poniedziałek, 31 października 2011

CZEGO BOI SIĘ "GW"

Od kiedy "Fakty i Mity" są konkurencyjnym pismem dla "Gazety Wyborczej"?, tylko pytam. Pytam, bo jak dotychczas to tygodnik ten pozostawał jeno od czasu do czasu wiarygodnym źródłem wiedzy, z którego kradło się przeróżne informacje, pokazując je na swoich łamach, jako owoc własnego śledztwa dziennikarskiego.. Kradła "Gazeta Wyborcza", kradła "Rzeczpospolita", kradły tygodniki wszystkich opcji politycznych, kradło wiele innych, niezależnych dzienników jak i czasopism. A żeby utajniać źródło z którego czerpią, cała polska prasa i inne media starały się fakt istnienia FiM zachowywać „w tajemnicy”.Dla rynku medialnego FiM nie istniały, a w każdym razie oficjalnie podlegały powszechnemu ostracyzmowi. Nie były cytowane w czasie przeglądu prasy, a także nigdy nie wymieniano oficjalnie nazwy gazety. Jeżeli już to w aspekcie bardzo pejoratywnym. My, czytelnicy tegoż tygodnika doskonale wiedzieliśmy, że często całe artykuły tam zawarte były kradzione przez ww. i po małych przeróbkach zamieszczane na własnych łamach, jako owoc dochodzenia śledczego dziennikarza. W tym momencie winienem powiedzieć „dziennikarzyny” na usługach Axela Springera, Kościółka, albo innego, najczęściej prawicowego szmatławego wydawcy. Przykładów była cała masa, bo Fakty i Mity każdorazowo po złodziejskim plagiacie artykułu, o tym fakcie informowały swoich czytelników. Zwykle kradli sensacyjne informacje po kilku tygodniach, a nawet miesiącach od daty zamieszczenia ich w tygodniku nieklerykalnym. Tak było przykładowo ze skandalem dot. pedofilii i pederastii arcybiskupa Paetza z Poznania, tak było ze zbrodniczym czynem pedofilskim księdza Pawłowicza, którego biskup przełożony ukrywał przed prokuratorem po różnych parafiach, włącznie ze zsyłką na Ukrainę. Tak było z sensacyjnymi wstydliwymi zachowaniami w podróżach księdza Jankowskiego, tak w końcu było z wieloma innymi karalnymi czynami o charakterze seksualnym panów sukienkowych. Nie o wszystkich sprawach drukowanych w FiM pisały inne gazety. Nie pisały, bo był zakaz płynący z kurii i episkopatu w ramach poszanowania WC i dekretu o milczeniu w sprawach przestępstw seksualnych księży. Dopiero, gdy już nie było możliwości utajnienia takowych sensacji, podawano owe fakty półgębkiem, jako owoc własnych dociekań. Dzisiaj w sposób tendencyjny GW jako organ PO, nie ma co ukrywać ze strachu przed Palikotem, dla którego FiM stały się oficjalnym pismem jego ugrupowania, a raczej jego programu wyborczego, wydrukowała „jakby” sensacyjny artykuł , w którym powtarzając za innymi jak mantrę, że oto były ksiądz Roman Kotliński, naczelny pisma („cepa antyklerykalnego”) dzięki Palikotowi wdrapał się do Sejmu. Tego świętego zbiegowiska hipokryzji (mój dopisek). Teraz na pewno w Sejmie będzie krwiożerczym wrogiem wszystkich, którzy ukochali sobie ten narodowy katolicyzm i ten nieodzowny dla tworzenia dobrego prawa, krzyż nad drzwiami wejściowymi. Redaktor Wojciech Czuchnowski, autor owego „Cepa antyklerykalnego”, swoimi wypocinami zapewne uczynił niski skłon w kierunku Tomasza Terlikowskiego. Być może napisał to na polecenie Terlikowskiego, bo jednak władza kościelna nawet wydawało by się w redakcji takiego pisma jak europejska GW ma coś do powiedzenia. Najgorsze dla tych, których razi sukces Ruchu Palikota jest to, że przytoczone artykuły z gazety pana Kotlińskiego okazują się całkowitą i niepodważalną prawdą. I to jest najgorsze m.in. dla takich panów Czuchnowskich, bowiem w innym przypadku FiM, jako jedyne pismo obnażające z paskudztwa kler katolicki byłyby zniszczone poprzez setki skarg składanych do sądów. Niestety, tylko prawda was wyzwoli, powiadają znawcy biblii, a taką prawdę serwują właśnie "Fakty i Mity", mimo ataków na redaktora naczelnego hien podobnych do Moniczki O. ps. Stokrotka.

Uśmiechnij się:
Wiecie jak się nazywa ruski ksiądz?
-Pop.
-A jak się nazywa ruski organista?
-Pop music.

czwartek, 27 października 2011

KTO JE POPROSI DO TAŃCA?



