czwartek, 30 czerwca 2011

PSYCHOPACI


Wreszcie Donald Tusk zdecydował się opublikować raport z dociekań przyczyny katastrofy smoleńskiej, donosi GW. Co prawda zwleka ,ile tylko może, by światło dzienne raport ujrzał po wyborach, jednak wsłuchując się w ględzenie opozycji pisowskiej, treścią którego jest on obciążony za ową katastrofę najbardziej, postanowił głośno wypowiedzieć swoje racje, czyli „posłuchajcie moi rodacy co ma raport do powiedzenia , a co mają do powiedzenia pisowcy psychopaci.”Bo właśnie tego typu ludziki zrodzeni plemnikiem ideologi Kaczyńskiego pojawili się na polskiej scenie politycznej, zaraz po smoleńskiej katastrofie. Wprawdzie już wcześniej ci chorzy na IV RP oszołomieni sukcesami stalinowskich metod walki z III RP rękami Ziobry i kilku innych miernych ale wiernych, byli przekonani o swoim ideologicznym zwycięstwie nad tymi, co stali po„stronie ZOMO”. Oni to popisali się wyjątkową perfidią (Blida), jednak prawdziwie im odbiło w momencie gdy przegrali walkę o prezydenturę. Mimo, że Kaczyński, szprycowany środkami psychotropowymi za namową swojej szefowej sztabu wyborczego (Kluzik-Rostkowskiej) uśmiechał się słownie i twarzowo do Oleksego i całej lewicy. Od tego momentu ten przygnębiony dramatem rodzinnym człowiek postanowił zagrać na nutę cmentarną. Lud polski wychowany na martyrologii i bohaterskiej śmierci swoich synów, zapewne pochyli się nad nieszczęściem kaczej rodziny i w nagrodę za cierpienia wynagrodzi (PiS) wygranymi wyborami. Dlatego mimo, że wszelkie dociekania przyczyn katastrofy wskazały winę strony polskiej, z co by nie mówić niewielką winą obsługi lotniska, Kaczyński postanowił głosić wszem i wobec, że winę za dramat ponosi wyłącznie premier polski Tusk wraz z premierem Rosji Putinem, którzy to wespół zespół trzy dni wcześniej, w czasie spaceru po lesie katyńskim uknuli zamach na jego brata Lecha (wroga Rosji i rządu Tuska). Dlatego Jaruś nie przyjął od Putina kondolencji, podczas gdy rozpoznawał ciało brata. Oczywiście rozpoznał, ale po kilku tygodniach przypomniał sobie ,że „Leszek leżał w trumnie w ubraniu, gdzie jedna nogawka była z munduru generalskiego”. Widać, że wciąż działały mocno dragi. Ponieważ mało przekonujące były tego typu „pewniki” Jarosława, postanowił przy pomocy największego oszołoma w polskiej polityce Antoniego Macierewicza, którego zasługi dla głupoty polskiej i samego Kaczyńskiego są niezmierzone, rozpowiadać z księżyca wzięte informacje jakoby Rosjanie przed przylotem polskiego prezydenta „nadmuchali” mgłę, że zaraz po katastrofie dobijali pasażerów, że samolot nie powinien się rozpaść na tyle części a przynajmniej połowa pasażerów powinna wysiąść z niego o własnych siłach. Takie tam oto bajdy ojca Bajdy z radia Maryja , TV Trwam i Naszego Dziennika. By bardziej rozgłosić owe wynurzenia idioty, Kaczyński wysyłał po świecie Macierewicza i Fotygę (daj jej bozia zdrowie bo urody już nie zmieni), z tzw. dobrą nowiną, czyli „prawdą o zamachu”15 metrów nad ziemią. Na szczęście nikt nie chciał słuchać tych pierdułek, jeno pozostała kompromitacja naszego MSZ, że pozwoliła na coś podobnego, zamiast zabrać tym psycholom paszporty dyplomatyczne.
Wreszcie mamy długo oczekiwany raport Komisji Millera. Jest to raport strony polskiej, jako że oficjalnie w świecie liczy się raport MAK, który spłodziła strona rosyjska. Wszyscy co prawda oczekiwaliśmy, że w tym akurat dokumencie, który zamknie durnowate jadaczki Kaczyńskiego, Czarneckiego, Kurskiego i całej tej politycznej hołoty, znajdzie się treść rozmowy braci Kaczyńskich na parę minut przed lądowaniem. Było by to bardzo ważne w kontekście wydarzeń gruzińskich, gdy Kaczyński zmuszał pilota do lądowania na niebezpiecznym lotnisku. Podobno nagranie rozmowy mają Amerykanie, niestety nie ujawnią nam jej treści, bo zdradzili by swoją technikę operacyjną, o której przeciętny Europejczyk nie ma zielonego pojęcia. No cóż, tak jak się spodziewaliśmy, raport obciąża w absolutny sposób stronę polską, w tym oczywiście MON, a więc po części rząd premiera Tuska. Słabe wyszkolenie pilotów, brak ćwiczeń na moskiewskich symulatorach, brak lidera, czyli rosyjskiego nawigatora, złe przygotowanie załogi, przypadkowy jej skład, kłopoty z uzyskaniem aktualnej pogody, brak lotniska zapasowego, nie posługiwanie się językiem rosyjskim przez nawigatora. Nie reagowanie na zalecenie obsługi lotniska, by odejść na drugi krąg, lub by wręcz odlecieć na inne lądowisko, presja cywilnych osób na załogę samolotu. Po stronie rosyjskiej przypisano winę taką, iż nie zamknięto na czas lotniska, które nie odpowiadało już standardom awiacji europejskiej, słabe jego wyposażenie oraz zdecydowany zakaz próby lądowania naszego samolotu. I to jest właściwie wszystko co można wyczytać z raportu. Nieco tylko odbiega on od raportu MAK. Nie wspomina obok kilku przykrych dla nas przypadków o pijanym generale Błasiku, co wykazały badania moskiewskie.
I oto PIS ogłosił białą księgę wg wersji Kaczyńskiego, złożoną z insynuacji, domyśleń obłędnego Antosia oraz jawnych oszczerstw, za które w demokratycznym kraju idzie się za kratki. Bo oto, o ile Kaczyński wycofuje się z wersji o zamachu na jego brata, to jednak podtrzymuje, że za katastrofę smoleńską odpowiadają Rosjanie i Tusk. Sprowadzili oni bowiem samolot na śmiertelną pułapkę, przekazali Polsce błędne karty podejścia do lotniska. Kontrolerzy nie mieli aktualnych badań lekarskich. Ciekawe skąd pan Antoni to wie, skoro nie miał dostępu do żadnych dokumentów, zaś swoje fantasmagorie poprzez mi.in Czarneckiego i kilku innych europosłów z kręgu PIS, rozsiewał w Brukseli. Najgorsze, że podczas transportu do miejsca ostatecznego spoczynku Rosjanie nieco podniszczyli wrak samolotu, którego świętość jest oczywista, a jego kawałki zdobią już polskie ołtarze. Aliści bardzo ciekawe, że podczas konferencji prasowej duetu Kaczyński Macierewicz dziennikarze nie pytali ich o szczegóły z raportu, natomiast interesowało ich przygotowanie Polski do przewodnictwa w Radzie UE i takie tam inne wg PIS pierdoły.
Kilkanaście dni temu sąd zlitował się nad schorowanym Kaczyńskim i wysłał go na badania psychiatryczne. Zdaniem wielu Polaków słusznie. Tyle że takowym badaniom poddany powinien być prawie każdy członek PIS, a także ojciec dyrektor, „doktor” Rydzyk posługujący się polskim językiem ucznia z czwartej klasy, który na forum europejskim nazywa Polskę państwem totalitarnym, którym od 1939 roku nie rządzą Polacy pokroju oczywiście ludzi Kaczyńskiego. Rozumie się, że nie rządzą ci spod krzyża podpałacowego i ci ze stadionów w sektorach kibolskich, oraz faszyzujące grupy młodzieży spod znaku ONR i MW. Jakże przejść obojętnie i nie poddać badaniom posła Girzyńskiego, o którym onegdaj pisałem, że jako doktor nie może odróżnić związku partnerskiego od małżeństwa, a także Rydzyka, który w europejskiej demokracji doszukał się totalitaryzmu, chociaż kilka lat wcześniej tego faceta kierującego się zasadami demokracji Niemcy wyrzucili ze swojego kraju na zbitą facjatę. Najlepiej jednak by było, gdyby jakowaś władza usadowiła kilku dobrych psychiatrów w klubie PIS na stałe. Chociaż byśmy musieli im płacić pensje ministerialne, byle byli skuteczni. Takie badania i ewentualne leczenie dały by krajowi wielkie korzyści. Byłyby słuszne i zbawienne. Nawiasem mówiąc na stałe do dyspozycji PIS można by oddać jeden z naszych ośrodków „wypoczynkowych”. np. Tworki lub Świecie.





