poniedziałek, 30 stycznia 2012

PUK... PUK...CZY ZASTALIŚMY LEWICĘ?

Nie ma. Jest Miller. Leszek Miller, którego zarozumialcze emploi podtrzymują mikrofony środków przekazu, przed które jest zapraszany mniej z racji przywództwa w tejże maleńkiej partii, a z racji wzmocnienia jego męskiej formy w walce z znienawidzonym przez prawicę, a więc i media zarządzane przez nią, Palikotem. Równie, a może przede wszystkim przez Kościół. Miller z ubolewaniem widzi sytuację, gdzie po cichu jego owieczki wydostają się spod jego opieki uciekając do Ruchu Palikota. Widzi i bardzo cierpi, bo stado staje się już podwórkową gadziną. Honor wielkiego kanclerza z lat ubiegłych, nadwerężony poprzez chwilowy (ale jednak) ożenek z Lepperem dzisiaj nie pozwala mu spokojnie zasypiać. Bo oto stanie się tak, że któregoś pięknego dnia w swojej owczarni zastanie jedynie pana Kalisza, za którym z wzajemnością też nie przepada. Mówię Kalisza, ale tak naprawdę to jest to jedyny członek SLD, który w pamiętnym dniu wystąpił obok Palikota na zlocie jego fanów w Sali Kongresowej, a nawet zabierał obok Kazimierza Kutza chwalebny głos. Dziś prawdziwej lewicy już nie ma, poza Siwcem i panią Senyszyn, by parafrazować Marylę R.. Prawdziwi ludzie lewicy, którzy oprócz przewagi czerwonych ciałek krwi w swoim krwiobiegu, oraz serca umiejscowionego po słusznej stronie, czyli ci, którzy świecą ideologią o najwyższych wartościach, pozostali niestety gdzieś tam na jej obrzeżach. Widać ich od czasu do czasu w wywiadach i reportażach w rejonach kultury a w mniejszym zakresie stricte polityki partyjnej. To Cimoszewicz, to Kwaśniewski, to Borowski, to Rosati. Każdy z nich ma wielkie dokonania w budowie i utrwalaniu partii lewicowej w Polsce. Każdy z nich ma zasługi w przekonywaniu naszych rodaków do akcesji z UE. Każdy z nich piastował najwyższe stanowiska państwowe m.in. prezydenta, premiera czy też ministra. Ale z nich też już jakby powietrze zeszło. Mimo to wszyscy oni, jak nikt inny mają nie tylko doświadczenia w pracy na rzecz państwa i narodu, ale też w tej pracy u podstaw, czyli pracy partyjnej. Niestety, animozje wzajemne nie pozwalają na wykorzystanie tych ludzi dla dobra partii lewicowej. Rzeczywiście przyjdzie na to, że Palikot (przedsiębiorca, milioner) będzie jedynym rodzynkiem, który na przekór logice pozostanie tym, który walczy o ideały lewicy, w tym o normalność światopoglądową w relacjach Kościół- rząd- naród. Jest w rzeczywistości bardzo zastanawiające to, że w partii Palikota jest tylu ludzi zaliczających się do klasy posiadającej, a mimo to gotowi są oni do walki o normalność zwykle występującą w państwach o ukształtowanej demokracji socjalistycznej. To jest nawet bardziej dziwne od hasła głoszonego w on czas przez styropianowców wałęsowskich „socjalizm tak-wypaczenia nie”. Ale akurat wtedy widać było jak na dłoni obłudną zagrywkę dla uspokojenia rządzących. Wiadomym wszak było, że forma jakiegokolwiek socjalizmu nie przejdzie w sytuacji, gdy przywódcy strajkujących całymi haustami pili kapitalistyczną „ambrozję” kierowaną z USA i Watykanu. Być może program partii Palikota jest bardziej uczciwy i jednoznacznie obliczony na sukces przez wstępujących doń członków SLD. Być może, czas pokaże.