Przeglądając listę pań posłanek, które akurat dość gremialnie zgodnie z parytetem zdołały uzyskać mandat poselski, jako mężczyzna, który to wydaje mi się, potrafi odnaleźć w chociażby na razie tylko fotografii (bo jeszcze się mało nam przedstawiły) kobiece walory, spróbuję wypowiedzieć swoje zdanie w temacie tzw. ich kobiecości, który to kojarzy mi się zwykle z pięknem. Jestem smakoszem piękna damskiego, które wyraża się urokiem twarzy, wymiarami cielesnymi, zwiewnością sylwetki, ale ponad wszystko inteligencją i sposobem zachowania się w towarzystwie, czyli tzw. Savoir Vivre, niezależnie od tego, czy się stoi przed obrazem w galerii, spożywa się pieczonego kurczaka lub sushi, czy też odpowiada na pytania dziennikarza tvn24. Swego czasu pani prezydentowa Danuta Wałęsa, co by nie mówić ładna kobieta, ale niestety niewykształcona na tyle by dorównać następczyni pani Jolancie K. poradziła sobie przy okazji wizyt zagranicznych męża np. zwiedzając w towarzystwie innej pierwszej damy galerie malarstwa. Tam w zamyśleniu jeno kiwała głową nie siląc się na wydawanie swoich opinii, zgodnie z powiedzeniem, że gdy nie potrafisz nie pchaj się na afisz. Tak trzeba, bo tak ją pouczyła gromada doradców i dlatego wypadała bardzo poprawnie. Zagraniczni dziennikarze byli zakłopotani, czy pani prezydentowa ze względu na dobre wychowanie nie siliła się na krytykę dzieł, czy też one się jej aż tak bardzo podobały, że zaakceptowała je tylko skinieniem głowy. Dzisiaj w wyniku ostatnich wyborów do Sejmu trafiły także osoby płci nazwijmy to „pięknej”, które zapewne muszą bronić swojej sympatyczności siłom i godnościom osobistom. Odeszła już w niebyt urokliwa ze względu na walor językowy Nelly Rokita, której poświęciłem nie jeden post. Wyborcy już się nacieszyli jej dziwactwem nie tylko ze względu na strój, ale przede wszystkim prezentowaną w trzech językach głupotę. Została nam do dalszych uciech groteskowa i przesympatyczna inaczej, pani Anna Fotyga. Nie wiemy jak ona się potrafi bawić przy dźwiękach muzyki na parkietach w ośrodkach rządowych, które bardzo często wykorzystywali darmowo ludzie Kaczyńskiego, gdy pozostawali przy głównym korycie, a i później za opłatą naszymi pieniędzmi w pałacykach prezydenckich, rozrzuconych po całym nadwiślańskim kraju. Widzieliśmy natomiast, jak pani Anna pokazała się w wirującym tańcu w większej grupie podrygowej podczas spotkania ministrów spraw zagranicznych w Lizbonie. Ktoś musiał być dość dobrze zalany mieszanką wina i koniaku, że skusił się na tajemniczy uśmiech Fotygi. Wirujący wkoło sali łańcuch złożony z samych ministrów spraw zagranicznych wciągnął naszą panią minister w taki ruch, że uległa na tyle ekstazie, jakby od godziny ukradkiem spożywała marychę. Ubawiła się nasza piękna bidula, a to tylko dlatego, że na stanowiskach MSZ było kobiet co kot napłakał, a sami mężczyźni, mimo, że połowa z nich ma konotacje niekoniecznie hetero, woli się bawić w towarzystwie kobiety. Choćby to była Anna Fotyga, która w Europie wyrobiła sobie opinię beznadziejnej ministerki. Ministerki, która skłóciła nas z wszystkimi sąsiadami, za to potrafiła podcierać coś tam, coś tam prezydentom amerykańskim, zgodnie z nakazem Kaczorów, zwanych przez niektórą prasę kartoflami.
Przed oczami stoi mi jeszcze jedna postać, niestety mało fizycznie ale i nie tylko, atrakcyjna. To posłanka Sobecka z Torunia, ulubienica „doktora” Rydzyka, wierne stworzenie kaczym zasadom, ale jeszcze bardziej wierne wszystkim fioletom. Swego czasu pamiętam, jak to dorwała się do trybuny sejmowej. Zamiast wnieść zgłoszoną u Marszałka interpelacje poselską poczęła odmawiać paciorek, prosząc by posłowie ( a byli to w większości posłowie złożeni z kościelnej prawicy) czynili to razem z nią. Tej, nazwijmy to dobrze odżywionej kobiety nie wyobrażam sobie w tańcu poselskim, gdziekolwiek by się ta zabawa odbywała. By ruszyć z posad tę „słodką” bryłę ciała w narodowym oberku, trzeba powiedzmy się wcześniej mocno natrudzić w fitness clubie ćwicząc podnoszenie dużych ciężarów. Inna bardzo urokliwa posłanka PIS, jedna z aniołków Kaczyńskiego, wieku przedemerytalnego, pani Maria Nowak błagała przed wyborami o poparcie jej kandydatury do ławy sejmowej wszystkich okolicznych księży, obiecując swój angaż na rzecz wspomożenia losu kapłańskiego. Nie wiem kto, mógłby coś podobnego poprosić do tańca, tym bardziej, że mniemam, iż jej życie rozrywkowe zamykało się między kruchtą a chórem kościelnym. Chyba, że z polecenia przełożonych potrząchnie nią któryś z kleryków, bo akurat ostatnio bodajże w Łodzi, ci sobie też urządzali dyskotekę. Prasa pokazała wirujących w tańcu rozchełstanych księży trzymających się z gracją rąbka sutanny. Balet jak się patrzy. W PIS- ie akurat jest więcej osobowości zaliczających się wg nomenklatury do płci pięknej, które nie bardzo mogłyby oczarować partnera na tyle, by przemógł się i poprosił je do tańca. Chociażby czarny Kruk, czyli ta co niby w Sejmie robi coś tam coś tam, albo delikatnie mówiąc „zwiewna” pani Kempa i cudna Szczypińska. Większość posłanek z orbity Kaczyńskiego nadaje się raczej do wystawania pod krzyżem przy Pałacu Prezydenckim niżeli poruszania się na parkietach. Ktoś zapyta, a dlaczego nie szukam na tych parkietach posłanek z innych ugrupowań. Ano dlatego, że takich rodzynek w spódnicach tam szukać na próżno. W Platformie, gdzie kobiet jest dość dużo, trudno znaleźć kogoś na ofiarę tego posta. Są ładniejsze i mniej ładne, ale ...normalne w wypowiedziach i zachowaniu. Podobnie sprawa wygląda po stronie ogólnie rzecz biorąc lewicy, gdzie może największe zainteresowanie budzi osoba posłanki Anny Grodzkiej ze względu na jej trans, ale jest to osoba wykształcona i sympatyczna na tyle, by można się jej czepiać. W SLD pani Łybacka, jako już nie młoda postać, zapewne nie będzie się też pchać na parkiet gdzieś tam na zjazdach partyjnych, a jeżeli nawet, to brawo. Wiem natomiast, że pani Senyszyn akurat lubi tańczyć i robi to dobrze. W partii chłopskiej, posłowie, a raczej posłanki prosto ze wsi wpadając w otchłań krytyki tych z PIS-u starają się, by usuwać wystającą słomę i prezentować się jak przystało na koalicjanta rządu. Zresztą prawdziwe posłanki PSL to nie te które doją krowy, pielą buraki, czy też piorą gacie chłopu. To urzędniczki i zarządzające tu i ówdzie majątkiem narodowym gdzieś tam w gminach i powiatach. A czy lubią tańczyć?.Akurat bardziej niżeli wymienione wyżej z nazwiska. To bardzo zdrowa, przaśna materia.


