piątek, 30 grudnia 2011

BO ZDROWIE JEST NAJWAŻNIEJSZE


Jutro 31 grudnia. Imieniny Sylwestra.Dla mnie dzień jak co dzień, nic szczególnego, poza tym, że mój szwagier to Sylwester, a więc nie sposób przeoczyć daty. Zatem życzenia i te tam inne okolicznościowe ukłony, uśmiechy i całusy okraszone milutkimi słowy „zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia, bo zdrowie jest najważniejsze”. Akurat o północy tegoż dnia podobne życzenia padną z ust wielu milionów Polaków na zabawach sylwestrowych i nie tylko. Ot, standard. Często wypaplany bezmyślnie z gąb już upojonych alkoholem i upaćkanych sałatką. Rozgrzane tańcem panie w on czas gorączkowo rozpinają guziki opinające górne partie piersi dla złapania świeżego powietrza, zanim odwdzięczą się sztucznym uśmiechem i rewanżem podobnych życzeń za te co usłyszały od współbiesiadników dotychczas nie poznanych, po czym tak rozluźnione, wraz ze swoimi partnerami wyjdą przed budynek aby podziwiać fajerwerki odpalane przez onych.
Przyzwyczaiłem się do tegoż corocznego rytuału i przyznam się ,że on mnie nudzi, a nawet bardzo zniechęca. Bo tak jak powiadam. Nie można się spodziewać na balu sylwestrowym czegoś nadzwyczajnego, co stanowiłoby nowość, inność od balu z roku ubiegłego, poza uświęconymi słowy „zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia, bo zdrowie jest najważniejsze”, czemu zresztą trudno zaprzeczyć. Oczywiście ci nieco trzeźwiejsi swoje życzenia składane bliźnim okraszą hipokryzją w postaci „ dużo pieniążków, szczęścia i miłości, zadowolenia z dzieci,” nigdy z teściowej, która to w pojęciu obiegowym zawsze pozostaje heterą .Oczywiście życzymy i owszem, zadowolenia z pracy, tak jakby pracę którą wykonujemy z zadowoleniem miał każdy z nas i w tej kwestii już nie ma o czym mówić, tym bardziej trzymając w garści kielich z ruskim szampanem. Na szczęście po umęczonej nocy, zatruciu alkoholem i nie zawsze świeżą zakąską jako pozostałością ze Świąt Bożego Narodzenia, w Nowy Rok śpimy do południa wypijając wszystkie domowe zapasy wody włącznie z zawartością wazonów. Osiągnąwszy choćby częściową świadomość obecności we własnym łóżku i po skorzystaniu z kabiny natryskowej oraz ogoleniu się, musimy być przygotowani na wysłuchanie kazań ze strony małżonek, przyjaciółek, kochanek na temat nieopatrznego zbyt ciepłego przymilenia się do tej zdziry z sąsiedniego stolika, azali użycia słów mało przyzwoitych podczas zwracania się do szefa małżonki, przyjaciółki czy kochanki. Naprawdę powinieneś ubrać się i natychmiast pójść do niego z kwiatami prosząc o wybaczenie. To w końcu dzięki niemu dostaliśmy służbowe mieszkanie. Bez niego nasza mamusia nie znalazła by się w tym luksusowym domu starców,... usłyszy na powitanie.
Wskazane jest by właśnie w Nowy Rok zachować ciszę po szale ogniowym. Ciszę, bowiem każda riposta, każda, chociażby grzeczna próba tłumaczenia się z zarzutów „sylwestrowych”prowadzi do dalszych cichych dni, a często przed sąd rozwodowy.
Ja ze swej strony odpuszczam sobie w tym roku szaleństwa pod sufitem z balonikami, ale tą drogą życzę wszystkim moim czytelnikom i nie tylko, bardzo szczęśliwego Nowego Roku 2012. Panom zwycięstw naszej drużyny na Euro. Paniom, piękna odbieranego ze wszystkich luster zainstalowanych w mieszkaniu, a wszystkim tradycyjnie zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia. Niech ten radosny i zadowolony piesek, zapewne z ustawy sejmowej o poszanowaniu naszych braci mniejszych pozostanie symbolem naszej wspólnej radości.