środa, 25 stycznia 2012

DEGRENGOLADA

Już od lat sześćdziesiątych w dostępnych pismach mogliśmy między wierszami przeczytać, że nasz ukochany kraj dościga zachodnie gospodarki i lada moment wyjdziemy na czołówkę, by przewodzić innym. W początkowych dekadach lat siedemdziesiątych zaliczaliśmy się wg oficjalnej propagandy do dziesiątki najbardziej uprzemysłowionych krajów świata, tym bardziej, że nasz Hermaszewski już latał w kosmosie, a taki Francuz czy Anglik muszą jeszcze długo poczekać. Duma nas rozpierała, tym bardziej, że mało kto z nas oficjalnie mógł zweryfikować owe porównania, jako, że paszportem mogli się pochwalić tylko wybitni sportowcy, albo dyplomaci z ramienia tych, co to głosili owe brednie. Po kilku latach czytałem, że dościgniemy Zachód za 10 lat, potem za lat 20, by w końcu po odzyskaniu tzw. niepodległości od ruskich usłyszeć z ust politologów, że standard życia Polaków zrówna się ze standardem europejczyków za lat 30. Brawo, warto czekać, szczególnie emerytom, którzy bronią się przed chorobami i śmiercią za 700 złotych miesięcznie. Poddając się jednak obserwacji naszego polskiego życia, jestem gotów zaświadczyć, że większych bzdur nie słyszałem nawet w prowincjonalnych kabaretach. Polska jest trzecim światem Europy, obok Bułgarii i Rumunii. Tak, tak wybaczcie Rodacy. A powoli upodabnia się do trzeciego świata z kontynentu afrykańskiego. Całkiem przypadkowo, by nie popadać w nagły odruch upokorzenia, zapoznałem się z warunkami życia obywateli Skandynawii .Obywateli „tubylczych” oraz tej masy napływowej, często różnokolorowej. Mam na myśli Norwegię, Szwecję, Finlandię, ale też po części zaliczanej do Wikingów Danię. To są Himalaje różnic życia w zestawieniu z Polską. Wszędzie tam od wielu lat rządzą socjaliści. Tak, tak, socjaliści panie Kaczyński i panie Tusk. Czytając reportaże, choćby fragmentarycznie przekazane z dziedziny codziennego życia Skandynawów, a więc warunków wychowania i edukacji dzieci, warunków pracy oraz egzystencji po niej, a także wypoczynku i opieki medycznej, to tak jak powiedziałem, Himalaje, które dzisiaj, nie bójmy się tego powiedzieć są nie do zdobycia nawet nie za 10, 20, 30 czy 50 lat. To są inne społeczeństwa. Nie do zdobycia, ponieważ nasza polska mentalność nie da się wyleczyć z lenistwa, oszustw nie tylko podatkowych, mściwości, zawiści i nienawiści do tzw. innych nie tylko pod względem koloru skóry ale i wyznania. Wszystko to podlane jest sosem „katolickim”, bowiem pasterze w wierze w tym kraju, w którym obok słowa Polak dodają też bratnie słowo katolik, sami są na bakier z prawem nie tylko w sferze moralnej. Oszukują państwo wyciągając miliardy złotych na tzw. Caritas (to instytucja która zarabia w zasadniczej części dla Kościoła, rzucając resztki dla potrzebujących), miliardy złotych poprzez Komisje Majątkową i Fundusz Kościelny, oraz setki milionów z innych zapisów konkordatowych, w tym z nauki religii, nie tylko w szkołach ale nawet w przedszkolach. W krajach, o których mówię, żadne dziecko nigdy w szkole nie zobaczyło gościa w koloratkach, bo społeczeństwo jest dojrzalsze i nie klęka jak nasz parlament przed biskupem żadnego wyznania. Mimo że nawiasem mówiąc tam biskupi są bardziej atrakcyjni, ponieważ szaty upiększone torbą na głowach noszą przedstawiciele obu płci. No więc tak naprawdę mamy szansę żyć kiedyś na poziomie tych zamieszkałych po drugiej stronie Bałtyku, tych nad Tamiza, Loarą i Menem, czy jest to tylko mrzonka nie do spełnienia. Chylił bym się raczej ku temu drugiemu. Unia Europejska wspomogła naszych rolników. To prawda, ale tylko rolników, a nie polskie rolnictwo. Dalej bowiem w Polsce mamy dziesiątki tysięcy gospodarstw 2-3 hektarowych, które żywią tylko ich właścicieli. Państwo nic nie zyskuje, a rolnik i owszem, bowiem zdarza się, że za dopłatę z Unii buduje sobie murowany grobowiec na parafialnym cmentarzu. Jestem tego świadkiem. Pieniądze uzyskane z Unii co prawda rząd wykorzystuje na infrastrukturę, ale jak to u nas bywa, sprawa nie ma się tak dobrze do końca. Bo popatrzmy: zbudowaliśmy cztery stadiony na europejskim poziomie, ale kto je utrzyma w przyszłości i jakim kosztem, tego już nikt nie wie. Zbudowaliśmy kilkaset, zamiast kilka tysięcy kilometrów autostrad, niestety wiele z nich urywa się gdzieś w kartofliskach. Zbudowaliśmy kilkaset orlików, niestety tylko dla chłopców. Nie budujemy mieszkań, a w mieszkaniach w blokach gierkowskich zamieszkują często po trzy pokolenia. No nie ma się czym chwalić. Większość europejskich funduszy liczonych w miliardach euro jest w dyspozycji tych kacyków rządowych, którzy stworzyli sobie dostatnie życie za grosz narodu, bo partie są finansowane z budżetu. Kacyków, ponieważ wzorem państw afrykańskich przy permanentnej pauperyzacji społeczeństwa oni obrastają w pałace ze służbą i ochroniarzami. Obrastają w majątki liczone w miliardach złotych. A kto to taki?. To ludzie którzy się sami wybierają, a nam tylko każą głosować. Kolegów, których nie dało się przepchnąć do parlamentu a jeszcze lepiej do europarlamentu, obsadza się w radach nadzorczych bogatych Spółek Skarbu Państwa i na innych podległych rządowi posadach. Tak więc narodzie nasz. Nasi bracia i siostry w polskiej nacji, nie wierzcie w żadne statystyki, które mają na celu wywołanie radosnego uśmiechu na waszych twarzach. Chcecie żyć jak ludzie, zostawcie ten (przepraszam za wyrażenie) zasrany kraj, gdzie urodzoną za pomocą in vitro jedenastoletnią dziewczynkę za podpowiedzią księdza nazywa się w szkole zwierzątkiem, gdzie niespełna rozumu polityk wciąga całe państwo w otchłań bredni na temat przyczyn katastrofy lotniczej i za ostatni grosz wyjedźcie tam, gdzie nie ma chamstwa, a słowo człowiek znaczy więcej niżeli katolik.