Uśmiechnij się:








Dopiekło facetowi życie, więc postanowił się powiesić.
Zmajstrował linkę, wchodzi na stołek i zakłada pętlę na szyje. Wtem zauważył, że na szafie stoi niedopita butelka wódki. A co ma się zmarnować,przystawił stołek do szafy, patrzy a tam pół paczki niewypalonych papierosów.
-O- pomyślał. I życie zaczyna się układać!.



niedziela, 26 czerwca 2011

KWAŚNE RODZYNKI W TYM CIASTECZKU

Na polskim parlamencie „wyżywałem” się już niejednokrotnie. Bo były i są nadal ku temu podstawy. Ogólnie rzecz biorąc poselstwo nasze nie reprezentuje w żadnym przypadku swoich naiwnych wyborców. Poseł z chwilą zaprzysiężenia staje się uniżonym podwładnym szefa partii, która raczyła go wstawić na listę wyborczą. Większość z nich to nic nie znaczące sztuki do głosowania. To tzw. szable przewodniczących PO, PiS, SLD, PSL. Wśród tych czterech „towarzystw”, tylko kilkoro może mieć cokolwiek do powiedzenia do mikrofonów podstawianych im przez dziennikarzy. Tylko kilkoro w miarę nie ośmieszy swojej partii i tylko oni zobowiązani są do jako takiego wysiłku myślenia. Reszta może sobie pozwolić na cokolwiek innego w czasie obrad jak np. poseł PSL Andrzej Pałys, który już o godzinie 10.00 pokazał się przed miejscem pracy nawalony jak stodoła, czy też Anna Sikora z PiS, która w czasie obrad opier..lała policję, każąc się całować w poselską dupę. Wypowiadają się jeno wyznaczone papugi w osobach: Kłopotka, Żelichowskiego, Kempy, Błaszczaka, Kurskiego, Czarneckiego, Girzyńskiego, Wenderlicha, Kalisza, Olejniczaka, Senyszyn. Cała reszta milczy a jest ich łącznie z Senatem 560 osobników, nie licząc tych z Brukseli. Oczywiście najwięcej do powiedzenia w twardej logice mają sami szefowie partii a więc Kaczyński, Tusk, Pawlak oraz Napieralski. W miarę duży udział w prezentacji dokonań mają oczywiście przedstawiciele partii rządzącej. Z obowiązku właśnie prezentują swoje niestety marne owoce pracy poszczególni ministrowie, z chyba najbardziej „zasłużonym” w tej kwestii Grabarczykiem na czele, czyli „grabarzem” zaplanowanych inwestycji m. in. na Euro 2012, oraz polskich stoczni. Właściwie znany społeczeństwu skład poselski na tych właśnie celebrytach się kończy. Można by jeszcze w tym miejscu wymienić Tadeusza Rossa, posła PO, który to jako Zulu Gula wnosi wiele rozbawienia w klubie w tych ciężkich dla Tuska czasach. Reszta to sztuki, każda za 20 tysięcy złotych miesięcznie. Każda posiadająca dwie ręce. Jedną do głosowania zgodnie z nakazem szefa partii, druga do przyciśnięcia jednego z trzech guzików, dla ułatwienia oznaczonych trzema różnymi kolorami. I taki oto mamy skład wybrańców narodu, który to został delegowany do gmachu sejmowego w celu tworzenia dobrego prawa. Przecież to nieprawda. To nie posłowie w imieniu swoich wyborców tworzą prawo. To prawo tworzą wg. swej większości klubowej szefowie partii. Prawo postępowe w miarę głosów PO i SLD, albo też wsteczne względem demokratycznego świata, stanowione przez skrajne towarzystwo PiS oraz PSL, które może się przyssać do każdej partii, byle dobrze płacili.
Ponieważ okazuje się, że dowcipny w naturze i z zawodu poseł doskonale wpływa na twardość i względnie dobre notowania partii, czego dotykalnym dowodem jest stała popularność partii Donalda, mimo aż tylu obciachów, przekrętów i kompromitacji, wszystkie partie , które liczą się na polskiej scenie politycznej na swoich listach wyborczych umieszczają jakże często zaskakujące nazwiska osób politycznie i intelektualnie nic nie znaczących, za to popularnych ze względu na swoje dokonania sportowe, filmowe i jakieś inne... byle rodzinne ( nasze polskie), jak to śpiewa kabaret Elita. To właśnie elita celebrytów, jakże nadająca się do wypełniania próżni telewizyjnej i nic więcej. Naprawdę brakuje mi tam tylko Dody i Rutowicz, bo już na listach do polskiego parlamentu się zdążyli ulokować tacy wybitni twórcy i znawcy prawa jak: Beata Gosiewska, słynna wdowa po nie mniej słynnym mężu, ciągle nie zadowolona ze zbyt małego uszanowania jej nieszczęścia. Małgorzata Wassermann, córka również słynnego taty „poległego” pod Smoleńskiem. Chce kontynuować dzieło ojcowskie. Nie wiem czy chodzi o jakieś ściganie winnych braku odśnieżania, czy może wykonawców nieszczęsnej wanny. Do ławy sejmowej po cichu wybiera się bratanica Kaczyńskiego Marta. Wniosła by trochę naturalnego piękna i wesołości, boć to ciągle uśmiechnięte jak wiosenka dziewczę. Ostatnio stary Kaczyński przytulił do swojej partii i trochę do samego siebie młodą dziewoję o malowniczym wyrazie twarzy, niejaką Ługowską, sadzając ją w sąsiednim fotelu i nie bacząc na pewną zazdrość Ziobry oraz uroczej Szczypińskiej. PSL ze strachu przed wypadnięciem ze sceny, bo jest notowane na krawędzi katastrofy, zaprosiło na swoje listy m. in. Kozakiewicza wraz z gestem zgiętej ręki, córeczkę Kazimierza Górskiego Urszulę, oraz dr med. Soplińskiego, ordynatora oddziału szpitalnego gdzie urodziła się …. Doda. Ależ ci ludowcy mają szczęście, niech to diabli!. Nie gorzej wygląda lista kandydatów do parlamentu ze strony lewicy. Bo oto obok wdowca po Jolancie Szymanek-Deresz, co zrozumiałe, bo to prawnik z zawodu, sprężystym oficerskim krokiem na listę SLD wstąpił sam Hans Kloss czyli Stanisław Mikulski. Zastanawiam się, czym oprócz spania w wygodnym senatorskim fotelu będzie się ten 82 letni dziadek zajmować.
Zapatrzył się na Kutza czy co?.A może we dwóch, jako filmowcy planują nakręcić jakąś dobrą komedyjkę z tego spędu na Wiejskiej w stylu „U pana Boga w ogródku”, pardon. Rolę księdza mógłby zagrać gościnnie sam Gowin, aliści ksiądz w polskim parlamencie pojawia się chociażby z opłatkiem świątecznym. Myślę, że mogli by liczyć na pomoc Fedorowicza z PO.
Przy polskim mechanizmie wyborów, przy obowiązującej i wygodnej partiom ordynacji nie tylko zresztą do Sejmu i Senatu, nigdy się nie doczekamy prawdziwego parlamentu, oczywiście bez Senatu złożonego z leśnych dziadków. Nigdy nie będziemy mieli tam swoich prawdziwych przedstawicieli, którzy dbać będą o realizacje zobowiązań wobec wyborców, a nie o dobro partii i jej szefa. Czekanie na jakoweś zmiany w tym względzie, to nic innego jak czekanie na Godota.