poniedziałek, 26 grudnia 2011

ŚWIĄTECZNE REFLEKSJE


Naszła mnie psia mać refleksja. Spowodowana atmosferą świąteczną, a też emitowanymi programami w dostępnych kanałach telewizyjnych. Obok wszelkiego rodzaju głupawych jasełek dla myślących inaczej, także moda, ciepły, mało polityczny, mało zadziorny temat, ocierający się też o świąteczną atmosferę źłóbkową i stricte kościelną, jako, że widzę również na wybiegu przystojniaków w koloratkach. Staram się nie popaść w nerwicę eklezjogenną, więc, jak rzadko kiedy jednym okiem spoglądam na owe wybiegi, na których prezentują się eleganckie, wychudzone do granic możliwości dziewoje, oraz wymuskani młodzieńcy, drugim zaś na szklankę z whisky. Starzy, których na tym świecie bez liku, a którzy przecież też na co dzień nago nie chodzą, na wybiegu nie mają swych wzorców. Odbieram to zatem bardziej ze względu na urok prezenterów niżeli na ciuchy, które dyktatorzy na nich pozawieszali. Jestem w pełni świątecznie usatysfakcjonowany (a nawet przesadnie nieco), o czym daje znać zarówno żołądek jak i wątroba o dość już dużym „przebiegu”. Przeto pokaz mody zmusza mnie do owej refleksji. Staram się odtworzyć na tle własnego życiorysu okrycia wierzchnie jakie zawieszali na moim przez lata dorastającym młodzieńczym szkielecie moi rodzice, a i ja sam też w latach po szczenięcych. Kto z nas w Polsce pod protektoratem politycznym Kremla, w czasie gdy ważniejszym było tworzenie wiejskich spółdzielni produkcyjnych, czyli ustrojstwa siostrzanego kołchozom, gdy hasła odbudowy stolicy przypominano nam w szkole, w której obok mnie siedmiolatka zasiadał czterdziestoletni sąsiad w ramach walki z analfabetyzmem, gdy prawie z każdej rodziny był ktoś w więzieniach ubeckich, mógł być poinformowany, że gdzieś tam na świecie ludzie się ubierają u Diora, Yves Saint Laurenta, Pierre Cardina, czy Armaniego. Nawet w stołecznych towarzystwach z kręgu kultury kobiety ubierały się na tzw, „ciuchach” przemycanych ukradkiem z Zachodu, lub za pośrednictwem paczek z USA czy Anglii. Powstawały rodzime zakłady krawieckie, które tworzyły nowości z niczego na skromną skalę zachowując przy tym preferencje człowieka socjalizmu, a więc dbając wyłącznie o wygodę przy wytężonej pracy na rzecz odbudowy ojczyzny. Oczywiście z biegiem dni, z biegiem lat, szczególnie gdy następowało rozweselanie naszego baraku politycznego wśród „szczęśliwych” narodów, dzięki buntom na Węgrzech, w Poznaniu, a następnie nieco później w Ursusie, Radomiu i Gdańsku, polskie damy i dostojni kawalerowie mogli już skorzystać z polskich, rodzimych projektów mody. Kolejno powstawały jak grzyby po deszczu domy mody Grażyny Hase, Barbary Hoff, Jerzego Antkowiaka, Ewy Minge, które to do dzisiaj dyktują naszym rodaczkom i rodakom jak ubrać się do pracy, na bal, do teatru czy nawet na odpust. Zamyśliłem się trochę patrząc swym już kaprawym wzrokiem na te róże, fiolety, czerń, biel i czerwień i przed oczyma stanąłem sam sobie jako chłopak w wieku szkolnym. Wraz z bratem z powodu kłopotów zaopatrzeniowych w polskim handlu, byliśmy ubierani u wiejskiej krawcowej. Ubranka z wykładanymi kołnierzykami koszul i krótkimi spodniami na szelkach . Spodnie zaopatrzone były w klapy na tyłku, zapinane na guziki w przypadku udania się na stronę w związku z nagłą biologiczną potrzebą. Ponadto do szkoły, do kościoła i na wizyty nosiliśmy pończochy podtrzymywane gumką (chyba od wecków). W czasie mrozów wciągaliśmy na nogi pończochy podwójne i raczej grubsze. Buty, raz na dwa lata ojciec nam obstalowywał u znanego na okolice szewca. Były to tzw. kozaki. Pierwej musiał gdzieś tam na bazarze Różyckiego kupić odpowiednią skórę. W lecie na nogi wciągaliśmy pepegi, jedyny wciąż dostępny produkt, niekoniecznie dyktowany modą. Te ówczesne „adidasy” przetrwały do lat dzisiejszych, mimo że producent czyli grudziądzkie zakłady Stomil już dawno się przebranżowiły na produkcję pontonów ratowniczych dla marynarzy. Spodnie długie rodzice mi zafundowali dopiero przy okazji wyprawki do liceum, bo to jednak już miasto, no i osiągnąłem wiek, który pozwalał zaufać młodzieńcowi, że wie on jak nosić coś takiego. Z biegiem lat upodobniałem się w ramach posiadanej kasy do innych, którzy ubierali się w spodnie z kloszami, uszyte z twardego materiału namiotowego, często ufarbowane w ultra marinie lub w soku z buraków ćwikłowych. Potem nastały czasy non ironu (ach, jaka wygoda, bez prasowania), damskie czasy crempliny, ortalionu i wielu innych wynalazków, najczęściej przywożonych z zagranicy przy okazji wycieczek z Orbisu czy też Gromady. Zaczynaliśmy być dumni ze swych strojów, szczególnie po powrotach z wycieczek pociągami przyjaźni z ZSRR. Tam mimo, że inostrańcom nie pokazywano tego, za co nawet nie potrafili się do końca wstydzić, to owi my inostrańcy widzieliśmy kobiety w kufajkach pracujące na torach przy wyładunku wagonów, oraz niechlujnie ubranych przeciętnych obywateli miast. Egzotycznie jakoś postrzegałem człowieka w waciaku z kompletem złotych zębów, w bądź co bądź bardzo ładnym moskiewskim metrze. Objeździłem ten kraj od Kijowa, przez Moskwę, Tbilissi, Petersburg, Taszkient, aż po Irkuck -to wiem. Oglądając zabytki i ciekawostki kraju szczęśliwości, najbardziej musiałem dbać o swoje odzienie, bowiem na każdym dosłownie kroku spotykałem się z propozycjami odsprzedaży adidasów (chińska podróbka), spodni, marynarki ze sztruksu, a nawet gaci, o które pytały etażowe w hotelach. Dlatego mimo, że nie byliśmy prawie w niczym podobni do zgniłego Zachodu, to np. dla żołnierzy radzieckich pełniących służbę wojskową na zachód od Bugu i ich rodzin, Polska to absolutny kapitalizm. Dzisiaj widzę w reportażach telewizyjnych że bracia Moskwianie, a nawet Kazachowie, dzięki namiastkom demokracji potrafią się upodobnić do narodów najbardziej cywilizowanych na świecie, szczególnie ci ... nowobogaccy. Ambicją każdego męża było ubranie swojej żony i córki w futerko lub kożuszek. Do kina i do pracy chodzimy w garniturach, co oczywiście ludzie młodzi uważają do dziś za obciach, a krawat dla nich jest symbolem zniewolenia. Tak oto zleciał mi jeden dzień świąteczny. W dniu następnym, ubrawszy się zgodnie z obowiązującą modą, podawszy małżonce łokieć, udałem się na długi, wyczerpujący spacer, przy okazji lustrując stroje innych. No cóż, wsio normalno, jak powiadają starożytni Rusini. Jesteśmy przecie już od kilku lat w Unii Europejskiej, w najbardziej ekskluzywnym towarzystwie świata. Jak dobrze, że już po świętach.



PS. Sam się sobie dziwię, że ani raz nie wymieniłem nazwiska Kaczyński, ale czy na długo?.



Uśmiechnij się:
Nowobogacki Rosjanin ze złamaną ręką udaje się do chirurga.
Lekarz po obdukcji powiada: No cóż, założymy panu gips
-Jaki gips, jaki gips!. Marmur kłaść!.