niedziela, 22 stycznia 2012

Z CZYM DO GOŚCI

Nie jestem alfą i omegą. Nie na wszystkim się znam. Ale akurat na sporcie, chociażby jako przeciętny kibic trochę a jakże. Ponieważ mam swoje lata, zatem potrafię patrzeć na historię naszego sportu lat tamtych i współczesnych chyba okiem bardziej obiektywnym, niżeli na wszelkiego rodzaju przemiany polityczne i związane z nimi wstydliwe dla nas wszystkich przypadki. Sport to dziedzina która łączy społeczeństwo a nie dzieli na lewicę, prawicę i inne kacze stowarzyszenia polityczne okraszone Markami Jurkami, Kurskimi, czy też Ziobrami. Sport to jedyna dziedzina jednako komentowana w Gazecie Wyborczej, Naszym Dzienniku, a nawet Faktach i Mitach. Jedno jest tylko pokazywane inaczej. Mianowicie o polskim sporcie lat PRL mówi się wyłącznie półgębkiem, a najlepiej milczy. A przecież sport w czasach „uciemiężenia” politycznego naszego narodu był tą dziedziną, która stawiała nasz kraj pośród znaczących, wybijających się społeczeństw na tle „stadionów” Europy i świata. Współcześni komentatorzy sportu nie potrafią być obiektywni wyłącznie z powodów nienawiści do Rzeczypospolitej bez numeru. W czasie audycji sportowych brzydzą się choćby cząstkowego porównania dzisiaj osiągniętego wyniku któregoś ze sportowców z osiągnięciami tamtych czasów. Nie wiem dlaczego, ale chyba mają tak nakazywane przez mocodawców medialnych. Rozumiem red. Babiarza, bo to wierny ministrant, ale inni?, czego się boją?, a raczej kogo?. Wiadomo!. Dziennikarze sportowi, tak jak ci pozostali muszą się kierować nakazami szefów TV, którzy to zresztą swój urząd pełnią z ramienia partii. Oczywiście partii prawicowych. A przecież dzisiejszy polski sport mimo spektakularnych osiągnięć takich ludzi jak Kowalczyk, Małysz, Małachowski, siatkarze, piłkarze ręczni, Gollob, Radwańska, oraz kilku innych w różnych, mniej interesujących dyscyplinach, nigdy nie dorówna wynikom w sporcie z tamtych lat. Z olimpiad nasi reprezentanci przywozili po kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt medali. Dzisiaj cieszymy się z medali policzonych na palcach jednej ręki. Podobnie z mistrzostw Europy i świata. Mierzyliśmy się (zwycięsko) w bezpośrednich pojedynkach lekkoatletycznych z takimi potęgami jak USA, ZSRR, Kuba, czy też Niemcy jedne i drugie. Podobnie chwalebnie dla nas wyglądały mecze bokserskie. Dzisiaj mamy w tej dziedzinie tylko Adamka, który po mszalnych modłach Rydzyka daje sobie obić facjatę za duży szmal. Dawniej polski sportowiec w nagrodę za wyniki mógł tylko szczycić się polskim orłem na piersi. Nic w dziedzinie sportu nie dorówna dzisiaj tamtym Wyścigom Pokoju z Królakiem, Szurkowskim i Szozdą. Rzadko kto może dorównać takim tuzom jak Schmidt, Sidło, Szewińska, Malinowski, Kulej, Wagner, Stamm, Górski czy Boniek. To ciężka sprawa, bo żaden współczesny utalentowany sportowiec czy trener nie będzie reprezentował naszej ojczyzny bez wysokiego wynagrodzenia oraz nagród rzeczowych o wartości co najmniej dobrego auta. Fakt, nagradzanie dobrych wyników w sporcie jest normą na całym świecie. I dobrze, ale niech znajdzie się chociaż jeden taki, jak to było właśnie w PRL, że oprócz wspomnianego orła na piersi wystarczył by mu paszport i możliwość poznawania świata. Podkreślali to wybitni, ulubieni sprawozdawcy sportowi: Tomaszewski, Tuszyński, Ciszewski. Dzisiaj, dzięki wylosowaniu Euro2012 zbudowaliśmy kosztem olbrzymich nakładów finansowych piękne stadiony piłkarskie. Niestety będą one tylko kosztowną w utrzymaniu ozdóbką naszej krainy, bowiem poziom tej dyscypliny od lat jest żenujący mimo wysokich apanaży płaconych piłkarzom. Nigdy nie osiągniemy tego, czym zaszczycił nas trener Górski wraz ze swoją drużyną na mistrzostwach świata w Monachium, że nie
wspomnę o zdobytym wcześniej złocie olimpijskim (foto). A przecież oni też, mimo ukrytego zawodowstwa grali oficjalnie jako amatorzy. Chylimy czoła przed wyczynami siatkarzy, ale prawdziwy sukces w tej dziedzinie odnieśli właśnie tamci pod wodza Wagnera. Fakt, nie mieliśmy sukcesów w sportach zimowych poza tymi spektakularnymi Fortuny i Łuszczka. To prawda, ale dzisiaj zarówno Małysz jak i Kowalczyk wypruwają sobie żyły nie tylko dla chwały, ale i wielkich profitów. Gdyby im nie płacono, to zapewne by nie startowali, bo sport dzisiaj to komercyjny interes. Dzisiaj nie bardzo polska młodzież lgnie do sportu dla samej jego idei. Zresztą jest ona beznadziejnie przygotowywana do sportowego wysiłku już w szkołach na jednej, jedynej godzinie WF w tygodniu, gdy tymczasem na rozważania religijne ma zapewnione dwie godziny. Niby wiemy, że sport to kultura, ale jakby inna, ta gorsza. Dawniej młodzież zajmowała się nauką i wszelkiego rodzaju rywalizacją na szkolnych olimpiadach, dzisiaj zaś od samego zarania jej wieku jest wciągana w różnego rodzaju nieformalne grupy blokerskie czy kibolskie. Jak podrosną to do Młodzieży Wszechpolskiej i innych zatrutych politycznie „stowarzyszeń”. Wg. współczesnej polityki sportu nie czas na pokazywanie tamtych osiągnięć, które by akurat prowokowały do stawiania moralnie uczciwej oceny PRL. Natomiast często telewizja pokazuje słynny gest Kozakiewicza na moskiewskim stadionie, który zgodnie z naturą naszej prawicy wyraża niechęć do narodu rosyjskiego. Niestety, Kozak po zdobyciu złota dla Polski wypiął się na ojczyznę i przyjął obywatelstwo niemieckie. Dzisiaj ma dwa. Dlatego wstyd mi i zapewne wielu moim rodakom tego, że nie potrafimy się chwalić osiągnięciami naszego sportu tylko ze względu na poróżnienia polityczne. Ciekawe, bo nawiasem mówiąc w PRL sport bardzo czynnie uprawiał ulubieniec prawicy i narodu moherowego Karol Wojtyła, chwaląc sobie stworzone przez państwo warunki. A ponadto sport jest ponadpartyjny, ponad polityczny i ponad czasowy, ale do kogo ja mówię?. Przecież trudno, aby moje dywagacje na temat sportu czytał ktoś z kaczej czy tuskowej partii. Co najwyżej znajdzie się przypadkowy, miły komentator, który mi napisze: zamknij się komuchu, żydzie, czy też małpo putinowska. A co, czy nie mam racji?

