wtorek, 28 lipca 2009

TWARZE EUTANAZJI



Ma różne oblicza. Zwykle jej twarz jest smutna, jak przedsiębiorcy pogrzebowego albo biznesmena po krachu giełdowym. W społecznościach, na przestrzeni historii najczęściej towarzyszyła wojnom,okupacjom, ale też zaglądała do prywatnych domostw, a nawet tam gdzie naprawdę w chwilach już dość nierzadkich jest potrzebna, w szpitalach i hospicjach. My ją kojarzymy w sposób jednoznaczny z masowym uśmiercaniem (gaz) przez hitlerowców całych nacji Żydów, Cyganów, niewygodnych Polaków, ludzi niepełnosprawnych, gejów, a także przeciwników politycznych, w tym oczywiście ludzi o przekonaniach lewicowych. Owo masowe ludobójstwo, symbolem którego jest m.in. Oświęcim, to właśnie eutanazja z twarzą smutną a nawet cmentarną. Twarzą zbrodniarza. Dzisiaj ten termin, mimo że kojarzy się z obozem koncentracyjnym jednoznacznie, możemy znaleźć w prywatnych domach, gdzie np. niewygodnego członka rodziny izoluje się w klatce, czy szczelnie zamkniętym chlewku, często przywiązanego łańcuchem, któremu za pożywienie dzienne musi starczyć kromka suchego chleba i kubek wody. Aż do powolnej śmierci. Dzisiaj eutanazja o bardzo strasznej twarzy towarzyszy zwyrodniałym rodzicom, którzy swoje nowonarodzone dzieci kiszą w beczkach od kapusty. Dzisiaj ta potworna pani "E" towarzyszy w sposób zbrodniczy konającym z modlitwą wymawianą drżącymi ustami w hospicjach, zwanych chyba dla drwin humanitarnymi umieralniami. Oczywiście z braku stosownych specyfików medycznych, które by pozwoliły na godne człowieka XXI wieku odejście bez wściekłego, potwornego bólu. Nasz katolicki Kościół bowiem nie pozwala w imię "Bóg dał życie i On może je zabrać", na skrócenie beznadziejnego życia a więc i wyzwolenie z cierpień. Telewizja karmi nas reportażami, gdzie człowiek z ciężką nieuleczalną na 100% chorobą zmaga się z tą namiastką życia, nie przyjmując samodzielnie pokarmu i będąc przykutym do łóżka bez możliwości wykonania najmniejszego samodzielnego ruchu. Człowiek ten błaga o śmierć. Błaganie słychać też ze strony członków jego rodziny i opiekunów. Niestety, bezduszne prawo podszyte hipokryzją religijną nie pozwala, by w tym wypadku, akurat w sposób otwarty eutanazja pokazała tę drugą, ludzką twarz. Wiadomo, żaden z biskupów a nawet księży nie umiera w potwornych mękach naśladując Chrystusa, na którego sie powołują. Stać ich na każdy, choćby najdroższy medykament uśmierzający ból i cierpienie do zera. Powtórzę się, że właśnie to nazywamy hipokryzją do kwadratu. Ludzka eutanazja nie!, powolna, wyniszczająca śmierć w bólach tak!. Przykłady takiej postawy Kościoła, a zarazem władz państwowych działających pod dyktando kleru widoczne są gołym okiem przez całe społeczeństwo. M.in. ciche zarządzenia, iż nie należy za wszelką cenę leczyć ludzi starszych, a tym bardziej starych. Kalkulacja widoczna gołym okiem, bowiem każda śmierć emeryta czy rencisty to czysty zysk dla ZUS i uśmiech kapłana kasującego za pogrzeb i miejsce na cmentarzu. To też jest eutanazja z brzydką twarzą. Powolna, bez rozgłosu, jakby z zasłoniętą twarzą czadorem, ale jakże skuteczna. A może w ten sposób nasze państwo ratuje swój budżet, bo jak do tej pory to zwykle tenże budżet ratowały podwyżki cen papierosów i wódki. "O takie Polskie" pan walczyłeś panie prezydencie Wałęsa? Jak pana znam, to obawiam się, że nie bardzo pan pojmujesz ten opisany przeze mnie problem, chociażby z powodu noszonej w klapie marynarki MB i ślepego posłuszeństwa Kościołowi. Ale jak wiem, to zarówno panu, jak i wszystkim, którzy w on czas przespali się na przysłowiowym styropianie takie cierpienia nie zagrażają. Wasze trzosy są na tyle wypełnione, że pozwolą odpędzić każdy ból, leczyć się w rządowych szpitalach, oraz pławić się w luksusie przez długie lata.