środa, 21 grudnia 2011

CHYLIMY CZOŁA PANIE PROFESORZE



O generale Wojciechu Jaruzelskim, jako mężu stanu, przywódcy państwa, wybitnym patriocie i polityku pisałem już wielokrotnie przy różnych okazjach. Zawsze jak co najmniej milion mężczyzn, którzy pod jego dowództwem odbyli służbę wojskową, uważałem Go za dar niebios dla kraju, gdzie połowa społeczeństwa nie potrafi się dogadać z drugą połową. Właśnie czytając (prawie) niezależną i obiektywną Gazetę Wyborczą w wydaniu na środę przedświąteczną, przed oczy nawinął mi się artykuł pana profesora UJ Andrzeja Romanowskiego, który swoją obszerną wypowiedź na temat postrzegania stanu wojennego i jego autora zatytułował SKŁAMANA HISTORIA, NIERÓWNA MIARA. O ile pierwsza część tytułu odnosi się do IPN, PIS i całej nieoczytanej gawiedzi zapatrzonej w Kaczyńskiego i jego obrzydliwie kłamliwe oceny Generała, któremu swego czasu osobiście chciał strzelić „w łeb”, o tyle druga część tytułu dotyczy zestawienia dokonań Generała z tandemem Piłsudski- Dmowski (chorym na antysemityzm), których nie wiadomo dlaczego umiłował kaczor i jego kibolsko -neofaszystowska hołota. Na wstępie profesor Romanowski po przeanalizowaniu wypadków związanych ze stanem wojennym i jego następstwami w latach późniejszych porównał naszego Generała do Imre Nagya (bohatera narodowego Węgier z 1956r.), z tym, że naszemu Generałowi się udało rozpoczęte dzieło, bo akurat Imre został stracony z udziałem Sowietów. Nasz, jako wybitny znawca „umiłowanych” przyjaciół ze Wschodu nie dał się zaskoczyć. Uratował kraj przed rzezią i rozlewem krwi. Tych parędziesiąt ofiar, które z różnych przyczyn zginęło nie z Jego woli i za które wielokrotnie bardzo przeprasza trudno porównywać do wielokrotnych masakr urządzanych własnemu narodowi przez władze II Rzeczypospolitej. Rzeczpospolitą wolną i niepodległą. PRL natomiast, jak twierdzi opozycja prawicowa była zaś podległa Rosji sowieckiej, a więc która w gruncie rzeczy Rzeczpospolita powinna bardziej się wstydzić konfliktu ze swoim narodem?. Autor artykułu przytacza cierpienia i mordy osadzonych (często posłów opozycji) w obozach koncentracyjnych w Berezie Kartuskiej. Byli zmuszani do mycia gołymi rękami kibli, stosowano terror psychiczny w tym symulowane egzekucje. A takich więźniów były tysiące. Hitler miał z kogo brać wzór przy budowie Oświęcimia, bowiem generalicja III Rzeszy często była zapraszana na polowania i rauty przez nasze władze. Warto dodać, że w tych wstydliwych sprawach Kościół nie kiwnął świętym paluszkiem. Ze środowiska przedwojennej prawicy, dzisiejszych przyjaciół kaczopopulacji wywodził się Niewiadomski, zabójca prezydenta Narutowicza. Z tego mordercy nasza prawica też jest dumna. Nie przeszkadzała też im zbrodnia Pinocheta, który perfidnie zamordował ponad 30 tysięcy rodaków w swoim „niepodległym” państwie, zrzucając ich żywcem do morza z samolotów. Jest to postawa panie Kaczyński, panie Marku Jurku, panie Gowinie, panie Ziobro, panie Kamiński, pani Kempo i wszyscy pozostali kaczoprzydupni, zasługująca na najwyższe potępienie moralne ze strony ludzi, którzy mają choć odrobinę poczucia humanizmu i godności. Był taki czas w naszej najnowszej historii, gdy skrajna prawica gotowa była wieszać współrodaków na gałęziach drzew, tylko za to, że nie byli z nią. Na szczęście wśród „rewolucjonistów” znaleźli się tacy jak Kuroń, Mazowiecki, Modzelewski i Michnik, którzy zdążyli im podać szczepionkę przeciw wściekliźnie. Pozostało ich jeszcze trochę, tych nieuleczalnych. Im żadna medycyna nie pomoże. Ci smutni panowie i panie pochowali się gdzieś w gazetkach (gadzinówkach) „Gazeta Polska”, „Nasz Dziennik”, „Rzeczpospolita” „Gość Niedzielny” i kilku innych z Bublem włącznie, resztę obaj Kaczyńscy ulokowali w IPN, a nawet w Ratuszu Wołomina. Za co to miasto jest tak ukarane, bo to jak nie mafia to kaczyści. Ta obłudna „ynteligencja” z wykształceniem na wpół klerykalnym po KUL lub Uniwersytecie Wyszyńskiego, na które to uczelnie zezwolił ładować społeczne pieniądze właśnie rząd Generała, gotowa jest każdego 13 grudnia podpalić dom autora stanu wojennego. Tak im nakazuje „chrześcijańskie poczucie sprawiedliwości”. Czy trzeba aż tak wytężonej percepcji, by zauważyć, że Jaruzelski narodowi zadośćuczynił, skoro przeprowadził go od totalitaryzmu do demokracji oddając władzę na talerzu. Od państwa podległego do niepodległego. Pełniąc obowiązki pierwszego prezydenta III RP nie przeszkodził premierowi Mazowieckiemu w rozmontowaniu do końca pozostałości komunizmu. Ładne zdanie autora artykułu: W tak skomplikowaną materię wydarzeń z lat 1981-1989 mózg happeningowców spod willi Generała nie jest w stanie wniknąć. I tak już zostanie do czasu śmierci Generała, Patrioty, Bohatera czasu wojny i pokoju.

poniedziałek, 19 grudnia 2011

DO SIEGO ROKU



Wszystkim moim Czytelnikom

z okazji Świąt, oraz zbliżającego się

Nowego 2012 Roku,

składam serdeczne życzenia

wszelkiej pomyślności. Do Siego Roku.