Uśmiechnij się:



1.Jeśli kobieta myśli, że trafi do serca mężczyzny przez żołądek
to mierzy ciutkę za wysoko.




2.Raz do rzeźni, rzeczki brzegiem
Sześć prosiątek szło szeregiem
Z drugiej strony szło dziewczęcie
I o dziwo też na rżnięcie.



3.Otóż, w rubryce „Uśmiechnij się” chcę opisać historyjkę, której bohaterem jest dziennikarzyna TVN24 (tak należy go nazwać) Grzegorz Miecugow. Ten, wydawało by się oczytany i osłuchany redaktor, uważający się za płodnego publicystę, nigdy! nie słyszał o partii RACJA, ani o wydawanym od kilkunastu lat tygodniku FAKTY I MITY. Oznajmił to telewidzom w dniu 10.06 w audycji „Szkło kontaktowe”.Niestety, G.M. takie banały może opowiadać idiotom równym sobie, oraz młodzieży w wieku przedszkolnym. Jest konformistą i koniunkturalistą podobnym tym, którzy włażąc bez mydła klerowi w odbyt stają się płatnymi zaprzańcami. Bo oto w roku 1986, pan G.M. jako zaufany dziennikarz prasy socjalistycznej pojechał z gen. Jaruzelskim do Korei Północnej z wizytą partyjno-państwową. Potrafił wtedy dawać rządzącym świadectwo wierności PZPR. Dzisiaj, gdy telewizja płaszczy się przed episkopatem, dziennikarze jemu podobni, nie bacząc na swoją ideologicznie odmienną przeszłość, na klęczkach służą klerowi i publicznie wypierają się znajomości chyba najbardziej popularnej wśród ludzi „normalnych”, a jednocześnie niewygodnej Kościołowi prasy. O postawie Miecugowa napisał Polak z Kopenhagi, który wstydził się też martyrologiczną obsługą wizyty w Polsce prezydenta Obamy. Wcale by się już nawet nie zdziwił gdyby nasze władze w prezencie dały mu to, co Polska ma „najdroższego”, czyli kroplę krwi JPII. Skręcam się ze śmiechu!. I dlatego owe spostrzeżenia umieszczam tu w „Uśmiechnij się”.

czwartek, 23 czerwca 2011

RP




RP czyli „Rzymskokatolicka Polska”. Kraj położony w środku Europy pomiędzy bardzo od niej samej odmiennymi sąsiadami. Graniczy bowiem z ateistycznymi Czechami, umiarkowanymi, delikatnie mówiąc katolikami słowackimi, raczej mało religijnymi państwami wschodniego prawosławia, laickimi Niemcami oraz całkowicie obojętnymi na religię Skandynawami. Dlatego bardzo uzasadniona jest nazwa naszego polskiego grajdoła „Rzymskokatolicka Polska”. To nic, że w Europie postrzegani jesteśmy jako skansen, wyrazem czego są prawie codzienne informacje płynące z mediów zachodnich. To nic, że odwiedzający nas turyści widzą smutne, nie uśmiechające się twarze na polskich ulicach, co dotychczas przypisywano komunie. To nic, że tych ponad dwa miliony, których bieda z katolickiego grajdoła zmusiła do emigracji za chlebem, dzisiaj po rozpoznaniu naszych rzucających się w oczy przywar miejscowi nazywają hołotą polską, jako że uciera się na całym Zachodzie opinia, że przeciętny Polak to pijak, nie potrafi zaparkować z kulturą samochodu, miast pracy imprezuje, kradnie gdy tylko nadarzy się okazja i nie uczy się języka kraju w którym przebywa. Ostatnio w Holandii gdzie nas jest ponad 130 tysięcy (jak na tak mały kraj, to bardzo dużo), nienawiść do Polaków sięgnęła dna, mimo, jak wiadomo wielkiej tolerancji Niderlandczyków. Polacy postrzegani są jako pijana hołota z bloku wschodniego. Jesteśmy w oczach Holendrów gorsi od Arabów. Podobnie widzą naszych obywateli prawie wszystkie kraje które udzieliły nam zgody na pracę. Sygnały o wstydliwych, a i przestępczych zachowaniach naszych rodaków płyną z Anglii, Irlandii, Francji, a także sąsiednich Niemiec., Bójki, kradzież samochodów, okradanie marketów, bijatyki uliczne po pijaku, oto obraz Polaka, szczególnie młodego. Ale zarówno młody jak i ten stary w niedzielę (jak przed emigracją nakazała rodzina) pilnie poszukuje w okolicy kościoła katolickiego, gdzie usłyszy w rodzimym języku kilka zrozumiałych słów z ust księdza z Polski (Polski jako eksportera księży do wszystkich opustoszałych kościołów świata). Tam podejdzie do konfesjonału, wyspowiada się, przyjmie komunię, by jako zresetowany moralnie, w przekonaniu o swej infantylności, przystąpić do nabijania grzesznego licznika od nowa. To wszystko nic, można powiedzieć nicość. Wiadomym jest wszem i wobec to, że należymy do „kondominium” Watykanu. Nie Rosji i Niemiec jak wrzeszczy Kaczyński. Z Polski płyną strumieniem rzeki finanse do Stolicy Piotrowej. Ponadto Polska to bezpieczna oaza dla wszelkiej maści przestępców seksualnych w kieckach. Tu jest orgia bogactwa przy każdej kurii, gdzie biskup zamieszkuje w większym i bardziej luksusowym pałacu niżeli prezydenci miast czy wojewodowie. Nawiasem mówiąc w Czechach (bo widziałem) biskup pomieszkiwał w budynku podobnym w Polsce do urzędu biednej gminy. Tu strumień kasy płynie nie tylko od wiernych owieczek z „jagniątkami”, które po urodzeniu trafiają pod chrzcielne kropidło, ale przede wszystkim z budżetu państwa z podatków wszystkich obywateli niezależnie od stosunku do wyznawanej lub niewyznawanej religii, ale też z dotacji unijnych, ponieważ polski Kościół katolicki jest największym obszarnikiem ziemskim w państwie. Nie potrzebnie premier Miller aż tak mocno łasił się do kleru, przed referendum unijnym. Papież pochwalał polskie starania o stowarzyszenie, zaś kler po cichu oficjalnie wyrażał sprzeciw (przymykając oko), aczkolwiek cieszył się już na zapas z przyszłego bogactwa z dopłat. Mimo szerzonej propagandzie i chwalstwie rządzących, co jest usprawiedliwione zbliżającymi się wyborami to wg. unijnych statystyk jesteśmy prawie we wszystkich dziedzinach notowani na ostatnim lub przedostatnim miejscu, począwszy od gospodarki, służby zdrowia, szkolnictwa i nauki, a skończywszy na prozaicznej piłce nożnej. Mamy za to najwyższą na świecie figurę Chrystusa. Duma nas rozpiera. Dzisiaj grozi nam jeszcze jedna kompromitacja, może nawet największa z dotychczasowych, ponieważ zagrożona jest organizacja mistrzostw Euro 2012. Już oficjalnie wiadomo, że nie będzie dostatecznej ilości autostrad, stwierdzono ewidentne braki w wykończeniu stadionów, niedostatek hoteli, brud i smród na dworcach kolejowych, zaś same wnętrza składów pociągów poruszających się z żółwią prędkością przyprawiają o reakcje wymiotne. Ale jak ma być, skoro wyselekcjonowani przez Tuska delegaci na partyjny zjazd PO podróżujący do Gdańska czyściutkim składem pociągu, zostawili po sobie „bardak” podobny kibolom wracającym z ustawki. Jedno tylko”cieszy oczy” nas Polaków, bo na pewno nie turystę. Starannie wypielęgnowane otoczenia pałaców biskupich a nawet plebanii, nie mówiąc już o kapiących złotem świątyniach, na ciągłe odnawianie których, nie żałują pieniędzy marszałkowie województw oraz zarządcy pomniejszych aglomeracji. I dlatego uzasadniona jest nazwa naszego zapyziałego kraju między Wisłą i Odrą. RP czyli Rzymskokatolicka Polska. I nie zdziwił bym się, gdyby takową poprawkę wprowadzono do Konstytucji. Bo zakusy są.