piątek, 20 stycznia 2012

CO RAJCUJE POLSKĄ PRAWICĘ, A CZEGO NIENAWIDZI

To temat rzeka. Rzeka która, w odróżnieniu od tej geograficznie rzeczywistej rozlewa się coraz bardziej z dnia na dzień, mimo stosowanych zabezpieczeń w postaci argumentów wyrażanych przez ludzi myślących czyli umiarkowanych demokratów i lewicę. Co rajcuje naszą prawicę?. Wszystko to, czym można omamić prosty naród. Ten naród, który za poparciem ojca dyrektora dał sobie wmówić jej racje. Nie ma takiej siły, by pierwszy lepszy wyborca PIS pozwolił sobie wytłumaczyć, że w wielu kwestiach Kaczyński się myli i to bardzo. Absolutnie jest to niemożliwe. A w gruncie rzeczy partia Jarosława „zbawcy Polski” to nic innego jak rój wściekłych pszczół, a jeszcze lepiej szerszeni, gdzie za królową -matkę „robi” Kaczyński, oraz masa robotnic, gotowych jak owe owady oddać za nią (niego) życie. Nawet mimo „odlotu” do nowych gniazd (SP i PJN), są wierne mu raz na zawsze. Wszystkie one są z tego samego roju. Sobecka, Szczypińska, Jakubiak, Kempa, Wróbel i dziesiątki innych „robotnic” czuwających nad dobrem PIS, jako tej skarbnicy, tego ołtarza. Jest tam też, jak to w każdym poprawnym ulu wielu trutni, jakże potrzebnych dla istnienia i rozrodu tej organizacji, To Brudziński, Hofman, Suski, Ziobro, Kurski, Błaszczak, Girzyński, Macierewicz, czy też Kuchciński (jakoś tam zwany),. To zapylacze owadziego stada, którzy dzięki propagandzie polegającej na szerzeniu nienawiści do przeciwników politycznych oraz wciskaniu kłamstw, „ubogacają” swój matecznik w oczach tych, którzy im zawierzyli raz na zawsze. Ten nadzwyczajny rój rajcuje wiele rzeczy, szczególnie to, co nie daje się przypisać demokracji i postępowi. Rajcuje ich Młodzież Wszechpolska i neofaszystowski ONR, dlatego czynią wszystko by norweskiego Brevika przypisać lewicy, chociaż cały świat wie, że ten zbrodniarz polityczny zastrzelił młodzież z organizacji socjalistycznej. Rajcuje ten rój Caritas, jako to „enigmatyczne” źródło finansowania Kościoła kosztem naprawdę potrzebujących, który to z kolei promuje PIS. Podobnie też uśmiechają się pisowcy do Rydzyka i Dziwisza. Rajcuje ich gmatwanina wyjaśnień katastrofy smoleńskiej, dzięki której mogą szerzyć idiotyczne teorie spiskowe, mające na celu obniżenie wiarygodności rządu i naszych sąsiadów, a jednocześnie ośmieszać nasz kraj. Nawet wśród 17 głosów w kabinie TU154M zarejestrowanych przez czarne skrzynki nie chcą się „dosłyszeć” głosu swojego ulubieńca podpitego gen. Błasika. Wiadomo wszem, że alkohol zmienia tonację głosu. Zwłoki pana generała znaleziono właśnie w kabinie pilotów. A ponadto „wrota” do kabiny pilotów były otwarte na oścież jak do stodoły w czasie zwózki zbóż. Rajcuje ich w końcu wszystko to co można skojarzyć z walką o władzę przez przemoc, chociażby stosując metody neofaszystowskie. Nie potrafią przemówić ludzkim głosem na temat zbrodni faszyzmu np. gen. Franco i Pinocheta, a ukochany przez nich Dmowski jest latarnią. Szczycą się Niewiadomskim, zabójcą prezydenta Narutowicza. Jednocześnie uśmiechają się też do wszystkiego co zalatuje smrodkiem antydemokratycznym. Partia Fides z Orbanem na czele, która Węgrom zafundowała rządy daleko odbiegające od wartości którymi szczyci się UE jest dla nich wzorem do naśladownictwa. Kaczyński już zapowiedział Budapeszt w Warszawie, gdy dojdzie do władzy, czyli w gruncie rzeczy powtórkę z rozrywki pt. IV RP. I pomyśleć, taki mały człowieczek. No cóż, Napoleon, Hitler i Stalin też byli konusami.
A czegoż ten rój prawicowych owadziąd szczególnie nienawidzi?. Ano Owsiaka, bo zbiera grosiki od milionów..jakoby z tacy kościelnej. GW zadała sobie trud wyjaśnienia dlaczego prawica nie może znieść Owsiaka. Być może za czerwony kolor serduszek, a może dlatego że jest skuteczny bez poparcia Kościoła, wreszcie dlatego, że być może polska prawica jakoby cierpi za miliony, a sukcesy odnoszą inni. Taki narcystyczny przyczynek, bo wrogość prawicy do każdego kto odnosi sukcesy to ich logo, ich herb, ich szyld polityczny. Ponadto prawica nienawidzi wszelkich inności w tym związków homoseksualnych, europejskich praw kobiet, lewicy jako takiej, ludzi o innych wyznaniach poza katolicyzmem, ludzi o innym kolorze skóry, wreszcie Rosjan, Niemców, Żydów, a na końcu księdza Tischnera i bpa Życińskiego. No i PRL jako ciągłości Rzeczypospolitej. W pakiecie tym mieści się jeszcze Unia Europejska, z jej nowym przewodniczącym Martinem Schulzem ( po Buzku), bo to socjalista i do tego Niemiec, z wyjątkiem jednego . Otóż dobrze Unia płaci europosłom, których to z ramienia PIS i LPR jest najwięcej w ramach polskiego „kontyngentu”. To akurat też wskazuje na poprawność myślenia polskiego elektoratu, bo właśnie te m.in. dwie partie wypowiadały się sceptycznie, albo wręcz wrogo do kwestii przynależności Polski do Unii Europejskiej.
Przepraszam za utrudnienia w komentowaniu.

