzisiaj nie potrafię w swej „biblioteczce je odnaleźć. To już było tak dawno, że trudno odtworzyć szczegóły swoich zachowań. Cieszę się jak dziecko, że dzięki małżonce, która śledzi magazyny taniej a dobrej książki, oraz zakupuje internetowo podobne perełki mogłem zakotwiczyć wzrok w twórczości pana Paukszty. Szczerze namawiam, dołączcie Państwo do mnie. Zapewniam jednocześnie, że nie reprezentuje żadnej firmy marketingowej. Daleko mi do tego.
...........................................................................................................................................
Chciałem jeszcze słówko, w odpowiedzi na komentarze Państwa umieszczone pod ostatnim postem pt. NABURMUSZONY. Do treści tego postu bardzo pasuje wypowiedz „Donosiciela” z Mszany Dolnej, gdzie głupi jak baniak z kapustą katabas życzy wiernym parafianom, by im się rodziły dzieci z wodogłowiem. Na co czekają bojaźliwi parafianie nie wiem, ale jeżeli nie ma chętnych by tego barana w sutannie wywieźć na taczkach pod drzwi biskupa, to trzeba by mu z rana, gdy tylko wyskoczy z łóżka gosposi rózgą zlać goły tyłek aż do „krwi ostatniej”. Podoba mi się wypowiedz Polki, która uczęszcza do katolickiego kościoła w Belgii. Ma przyjemność, bo tam nie ma spowiedzi „zausznych”, a księża nie politykują. Polacy w kraju mogą jej tylko pozazdrościć. Pani J. powiada, że tylko renegocjacja konkordatu coś by zmieniła. Pewno tak, a nawet na pewno tak, ale kto się odważy w tym kraju chociażby szepnąć słówko na ten temat. Lizusy dla umocnienia więzi państwa z Kościołem już zaprosili przecież Benedykta do Polski. Prezydent Komorowski właśnie poprosił o wyświadczenie Polsce takowej „łaski”. Z wiarą u nas też bardzo lichutko. Można ją zmierzyć rzeczywiście wyłącznie pojemnością i zawartością tacy. „Internauta oczytany” pisze, jak często księża cytują słowa „Bóg tak chciał”. Gdy ktoś się rodzi z ułomnością, bóg tak chciał. Gdy ktoś umiera stosunkowo młodo, Bóg tak chciał. Gdy jednak zachoruje Biskup, to nie licząc się z największymi kosztami funduje sobie lecznicę, nie patrząc na to jak chce Bóg, a prawdopodobnie jego choroba była też wolą bożą. Czy zatem Bóg chciał 70 milionów ofiar wojny?, czy chciał kilkunastu milionów straszliwej śmierci Indian amerykańskich, czy chciał kilkunastu milionów ofiar gułagów i nazistowskich pieców krematoryjnych. Straszny to Bóg, wręcz zbrodniczy. Ble, ble, ble. Tak mogę tylko skwitować owe, Bóg tak chciał. Prawicowa hołota nawet w imię swojego Boga z poparciem Kościoła potrafi dać świadectwo swoich wartości moralnych. Przykładem niech będzie podłe zachowanie starych pisowskich moherów oraz ich młodego narybku podczas obchodów rocznicowych Powstania Warszawskiego na Powązkach. Ech, nie chce się nawet cokolwiek mówić. Tylko się na was wypiąć intymną golizną, panie Kaczyński. Kłaniam się Państwu uprzejmie.

POLSKA I WATYKAN W ŚWIETLE KAMER

Kto atakuje Kościół ten atakuje Polskę, krzyczał Jarosław Kaczyński, licząc na rewanż i łaski politycznego wsparcia ze strony episko...