Uśmiechnij się:


Mamo, tato, nie wiedziałam jak wam to mam powiedzieć. Od dawna czuję się


żle w swoim ciele. Przecież chcieliscie bym urodziła sie chłopcem. Już chodzę


na terapię hormonalną.


-Jaja sobie robisz dziecko!?.












wtorek, 21 czerwca 2011

IQ PANA ZBYSIA






Do dziś pozostaję pod wrażeniem „Kropki nad i” wyemitowanej w TVN24 któregoś tam wieczoru, gdzie gościem pani Moniczki była pani Kazimiera Szczuka, którą lubię i poważam za wszystko, zaś jej adwersarzem był pan poseł PiS Zbigniew Girzyński z oddali, występujący na tle toruńskiej pięknej Starówki. Temat „sprzeczki”, bo nie rozmowy, dotyczył związków partnerskich. W sposób wyważony i logiczny pani Szczuka, która oczywiście popiera demokratyczne i nowoczesne rozwiązania prawne w tym zakresie, przekonywała interlokutora, a i wielu telewidzów, że już czas byśmy jako kraj w środku Europy ten problem raz na zawsze załatwili ku uciesze tych co to żyją ze sobą na „kocią łapę” w partnerstwie homo lub heteroseksualnym. Pan Girzyński natychmiast zaoponował, że konstytucja stanowi jednoznacznie, że małżeństwo składa się wyłącznie z kobiety i mężczyzny. Tu się akurat z nim zgadzam, tyle, że pani Szczuka nie mówi ani słowem o małżeństwie, a o tzw. związku partnerskim, którego prawne uregulowanie pozwoli na rozwiązanie wielu kwestii życiowych jak: problem spadku po zmarłym partnerze, problem opieki jednego nad drugim, problem odwiedzin w szpitalu i wielu innych spraw m.in. dotyczących rozliczeń podatkowych. W tym miejscu pan Girzyński, jak się domyślam człowiek z zasobem ileś tam IQ, z tytułem doktora Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, dawał do zrozumienia, że sam nie może objąć rozumem terminu związek partnerski. Zresztą nie on jeden w kaczym kręgu. Ciągle powołując się na termin małżeństwo, stawał się w moich oczach jakimś nieukiem. Dziecko z podstawówki już dawno by potrafiło rozróżnić te dwie, nie mające ze sobą nic wspólnego instytucje nowoczesnego państwa. Ale, ale, pan poseł PiS Girzyński, doskonale wie o co chodzi i w gruncie rzeczy naprawdę potrafi rozróżnić jedno od drugiego. Rzecz w tym, że mu nie wolno tego uczynić, tym bardziej publicznie. Takie jest prawo, którego ojcem jest jego prezes i płatnik Jarosław Kaczyński i należy mimo wewnętrznie sprzecznych przekonań je głosić.. Pan doktor w oczach myślących telewidzów pokazał się jako obłudny, skończony hipokryta za tzw. judaszowe, a raczej kacze srebrniki. Dodatkowo zyskał kilka punktów u swego zapyziałego elektoratu, którego w Toruniu nie za wiele, ale gdzieś tam za miastem dużo więcej. Cała ta obłuda przypomina mi przypadek Mikołaja Kopernika, patrona uczelni na której pan Girzyński się doktoryzował. Otóż największe odkrycie astronomiczne wszech czasów „De revolucjonibus orbitum celestium” mogło być ogłoszone dopiero długo po śmierci autora. W innym przypadku wzorem Giordano Bruno, Galileusza i wielu innych uczonych Kopernik by spłonął na stosie nienawiści do postępu i nauki. Co prawda kulistość ziemi spostrzegli już kilka tysięcy lat wcześniej uczeni greccy i nie ponieśli za to kary na stosie, bowiem „miłosierne” chrześcijaństwo swoje macki rozwinęło dopiero dwa tysiące lat później. Nadto odkrycie Greków nie było odpowiednio naukowo udokumentowane.
Tak sobie myślę, wierząc jednak w to, że Girzyński ogarnia rozumem owe różnice między małżeństwem i związkiem partnerskim, iż mógłby je głośno sformułować dopiero, gdyby wyrzucili go z obecnej partii. Po śmierci nie musi nam nic ogłaszać, bo sprawa jest jasna jak słoneczko. Oczywiście dla wszystkich myślących, którzy nie są zaczadzeni PiSem lub pseudonaukami Kościoła. Długo mimo wydruku dzieła Kopernika, świat jeszcze musiał tkwić w przekonaniu, że ziemia jest płaska a wokół niej krąży słońce wg ustaleń prawa boskiego. Jeszcze na polskich wsiach w latach pięćdziesiątych nie wszyscy byli przekonani do teorii pana Mikołaja. Ukochany przeze mnie dziadek, który po wakacjach odwoził mnie na stację kolejową w drodze do liceum, które nota bene kończył pan Girzyński, mocno mnie upominał, bym się dobrze uczył, kuferka pilnował, ale swoje myślał. Kilka minut wcześniej bowiem, gdy w rozmowie z nim powiedziałem, że ziemia na 100%jest kulą i krąży wokół słońca, wyraził mi współczucie słowami: „Ależ ci komuniści w głowie ci poprzewracali, a ojce szykują cię na księdza.” Z tym, że dziadek najzupełniej był przekonany do swojej wiedzy, ponieważ nie było jeszcze nic, co poza księdzem mogło by go wyprowadzić z błędu, wyłącznie klesze kazania. Proboszczom akurat ciemnota była najbardziej na rękę, tak jak całemu Kościołowi do dziś.
Zasmucił nas Polaków, w tym setki profesorów i rektorów wszystkich polskich wyższych uczelni, którzy zostali zaproszeni na spotkanie w auli UMK z JPII fakt przemilczenia papieskiego. Wielu bowiem było przekonanych, że papież znalazł okazję, by tu na Uniwersytecie imieniem wybitnego odkrywcy przeprosi za ohydne potraktowanie przez Watykan dzieła pana Mikołaja oraz samego autora. Nic takiego się nie stało, jako że lepiej jest milczeć, niżeli przyznać się do dziejowej kompromitacji. Podobnie jest z panem Girzyńskim kropka w kropkę, również w tą nad „i”. Pan doktor do dzisiaj nie wie czym się różni związek partnerski od związku małżeńskiego. I niech tak zostanie. W końcu nie on jeden ma tytuł doktora. Jego obecny ziomal Rydzyk też.




Uśmiechnij się:



Dwie blondynki stoją nago przed lustrem. Jedna z nich ma czarne
uwłosienie łonowe.
-Widzisz, mówi do koleżanki. Taka całkiem głupia to ja nie jestem
.

sobota, 18 czerwca 2011

POLSKI "GUŁAG"