piątek, 16 grudnia 2011

"DRZEWKO" MAŁO ŚWIĄTECZNE

Warszawa, stolica Rzeczypospolitej Polskiej. Ta administracyjna, bo jeśli chodzi o kulturę, to mimo wielu obiektów podległych Melpomenie i Terpsychorze pozostaje w cieniu Krakowa. Warszawa, dzisiaj miasto dwumilionowe, a więc średniej wielkości wśród stolic świata. Miasto, które dzięki wysiłkowi całego narodu, począwszy od ucznia pierwszej klasy po emeryta zostało wskrzeszone po spopieleniu przez Hitlera. Nawiasem mówiąc, sam jako dzieciak, za podarowane od rodziców złotówki wykupywałem cegiełki, którymi odbudowywano Stare Miasto, a następnie powstawały nowe dzielnice mieszkaniowe dla powracających z całego świata warszawiaków. Wśród dzisiejszej stołecznej populacji, tych powracających było nie więcej niżeli 20%. Reszta to napływowi ludzie z innych miast, ewentualnie z okolic wiejskich jako ta siła robocza. Z biegiem lat co ambitniejsi kończyli szkoły tworząc dzisiejszą inteligencję. Nie wiem, czy do tych ostatnich zaliczyć można Kaczyńskich. Tak, tak, tych Kaczyńskich z dzisiejszego Żoliborza, bowiem rodzice Lecha i Jarosława zanim stali się obywatelami Warszawy, odbyli w życiu swym długą drogę. Rajmund Kaczyński, ojciec jednojajowych, syn carskiego urzędnika z Grajewa, ożeniony z kobietą wyznania mojżeszowego, co akurat dla mnie i każdego myślącego nie ma żadnego, tym bardziej pejoratywnego znaczenia, po wojnie stanął ponoć u boku tych co utrwalali władzę ludową, jednocześnie głosząc swoją przynależność do AK. Tu akurat bredzi, bowiem jako AK-owiec nie mógł zaraz po wojnie dostać się na Politechnikę Łódzką, by już po roku studiów opuścić ją z dyplomem magistra. Miejsce jawnego Ak-owca w najlepszym wypadku było za kratami UB. Nie będę się wiele rozpisywał na temat rodziny Kaczyńskich, wystarczy kilka kliknięć w Wikipedii. A więc kłamstwo, jak wszystko związane z tym klanem. Pan Jarosław, jako "rodowity" warszawiak z Żoliborza, zamieszkały od urodzenia z mamusią, tatusiem, bratem i kotem, w żadnym razie nie może się utożsamiać z warszawiakami ze Szmulek, Pragi czy Targówka. Zapewne nie zna żadnego słowa wyrażanego gwarą pana Piecyka i innych bohaterów Wiecha. Za to zna te swoje szowinistyczne wyrazy i hasła serwowane w wystąpieniach przed kamerami i nawołujące do nieposzanowania prezydenta, a też i rządu. Bo Kaczyński jako syn członka czerwonej partii, oraz wnuczek carskiego oficera posiada pewne nawyki zmierzające do uwypuklania swojej wielkości mimo karłowatego wzrostu. Życiorysy Kaczyńskich są bardzo skomplikowane i zawiłe w odnajdowanych dokumentach. Jedno jest pewne, bowiem śledząc ich "drzewko" śmiało można powiedzieć, iż obaj jednojajowi stanowią wyjątkowy samorodek. Przybyli do stolicy gdzieś z zadupia, mają bardzo powikłaną przeszłość rodzinną i charakteryzują się wyjątkową mściwością w stosunku do wszystkiego co nie jest zbieżne z ich przekonaniami. Oskarżają wszystkich o wszystko, podpierając się klerem. Myślę, że ci dwaj Kaczyńscy (dzisiaj tylko jeden) nie zasłużyli na obywateli, z których stolica, ta odrodzona ze zgliszczy, mogła by być dumna. To potomkowie napływowych karierowiczów, co to zawsze wiedzą jak się ustawić względem podmuchu wiatru historii. Powiadam: nie będę się wgłębiał w obszerne informacje na temat genealogii Kaczyńskich. Zdaję też sobie sprawę, że wiele z tych informacji może być nacechowana złośliwościami, lub wręcz wrogością do owej "zacnej" rodziny. Jedno jest natomiast pewne,że sprawdza się przysłowie że niedaleko spada jabłko od jabłoni patrząc na dzisiejsze wyczyny pana Jarosława. Na czele różnych organizacji kibolskich i neofaszystowskich niszczy on warszawską atmosferę, warszawskie bruki, a nawet wozy telewizyjne. Niszczy dobre imię tej Warszawy na odrodzenie której szły między innymi moje cegiełki, Coś w tych obszernych opracowaniach na temat rodzinki Kaczyńskich jest prawdziwe, bowiem on sam poprzez swoje zachowania to potwierdza,... jak to szczęśliwy bobas, szczęśliwy młodzieniec, szczęśliwy wieczny kawaler otoczony zgrają ochroniarzy. Qui se metui volent, metuant ipsi necesse est. (Kto chce aby się go bano, z konieczności sam bać się musi).

Uśmiechnij się:
Facet spotyka na ulicy swoją teściową, bardzo zamożną kobietę:
-Dzień dobry, jak zdrowie mamusi?
-A niedoczekanie twoje, niedoczekanie...

środa, 14 grudnia 2011

ZAWŁASZCZYŁ ROCZNICĘ






Jarosław Kaczyński, przywódca partii, która sześciokrotnie przegrała wybory wpadł na wyjątkowo perfidny pomysł. Zawłaszczył sobie obchody 30-dziestej rocznicy wprowadzenia stanu wojennego. Pozazdrościł Generałowi narodowej rewolty. Różnica polega na tym, że General miał do dyspozycji całą polską armię, milicję, oraz inne służby mundurowe i nie tylko. Kaczyński dla upodobnienia się na siłacza politycznego, wezwał do uczestnictwa w ulicznej szwancparadzie kiboli, rasistowskie organizacje z Korwinem-Mikke, ONR Zawiszy i Młodzieżą "Weszpolską", a jakże by inaczej, moherowe towarzystwo spod krzyża Smoleńskiego. Oczywiście na czele tejże przechadzki szedł sam prezes ze swoja pisowską hordą. Współczuję Lechowi Wałęsie, który w dniu tej parady poczuł wyjątkowe obrzydzenie, tracąc apetyt. Przywódca Solidarności, jako naoczny świadek tamtych dni, publicznie powiedział, że Kaczyńscy nie mogą demonstrować dzisiaj swego upodlenia w stanie wojennym, bowiem nie byli członkami Solidarności, nie byli internowani, ani nawet notowani przez SB. Ja myślę, że po części wynikało to z tego, że ich tatuś był zaangażowany w budowę i utrwalanie socjalizmu. Brat Jarosława (wciąż nie wiem czy to Jacek, czy Placek) Lech, co prawda, gdzieś tam rozwieszał plakaty, ale gdy z daleka ujrzał żołnierza, uciekł do pobliskiego kościoła, gdzie przez kilka godzin przesiedział w pustym konfesjonale. Ten zaiste "bohaterski" wyczyn był wielokrotnie opisywany przez prawicowe pisemka, budując Lechowi wprost marmurowy postument stachanowca. To między innymi obok bilboardu na którym infantylnie uśmiechała się do całego narodu szczęśliwa rodzina Kaczyńskich włącznie z pierwszym ukochanym mężem córeczki Marty i wnuczką, dało początek kariery Lecha. Kolejno na stanowiskach szefa NIK, ministra sprawiedliwości, a wreszcie wysoki stolec prezydencki., by po czterech latach z innej wysokości wylądować w kruchcie wawelskiej. Gdy patrzyłem na siermiężną postać Jarosława w czasie jego przemarszu, a szczególnie gdy słuchałem treści jego wystąpienia, które było podszyte strachem przed wszystkimi wokół Polski, zaś szczególnie przed Niemcami, a i po części całą Unią Europejską, to sobie pomyślałem: Jakże taki wystraszony człowiek, raczej błazeńskiej postury może mieć tak twardy posłuch. Wobec tego ci jego podkomendni, a raczej posłuszne psiaki muszą być jeszcze bardziej strachliwi. Ponoć Stalin też nie należał do odważnych, dlatego w tak okrutny sposób traktował wszystkich, których podejrzewał o zamach na jego osobę. Myślę, że Generał Jaruzelski dotknięty ciężką chorobą, oglądając z politowaniem cyrk Kaczyńskiego ze szpitalnego łóżka, zdobył się na odrobinę uśmiechu.