Uśmiechnij się:
Mężczyzna z notesem w ręku przychodzi do sąsiada.:
-Czy zgadzasz się na udział w seksie grupowym?
-A kto w nim bierze udział?
-Ja , ty i twoja żona.
-Nie, nie zgadzam się!
-No to cię skreślam z listy.

poniedziałek, 24 października 2011

POD TYM KRZYŻEM NIE POZWOLĘ KRAŚĆ



Na wstępie przytoczę wypowiedź emeryta, który w roku 1980 był pracownikiem w rzeźni bydgoskiej. Wypowiedź zamieszczona na forum internetowym. Dotyczy ona przypadku wieszania krzyża w miejscu pracy.
„W roku 1980 w ramach powszechnego wtedy robienia na złość władzy ludowej za pomocą krzyża, delegacja solidaruchów przyszła do dyrektora z krzyżem i żądaniem jego zawieszenia. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że zakłady mięsne były wtedy traktowane przez KW PZPR jako strategiczny zakład i szczególnie monitorowane, dlatego zaczęli właśnie akurat tam. Mądry dyrektor powiedział, że jest jak najbardziej za, sam się ucieszy z odnowy moralnej załogi- jest tylko jedno ale: pod krzyżem nie pozwolę kraść mięsa. Delegacja zwinęła ogon pod siebie i gadżetu nie zawiesiła. Patent wykorzystały potem kierownictwa innych zakładów mięsnych. Dziś w miejscu rzeźni, w jej zabytkowych budynkach jest market „Galeria”, krzyża tam nadal nie ma.”
Przytoczyłem tę wypowiedź dla potwierdzenia moich i wielu moich Czytelników na googlach myśli, iż krzyż w Polsce traktowany jest wyłącznie instrumentalnie.
Nie tylko w zakładach pracy, urzędach, szkołach, szpitalach (tu akurat mniej), ale przede wszystkim w miejscach gdzie powstaje prawo i gdzie się go broni, a mam na myśli zarówno sale Sejmowe i Senackie, ale także pomieszczenia sądów i prokuratur. Przecież ten krzyż zawieszony nad drzwiami wejściowymi na salę obrad ma jeno pokazywać klerowi katolickiemu, kto zacz tam zasiada. Jak to kto?!. Zasiadają tam akurat w większości ci, których poprzez propagandę i wpływ na wiernych wybrał sobie Kościół. Co jak co, ale akurat ten krzyż świadczy bardzo dogłębnie o charakterze naszego państwa, państwa wyznaniowego. To instrument władzy, widać kto tu rządzi. A tezę tę potwierdza fakt (co słusznie zauważyła Pani Jolanta, moja stała komentatorka, którą pozdrawiam jak zwykle serdecznie), że w treści wyroku jaki został odczytany po przegranym procesie panu Kaczyńskiemu , widnieje nakaz wpłaty kwoty 10.000 złotych na kościółek Opatrzności Bożej, czyli cel... jak najbardziej społeczny. Cel, który mieści w sobie pomoc głodnym dzieciom. Właśnie ci sukienkowi będą adoptować dzieci poczęte z gwałtów i czynić opiekuńcze dobro dla gwałconych matek. Dlatego postrzegam, że my się jako społeczeństwo wciąż cofamy, to jakiś narodowy atawizm. Mam rację?. Nie potrzeba doktoratów by powiedzieć głośno, tak, jak najbardziej. Jakżesz smutnym jest fakt powtórnego ślubowania przed księdzem przez pokażną liczbę generałów PRL-owskich, po to by utrzymać się na stanowiskach w III RP. To jest instrumentalizm krzyża. Mam rację?. Nie potrzeba doktoratów by przyznać mi ją przyznać.


Tyle o krzyżu, a teraz coś bardziej strawnego. Ponieważ lubię się zatapiać w czeskiej literaturze, przeto jako kolejną książkę przeczytałem „Śmierć pięknych saren”. Książka w ramach zakładki zawiera też filmową wersję jej treści. Jak kiedyś napisałem, nie jestem żadnym krytykiem literackim, ale potrafię ocenić formę i treści zawarte w dotychczas przeczytanych pozycjach. Pan Pavel Ota, autor jako żywo przypominający formą pisania swojego rodaka Jarosława Haska, pokazał w sposób naprawdę groteskowy, wprost komediowy tragedię rodziny czeskiego Żyda, który (jak to Żyd) mając głowę na karku, potrafił znaleźć się w okupowanym przez Hitlera kraju. Potrafił on w czasie okupacyjnego nazizmu normalnie koegzystować z wyznawcami innych religii i bezwyznaniowców. Nawet fakt posłania na rozkaz okupanta swoich dwóch młodych kochanych synków do obozu koncentracyjnego, o którym do końca nie wiedział za wiele, pokazany jest jakoś tak mało w swej wymowie tragicznie. Czytelnik zanurzający się w treść uśmiecha się, ale także roni łzy. Lubię czytać Czechów, a jakże też pana Mariusza Szczygła, który zakochując się w naszych sąsiadach z południa, stał się bardziej ich obywatelem niżeli naszym. W każdym razie wszystkich moich Czytelników, którym przysparza smutku narodowa wojna o „gadżet” sejmowy, namawiam do przeczytania tej pozycji książkowej. To takie antidotum.


Uśmiechnij się:

Rozmawiają trzy żony wędkarzy:

-Mój złowił taaakiego suma.

-A mój taaaakiego szczupaka.

A na to trzecia:-Ja wam powiem, najważniejsze, żeby nie pił.