piątek, 13 stycznia 2012

DZIADY POLSKIE

Tytuł brzmi jak KWIATY POLSKIE Juliana Tuwima. Niestety tylko w kontekście szyderczym, bowiem pozwalam sobie napisać o prawdziwych dziadach polskich. Tych, którzy spoglądają na wystawy leków zalegających półki aptek. Tych zerkających cierpiętniczymi oczyma, bo w ich często drżących rękach spoczywają pliki recept. Ta akurat apteczna populacja dziadów polskich w dwójnasób się powiększyła po ostatnich poprawkach do Ustawy zdrowotnej, szczególnie w zakresie dotyczącym refundacji podstawowych leków. Podstawowych, bo dotyczących m.in. walki z szerzącą się wśród społeczeństwa polskiego cukrzycą. Dwa miliony polskich cukrzyków, to wśród nich blisko połowa nowych potencjalnych polskich dziadów. Dziadów, ponieważ jeżeli chcą jeszcze trochę pożyć, niestety muszą użebrać na inne wydatki, jak choćby najskromniejsze wyżywienie, opał, czynsz, energia, rezygnując ze środków przekazu. Ciekawość w zakresie wszelkich wieści z kraju i ze świata z konieczności zaspakajać będą księża podczas kazań oraz fundowane półdarmo kościelne gazetki. No nie! Ja nie muszę jeść, ale ojca Rydzyka nie opuszczę pomyśli wielu z nich, dlatego część polskich dziadów, a jeszcze więcej bab jakiś mały odbiornik radiowy zachowa, choćby zasilany bateryjką.
Druga, ta pozacukrowa sfera dziadów tworzy się spośród tych co odbierają najniższe emerytury i renty, na pograniczu 700-800 złotych, z roku na rok ulegając coraz większej pauperyzacji, a niestety takich wśród nas są masy. Im akurat cukrzyca nie grozi bo się tłusto nie przejadają, nie zażywają trunków, z wyłączeniem tych obywateli, których Broniewski przedstawił jako „Polak-katolik alkoholik”. Słodycze ze względu na koszty też są im obce. Skoro nie muszą walczyć z cukrzycą, to co im dolega do diabła?. Ano wszystko to co podlega systematycznym opłatom z tej właśnie kilkuset złotowej emerytury. Większość z nich wstydząc się wyciągania ręki po datki przed kościołami i na ulicach, co tchu biegnie do śmietników. Co tchu, by zdążyć przed przysłowiowymi szczurami. Przyczyniamy się też do zaludniania krajów UE polskimi dziadami, często z wyższym wykształceniem, bo jak może postrzegać Francuz, Niemiec czy Szwed polskiego magistra zmywającego gary, szorującego kible, czy zamiatającego ichnie ubogacone kwieciem podwórka. Brak pracy w Polsce nawet dla ludzi dobrze wykształconych stawia nasz kraj i naszą gospodarkę w rzędzie z Ugandą i Tajlandią, bo w Europie trudno nas z jakimkolwiek państwem zestawić,,, mimo ponoć naszej „zazielenionej wyspy” na mapie. Zazielenionej wyłącznie w oczach premiera. Czy ten stan rzeczy kiedykolwiek ma szansę zmiany?. Nie wiem, bowiem trudno mieć nadzieje w sytuacji, gdy niby bogaty rząd (bogaty, bo szasta milionami wśród swoich i znajomych królika), ściska społeczeństwo coraz bardziej krótszym pasem. Szastanie publicznym groszem widać na każdym kroku (olbrzymie odszkodowania dla każdego z rodzin „smoleńskich”). Przecież oni tam pojechali na wycieczkę modlitewną. (Olbrzymie odszkodowania dla rodzin żołnierzy-ofiar wojny afgańskiej). Przecież ci żołnierze sami ochoczo wybrali się do pełnienia tejże służby, licząc na dobrą kasę. Jeżeli już, to owe odszkodowania powinna płacić Ameryka, w imię interesów której walczą polscy wojacy. Olbrzymie dotacje na Kościół i jego Caritas mimo biernego oburzenia wiernych-normalnych. Olbrzymie koszty przewodnictwa Polski w Unii. Bogata Dania zapowiedziała, że swoją powinność wykona za pół ceny. Ponadto tymczasem (trudno zrozumieć), że tenże rząd deklaruje się na kilku miliardową składkę dla „uratowania” gospodarki Włoch. Nawiasem mówiąc każdy obywatel Italii ma przeciętnie siedmiokrotnie wyższe zarobki od Polaka, dziesięciokrotnie większe oszczędności w bankach, a ich europoseł dostaje na rękę trzy razy większą gażę od naszego, chociaż akurat nasi europosłowie (posłowie też) do biednych nie należą, bo dobry premier o nich dba, proponując co rok kilkutysięczne podwyżki . Ale co tam panie premierze, ze swojej kieszeni pan nie daje, a warto zadbać o dobrą swoją markę, szczególnie w Brukseli i Berlinie na przyszłość, w sytuacji gdy nie można się spodziewać trzeciego zwycięstwa wyborczego. Ja nie zadam panu wyświechtanego pytania „Jak żyć”, ale te tysiące nowych DZIADÓW POLSKICH, a i owszem. Cóż z tego, pan i tak nikomu nie pomoże. Pan jeno wygłasza kolejne obiecanki bez żadnego pokrycia, bo same orliki i kilkanaście przedszkoli to zbyt mało jak na tyle lat premierowania.