PS. W TVN24 podano, że w wywiadzie dla moskiewskiej gazety Michaił Gorbaczow oświadczył: Gdy byłem z wizytą u papieża JPII, zapytałem go, co myśli o stanie wojennym w Polsce. Papież odpowiedział, że była to mądra decyzja. Oczywiście, prawica natychmiast zaprzeczyła, że papież mógł się tak wyrazić, bowiem zawsze powtarzał, że modli się by nie było w Polsce ofiar i przelewu krwi. A ja wierzę w owe słowa JPII. W gruncie rzeczy, rzeczywiście w czasie stanu wojennego w przeciągu trzech lat trudno mówić o przelewie krwi, bowiem zginęło "zaledwie" 56 osób w różnych okolicznościach. To tyle ile ginie na polskich drogach w czasie jednego długiego weekendu.




Uśmiechnij się:


Podchodzi do baru trzech murzynów i jeden mulat.


Barman: Co podać najjaśniejszemu panu?.

niedziela, 11 grudnia 2011

IM DALEJ W LAS ....

Mądre stare przysłowie „Im dalej w las tym więcej drzew”, (nie zawsze grzybów). Idąc tym tropem, szczególnie u nas w Polsce można spostrzec, że im dalej od wojen, powstań, rewolucji, tym więcej weteranów i bohaterów wręcz narodowych. Im dalej od ogłoszenia przez generała Wojciecha Jaruzelskiego decyzji o wprowadzeniu stanu wojennego, tym większa nienawiść do decydenta, oraz do wszystkich zdarzeń z tym stanem związanych. To taka nasza narodowa przywara. W latach siedemdziesiątych mieliśmy w Polsce kilkadziesiąt tysięcy prawdziwych weteranów II wojny światowej, a dziesięć lat później stan ich liczebności powiększył się o dalsze tysiące. Można było ich łatwo zliczyć, bo należeli do organizacji, która dawała pewne przywileje i profity. Można się zadumać, jak to się dzieje, że w miarę upływającego czasu, oraz ubytków biologicznych, weteranów nam przybywało ku chwale Ojczyzny. Dzisiaj jest absolutnie podobnie. Dzięki IPN, który sieje wrogość między Polakami przy pomocy instytucji poobsadzanych ludźmi o proweniencji PIS-owskiej, Polacy między sobą zatracają wspólny język, bo nie wiadomo czy współpasażer w pociągu nie ubliży ci obserwując cię spod oka jak czytasz Gazetę Wyborczą, a nie daj Boże Fakty i Mity. Nie wiadomo, czy pod nogi nie splunie ci babcia, która usłyszy twoją krytyczną rozmowę na temat obrońców krzyża. Nie wiadomo, czy załatwi cię paniusia w banku, czy przy innym okienku, jeżeli zauważy na twoim ubraniu coś czym brzydzi się Kaczyński ze swoją owczarnią. Możesz się spodziewać całkowitego ostracyzmu sąsiadów, gdy nie wpuścisz do swego domu księdza z kolędą. Wydawało by się, że tych dziwolągów ubywa, boć to zdziwaczenie charakteryzuje przede wszystkim starsze pokolenie, ale jednak się mylę. Gdy słuchałem dzisiaj audycji Moniki Olejnik i jej gości „Śniadanie w Radiu Zet”, przemówił za pomocą nagrania do swojego narodu schorowany Generał, który to w krótkich słowach potwierdził słuszność swej decyzji sprzed trzydziestu lat, zaznaczając, że dzisiaj uczynił by to samo. Jednocześnie jeszcze raz przeprosił społeczeństwo za utrudnienia oraz konieczne odosobnienia. Były to chyba już ostatnie Jego przeprosiny. Jeden z pisowskich dyskutantów w ramach odniesienia do słów Generała rzekł z butą, że miejsce Jaruzelskiego nie jest w radiu Zet a za kratami. Oczywiście mnie ten super nieempatyczny głosik szczenięcia w latach osiemdziesiątych nie wytrącił z równowagi. Jedynie pomyślałem, że rozmodlony pisowiec winien dziękować swemu bogu, że akurat tak się stało jak się stało, bo mógłby do dzisiaj wraz z rodziną zbierać gałęzie na opał, oraz ptasie jaja na obiad gdzieś tam w tajdze syberyjskiej.
W owym, jeszcze bardzo mocno prosowieckim czasie, Wojciech Jaruzelski był jedynym politykiem na polskiej scenie, któremu leżała na sercu polska racja stanu. Przymierze z ZSRR było wymuszone wynikiem II wojny światowej. Grał Generał tylko tak jak na to pozwalała sytuacja geopolityczna. Za to co wyprawiali od roku 1980 solidarnościowcy, pani Margaret Thatcher sprawiła by im wielokrotnie większą łaźnię, niżeli to co się stało w kopalni Wujek. Na osłodę uzyskanej demokracji mieliśmy przyuczonego kaprala na elektryka, którego posadziliśmy ze strachu przed Tymińskim na stolcu prezydenta.. Niemal wszyscy ci którym żyło się bardzo dobrze za PRL, żyją w jeszcze większym dostatku po wyprzedaży majątku narodowego, uciułanego przez cały naród w ciągu 45 lat. Nikt nie zająknie się na temat, jakże to było możliwe, że tak uciskany lud wypracował tyle dóbr. To wszystko spadło z nieba dzięki permanentnym modłom, wznoszeniu licznych kościołów, oraz wzdychań patriotycznych do gór i jezior ojczystych JPII. Wałęsa przegrał w ping ponga swoja ojczyznę na rzecz rozwałki przez Balcerowiczów, Bieleckich, Pawlaków, Suchockiej i kleru. Nie ma recepty jak powinno być, ale jest wiadomym, ze jeżeli ma się duże gospodarstwo, to nie sprzedaje się jedynego konia czy traktora sąsiadowi. Dodam jeszcze do wiadomości tym niedouczonym politycznie chłystkom czyli Hoffmanom, Kurskim i całej zgrai włazidupom IPN- owskim, że w czasie stanu wojennego przed kościołami nie stało ZOMO. Wierni i niewierni mogli sobie chodzić gdzie chcieli. Polskich barw narodowych i godła bez korony nigdy się nie wstydziłem. W tym czasie największe żule bez krępacji wyły po barach, po bramach i zaułkach pieśni patriotyczne oraz hymn narodowy, fałszując go bardziej od Kaczyńskiego. I nie kojarzyłem zwycięstwa Szewińskiej, Kuleja czy Szurkowskiego ze zdobyczami
socjalistycznej Ojczyzny, a tylko z Polską. Piłsudski nie nosił orła w koronie i nikt mu przez to nie ujmie patriotyzmu, Ci którzy dzielą Polaków na lepszych i gorszych ze względu na wyznanie wiary i polityczne sympatie zasługują na największą pogardę i potępienie. Okazuje się, że animatorami tych podziałów i nieuprawnionej nienawiści są ci, którzy tylko czekają na okazjonalne rocznice, by dla umocnienia swej pozycji rozsiewać w imieniu wyimaginowanych „milionów pokrzywdzonych i ofiar stanu wojennego” oburzenie i gniew, imając się różnych form propagandowych, jak powtórka marszu niepodległości, czy też kolejne bydlęce wycie pod oknem Generała. Minęło trzydzieści lat od pamiętnego 13 grudnia, a tymczasem ponad połowa Polaków uważa decyzje Generała za uzasadnioną wyższą koniecznością. Zanim usiadłem do napisania niniejszego postu przeczytałem na forach WP wypowiedzi wielu zainteresowanych najnowszą historia. Ich opinię potwierdzam swoim postem. Jest nas ciągle większość od tych, co to przeczytawszy wypociny IPN -owskich historyków po KUL i UKSW udają prawdziwych znawców polskich realiów.