wtorek, 18 października 2011

OPÓR MATERII



Okazuje się,że niełatwo będzie wdrożyć w życie chociażby część programu, jaki przyświeca Ruchowi Palikota. Już na początku spotkał się on z wyjątkowym oporem materii. I to nie ze strony społeczeństwa, które w dość dużym procencie popiera awangardę partii, ale ze strony tych, których to społeczeństwo, za pośrednictwem (nie ma co ukrywać) biskupów i księży wydelegowało do Sejmu. To nie krytyka programu pana Palikota, to zgiełk i byczy ryk nawiedzonych dewotów z tytułami panów ministrów, posłów z namaszczenia Kościoła, a także przyklęcznych dziennikarzy z Tomaszem Terlikowskim z Frondy na czele. Ten naczelny katol (nie katolik), w chamski sposób na Facebooku, używając słów pijaczyny spod budki z piwem „po bożemu” skomentował dobry wynik wyborczy RP. Takich słów brzydził by się przeciętny kibol od Kempy i Romaszewskiego. Chyba jednak Terlikowski był w tym czasie wg słów Dody na silnych ziołach i dużej dawce wina mszalnego, bo gdy nieco wytrzeźwiał skasował swoją publiczną wypowiedź, ale nie uniknął donosu do sądu. Mimo jednak osiągnięcia stanu normalności organicznej tracił ludzki instynkt, pluł jadem na Palikota, oraz skład jego klubu poselskiego. Ktoś z komentatorów napisał, że o ile chce zabłysnąć jako celebryta powinien wystartować w tańcu z gwiazdami przy melodyjnie wypierdzonej muzyce. Wielu światłych obywateli Rzeczypospolitej sądziło, że dzięki Palikotowi w zatęchłym, mdłym i dusznym od kadzideł gmachu sejmowym uda się uchylić chociażby lufcik, ale jak powiadam, to się dopiero okaże, a będzie bardzo trudne, bo okna sejmowe, wzorem kruchtowych zostały „zabite” dziesięciocalowymi gwoździami. To tak nawiasem, bo obok Terlikowskiego mamy właśnie w Sejmie bez liku zawodowo uświęconych krytyków, którzy o dwa patyki zbite pod kątem prostym gotowi są do popełnienia nawet seppuku. O tym RP doskonale wie, bo o ile podobno mamy, wg wyliczeń kleru 95% katolików, to w rzeczywistości jest ich nie więcej niżeli połowa. Statystyka kościelna bowiem zalicza do katolików wszystkich ochrzczonych, ale to się nie pokrywa z liczbą tych, którzy wyznają nauki biblii i za święty przedmiot wiszący ponad drzwiami sejmowymi, byliby gotowi wypruć sobie flaki, wedle zawołania papieskiego „brońcie krzyża”bo akurat była to przenośnia w sensie całokształtu nauki Kościoła, a nie zaś przedmiotu, z powodu którego duża grupa moherowych Polaków ośmieszała nas pod Pałacem Prezydenckim, inna zaś w tej chwili ich naśladuje w Sejmie i jego okolicach. Zawołanie papieskie dotyczy trwania w wierze, a nie dotyczy krzyża sensu stricte, tego który jako narzędzie zbrodni towarzyszył stosom inkwizycyjnym, krwawym wyprawom krzyżowym, czy też masowemu zabijaniu Indian. Jeżeli pan Palikot sądzi, że wzorem Jose Zapatero, (co obiecał Napieralski), szybko zmieni oblicze tej ziemi, to jest w wielkim błędzie. Zapatero, jako prawdziwy przywódca lewicy hiszpańskiej obiecał społeczeństwu, że gdy wygra wybory to wycofa kontyngent wojskowy z Iraku. Wybory jak wiemy wygrał na tyle wysoko, że mógł podjąć rzeczywiste reformy światopoglądowe mimo wściekłości biskupów, a nawet naszego papieża. Trochę mu też „pomogli”terroryści, którzy spowodowali na madryckim dworcu masakrę w odwecie za udział wojsk Hiszpanii nad Tygrysem i Eufratem. Tak czy owak, na razie oprócz oświecania naszego społeczeństwa, najwyższy czas byśmy wzorem prawie wszystkich państw Europy mogli korzystać ze zdobyczy nauki, szczególnie w zakresie medycznym, pozostającej w służbie człowiekowi, jak to jest zapisane na kartach podstawowych praw obywatelskich, których akurat na „rozkaz” episkopatu nasze władze nie podpisały. Bo do dzisiaj, jak w Iranie w szponach fundamentalizmu kościelnego pozostają nie tylko lekarze, ale też farmaceuci oraz twórcy kultury i sztuki.


Uśmiechnij się:
Narzeczony przyprowadza wybrankę do kościoła i pyta ile będzie kosztował ślub.
-To zależy, na ile pan ocenia swoje szczęście, odpowiada ksiądz.
Chłopak wyjmuje 50 złotych i wręcza księdzu. Ksiądz popatrzył na dziewczynę, poklepał po ramieniu kawalera, zastanowił się i wydał mu resztę.