Wszyscy ciężko pracujemy i dzięki naszej "ciężkiej pracy" Polakom żyje się dużo lepiej niżeli za rządów naszych poprzedników, mimo koniecznych podwyżek cen i inflacji złotego. Owo krótkie zdanie złożone zaledwie z podmiotu i orzeczenia charakteryzuje wypowiedzi każdego posła i senatora. Aż żal słuchać, jakże oni się zaharowują w tych fotelach parlamentarnych przez średnio trzy godziny dziennie, bo resztę spędzają także ciężko myśląc nad naszym losem w kawiarni sejmowej lub w poszukiwaniu sklepów w celu dokonania zakupów jakie zamówiły żony dzieci oraz kochankowie obu płci. Oczywiście tę ich ciężką czynność wynikającą z powinności dobrze uposażonego posła (osła) może zakłócić obowiązek w posiedzeniu komisji, do której Sejm posła posłał, zresztą za dodatkowe pieniądze. Gdy jednak któryś z nich ambicjonalnie postanowił w czasie kadencji np. postawić dom i posadzić drzewko, (bo syna może on spłodzić w weekendy), tedy marszałek Sejmu deleguje go do którejś śledczej komisji, gdzie jako członek (najczęściej w dosłownym znaczeniu) ciężko posiaduje za dodatkowe 1000 złotych dziennie. I dlatego jako człowiek bardzo współczuję panom posłom i paniom posłankom, że dla nas, polskiego narodu muszą ponosić aż taki wysiłek i to w gruncie rzeczy za grosze. Bo zarabiamy grosze, powiedział pan senator Skorupa z Podhala, „dlatego z wielkim trudem musimy wiązać koniec z końcem”-rzekł do kamery. Obrzydlistwo panie senatorze. Po pańskiej wypowiedzi zebrało mi się na wymioty tym bardziej, gdy popatrzyłem na okrągłą twarzyczkę przypominającą bochen chleba dla dziesięcioosobowej rodziny. Kto pana wybrał, bo chyba nie emeryci i renciści, których świadczenie bywa ponad 30-krotnie niższe, po 40 latach prawdziwie ciężkiej harówy. Ciężko pracujemy nad tym, by już nigdy PIS nie doszła do władzy, słyszymy w wypowiedziach posłów PO, PSL i SLD. Nasza ciężka praca, powiadają wybrańcy elektoratu PIS, ma na celu uzdrowienie Polski. A stanie się to tylko wtedy gdy pan Kaczyński zostanie ponownie premierem. Ciężko tyramy nad tym, by służba zdrowia była rzeczywistą służbą dla człowieka, a każdy emeryt po piętnastym miał co włożyć do garnka. Z podobną troską o nasze dobro wypowiadają się ci z PSL. A ja wam obiboki z Sejmu i Senatu powiem tak. Otóż, jak wygląda prawdziwie ciężka praca powinniście choćby na dwie godzinki zjechać do kopalni, pobyć (tylko pobyć) w stalowni, poprosić chłopa na wsi, by pozwolił wam popracować przy zbiorze zbóż, lub wykopkach ziemniaczano-buraczanych, a najlepiej przy ręcznym rozrzucaniu obornika. Niestety do takiej pracy nasi posłowie i senatorowie się nie nadają i to nie ze względu na mikre ich organizmy, bo akurat u większości z nich widać wyraźnie, dyskretnie skrywane brzuszyska. Po prostu dlatego, że oni nie nadają się już do żadnej roboty, może poza stanowiskiem ochroniarza. Dlatego tak walczą o dobre miejsca na listach wyborczych, bo przecież mimo już co prawda spodziewanej porządnej emerytury, nie zdążyli jeszcze zabezpieczyć dozgonnego szczęścia i dobrobytu dzieciom i wnukom, a często i znajomym królika. Zaprawdę powiadam wam: Wasza ciężka praca wykończy moje serce, bom człowiek bardzo wrażliwy na ludzką niedolę.
******
Kipi kasza, kipi groch. Entele, pentele, szygi, szaj, rapete, papete knot. Takie i podobne dziecinne wyliczanki mogą nam się przydać przy urnie wyborczej jesienią. Bo oto tak naprawdę, to poza zatwardziałym elektoratem Kaczyńskiego, który pomieszkuje gdzieś tam na wschodnich obrzeżach kraju, a nadto wyznaje zasadę, że księdza należy słuchać ponad wszystko, to nie wiadomo na kogo my, normalni, zamieszkujący pozostałą część kraju Polacy mamy głosować. Na kilka miesięcy przed wyborami do parlamentu, okazuje się, że zarówno PO jak i PIS, dwie walczące o władze partie, spokrewnione słynnym AWS, niczym się nie różnią. Jedna bez drugiej w gruncie rzeczy nie ma szans na samodzielne istnienie. PIS Tuskowi jest potrzebna jak powietrze. Bez Kaczyńskiego nie istniałby straszak, którym posługuje się PO kierując swoje racje do elektoratu. Racje mało wiarygodne, bo nie poparte żadną znaczącą, zapowiadaną w długim expose reformą, ale jak widać po notowaniach skuteczne, dzięki właśnie istnieniu PIS. Dzisiaj symbiozę tych partii widać jak na dłoni. Bo oto po trzech latach od powołania Komisji Śledczej do zbadania okoliczności śmierci posłanki Blidy, posłowie Tuska nie chcą złożyć podpisu pod wnioskiem przewodniczącego Ryszarda Kalisza, w którym to „zaleca” się postawienie Kaczyńskiego i Ziobrę przed Trybunał Stanu. Okazuje się ,że kruk krukowi oka nie wykole, jak powiada mądre przysłowie. Rodzinka powinna się wspierać, mimo niesnasek, bo a nuż, za kilka lat oni zechcą mnie postawić też przed Trybunał. Dlatego, mimo że chodzi o śmierć człowieka, zarówno Ziobro jak i Kaczyński z uśmiechem i rozbawieniem komentując protokół Kalisza, pozwalają sobie na niewybredne, prostackie w treści żarty. Fuj. A może by tak Kaczorek i Zero pożartowali sobie z innego Kaczorka spod Smoleńska i ich przyjaciół w osobach np. Wassermanna lub Gosiewskiego. Co, może nie wypada? Wypada!!. Tym bardziej, że Blida ( jak wskazują dociekania Komisji) poległa z winy nieudolności funkcjonariuszy ABW, zaś przyjaciele Kaczo-Zera ponieśli śmierć w wyniku katastrofy. Zasadnicza różnica. Inna, nie zamierzona kwalifikacja zdarzenia, które to zresztą zaprocentowało ogromnymi odszkodowaniami, a ponadto stało się katalizatorem walki o przejęcie władzy. No cóż, państwo dało się oskubać cwaniactwu, przy pełnej akceptacji PO (a jednak to rodzina) na miliony złotych, zaś prezydentem mimo wysiłku „stroskanego” żalem Kaczyńskiego przy ogromnym wysiłku i ciężkiej pracy Kluzik-Rostkowskiej, został dzieciorób B. Komorowski, który to od samego początku swego urzędowania pokazał, że jako katolik wybacza każdemu biskupowi i każdemu klesze słowa, jakie głosili w czasie kampanii, w celu jego dyskredytacji, proponując narodowi wyłącznie Kaczyńskiego. Wybaczył, bo jako zatwardziały „ministrant” przestrzega biblii, zgodnie z powiedzeniem, iż trzeba nadstawiać drugi policzek. Mało tego, jako prezydent szczególnie lgnie do zapachów kruchtowych, goszcząc w pałacach biskupich tak często jak się da, mimo też ciężkiej pracy. Nawet z dziećmi, u progu wakacji pan prezydent musiał się spotkać w sanktuarium na Podhalu. A gdzież miał się spotkać jako prezydent państwa wyznaniowego, zadaję sam sobie głupie pytanie, no chyba nie na hali sportowej, bo coś mi się wydaje, że jest to jedyne miejsce gdzie nie wisi krzyż, który byłby narażony na przypadkowe, ale jednak grzeszne strącenie piłką. Chyba że się mylę.






Uśmiechnij się:



Sąsiad do sąsiada:
-Nie chcesz chyba powiedzieć, że przespałeś się z moją żoną?
-Nie.
-Nie przespałeś się?
-Nie chce powiedzieć.

wtorek, 14 czerwca 2011

POWOLUTKU IDZIE NOWE. CZY DOJDZIE?