wtorek, 10 stycznia 2012

COŚ W TYM JEST PROSZĘ KOLESTWA


Gdy z jakichkolwiek powodów powinie ci się człowieku noga względem obowiązującego prawa, to ewentualna (powtarzam: ewentualna) kara, a w zasadzie jej wymiar (wysokość) uzależniona będzie od tego, jaką pozycję społeczną piastujesz w chwili popełnienia przestępstwa. Od wielu miesięcy władze Polski, a i Europy zafrasowane są skazaniem przez niezawisły (tak należy domniemywać) sąd na 7 lat więzienia byłej premier Ukrainy Julii Tymoszenko. Telewizja pokazuje jej „cierpienie” w celi monitorowanej (jak by to była nowość!), a jednocześnie wyposażonej w klimatyzację, plazmowy telewizor, lodówkę i takie tam inne. Ten luksus więzienny obowiązywał dotychczas. Obecnie ukraińską miss skazanych przewieziono do obiektu o bardziej zaostrzonym rygorze, więc pewno zamieniono jej aparat telewizyjny na bardziej analogowy. Jednocześnie polscy komentatorzy przekonują nas, że była pani premier została skazana za „domniemane” przekręty gospodarcze w wymiarze kilku milionów dolarów... niesłusznie. Władze z prezydentem Janukowiczem się na niej mszczą za premierowanie pod kuratelą Juszczenki, bardzo nieszczerego zresztą przyjaciela Polski. Przekręty paliwowe dokonane w gospodarczych relacjach z Rosją są wyssane zatem z palca? Może jest tak, a może inaczej. Skąd wobec tego państwo Tymoszenko obrośli aż w taki majątek, liczony w dziesiątkach milionów dolarów. Gazeta Wyborcza, którą nie można podejrzewać o lizusostwo wobec Janukowicza pokazała nam Ołeksandra, męża pani Julii, jednego z najbogatszych obywateli Ukrainy ( taki ukraiński Kulczyk), który tegoż majątku dorobił się właśnie na ropie naftowej. Więc jak to jest z tą moralnością władz polskich i polskiego dziennikarstwa. Piękna Julia jest OK tylko dlatego, że jest przeciwniczką polityki Janukowicza, bo tak to wygląda na całej linii rozumowania. Podobnie, chociaż z większą rezerwą zachowuje się UE. Ostrzega Kijów, że do czasu zwolnienia z aresztu Owej Julii, Ukraina nie ma szans na stowarzyszenie gospodarcze w ramach tejże Unii. Ech, ta polityka! Coś nam tu śmierdzi, bowiem mąż pani Julii stał się milionerem za czasów jej premierostwa, a wiadomo, że z chwilą gdy prawo wkracza w tajniki bankowe tak znanej rodziny, to zwykle majątek rozdziela się ze wskazaniem na tego małżonka, który jest w miarę mniej podejrzany. Dzisiaj państwo Tymoszenko żyją w separacji i to nie tylko spowodowanej kratami więziennymi. To separacja majątkowa, a szanowny małżonek pani Julii już wyemigrował za granicę. Okazuje się, że ludzie na państwowych i kościelnych posadach mogą czuć się bezkarni. Być może u nas taki Kaczyński, Ziobro czy inny Macierewicz, który nadawał stopnie oficerskie swoim znajomkom i przyjaciołom po dwóch tygodniach szkolenia, nigdy nie staną przed Trybunałem Stanu. Ci ludzie nadal zachowują się jak wariaci, oskarżając państwo i jego struktury o wszelkie bezeceństwa, w wyniku czego państwo musi płacić pokrzywdzonym ogromne, wielomilionowe odszkodowania (poszkodowani raportem WSI). Zatem chyba jest w moim rozumowaniu dużo prawdy. Bo zapowiedzi postawienia chociażby tylko tych osób przed TS, to po prostu żart i kpina ze społeczeństwa. Aby do końca potwierdzić postawioną tezę, przytoczę przykład z naszego, polskiego grajdoła. Cywilny osobnik przyłapany na wielokrotnym molestowaniu dzieci zostaje skazany na więzienie w wymiarze co najmniej lat kilku (GW.5.12), patrz: seksuolog Samson. Jednocześnie złapany za jajca ksiądz, który zgwałcił kilkakrotnie dziecko śmieje się z polskiego wymiaru sprawiedliwości, bo wie, że kara jaką otrzyma będzie w zawieszeniu i co najwyżej biskup przeniesie go z parafii w Zimnej Wodzie do Gorącej Pipidówki. Do naszego kraju uciekają wszelkiej maści zboczeńcy w sutannach z całego świata, jak swego czasu naziści do Argentyny via Watykan. Wyglądało by na to, że księdza skazać nie można, bo ma mocno ograniczoną świadomość dokonanego, chociażby zbrodniczego czynu, a przecież wiadomo, że kretynem do końca może być przykładowo wyłącznie masażysta, który potrafi tylko uciskać mięśnie. Nic więcej nie musi wiedzieć ani umieć. No to szczęść Boże. Alleluja i do przodu.