piątek, 14 października 2011

CZAS BY NASZ DOM TROCHĘ PRZEWIETRZYĆ



Minął zaledwie roczek od dnia gdy Janusz Palikot zwołał w Sali Kongresowej swój pierwszy kongres. Kongres przyjaciół Ruchu jego imienia, a właściwie nazwiska. Wtedy to na swoim blogu, napisałem, że słowa jakie wygłosił do wypełnionej po brzegi sali mocno mnie jako racjonalistę podniosły na duchu. Słowa, które zresztą za chwilę stały się programem tej rodzącej się partii. Niestety znając nasz naród, jego świadomość i przywiązanie do Kościoła, bardzo sceptycznie oceniłem ten spontaniczny ruch. Po prostu nie wierzyłem w to, czy uda MU się zarejestrować we wszystkich województwach, szczególnie w tych, które pozostają wciąż bastionem Kaczyńskiego, czy w końcu znajdzie On na tyle sił i wyrzeczeń, by jeżdżąc po kraju zarazić swoją ideą jak najwięcej tych, co to mają przekonania antyklerykalne, a boją się wychylić poza prawidła ustalone przez proboszcza. Czy w konsekwencji podczas wyborów uzyska pięć procent głosów, by zasiąść wraz ze swoim Ruchem w ławach poselskich. Tym bardziej, że prasa sprzyjająca prawicy i katolickim biskupom robiła wszystko, by obrzydzić wysiłek Janusza Palikota. Pokazywała w negatywnym świetle, fakty jak zwykle wyssane z palca które miały za zadanie ośmieszać jego kandydatów na posłów. Janusz Palikot mimo to wykonał wielką robotę. Wykonał postawione sobie zadanie w dwójnasób, bowiem założone 5 procent podwoił, uzyskując ponad 10 procent. Stało się to dzięki setkom tysięcy Polaków, którzy jakby czekali na kogoś, kto ich poprowadzi do walki o laickie państwo. Stało się to dzięki głosom młodzieży, która jak nikt inny ma dość indoktrynacji w szkołach, przymusu uczestnictwa w licznych mszach i innych celebrach kościelnych. Stało to się też dzięki ludziom jeszcze względnie młodym, którzy w ten sposób głosowali za in vitro, oraz bardziej liberalną ustawą dot. aborcji. Oczywiście stało to się to też dzięki tym, którzy swoim głosem chcą zmusić kler do płacenia podatków na równi z pozostałymi obywatelami, do rewizji zagarniętych dóbr przez Kościół w wyniku działalność jakże mało prawej, złożonej z księży i klerykałów Komisji Majątkowej, do zaprzestania finansowej dotacji państwa na rzecz Kościoła, oraz uczestnictwa jego przedstawicieli w państwowych uroczystościach. Tak wygląda z grubsza program pana Janusza. Mają go w swoich umysłach i sercach wszyscy z całej czterdziestki, którzy otrzymali mandaty poselskie. Kciuki zaciskają natomiast wszyscy ich wyborcy. A czy się uda?. Otóż łatwo nie będzie. Widać to po reakcji całej plejady klęczonów z PIS, PO, PSL, a nawet lewicy, na zapowiedź zdjęcia krzyża z sali sejmowej. Nie dziwię się wypowiedziom kaczystów, bo to po prostu beton zbrojony katolami do kwadratu i oblany ołowiem. Ale bardzo źle postrzegam, zresztą nie tylko ja, reakcję na wniosek Palikota posłów z pozostałych partii. Tusk, co to swego czasu oznajmił, że nie będzie klękał przed księdzem, dziś dostał obstrukcji i wygłosił „orędzie”, że krzyż mu jest niezbędny. Tak zresztą jak ślub kościelny stał się mu niezbędny po dwudziestu latach małżeństwa i spłodzeniu dwójki dzieci. Nie dziwię się takim dewotom jak Niesiołowski, Gowin, czy Raś od Dziwisza, ale bardzo śmiesznie postrzegam wypowiedzi na ów temat Kalisza z SLD, Piechocińskiego i Kłopotka z PSL, a już tym bardziej ludzi od Tuska, co to wzorem sld-owskiej rzodkiewki są oni na wierzchu europejscy, zaś w środku tlą się w nich średniowieczne pakuły. Ruch Palikota należy nazwać ruchem Młodej Polski wzorem tej z początku XX wieku. Polski, którą m.in. Wyspiański, Tetmajer, Kasprowicz, Boy Żeleński chcieli wyrwać swoją twórczością z mroków ciemności. Dość obłudy i zatajania zbrodni Kościoła. Mówiąc o zbrodni mam na myśli przede wszystkim milczenie, a wręcz przyzwolenie polskiego katolicyzmu na zabijanie dziesiątek tysięcy obywateli żydowskich w latach 1943-46 przez Polaków, którym podczas spowiedzi księża odpuszczali owe grzechy stając się w oczywisty sposób współwinnymi tych zbrodni, jak też zbrodni popełnianych współcześnie poprzez ukrywanie kleszej pedofilii. Dużo się nagromadziło zła w naszym państwie przy cichej akceptacji władz państwa. Wierzę w to, że przyjdzie taki czas, że biskup nie będzie nadstawiał pulchnej łapy do całowania przedstawicielom władzy, a wystarczy mu podać rękę jak równy równemu.
Czy się uda Palikotowi?, postawie pytanie jeszcze raz. Otóż niekoniecznie teraz, zaraz, natychmiast. Ważne jest, że w Sejmie znaleźli się ludzie wykształceni, inteligentni, z przekonaniami absolutnie świeckimi, jak pan Roman Kotliński red. naczelny i wydawca FiM, jak Wanda Nowicka, bojowniczka o prawa kobiet, jak Robert Biedroń,bojownik o prawa mniejszości seksualnych, jak Andrzej Rozenek, wicenaczelny NIE, Piotr Tymochowicz, specjalista od wizerunku, wreszcie jak Anna Grodzka, pierwsza w historii posłanka transseksualistka i wielu innych ludzi o poglądach świeckiej Europy. Ci ludzie, właśnie poczynając od decyzji Palikota w sprawie zdjęcia krzyża z sali parlamentarnej pragną rozpocząć sprzątanie po latach wyznaniowego zarządzania państwem. Opór jest, ale jak udowodnił największy znawca oporów Georg Ohm, może być on odpowiednio minimalizowany poprzez stymulację napięcia i natężenia. Tych akurat wektorów palikotowcom nie zabraknie. Jonasz pisze: „być może na razie będziemy racjonalnym głosem sprzeciwu, ale rozum w końcu zwycięży. Będziemy żmudnie przez te cztery lata pracować na przyszłe całkowite zwycięstwo i nie mam w tej chwili ani grama wątpliwości, że ono nastąpi”. I ja też w to wierzę absolutnie. Okazuje się, że Polska jest tak zasmrodzona dymem kadzidlanym, iż akcja przewietrzania musi niestety potrwać. Grunt, że się zaczęła. A my wszyscy racjonaliści mówimy: Daj im Boże dużo sił i wytrwałości w realizacji szczytnego zadania.
PS: Po prawdzie tym postem nic nowego nie odkryłem, bo temat ten jest wałkowany przez wszystkie media, ale jest on na tyle smakowity, że nie mogłem się mu oprzeć.




Uśmiechnij się:
1.Czy oglądanie filmów erotycznych jest złe?
-Nie wiem. Ale warto zapytać księdza, który prawdopodobnie ich nigdy nie ogląda ze względu na zajmowane stanowisko.
…..........................................................................................................................................................
2.Młody pisarz pyta ojca jak zatytułować swoją pierwszą powieść.
-A są w tej powieści trąby?
-Nie.
-A bębny?
-Też nie ma.
-To zatytułuj: „Bez trąb i bębnów”.

wtorek, 11 października 2011

MOŻNA NARODZIĆ SIĘ PONOWNIE

Wodospad w hrabstwie Wicklow (Irlandia)