Przed paroma dniami ulicami Warszawy przeszła parada równości. Obok gejów i lesbijek szli heterycy, którzy chcieliby wspomóc tych pierwszych w walce o prawa chociażby częściowo podobne małżeństwom heteroseksualnym. Ale obok nich, jak zawsze szli nasi polscy antysemici i homofoby, których zachowanie i niesione hasła niczym w gruncie rzeczy nie odbiegają od tych, jakie głosił Hitler. To ONR czyli Obóz Narodowo- Radykalny. W tejże organizacji skupiona jest młodzież, która przy pełnej tolerancji polskiego chorego prawa, sprzyja nazistowskim ideałom tylko dlatego, że jest to na rękę polskiej skrajnej prawicy skupionej wokół Jarosława Kaczyńskiego i jego sympatyków. A więc w gruncie rzeczy wszystkim członkom i sympatykom PiS. Powracam jednak do głównego wątku.
Nie mam nic przeciw gejom i lesbijkom. Skoro, jak powiadają katolicy, Bóg ich stworzył takimi jakimi są, to chyba miał swój zamiar, a może i upodobanie w różnorodności, tym bardziej, że jak mówi biblia człowiek jest stworzony na podobieństwo boże. Nie podobają mi się jednak polskie parady. A to wyłącznie dlatego, iż są zbyt wyuzdane, zbyt wyzywające w swym charakterze. Akurat w tym miejscu marszałek Niesiołowski, który brzydzi się „homosiami” ma rację powiadając, że są obślinieni i wyglądają często jak clowni. Nie wiem więc, czy aby taki mało smaczny teatr uliczny nie przyczynia się w sposób odwrotny do osiągnięcia celu i nie utrudnia w gruncie rzeczy uchwalenia przez parlament stosownej ustawy o związkach partnerskich. Dzisiaj, gdy w szeregi rządzącej partii wstąpiło kilka osób o lewicowych przekonaniach mówi się, że stwarza się wreszcie szansa na załatwienie tegoż problemu, oby!. Gdyby się tak stało, to pan Gowin i pani Radziszewska prawdopodobnie dostaliby dozgonnej obstrukcji. Ale to ich podbrzuszny problem. Tymczasem młodzi ludzie z ONR, którzy często w jednej ręce dzierżą kamienie a w drugiej transparenty z napisami mającymi na celu poniżenie seksualnych odmieńców , używają dodatkowo gardeł krzycząc m.in. „Lesby i geje, cała Polska się z was śmieje”. Otóż jest to nieprawda chłoptasie ojca Rydzyka i "synkowie ojca” Jarosława. Polska w blisko 75%, w tym ja osobiście, śmieję się wyłącznie ze sposobu demonstracji ich odmienności. Bo oto widzimy jak panie i panowie ubrani w pióropusze wystające z przedziału międzypośladkowego, ślinią się i oblizują wymalowane usta aż po podbródek. Inni z kolei prezentują goliznę z uwypukleniem baloniastych piersi. To na pewno nie najlepsza forma zademonstrowania racji tych odmieńców. Powtarzam: jestem za prawnym rozwiązaniem problemu, który to problemem już nie jest w większości krajów Europy. Jestem za ustawą pozwalającą na normalną egzystencję w społeczeństwie każdego polskiego obywatela. Niezależnie od orientacji seksualnych, przekonań politycznych, wyznania lub bez wyznania religijnego, a także koloru skóry. Dlatego bardzo podoba mi się opis parady równości np. w Atenach co dziś wyczytałem na jednym z blogów. Tam uczestnicy podobnej demonstracji, nie nękani przez nikogo, skromnie ubrani, bez żadnych wyzywających akcentów oraz rażących uszy haseł, roześmiani, weseli i rozśpiewani pokazują swoją obecność w społeczeństwie, mimo że akurat Grecja już częściowo uregulowała prawnie tenże problem. Ciekawe, że akurat tym ONR-owskim bydlętom nie przeszkadza homoseksualizm, a nawet bezkarna pedofilia wśród księży i zakonników. Nie przeszkadzają im potajemne stosunki jednopłciowców wśród polityków prawicy, ludzi kultury, sztuki oraz pracowników naukowych. W tej sytuacji można by się domyślać, że owe neonazistowskie organizacje młodzieżowe jak ONR, Młodzież Wszechpolska i jakaś tam Naszość, egzystują wyłącznie na zamówienie polityczne i są finansowane przez...no przez kogo?.Oczywiście przez skrajną prawicę powiązaną z Kościołem katolickim. Ale dlaczego?. No, bo trzeba po prostu na zasadzie "łap złodzieja" odwrócić uwagę społeczeństwa od swoich bezeceństw, w tym orgii seksualnych. Pani profesor Joanna Senyszyn, każdorazowa uczestniczka naszych warszawskich parad mówi, że one właśnie zmieniają oblicza ziemi. Tej ziemi! . Coś w tym jest proszę państwa. Jeszcze kilka lat temu poseł Wierzejski z LPR wraz ze swoim guru ideowym Romanem Giertychem gotowi byli uczestników takowych parad oblać benzyną i żywcem spalić. Na szczęście dzisiaj Wierzejski zamienił się w nicość, zaś Giertych powolutku puszcza oko do centroprawicy, dając do zrozumienia, że zaczyna rozumieć "boski" świat.






.....................................................................................................................................................................
Uśmiechnij się:
W domu dzwoni telefon. Żona podchodzi odebrać, a mąż woła z drugiego pokoju:
-Jeśli to do mnie, powiedz, że mnie nie ma.
Żona odbiera i mówi:
-Niestety, mąż jest w domu i odkłada słuchawkę.
-Przecież prosiłem cię, żebyś powiedziała, że mnie nie ma.!
-Ale to był telefon do mnie, a nie do ciebie.

piątek, 10 czerwca 2011

I TO I OWO




Spełniają się moje przewidywania sprzed roku, gdy po klęsce wyborczej Jarosława Kaczyńskiego, szefowa jego sztabu Joanna Kluzik-Rostkowska z rozgoryczeniem żegnała się z prezesem PIS. Aliści wpadła wówczas na pomysł budowy nowej partii pod nazwą „Polska Jest Najważniejsza”. Nazwę skopiowała z hasła wyborczego pana Jarosława. Mniejsza z tym. Optymistycznie przewidując popularność swojej nowej partii, na kanwie niezadowolenia z często chamskich fochów dotychczasowego szefa, pociągnęła za sobą kilku posłów i posłanek, w tym byłą podkuchenną Lecha Kaczyńskiego, Elżbietę Jakubiak. Zajęli oni wszyscy kierownicze stanowiska w tym kanapowym ugrupowaniu. Niestety notowania tegoż oscylują od początku między zerem a trzema punktami procentowymi, co zapowiada wykluczenie z parlamentu po jesiennych wyborach, a chciałoby się brać jeszcze przez jakiś czas diety poselskie. Tedy mimo dotychczasowych ambicji i po trosze megalomanii, korzystając z przychylności Donalda Tuska postanowiła zmienić swoje barwy PJN na „uśmiech słoneczka”.Kluzik Rostkowska to tak naprawdę ni pies ni wydra. Od czasu do czasu coś tam plecie o swoich przekonaniach z wyraźnym przechyłem na lewą stronę np. w sprawie In vitro, ale jednocześnie pozostaje w wiecznej czci i umiłowaniu dla Kaczyńskiego, a on jak wiadomo, to prawicowiec o skrajnych poglądach utytłanych w czadzie kruchty kościelnej. Dlatego akurat takowa pani Kluzik pasuje Tuskowi. Nie spowoduje rozdźwięku na linii PO -Kościół, a jednocześnie będzie dobrze postrzegana przez „ociemniałych” wyborców lewicy, tym bardziej, że Tusk w swoich szeregach nie ma zbyt dużo poselstwa z tzw. wdziękiem osobistym pomijając ... Schetynę. Zasiądzie ona w fotelu wygrzanym przez posła Węgrzyna, którego koledzy wyrzucili z partii za seksistowskie skojarzenia. W gruncie rzeczy nie wiem za co? Pisałem w on czas, iż logicznym było by adoptowanie pani Kluzik do PO i jednoczesne zepchnięcie do PIS posłów Gowina i Rasia. Czy to się uda?, zobaczymy. Gowina premier umieścił na czwartym bodajże miejscu na liście wyborczej, zaś (nomen omen) Raś, który to biegał z listami proszalnymi o poparcie dla PO do proboszczów, spokojnie zapewnił sobie tym niezwykłym czynem lepszą pozycję.
***
Ostatnio pan premier prawie wyłącznie interesuje się przygotowaniem naszej Ojczyzny do Euro2012. Przykładem tego są wizyty gospodarskie na budowanych stadionach oraz autostradzie A2 na odcinku z Łodzi do Warszawy. Już wiadomo, że Polska nie wywiąże się na czas z planów budowy autostrad. Te które akurat nie są spójne, są łączone byle jakimi drogami. Owe drogi muszą wystarczyć, by przeskakiwać z jednego odcinka autostrady na kolejny. Plan zatrudnienia Chińczyków spalił na panewce. Inżynierowie z Pekinu mogą wszystko najlepiej, najpiękniej, najnowocześniej i najtaniej, tylko pod warunkiem, gdy zatrudniają swoich skośnookich robotników i podwykonawców. Z naszymi to się nie uda. Nasi są zbyt zdemokratyzowani jak na kierownictwo kitajców. Zatem prawie w codziennych wystąpieniach w TV, Donald Tusk uspakaja nas, że zrobi wszystko, by Polska doznała jak najmniejszej kompromitacji. Sam gra w piłkę nożną, wie zatem, że ewentualna kompromitacja zabolała by go szczególnie dotkliwie. Jeszcze wcześniej pana premiera czeka półroczne przewodnictwo w ramach Unii Europejskiej. Jakoś mało się słyszy o przygotowaniach do tego ważnego wydarzenia, a ono nastąpi już za parę dni... za dni parę, jak powiada piosenka z latem w treści. Z latem w aspekcie klimatycznym i kalendarzowym, a nie z Latem od śpiących leśnych dziadków z PZPN. Ten akurat to wyjątkowo mało udolny urzędnik, który z bliżej nieznanych przyczyn zaprzyjaźnił się z kibolem Staruchem. Pasują do siebie jak pięść do oka. Tak sobie myślę, że gdyby Lato stracił posadę mógłby zasilić listę wyborczą Napieralskiego. Obaj są wyjątkowo nieruchawi. Ponadto jeden w swoim czasie grał w piłkę na najwyższym światowym poziomie, drugi zaś z werwą zbierał publicznie grzyby i rozdawał czerwone jabłuszka rano spieszącym do pracy, co też jest światowym niebywałym zjawiskiem.