poniedziałek, 9 stycznia 2012

SKUMANY Z DIABŁEM



Okazjonalnie byłem ci ja w Toruniu. Moim mieście, ciągle tym, które to okupuje cząstkę mojego serca. Mieście, jakby się wydawało nowoczesnym, zarządzanym przez „Gospodarza Miasta” prezydenta Zaleskiego, który w gruncie rzeczy chyba uosabia prawdziwego gospodarza grodu Kopernika. Nie oszołom prawicowy, nie komuch, jak mu to przypisywano po oświadczeniu, iż był i pozostaje ateistą, ale jakowyś dla wielu dziwak, który to w pewnych tam okolicznościach powiedział publicznie, że zawrze sojusz chociażby z diabłem, by tylko zrealizować plan życia, a mianowicie zbudować trzeci most przez Wisłę. Komitywę Zaleskiego z belzebubem było widać podczas zlotu moherów w czasie 20 rocznicy Radia Maryja. Pośród „zaszczyconych” zaproszeniem na tę okoliczność TV pokazała siedzącego w ławach RM pana prezydenta Zaleskiego. Siedział zatem wśród rzeczonych „diabłów”. Widać było zadowoloną twarz prezydenta, po oficjalnym poparciu jego idei inwestycyjnej przez Rydzyka, a i również uśmiech Rydzyka po obiecance Zaleskiego, że w porozumieniu z MZK pobuduje on linię tramwajową do „wyższej uczelni moherów”, ulokowanej gdzieś tam nad rozlewiskiem Wisły. I wszystko by było ok. Tylko ten pański mało przemyślany gest panie prezydencie. Jak mógł pan zainicjować w Toruniu budowę pomnika Lecha Kaczyńskiego, najgorszego prezydenta w dziejach Wszystkich Rzeczypospolitych?. Jakież to anioły z herbu miasta kierowały człowiekiem ponadpartyjnym. W mieście, które nijak nie kojarzy się z tak kontrowersyjną postacią. Dla dobra miasta ten „wielki” fizycznie człowiek-prezydent lawirując między wrogimi wzajem partiami, stara się być dobrym ojcem porozumienia, Ale dalibóg, jak można się ośmieszać wnioskiem budowy kaczego pomnika?. Przecież jakikolwiek ten Zaleski ma światopogląd, to mimo przyjaźni z radiowym potentatem i bp. Suskim trudno mu przypisać napływ przyjaznych uczuć dla okrzyczanej ofiary smoleńskiej. Czyżby urok posła PIS Girzyńskiego tak nim zawładnął?. No dobrze się stało, że mieszkańcy Torunia w referendum odrzucili ten głupi pomysł. Trudno też zrozumieć idee budowy pomnika księdza Popiełuszki. No, chyba że dlatego, iż ksiądz został pojmany przez Piotrowskiego w okolicach grodu Kopernika. Pomnik stanął. To pewno też owoc zawartego kontraktu pana prezydenta z diabłem na rzecz budowy mostu. Zbudowano go na wzór i podobieństwo Chrystusa świebodzińskiego, jeno o wiele skromniejszych wymiarach. Długie, mało proporcjonalne do sylwetki ręce, oplecione zerwanymi kajdanami, pragną przygarnąć do serca całą populacje Torunian, a nawet tych wyjeżdżających, bowiem pomnik usytuowany jest przed mostem Piłsudskiego. Z diabłem zawierali umowy bohaterowie „Fausta” Goethego oraz „Boskiej Komedii” Dantego. Nie zawsze dobrze na tym wychodzili. Zaleskiemu się uda, bo most jest już w połowie gotowy, a nawet wyprzedza harmonogram prac dzięki sprzyjającej pogodzie, ale przede wszystkim dzięki systematycznemu napływowi milionów euro z Brukseli. Dzisiaj to najbardziej rozkopana część wschodnia miasta, oczywiście do czasu. I mimo próbom zakłócenia budowy przez wrogów pana Zaleskiego, o czym w miejscowych „ Nowościach”, miasto dzięki takiej inwestycji stanie się jeszcze bardziej nowoczesne, a przejezdni nie będą popadać w korki drogowe. Spacerując po Starówce, zachodziłem w głowę, czy Toruń był piękniejszy onegdaj, czy też jest dzisiaj. Mam rozterkę i chyba się pogubiłem wzorem pani Beaty Tyszkiewicz: czy ja byłem z pieskiem, czy też bez pieska?!

niedziela, 1 stycznia 2012

POLACY NIE GĘSI.