Nie potrafię na razie pisać cokolwiek o polskiej polityce. Na razie, bo jesteśmy świeżutko po wyborach parlamentarnych. Wynik wyborów jest, jaki jest. Takiego się spodziewałem obserwując prognozy. Moje życzenie się spełniło. Ludzie pana Janusza Palikota wraz z partią RACJA weszli 40 osobową ławą do Sejmu III RP. Zatem od lat ponad dwudziestu będzie ktoś wreszcie poruszać sprawy nie tylko dotyczące gospodarki, zdrowia i edukacji, ale też problematykę ideową, a konkretnie światopoglądową, czyli akurat te tematy, które poprzez silną pozycję Kościoła w Polsce były skrycie, a przy tym obłudnie przemilczane. Zatem pożyjom uwidim, jak powiadali starożytni.. Rosjanie.
Tymczasem, by doładować akumulatory, które stymulują zdrowie, to fizyczne, ale też jeszcze bardziej psychiczne, należy całym jestestwem wczuć się z romantyczną melancholią w melodie, jakie instynktem wyobraźni możemy zasłyszeć przechadzając się alejami parkowymi, obserwacją pisku dzieciarni w pobliskim przedszkolu, harówką rolników przy sprzęcie darów ziemi, którzy mimo trudu, zachowują na zoranych wiatrem twarzach pogodę ducha, czy też harmonią kolorów liści na poboczach dróg. Każdy element życia na marginesie naszej egzystencji, jest darem od natury, który to dar może upiększyć ci młodość, a tym bardziej starość. Jest materiałem twórczym w rękach i umysłach malarzy, rzeźbiarzy, poetów i kompozytorów każdego rodzaju muzyki. Postrzegając właśnie w ten sposób nasze otoczenie, łatwiej jest nam zrozumieć, ale nawet i pojąć do końca przykładowo wenę Reymonta, Godebskiego, Chełmońskiego, ale też, a nawet nade wszystko Chopina, chyba najbardziej miłego memu sercu kompozytora wśród klasyków. Moja zarozumiałość trąci megalomanią, ale powiem, że z Fryderykiem Ch. łączy mnie nie tylko umiłowanie do stron rodzinnych, czyli Mazowsza, gdzie przyszedł On na świat i z którego barw i dźwięków natury czerpał natchnienie, by pod palcami uderzającymi w klawisze fortepianu spłodzić piękne mazurki i Etiudę Rewolucyjną, ale też prozaicznie mówiąc kształt nosa. Jakże owocnie On czerpał z owych mazowieckich kolorów, oraz śpiewu wiatru przeszywającego witki wierzbowe stanowiące koronę starych spróchniałych drzew. Twórczość naszego Fryderyka uwodzi wszystkie narody świata, niezależnie od koloru skóry, ale też regionalnej kultury i obyczajów. Podobnie ma się sprawa narodzin owoców kultury w szerszym kontekście. Genezę dzieł najwybitniejszych odnotowujemy właśnie w pięknie naszego otoczenia, które to piękno nie wszyscy mogą, lub chcą dostrzec. Trzeba chyba się odpowiednio zestarzeć, by dojść do podobnego wniosku, a tym bardziej osobiście dotknąć owego zjawiska. Fakt, ostatnio miałem okazję osobiście podglądać naszą ziemską naturę nie tylko na obszarze naszej umęczonej kaczyzmem Ojczyzny, ale też przy okazji wyprawy na Zieloną Wyspę. Irlandia, kraj to niewielki, ale za to jest obdarzony w oblewające ze wszech stron trzy morza, (w końcu to wyspa), niezbyt wysokie, ale jednak góry, ale też urocze wodospady, oraz inne uroczyska przyrodnicze, w postaci kolorowych wrzosowisk, na których tu i ówdzie pasą się stada białych owiec, po trosze przypominając pejzaż naszego Podhala. Pomyślałem, że wszystkie kraje, rozrzucone na kuli ziemskiej, od afrykańskiego subkontynentu, aż po duńską Grenlandię kryją swoje specyficzne piękno i romantyzm. Potwierdza to chociażby twórczość norweskiego kompozytora Edvarda Griega, którego muzyka, pobrzmiewa, (przynajmniej w moich uszach) jakoś swojsko, mimo, że Mazowsze i fiordy norweskie dzielą tysiące kilometrów. Nie zgadzam się z twierdzeniem czeskiego pisarza Zdenka Mahlera który twierdzi, że „Kto widział Nowy York, nie ma już dokąd pojechać”.Twierdzę, że każde miejsce na naszej starej planecie kryje skarby postrzegane naszymi oczami, uszami, dotykiem i smakiem.
Tak oto kończę ten post, oczywiście nie wyczerpując tematu. A w ogóle ten temat uważam za ożywczy po szaleństwach hordy Kaczyńskiego i innych ugrupowań, którzy starali się nas omamić obiecankami wyborczymi.
Zatem mówiąc wprost. Człowieku zatrzymaj się, uśmiechnij się, rozejrzyj się wokoło, spróbuj zasmakować pięknych barw jesieni, oczywiście z ostrożna omijając polski wstyd w postaci.. psich kup, które wzorem poligonowych min pomysłowo zaznaczył chorągiewkami w barwach narodowych Kuba Wojewódzki. A nuż znajdziesz powód do radośniejszego dnia. Naprawdę można narodzić się jeszcze raz.


Uśmiechnij się:

Podróżny w kasie PKP:

-Poprosze bilet za 15 złotych.

-Dokąd?

-Powiedziałem, że za 15 złotych!

-Ale dokąd pan jedzie?

-No dobrze, jak pani taka ciekawa, to powiem- do teściów.