Uśmiechnij się:
Świeżo osadzony więzień drze się zza krat:
-Jestem niewinny, jestem niewinny. Na to odpowiada mu inny więzień:
-Już niedługo koteczku. Jutro bierzemy prysznic!.

wtorek, 7 czerwca 2011

VINI VIDI VICI

Wizyta w synagodze na krakowskim Kazimierzu.


Że posłużę się zarozumiale nieco, słowami cesarza Karola V. Bo oto z satysfakcją,
w towarzystwie przyjaciół (z kręgu rodziny) w ciągu ostatnich blisko dwóch tygodni, przejeżdżając około 1800 kilometrów, udało nam się zlustrować pod względem „zabytkowym” teren dwu województw galicyjskich, a mianowicie ziem położonych na Podkarpaciu i w Małopolsce. Po trosze wyczerpująca, ale jednak barwna w ciekawostki architektoniczne i nie tylko, eskapada bardzo wzbogaciła moją wiedzę z zakresu historii polskiego narodu złożonego z górali, Łemków, Żydów, Cyganów, Ukraińców, Ormian oraz, co zrozumiałe z rdzennych Polaków.
Pierwszym etapem był Sandomierz, gdzie oprócz zabytkowych budowli, niezwykle interesującym okazał się tunel podziemny, gdzie jak powiadają, bohaterska młoda mieszkanka miasta podstępem uśmierciła duży oddział Tatarów poświęcając swoje życie, przez co zapisała się w Sandomierzu jako miejscowa Joanna D'arc. Aby zachować prawidłową kolejność „marszruty” naszej wycieczki dla orientacji zainteresowanych podam, że przebiegała ona przez duże miasta, jak i maleńkie miejscowości w których zachowały się skarby narodowe w postaci pałaców, zamków, pięknych cerkiewek oraz zabytkowych kościołów. A więc Sandomierz - Szydłów- Pilica – Ogrodzieniec – Pustynia Błędowska -Pieskowa Skała – Jaskinia Wierzchowska – Wieliczka – Kraków – Niepołomice – Dębno – Nowy Wiśnicz – Nowy Sącz – Krynica – Szymbark – Przecław – Odrzykoń – Haczów – Zamość.
Szydłów to miasteczko, które zachowało wiele elementów średniowiecza. Obronne mury z Bramą Krakowską robią wrażenie, szczególnie na badaczach średniowiecza. Miasteczko zachowało wiele pierwiastków z kultury żydowskiej. Z kolei Pilica może się szczycić mocno już zrujnowanym zamkiem z potężnymi murami obronnymi z wieku XIV. Wielokrotnie zdobywany i szabrowany przez najeźdźców m.in. Szwedów nie odzyskał już pierwotnego wyglądu. Zachowały się jeno legendy o strachach i jak to bywa prawie w każdym zamku białej damie. Na pewno większe wrażenie na zwiedzających robi zamek w Ogrodzieńcu. Chociaż to także w gruncie rzeczy ruiny, to odbywają się tam przeróżne imprezy kulturalne jak pokazy rycerskie, wakacje z duchami oraz wystawy. Jest też muzeum zamkowe. Zamek pochodzi z XV wieku, po potopie szwedzkim już nie został odbudowany. Niejako z marszu obejrzeliśmy Pustynię Błędowską. Pustynia jak pustynia na polskie warunki klimatyczne. Jako młody chłopak ją podziwiałem. Dzisiaj te hektary piasku prawie już porośnięte dziką roślinnością służą wyłącznie wojsku jako poligon ćwiczeń pancernych. Ale przy minimum wyobraźni nie można ją nawet porównać z obszarami prawdziwego piasku w Łebie. Oczywiście prawdziwa uczta turystyczna oczekiwała nas w Pieskowej Skale. Wzniesiony na wysokim wzgórzu piękny zamek zachował się w eleganckim stanie. Jest najpiękniejszy na terenie Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Przebogate muzeum zamkowe pokazuje wyjątkowej urody gobeliny, tkaniny flamandzkie z historią wojny Trojańskiej, tudzież tkaniny weneckie. Muzeum pławi się w kolekcji obrazów dużej wartości historycznej i autorskiej, ściany zdobi m.in. obraz ucznia Wita Stwosza. Zespół zamkowo-pałacowy wieńczy dobrze utrzymany park. Jednym słowem obiekt wart podróży. Oczywiście dość blisko zamku jak na dłoni wyrasta słynna skalna maczuga Herkulesa. Robi wrażenie i owszem. W ten okropny upał udaliśmy się z wyprawą do Jaskini Wierzchowskiej. Kilkusetmetrowe jaskinie o stałej temperaturze ok.7 stopni C. turystę spalonego nachalnym słońcem mogą przyprawić o wstrząs termalny. Powstała z wapieni jurajskich, dzisiaj obok uciech turystów jest schroniskiem dla setek nietoperzy. Przed tysiącami lat zamieszkiwali ją nasi prapraprzodkowie. Do dzisiaj są ślady ludzkiej ręki w postaci rysunków o tematyce zwierzęcej na ścianach i zboczach. Kolejny etap to Wieliczka. Wieliczka to perła polskiego kopalnictwa soli, która przed wiekami stanowiła bardzo wartościowy środek płatniczy. Potężne, wydrążone w skałach solnych hale i inne pomieszczenia na głębokości 130 metrów zagospodarowane zostały jako użytkowe obiekty. Jedna z nich to kościół św. Kingi, natomiast bodajże jeszcze większy to sala koncertowa, wykorzystywana też do innych kulturalno okazjonalnych celów. Chodniki, które ciągną się kilometrami są wspaniale utrzymane a każdy zaułek zagospodarowany jest ciekawostkami historycznymi. Chociaż kopalnię uznaje się za nieczynną, to jednak w wyniku sił wody odzyskuje się rocznie kilkaset ton tego minerału. W dół schodzimy po schodach piechotą, na powierzchnię wyciąga nas winda kopalniana. Tłumy turystów. Niemcy, Francuzi, Skandynawowie, Hindusi, Amerykanie, oraz jak zawsze wszędobylscy Japończycy. Wieliczka zapisała nam się ponadto bardzo pozytywnie w aspekcie kulinarnym. Restauracja „Królewska” chyba przeszła przez ręce Magdy Gessler. Wszystko, smaczne, obfite oraz pięknie podane.
Zbliżaliśmy się do najważniejszego miasta na trasie naszej wyprawy, do Krakowa. Kraków przywitał nas przepiękną słoneczną pogodą. Po zagospodarowaniu się w pokojach hotelowych w centrum Starówki na ul. Floriańskiej, udaliśmy się na kawkę do dzielnicy żydowskiej -Kazimierz. Oczywiście z wielką przyjemnością zamówiliśmy czarny napój w żydowskiej restauracji „Ester”, sąsiadką której była inna z kolei restauracja. W miłej rozmowie z właścicielem tej pierwszej dowiedzieliśmy się, iż niedługo ta druga też będzie przez niego przejęta. „Co nie jest w tej chwili nasze, będzie nasze w przyszłości” powiedział pół żartem miły pan o charakterystycznych mało aryjskich rysach twarzy. Skoro byliśmy na Kazimierzu, nie sposób pominąć żydowskich sal muzealnych, kirkutu, synagog, oraz wykonać zdjęć pod charakterystycznymi obiektami sprzed wojny jak: Szewc, Stolarz, Krawiec itp. Kraków to Rynek, kwiaciarki, Mickiewicz, teatry, Wawel, kościół