Uśmiechnij się:
Żona do męża:
Czytałam, że woda podrożała.
-No to wreszcie i abstynentom dobrali się do dupy.

poniedziałek, 5 grudnia 2011

MISZ MASZ





Chodzą za mną tematy, gorące tematy, na które do końca nie potrafię się jednoznacznie wypowiedzieć, ale jednak co nieco wtrącę, bo powinienem.
Do jednego z nich zainspirowała mnie pani Jolanta, która jako „dyżurna” komentatorka (co jest mi miłe) podesłała link, pod którym znalazłem publikację dot. nietuzinkowego przedszkola na terenie Warszawy pod szyldem „Polak Mały”. Odnalazłem, przeczytałem statut, oraz wielce rozbudowany program nauczania i wychowania w tym przybytku. Ponadto zaciekawiła mnie fundacja przedszkola. Otóż, autorem przybytku jest Fundacja św. Marcina Patria et Misericordia. Podczas wgłębiania się w bardzo rozległy program nauczania i wychowania w którym aż roi się od wielkich słów, jak ojczyzna i patriotyzm, skojarzyłem ten program z ową nazwą fundacji Patria, a następnie z nazwą przybytku Polak Mały. To pobrzmiewa jak Wszechpolak czy też inny nacjonalista. Z drugiej jednak strony zadałem sobie pytanie: czy tenże mały Polak w wieku 3, 4 czy 5-ciu lat poprzez chociażby uporczywą indoktrynację, przy umiejętnym wykorzystaniu nawet baśni i legend, cośkolwiek zrozumie z istoty naszej polskiej historii i problematyki kraju w którym to przyszedł na świat?.Przepraszam, ale to przedszkole jest z góry przeznaczone na wylęgarnię przyszłych politycznych wywrotowców spod znaku ONR czy też podobnej organizacji. Za moją teorią dodatkowo przemawiają chociażby takie świadectwa jak nadzór nad przedszkolem osób kościelnych z kapelanem BOR księdzem Wesołowskim. Mogę ze swojej strony tylko powiedzieć, iż rozbudzanie dumy z przynależności narodowej u przedszkolaków za pomocą pokazanego programu jest chore, wręcz zboczony to pomysł. Ale zapewne komuś zależy na zdrowych, bojowych małych Polakach w pampersach. Z góry wiem też, kto z naszego parlamentu i nie tylko odprowadza tam swoje wnuki ( a może jeszcze dzieci).
***
13 grudnia 2011.Trzydziesta rocznica wprowadzenia przez Generała Wojciecha Jaruzelskiego stanu wojennego w Polsce. Ta data, każdego roku powodowała u naszej prawicy sraczkę i bicie piany, wyłącznie dla umocnienia swojej pozycji na scenie politycznej poprzez pohańbienia Generała. Ale niestety, mimo wrzasków pod Jego oknem, pieski prawicowe w osobach (do niedawna) takich jak Mariusz Kamiński, Michał Kamiński, Julia Pitera, Bronisław Wildstein i kilkudziesięciu innych, a nawet takich, którym obiecano flaszkę, w najgorszym przypadku kufel piwa, Pan Generał Jaruzelski dowódca setek tysięcy Polaków, którzy odbyli służbę wojskową i złożyli przysięgę na wierność Ojczyźnie, do których osobiście się zaliczam, zachował swoją godność oficera, generała, szlachcica. Szarpany do swych ostatnich dni (bo powoli żegna się z tym światem) przez wściekłych skrajnie prawicowych prokuratorów IPN oraz sądy, potrafił chociażby na łożu szpitalnym udzielać wywiadów, w których oprócz przeprosin kierowanych do wszystkich Rodaków, wyjaśniał w nieskończoność wszelkie wątpliwości, jakie Nim targały w momencie wprowadzenia stanu wojennego. Ale któż Go słucha?. Po 30 latach ponad połowa Polaków uznaje, że Generał ocalił kraj przed niewyobrażalną tragedią. Pozostała część społeczeństwa, to młodzi ludzie wychowani na książeczkach IPN, w treściach których Generał jest zbrodniarzem. Na podstawie dokumentów odkrywanych w źródłach rosyjskich, amerykańskich, niemieckich i czeskich usprawiedliwia swoją decyzję. Niestety panie Generale, ale szczerze mówiąc mówi pan do tych co panu wierzą od początku, natomiast ci pańscy kaci nie