piątek, 7 października 2011

ZAPRZAŃSTWO




Wróciłem, bo w końcu wrócić trzeba do rodzinnego, polskiego gniazda. Rzut oka na media elektroniczne, rzut oka na prasę i już jestem naprawdę u siebie, czyli w Rzeczypospolitej Pomrocznej, zarządzanej przez zaprzaństwo. Tak, dosłownie zaprzaństwo, bowiem synonimy owego terminu wg Wikipedii malują nam temat najdoskonalej. Zaprzaństwo to: wypieranie prawdy, faryzeuszostwo, nieprawomyślność, macierstwo, a ogólnie fałsz. Cały ten wstęp wyjaśnia mój niesmak po zapoznaniu się z programami, a raczej pseudo obiecankami partii walczących o głosy wyborców. Osobiście, nie wierzę żadnej z nich, poza oczywiście programem Palikota. Ale czy jemu wierzę?, trudno powiedzieć, bo podoba mi się program, jaki zakłada unowocześnienie państwa. Głosi, iż nie spocznie dopóty, dopóki nie będziemy mieli Polski świeckiej, gdzie ględzenie niejakiego Terlikowskiego, dla każdego pozostanie tylko ględzeniem nawiedzonego psychola, i nie będzie prezentowane w wystraszonych telewizjach. Bo oto czytam, ze ten guru katoli napisał książkę dla księży i biskupów, w której proponuje głosić, że dziecko poczęte poprzez in vitro nie powinno być tak kochane przez matkę, jak te poczęte w łóżku, chociażby z pijanym samcem, lub przy okazji zdrady małżeńskiej. Jest to twór grzeszny, bowiem matka popełniła grzech śmiertelny. Może być ono ochrzczone wszak tylko pod warunkiem, że sama przyzna się do grzechu, poczyni głęboki żal i skruchę, wyspowiada się, a dziecko postrzegać będzie jako nie owoc miłości, ale właśnie tego strasznego grzechu. Dziecko takie nie powinno być równie emocjonalnie traktowane na równi z tymi spłodzonym bez kondoma. Pomyślałem, że skoro taki człowiek jest zapraszany do TVN, to chyba jednak cofamy się w ewolucji. Przypomniał mi się na tę okoliczność wierszyk sprzed lat, jakże zresztą adekwatny: „Ludzie !,co nas czeka, czyżby kosmosu czarny zew?. Nie możemy już wrócić na drzewa. Nie mamy tylu drzew”.
To taka odskocznia, bo mam ochotę nieco więcej napisać o ubiegających się o mandaty partiach politycznych i właśnie o ich zaprzaństwie. Udało mi się obejrzeć spotkanie przedwyborcze red. Lisa z prezesem Kaczyńskim, który to okazywał swoje skwaszenie, bo Lis nie nazywał go premierem. Otóż, Kaczyński, według wszystkich, normalnych ludzi został uznany jako gość ośmieszony przez interlokutora. To tylko sztuka osobowa, bez żadnego programu, poza oczywiście jego permanentną ochotą skłócania Polski z sąsiadami i wciskaniem nam megalomanii narodowej. Byliśmy, jesteśmy i mamy być dumni ze swoich klęsk oraz wielkości Kościoła, a także wspomagania obcego nam państwa Watykan. Tu pokazał, prawdziwe zaprzaństwo, macierstwo oraz fałsz. Według opinii tzw. „prawdziwych” Polaków ich partyjny bóg oczywiście Lisa zmiażdżył. Na szczęście ich opinia jest tyle warta, co bohaterstwo pani Marzeny Wróbel z PIS, która jako 13 letnia dziewczynka zasłużyła się w walce o prawa robotników w roku 1976, za co akurat obecnie ją wyróżniono statuetką Solidarności, niestety na order za udział w wojnie z bolszewikami w 1920 roku już się nie załapała bidula, wyczytałem w prasie. Tyle oto warte są owe pierdnięcia PiS. Pierdnięcia wydalające biologiczne wyziewy pospołu z ludźmi Starucha, czyli kibolami. Dzisiaj Starucha, w celu ustalenia wspólnej taktyki walki o „przyszłość Polski”, w więzieniu odwiedził senator Romaszewski, oraz kilkoro innych towarzyszy. Można skonstatować, że swój pasuje do swojego, słuchając wypowiedzi senatora, niezapomnianego bojownika o fotel wicemarszałka Senatu, służbowy samochód z kierowcą, oraz sekretarkę. Wtedy uchodził za skrzywdzonego.
Inna sprawa, tym razem dotycząca Platformy Obywatelskiej, powszechnie uważanej za partię prawdy i liberalnego postępu. Otóż pan profesor Bronisław Łagowski obnaża Tuska tak, jak on niestety na to zasługuje. Pisze on, że premier hamował, jak tylko mógł rozliczenia z rządem PiS za nadużycia władzy i łamanie prawa. Do komisji w sprawie nacisków wyznaczył sympatyka Kaczyńskiego,Czumę zaś raport w sprawie śmierci Barbary Blidy, silnie obciążający rządy PIS po prostu starał się wyszydzać. Wymowa takiego zachowania jest wyraźna. Otóż Tusk zawsze i wciąż pragnął koalicji z kaczorami. Zaprzańsko wciskał ludziom głupią tezę, że PiS stworzy koalicję z SLD, licząc na konfuzję wyborców lewicy. Sam natomiast w sercu pozostawia miejsce dla braterstwa z Prawem i Sprawiedliwością. Pisałem o tym już co najmniej przed rokiem i bodajże tekst ten ukazał się w prasie. Panie profesorze, czytając tzw. wstępniak Przeglądu, przez moment pomyślałem, że drukują mnie ponownie. Zastanawiałem się nieraz czy nie przesadzam z uwypuklaniem owej wzajemnej miłości na prawicy. Okazuje się, że ani troszkę. Z kolei, nie wiem czy śmiać się czy też płakać obserwując już zresztą coraz bardziej obdarty z upierzenia SLD. Pieprzenie za przeproszeniem o gotowości do tworzenia przyszłej koalicji z PO jest postrzegane przez dotychczasowych wyborców jako podkulanie ogona i fałszywe podlizywanie się. Panie Napieralski, zniszczył pan wraz z kolegami dotychczasowe mocne skrzydło lewicy. Odbudowa podobnej lewicowej potęgi, jaka niestety mało owocnie rządziła krajem za Millera nie powtórzy się w najbliższych latach. Nie jesteście lewicą, ponieważ strach przed Kościołem sparaliżował wam wszystkie członki cielesne, od języka, który do niedawna zdolny był głosić hasła świeckości państwa, po nóżki, uginające się nadal przed purpurą. Ktoś ładnie zauważył, że przywódcom SLD puściły zwieracze i wydostał się do nosa dotychczasowego elektoratu naturalny biologiczny smród. Do tego ta paskudna wasalska postawa w stosunku do wielkiego brata zza oceanu. Życzymy nadwerężonym zwieraczom lewicy jak najszybszej obstrukcji. Ich wysiłek będzie mniejszy, a efekt końcowy ten sam.
Mało można powiedzieć o prawdziwych „chłopach”, ponieważ prawie żaden z nich do partii zwanej PSL fizycznie nie należy. Pod szyldem partii chłopskiej w sejmie pieniądze biorą działacze ustawieni w różnych gospodarczych instytucjach z daleka od tzw. przywiązania do ziemi. Większość z nich nigdy nie miała w rękach wideł, jak chociażby ich nowy nabytek, skoczek sprzed lat Władysław Kozakiewicz. Jego słynny gest natomiast pasuje do klimatu chłopskiego. W każdym razie, każdy dotychczasowy poseł chłopski dużo wali na tacę żebrząc o modlitwę o przetrwanie. Większość z nich ponoć jest zadłużona na setki tysięcy złotych. Zatem tylko siły nadprzyrodzone mogą ich uratować. A gdy już przekroczą swoje 5%, to udział w rządzie mają zapewniony, ponieważ chłopki charakteryzują się bardzo spektakularną ideologią. Taką, która gwarantuje fotel koalicyjny, czyli żadną. Dla nich nieważnym jest kto daje papu w ramach koalicji. Lewica, czy skrajna prawica. Wsio równo.
Dlatego trzeba iść na wybory, chociażby po to, by dać szansę Palikotowi. Czy mu wierzę? nie do końca, ale przecież tylko on, już jako ten odmieniony, który w gniewie porzucił „ozon”, co to przez jakiś czas nawet sam go finansował, to ważne. Właśnie oni, partia Ruchu Palikota mają odwagę głosić postępowe hasła i przedkładać nam program, do którego normalni Polacy tęsknią. Oni jeszcze nie rządzili. Wiemy, że aby rządzić realnie, trzeba wygrać wybory. W przypadku partii RP, wystarczy, że do Sejmu wejdzie kilkoro mądrych, przebojowych ludzi, by uparcie łamać dotychczasowe spleśniałe standardy. To tyle mam do powiedzenia w ostatnim dniu przed ciszą wyborczą. Nie jestem proboszczem i nie potrafię łamać ustaleń konstytucyjnych, a poza tym staram się być prawym, chociażby we własnych oczach.