Mariacki ,Sukiennice, świątynie z niewyobrażalnym bogactwem. Kraków prastary można obejrzeć pod ziemią. Pod Sukiennicami i Rynkiem, gdzie kosztem zapewne setek milionów złotych odtworzono cały krakowski atawizm pokazano życie codzienne, usługi dla ludności, stare wykopaliska cmentarne i funeralne, ale też widowiska dla dzieci w postaci bajki o krakowskim smoku. Napawał by się takim widokiem zapewne Maciej Giertych który swoje teorie o smoku prezentował jako europoseł w Brukseli. W ciągu dwóch dni udało się zwiedzić wszystkie tu wymienione obiekty. Jeden wieczór wygospodarowaliśmy na obejrzenie „Transatlantyku” Gombrowicza w teatrze „Starym”, z Janem Peszkiem w jednej z głównych ról. O Krakowie można by w nieskończoność, tam jakby czas się zatrzymuje, ale plan wcześniej zamierzony trzeba było realizować. Zamek w Niepołomicach to drugi Wawel, zbudowany w XIV wieku w stylu gotyckim przez króla Kazimierza Wielkiego, przebudowany później w stylu renesansowym. Położony w pradolinie Wisły stanowił w swej historii rolę obronną przed najeźdźcami. Piękne wnętrza oraz okazjonalne wystawy i galerie. Z kolei zamek w Dębnie, wzniesiony w XV wieku, z herbem Topór, w dobrym stanie do dzisiaj, był onegdaj własnością sekretarza króla Stefana Batorego. Pięknie utrzymany zamek w Nowym Wiśniczu koło Bochni zagospodarowany jest natomiast przez miejscowe władze jako muzeum regionalne. Bryła zamku robi wrażenie. Po drodze znaleźliśmy się w Nowym Sączu. Tu na kilkunastu hektarach położony jest bodajże największy w Europie skansen. Pokazano dawne życie różnych zamieszkałych tam narodowości, a więc Żydów, górali, Łemków, Polaków, Niemców i Cyganów. Okazuje się że można współżyć bez antysemityzmu, rasizmu i innych uprzedzeń do tzw. innych. Dzisiaj w naszym kraju w XXI wieku nie do pomyślenia. W centrum skansenu zbudowano prawdziwe XIX wieczne miasteczko galicyjskie z wszystkimi usługami. Jakbym oglądał kolejny raz Marka Kondrata na patrolu w CK Dezerterach. Taka asocjacja. Z przyjemnością popijaliśmy piwko podane przez kelnerki w strojach z czasów cesarstwa austro-węgierskiego. Z Nowego Sącza mały kroczek do Łącka, a tam wiadomo!!. Następnego dnia znaleźliśmy się w Krynicy Zdrój, gdzie zapoznaliśmy się z twórczością Nikifora oraz napiliśmy się wody Jana. Uzdrowisko pięknie położone na wzgórzach, pełne o tej porze kuracjuszy w naszym wieku, aż miło. Po nocnym wypoczynku kierunek Szymbark. Zamek mocno ufortyfikowany basztami oraz potężną bramą w zasadzie prezentuje się ruinami. Zbudowany w XIV wieku, w czasie wojny trzynastoletniej zburzony przez Krzyżaków. Staraniem miejscowych dobroczyńców poprzez wieki powoli odbudowany. Ponownych zniszczeń dokonała Armia Czerwona podczas II wojny światowej. Tegoż dnia udaliśmy się na zamek w Przecławiu. Wzniesiony w XV wieku, mimo zniszczeń dokonywanych na przestrzeni wieków przez Krzyżaków, a następnie Szwedów, dzisiaj prezentuje się znakomicie. Otoczony parkiem i uporządkowanym dziedzińcem pokazuje się w okolicy jako ta perła. Zarządcą zamku a zarazem jego właścicielką jest bardzo sympatyczna pani hrabianka, która na jego utrzymanie zarabia poprzez produkcję popularnych „melexów”. Tu, właśnie w komnatach tego ślicznego obiektu udało nam się przenocować w iście królewskich pieleszach. W Odrzykoniu zwiedziliśmy w zasadzie ruiny zamku zbudowanego na wysokim wzgórzu w stylu renesansowym w XV wieku. Zamek dziesiątki razy zmieniał właścicieli. Z tym obiektem wiążą się różne legendy. Na kanwie zamku Fredro napisał „Zemstę”. Bardzo małe zbiory muzealne. Przed zamkiem z daleka widnieje pomnik Tadeusza Kościuszki. Wszędzie w zasadzie towarzyszył nam przewodnik-kustosz. Ponadto w naszym gronie mieliśmy prawdziwego znawcę zabytków, który uzupełniał wszelkie informacje. Jako ciekawostkę należy traktować to, że większość tych zamków i pałaców odbudowana została w czasach wstrętnego skądinąd PRL, a niektóre obiekty nawet w latach pięćdziesiątych w okresie komunizmu, czyli w czasach ironicznie wyśmiewanych przez błazna kabaretu Jana Pietrzaka. Dzisiaj finanse na restaurację zabytków otrzymują wyłącznie kościoły.
W Haczowie i okolicach zerknęliśmy na dobrze zachowane budynki sakralne, zbudowane z drewna, kryte zwykle gontem. Wiele z nich zostało zaadaptowanych przez Kościół katolicki. Poprzednio stanowiły domy boże dla wyznawców prawosławia. Okolice Galicji to przede wszystkim cerkiewki. Są małe, romantyczne, prawdziwe miejsca służące modlitwie w skupieniu i zamyśle. Niestety jest ich coraz mniej. Katolicyzm zawładnie wszystkim cokolwiek mu wpadnie w łapska. Jest nienapasiony miliardami dotacji państwa, a także coraz większym żyłowaniem wiernych za coraz bardziej kiepskie, na bardzo niskim poziomie usługi. Ostatnim miastem naszej wyprawy był Zamość. Jak zawsze piękny ratuszem i stylowymi kamieniczkami. Powoli dobiegała końca wycieczka. Może to i dobrze, bo czuliśmy się już nieco wyczerpani fizycznie... i materialnie.
Czy warto było?. Oczywiście, nie ulega żadnej wątpliwości, bo chociaż w wielu tych miejscowościach bywałem we wczesnej młodości, albo widziałem owe obiekty przejeżdżając najczęściej służbowo, to po latach mogłem naocznie i nausznie wzbogacić swoją wiedzę historyczną i napawać wzrok urokliwymi miejscowościami. A i przez ten czas nie musiałem oglądać idiotów z naszej polityki typu Czarnecki, Piecha,czy też Terlikowski, a tym bardziej słuchać głoszonych przez nich bzdur, mimo, iż w każdym hotelu mieliśmy dostęp do środków masowego urabiania narodu.


.......................................................................................................................................


Uśmiechnij się:


Hrabia tańczy walca z hrabiną na wielkim balu.


-Psst hrabino, teraz tańczymy w drugą stronę.


-A czemuż to mój hrabio?.


-Kończy mi się gwint w protezie.











































































































POLSKA I WATYKAN W ŚWIETLE KAMER

Kto atakuje Kościół ten atakuje Polskę, krzyczał Jarosław Kaczyński, licząc na rewanż i łaski politycznego wsparcia ze strony episko...