Uczono mnie, tak jak większość chrześcijan, że populacja ludzkości ma swój początek w ogrodzie zwanym rajem. Z żebra prostego chłopa, zwanego Adamem, Wszechmocny stworzył Ewę, partnerkę seksualną, a to w celu zaludnienia niezmierzonych obszarów ziemi wcześniej rozdzielonych od wód oceanicznych. Jak się okazało, w wyniku złamania przykazania abstynencji owocowej, państwo Ewa i Adam, nazwiska nieznanego, zostali skazani na opuszczenie raju i udania się na poniewierkę. Szkoda, bo zagospodarowali ogród w czasie, gdy mienił on się kwieciem owocowym, zaś opuszczali go w okresie owocowania. Zatem ich pobyt był wyjątkowo krótki, czyli od kwietnia do sierpnia (pod warunkiem, że to były owoce wczesne). W każdym razie po spożyciu antonówki (najstarsza odmiana jabłka) z namowy węża, zgodnie z umową zawartą między Stwórcą a nimi, zmuszeni byli opuścić raj udając się na bezkresną pieszą tułaczkę.
Nie wiem jak owi pierwsi ludzie się między sobą porozumiewali, bo mam wątpliwości, czy Stwórca tchnął cudownie w nich jakikolwiek język. Być może migowy. To wystarczyłoby, kierując się popędem seksualnym, znanym zresztą do dzisiaj, spłodzić i urodzić dwoje dzieci jak powiada stary testament. Byli to Kain i Abel. Ci dwaj chłopcy podobno byli protoplastami zaludnienia Ziemi. Podobno. Bo jednak dla myślących to jakieś bzdury mili państwo, bowiem, nawet wtedy zanim jeden zabił drugiego z zazdrości, co często się zdarza wśród dzisiejszych chrześcijan jeszcze dzisiaj, to przecież, któryś z nich musiał wydać jakiekolwiek potomstwo, a jak wiadomo dotychczas, żaden chłop tego nie dokonał mimo czekającej nagrody w wysokości milionów dolarów plus dyplomu Nobla. Czy zatem ten który pozostał przy życiu zadawał się powiedzmy ze stworzeniami mało podobnymi do człowieka np. z owcą czy też małpą, co dzisiaj należy nazwać zoofilią?, ewentualnie z własną matką Ewą. Trudno powiedzieć, ponieważ ze względu na zaprzeczenie darwinizmowi, nauki kościelne o tym milczą. Logika jednak przemawia za tym, by przyjąć zagadkową tezę. Ponieważ jednak chrześcijanie, szczególnie katolicy, to ludzie nie wysilający się w samodzielnym myśleniu, przeto (chyba) można im wmówić wytłumaczenie wygodne dla Kościoła, iż Kain, jako ten samotny włóczęga spotkał płeć odmienną (no bo musiał) może z Marsa, czyli z planety, którą stworzył Bóg przy innej okazji, a która miała historię o wiele milionów lat starszą. Stąd nasz ludzki naród się poprzez setki tysięcy lat rozprzestrzenił. Kwestia tylko jakże zaistniały poszczególne języki w różnych regionach świata. Wiem, że my Polacy, których protoplaści osiedli nad Wisłą przyjęli język szeleszczący jak las osikowy, jak szum zamiatarki ulicznej, pierwej przez wiele setek lat posługując się łaciną. Język ten jest przedmiotem żartów ludów germańskich i łacińskich, a już prawie przedmiotem zgrywy dla Azjatów. Mimo to jakoś najbardziej zainteresowani uczą się polskiego, a raczej polskopodobnego. Za to ich lubimy. Gorzej natomiast wygląda nauka języków obcych przez Polaków. Tylko wizja biedy i nędzy, co jest powodem emigracji, pominąwszy dyplomatów i turystów zmusza Polonusów do nauki języków obcych. Niestety jesteśmy osamotnieni w obronie naszej tożsamości językowej, bo np. Anglicy, Francuzi, czy Niemcy uważają, iż nie muszą się uczyć żadnego obcego języka, ponieważ ich językami posługują się miliony tubylców z krajów do niedawna uznawanych za okupowane w ramach kolonii. Dlatego akurat dzisiaj spotkać można więcej Polaków posługujących się językiem angielskim, francuskim czy niemieckim niżeli odwrotnie. W kabaretach tych narodów, język polski jest kanwą śmiechu i puenty dowcipów. Ale tak na poważnie, to możemy być dumni ze swojego szeleszczącego języka, jak zresztą wszyscy Słowianie z Czechami, Rosjanami i narodami dawnej Jugosławii. W ten sposób narody znad Wisły, Wełtawy, Wołgi i Dunaju mają szansę szybciej zagospodarować Europę niżeli nasi sąsiedzi, tym bardziej w ramach zjednoczenia w Unii. I sprawę można by uznać za wyjaśnioną. Tylko ten mariaż Kaina z owcą?. Boże drogi, to właściwie od kogo my pochodzimy?, od Kaina, który zrodził obupłciowe dzieci (jego potomkom należy się obiecana nagroda), czy też od małpy jak twierdzi Darwin, a którego teoria ewolucji jest jak by bardziej do przyjęcia , przynajmniej przez tych co używają mózgu, chociażby szczątkowego.

POLSKA I WATYKAN W ŚWIETLE KAMER

Kto atakuje Kościół ten atakuje Polskę, krzyczał Jarosław Kaczyński, licząc na rewanż i łaski politycznego wsparcia ze strony episko...