przyjmują do wiadomości nic, co miałoby zniwelować do Pana ich nienawiść .Oni doskonale wiedzą, że Pan miał i ma racje, ale zgodnie z polityczną doktryną nie zmienią swojego stanowiska. Pan przede wszystkim kierował się zasadą, by nie dopuścić do rozlewu bratniej krwi zgodnie z łacińską zasadą quid sit pace dulcius. Pańscy wrogowie po trzydziestu latach nienawiści do Pana, by się skompromitowali wobec swoich politycznych przyjaciół i swojego elektoratu. Oni cierpią bardziej niżeli Pan, bowiem wobec źródeł historycznych są względem siebie idiotami, dlatego słyszeliśmy z ich ust namowy by Pan popełnił samobójstwo. Ich cierpienie moralne uległo by skróceniu. Obszerny wywiad z Panem (chyba już ostatni),jaki zamieścił PRZEGLĄD w sprawie okoliczności wprowadzenia stanu wojennego, oraz wypowiedzi innych osób wojskowych, pełniących wtedy wysokie stanowiska powinny przekonać do pańskich racji najbardziej zatwardziałych niedowiarków. Niestety nie polską narodową, skrajną prawicę. Niech zatem żyją i pomrą z tym swoim zaprzaństwem.
***
Artystów polskich dzielę na tych, co to ulegali wpływom swoich chlebodawców, presji obowiązującej ideologii i obowiązujących pisanych lub nie pisanych reguł, oraz na tych, którzy niezależnie od wszystkiego zachowali swój image i zasady wyznawane od zawsze. Większość z nich została wychowana za tamtych „podłych” czasów .Większość ukończyła darmowe studia zgodnie z umiłowanym kierunkiem, a jednak wielu z nich poszło za „chlebem” na lep dzisiaj obowiązującego kierunku bicia w bęben. Bicia, oraz wyszydzania wszystkiego co kojarzy się z PRL. Nie mówię o tych, którzy zostali skrzywdzeni przez władzę ludową, którzy za przekonania polityczne odbyli wyroki więzienne, bo to jest oczywiste, że nienawiść się im w mózgach kumulowała zza krat. Ale wielu jest takich, którzy byli hołubieni przez władze PRL, byli noszeni przez publiczność na rękach. Właśnie ci poszli na lep prawicy i Kościoła. Co prawda z obrzydzenim, ale wymienię tu kabareciarza Pietrzaka, oficera LWP, ulubieńca Cyrankiewicza, a dzisiaj całuśnika rączek Kaczyńskiego. Mocno religijnymi i prawicowymi stali się, Zanussi, Rosiewicz, Pazura i wielu innych, którzy ode mnie braw nigdy nie dostaną, bo to ludzie chorągiewki. Natomiast bardzo budującym przykładem człowieka o niezłomnym, śląskim charakterze jest pan Kazimierz Kutz, wielki reżyser okresu tego i tamtego. On jak rzadko który, kręcąc tematycznie zbieżny ze stanem wojennym film „Śmierć jak kromka chleba”,jest zapoznany z instrumentarium sztuki w dzisiejszych i tamtych niepopularnych czasach. A mimo to, pan Kutz potrafi oddzielić przysłowiowe ziarno od plew, cyt. Za ANGORĄ: „W PRL-u ględzili o propagandzie sukcesu, ale artystom pozwalali robić swoje i po swojemu. Dzięki temu powstawały w telewizji dzieła teatralne i filmowe, które weszły do kanonu kultury narodowej. Gdyby to trwało, w Polsce nie byłoby dzisiaj tyle chamstwa, brzydoty, agresji i zapiekłej nienawiści. Zmarnowanie tego dorobku to niewyobrażalne barbarzyństwo. Gwałt na kulturze. Wszystkiemu są winne te zasrane ideologie, ciągłe upartyjniania i komercjalizacja telewizji publicznej.” Pan Kazimierz Kutz ma ponad osiemdziesiąt lat i dlatego wie co mówi. Zarówno tu, jak i podczas inauguracji kadencji Senatu. Jest moim ulubieńcem. Życzę Mu 100 lat w zdrowiu.

PS. Pan Wiarus ma rację. Matka Boska pochodziła rzeczywiście spod Lichenia. Tam do dzisiaj mieszkają Boskowie


Uśmiechnij się:
W akademiku:
-Chłopaki powiedźcie szybko, czy homoseksualizm jest w porządku?
-Jasne, że w porządku.
Student zdejmuje rękę z mikrofonu słuchawki:
-Halo, halo, mama? u mnie wszystko w porządku.