Uśmiechnij się:
Blondynka do męża:
-Kochanie, czy ty uważasz mnie za idiotkę?
-Nie, ale jak wiesz, każdy ma prawo się mylić.

poniedziałek, 3 października 2011

OKRUCHY WRAŻEŃ

Centrum Dublina- pub w kościele




Czas mile upływa. Z kraju dochodzą jeszcze bardziej zajadłe, wręcz opryskliwie podane przyszłemu wyborcy dowody na to, by broń Boże nie decydował się na oddanie głosu na kandydata z partii przeciwnej. I tak to jeszcze będzie trwac przez tydzień. Przyszłe poselstwo po usadowieniu się w odnowionych fotelach i złożeniu przysięgi okraszonej słowami tak mi dopomóż Bóg, nieco zluzuje wzajemną nienawiśc, przynajmniej podczas towarzyskich spotkań przy kielichu, ale urazy jako odpryski akcji wyborczej pozostaną dalej, bo nic bardziej nie powoduje rozgoryczenia jak konflikty w rodzinie, a przecież obie partie prawicowe to jedna rodzina, jak już wielokrotnie wspominałem. Trudno, już się do tego stanu przyzwyczailiśmy.
Tu w Irlandii, jak mówię, spokojnie upływają dni, mimo, że za miesiąc Wyspiarze też wybierają prezydenta, ale akurat o tym mało kto wie, chyba poza kierowcami, przypadkowo rzucającymi okiem na skromne i bardzo rzadko umieszczone na słupach fotki kandydatów. Kandydatów trochę dziwnych, nie do przyjęcia w Polsce. Kandydują bowiem takie rodzynki jak były więzień, członek IRA, miss Irlandii sprzed wielu lat, oraz demonstracyjnie przedstawiający się gej. Nikogo to i tak nie obchodzi. Spotkałem też plakat z mężczyzną o nazwisku Guinness . Byc może to ktoś z zacnej rodziny najbardziej luksusowego irlandzkiego niskoalkoholowego trunku. W każdym razie, skoro uciekłem z kraju ze względu na piekiełko polityczne, to staram się czas zagospodarowac w miarę owocnie. Spacerujemy z małżonką po pięknie zagospodarowanych parkach, zwiedzamy muzea pokazujące nacje począwszy od Wikingów, aż po historię najnowszą. A w muzeum figur woskowych wykonałem kilka fotek w towarzystwie, jakże oryginalnych postaci m.in. Charlesa de Gaulla, pisarzy brytyjskich, papieży mniej lub bardziej świętych oraz wybitnych sportowców i wykonawców świata muzyki. Udało się nam zaliczyc film wyświetlany w wersji 4D. Oj robi wrażenie. Oczywiście uśmiech szczególnie na twarzach pań, pojawia się najbardziej wyrazisty w czasie dokonywania zakupów w super, firmowych marketach m.in. w Penneysie. Nawiasem mówiąc paradowanie w Polsce z torbą o tej nazwie może u niektórych wywoływac zgorszenie. Zgorszenia natomiast wśród katolickich Irlandczyków nie wywołują puby urządzone w padłych, opustoszałych kościołach. Sam spijałem białą piankę guinnessa zerkając na ładnie utrzymane organy kościelne, balkon chóru oraz miejsce byłego prezbiterium, gdzie rozlokowane są najbardziej luksusowo zaprojektowane stoły. Ten akurat The Church- Pub stoi w centrum miasta, stąd o miejsce przy stoliku, lub barze jest niezwykle trudno. Coraz więcej takich miejsc na Wyspie. Kiedy w Polsce?, długo nie. Dopóty Kościół nie zacznie płacic milionowych odszkodowań za zbrodnie pedofilii i nie będzie utrzymywany w dużej części przez państwo. To jeszcze potrwa.
Znalazłem interesujące informacje na temat migracji oraz emigracji z i do Irlandii. Okazuje się, że ponieważ tu na Zielonej Wyspie płace nie dorównują takim jakie są w Niemczech, Holandii czy w Norwegii, wielu obywateli Irlandii opuszcza swój kraj i emigruje do krajów angielsko języcznych, jak USA, Kanada, Australia czy Nowa Zelandia. Dziennie wyspę opuszcza ponad 120 osób. W ich miejsce przybywają młodzi z krajów o niskim standardzie życia m.in. z Polski w liczbie podobnej. Gdy zabraknie w Polsce ludzi do pracy, ich stanowiska zajmą prawdopodobnie ludzie z krajów byłego ZSRR. I tak całe nacje będą przesuwac się ze wschodu na zachód, w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara.
Klimat w Irlandii jest bardziej łagodny i bardziej wilgotny niżeli w Polsce, dlatego o tej porze nad morzem można odpoczywac jak w sierpniu w polskiej Karwi czy Świnoujściu. Byłem i cieszyłem się tam słońcem. Plaże są kamieniste i mało przyjazne ludzkiej stopie. W każdym razie te na których byłem.


Chciałbym jeszcze wspomniec na temat prasy polskojęzycznej, w której niestety za dużo o naszych rodakach dobrego nie wyczytasz. A to włamania do sklepów, a to zgwałcenia młodej czarnoskórej dziewczyny, a to scysja z policją zwaną tu gardą. Najbardziej przykre jest to, że jakiś dziennikarzyna, prawdopodobnie z rodzinnymi korzeniami z nad Wisły pisze, że Polacy w Irlandii odżywiają się śmieciowymi produktami. Kupują śmieciowe wędliny nafaszerowane chemią oraz tanie dmuchane pieczywo, zaś na dobre jedzenie oczekują z kraju. Otóż jest to wierutne klamstwo. W samym Dublinie jest kilka sklepów z naprawdę doskonałymi polskimi produktami, od wędlin po przetwory najlepszych polskich wytwórcow. Sam robilem zakupy to wiem. Bardzo złośliwy facio ten pan redaktor. Ogólnie Polacy są szanowani, bo coś naprawde potrafią. Na każdym kroku widzę biegle władające językiem Szekspira polskie dziewczyny i chłopaków. Nie tylko obsługują kasy w marketach, ale są przewodnikami po muzeach, pracują w kinach, a także na kierowniczych stanowiskach w hurtowniach i działach produkcyjnych. Dzieci posyłają do szkół zarowno irlandzkich, ale też raz w tygodniu do polskich. Zmorą natomiast są korki uliczne, mimo praktycznych rozwiązań komunikacyjnych. No cóż, takie są skutki postępującej wciąż cywilizacji. Za kilka dni wracamy do tej polskiej rzeczywistości. Aż szkoda, że czas tak szybko umyka. Czas, który, wydaje się, maksymalnie wraz z małżonką wykorzystaliśmy. Tymczasem rewanżuję się pozdrowieniami dla pani Jolanty, mojej wiernej czytelniczki, oraz pana niedoszłego medyka. T.




Jeszcze raz przepraszam za brak literki c z kreską. Korzystam z cudzego kompa.



POLSKA I WATYKAN W ŚWIETLE KAMER

Kto atakuje Kościół ten atakuje Polskę, krzyczał Jarosław Kaczyński, licząc na rewanż i łaski politycznego wsparcia ze strony episko...