czwartek, 1 grudnia 2011

STAN POD WRAŻENIEM









Zacznę od jakże ważnej dla wielu Polaków informacji. Otóż ukazała się Historia Polityczna Polski 1945-1991, autorstwa profesora UJ Andrzeja Leona Sowy. (nie mylić z księdzem Sową z TVN),wydana przez Wydawnictwo Literackie Kraków. Dlaczego o tym sygnalizuję. Ano dlatego, iż po latach ogłupiania, szczególnie młodego pokolenia fałszywymi ocenami PRL, autor postanowił głośno powiedzieć dzisiejszemu społeczeństwu, że „Nie tak znowu prosto z tym PRL-em”- tytuł artykułu GW. Na łamach swojego dzieła demitologizuje naszą przeszłość. Czyni to z tęsknoty za prawdą zatrutą przez IPN-owskich historyków i usłużnych publicystów. Zaproponował nowy sposób traktowania historii najnowszej, w którym należy oddzielić ziarno od plew, bo dzisiaj wszystko co wiązało się z PRL wg IPN i skrajnej prawicy pozostaje plewami. Książka w prawdziwym świetle pokazuje zdobycze uznawanego przez cały świat i organizacje międzynarodowe państwa z dobrym dorobkiem w zakresie przemysłu oraz sfery socjologicznej, socjalnej i naukowej narodu. Pokazuje też w prawdziwym świetle patriotyzm przywódców państwa począwszy od Bieruta aż do Jaruzelskiego. Oczywiście patriotyzm skuty okowami opieki politycznej z Moskwy. Pokazuje wiele przykładów oporu władz polskich wobec ZSRR. Pokazuje też populizm socjalistyczny Solidarności, od którego władze chciały się uwolnić. W każdym razie, w zestawieniu z najnowszą historią Polski wydaną przez panów Roszkowskiego, Paczkowskiego i Dudka, książka profesora Sowy jest odległa o lata świetlne. Jestem pod wrażeniem.
***
Dzisiaj wszystko dzieje się bardziej dynamicznie, niżeli kilka lat temu. Bo oto papież wzywa sądy doczesne do nie orzekania wyroków śmierci, gdy tymczasem najbardziej przyołtarzny przywódca partii opozycyjnej w Polsce wzywa do jej przywrócenia w Kodeksie Karnym. Nawet w samym polskim katolickim Kościele w tej kwestii nastąpiły podziały. Kardynał Nycz powiada, że Kościół kierując się miłosierdziem nie jest za odbieraniem komukolwiek życia. Wyjątek stanowi obrona własna. A tymczasem abp Michalik znajduje zapis w egzegezach ewangelicznych, który zezwala na „czapę”. Postawa tegoż hierarchy bardziej odpowiada PIS, o czym wypowiedział się nowy zastępca Kaczyńskiego, czyli Mariusz Kamiński. Ten sam, co to w CBA posługiwał się w prowokacjach agentem Tomkiem, ze względu na bardziej oględną aparycję od jego własnej, albowiem on do dzisiaj prezentuje swoją mimiką ten stan rzeczy, czyli celę śmierci, jako że jego spojrzenie przypomina bezkompromisową, wyzbytą jakichkolwiek oznak litości postać pracownika firmy funeralnej. Nie wiadomo, czy taka postawa Kamińskiego podyktowana jest serwilizmem w stosunku do szefa, czy wypływa ona z osobistych głębokich, a jednak katowskich przemyśleń. Fakt, ludzie myślący, nie do końca zdolni utrzymać nerwy na wodzy, słysząc o morderstwach ze szczególnym okrucieństwem, chcą takowej kary, by wyeliminować zarazę społeczną z otoczenia. Niestety, należymy z własnej nieprzymuszonej woli do coraz bardziej ucywilizowanych narodów, a zatem czas na rozwagę i dobre naśladownictwo.
***
A teraz bardzo budująca nas zwykłych (nie tych prawdziwych od krzyża) Polaków wiadomość. Otóż 29 listopada br. zmarła pani Antonina Wyrzykowska. To akurat nie jest w żadnym wypadku radosne. Radosne jest to, co pani Antonina w swoim życiu dokonała, a dokonała rzeczy heroicznych. Bo oto przez dwa i pół roku pod chlewem przechowała siedmioro młodych Żydów w Jedwabnem karmiąc ich i przyodziewając, chociaż sama wraz z rodziną przymierała głodem . Młodych, których rodzice zostali spędzeni wraz z setkami innych do płonącej stodoły, by z rąk polskich sąsiadów ponieść niewyobrażalną w cierpieniu śmierć. W tym Jedwabnem z którego okolic wywodzi się jeszcze do niedawna przyjaciel Kaczyńskiego Michał Kamiński. On to wraz z księdzem proboszczem swojej parafii protestował przeciwko upamiętnieniu tej zbrodni pomnikiem. Wrzeszczał, że sprawa jest przez Żydów amerykańskich wyssana z palca. W kilka lat później, kierując się swoimi antylewicowymi przekonaniami w towarzystwie dwu innych prawicowych kolegów zawiózł do Londynu dla Pinocheta ryngraf Matki Boskiej w uznaniu dla dokonanej zbrodni na socjalistach chilijskich. W tym Jedwabnem, gdzie po wielu latach miejscowe władze nie zezwoliły na spotkanie pani Wyrzykowskiej z młodzieżą szkolną. Nie zezwoliły, bowiem z pokolenia na pokolenie, tej młodzieży wszczepiany jest antysemityzm, chociażby tytułem usprawiedliwienia tej potwornej zbrodni. Po wyzwoleniu, polscy partyzanci (wiadomo jacy), dowiedziawszy się o tym ,że w zabudowaniach państwa Wyrzykowskich są Żydzi przyszli ich zabić, czyli dokończyć tego, czego owi Żydzi uniknęli w czasie okupacji. Ponieważ pani Wyrzykowska dobrze ich ukryła została wraz z ojcem pobita do nieprzytomności. Pani Wyrzykowska, jako jedyna z Jedwabnego i okolic jest laureatką „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata”, co nie przynosi jej chluby w rodzinnej miejscowości. Dlatego pomieszkiwała w wielu krajach spotykając się z ogromną wdzięcznością ze strony ocalonych od śmierci. Do dnia swojej śmierci bywała ich najmilszym gościem. Czytając taki tekst, w którym pokazani są Polacy o tak bohaterskim, a przy tym niezmierzonej empatii do drugiego człowieka charakterze, to tak jakby się słuchało przepięknej symfonii, albo „O sole Mio” w wykonaniu trzech słynnych tenorów, bowiem po przeczytaniu książek panów T. Grossa czy też J. Grabowskiego, wydawało się, że my wszyscy Polacy nie jesteśmy ani krzty lepsi od faszystów, bo jednak w tej polskiej krwi coś niedobrego z tamtych lat pozostało. Widać to dzisiaj w tworzących się jak grzyby po deszczu, oraz rejestrowanych przez sądy organizacjach neofaszystowskich. Pani Wyrzykowska po śmierci męża wyszła za mąż w USA za innego Polaka. Gdy ten zaproponował jej by wystąpiła do sądu po odszkodowanie od żyjących, a przechowywanych Żydów, pani Antonina przegnała go z domu raz na zawsze. Myślę, że zdaniem wielu zasłużyła, tak jak i Korczak na beatyfikację. Niestety, oboje czynili dobro dla Żydów. Wiadomo wszak, że jedynym pozytywnym Żydem był (jest) ... Jezus. W tym jest problem.

POLSKA I WATYKAN W ŚWIETLE KAMER

Kto atakuje Kościół ten atakuje Polskę, krzyczał Jarosław Kaczyński, licząc na rewanż i łaski politycznego wsparcia ze strony episko...