Mimo wszystko uśmiechnij się:
Przed wyjazdem na urlop lekarz do swoich pacjentow: Do widzenia panie Kowalski. Do widzenia panie Nowak. A pana, panie Wiśniewski żegnam.

środa, 22 lipca 2009

O SZACUNKU DLA WŁASNEJ HISTORII


Szczęśliwy ten kraj, którego naród szanuje własną historię. Niezależnie od tego czy ta historia odpowiada przekonaniom wszystkich współczesnych. Przykładem tego są monumentalne pomniki oddające chwałę i cześć czerwonoarmistom i ich przywódcom na ulicach Paryża, Berlina, Londynu, czy miast amerykańskich. Niestety, my jako naród nie szanujemy swojej historii. Szczególnie tej najnowszej. Na tle różnych rozwiązań polityczno-społecznych, które kształtowały dzisiejszą rzeczywistość naszego kraju powstawały podziały polityczne skądinąd nawet sobie wrogie.Dlatego niszczymy wszystko co nie odpowiada rządzącym dziś partiom. Co ich peszy i umniejsza ich dokonania historyczne.
Stare nasze dzieje wszyscy postrzegamy jednako, szczególnie dni chwały i zwycięstw narodowych, których było niestety nie za wiele, jak bitwa grunwaldzka, a także inne zwycięskie potyczki naszego rycerstwa. Nawet chwałą okrywamy wyprawę Sobieskiego pod Wiedeń, bez konkretnych potrzeb, ani jakichkolwiek wrogich zagrożeń dla naszego kraju. Ale akurat tu zaistniał strach Watykanu przed hordami islamu, a racja i potrzeby Watykanu są dla nas Polaków priorytetem. I tak nam to pozostało do dziś.
Najnowsza nasza historia to ta, której początek ukształtowała Jałta, a następnie trudne dni lat 1944/45, gdzie ścierały się interesy najczęściej narzucone prikazem stalinowskim z racjami tych, co chowali przez lata okupacji swoje tyłki gdzieś tam w Londynie, pławiąc się w dobrobycie wywiezionego w r.1939 polskiego narodowego złota. Ich niezgoda na tworzenie się państwa ludowego, opartego na zrównaniu praw właścicieli i biedoty podżegana była czynnymi aktami, często opartymi na krwi rodaków. Ginęli bezrolni chłopi, którzy odważyli się brać ziemie z parcelacji majątków. Ginęli milicjanci, którzy na tworzonych posterunkach próbowali zapobiec chaosowi społecznemu po wyzwoleniu. Tylko twarda postawa lewicy wyrażona aktem PKWN, pozwoliła na likwidację powszechnego wręcz analfabetyzmu. Wyzwoliła resztki sił narodu, które wystarczyły na odbudowę kraju z ruin w ramach kolejnych planów rządu. Dała poczucie bezpiecznego życia pozostałym po wojnie 24 milionom obywateli mimo tego, że aż do śmierci Stalina, a nawet roku 1956, tysiące naszych ojców fałszywie oskarżanych gniło w więzieniach. Było to życie może nie luksusowe, bo wszyscy zarabialiśmy prawie równo, te przysłowiowe 25 dolarów, co nie znaczy że wielu z nas Polaków nie robiło karier w zawodach lekarzy, prawników, naukowców i akurat ci, co jest zrozumiałe otrzymywali wielokrotność tychże 25$. Wielokrotność, ale nie setki tysięcy, a nawet miliony jak to ma miejsce dziś w Polsce kapitalizmu XIX wiecznego, opartego na brutalnym wyzysku często tych, na plecach których władze doszły do koryta. Dzisiaj byle działacz partyjny, z przykładowym zawodem grabarza dostaje się dzięki układom i propagandzie do parlamentu brukselskiego zgarniając miesięcznie 100 tysiecy złotych.
W tym roku, właśnie w tych dniach, wypada 65 rocznica Manifestu PKWN. Źle, bardzo źle, że dzisiejsza, zeschnięta jak stary chleb dla konia lewica polska, nie potrafi bronić racji tego epokowego wydarzenia i propagować jego zbawienne dla polskiej biedoty skutki. A przecież wystarczy, choćby na przymus (bo środków przekazu lewica prawie z zaniedbania nie ma) otwierać ludziom oczy, iż gdyby nie powstał w owym 1944 roku rząd ludowy, a Polska oddała by się w ręce naszej przedwojennej szlachty i arystokracji "londyńskiej", pozostali byśmy na poziomie II Rzeczypospolitej, czyli tego co nazywaliśmy bródem, smrodem i ubóstwem. Jedno, mimo przemian ustrojowych się nie zmieniło. Byliśmy, jesteśmy i będziemy z powodu strachu i uległości poddanymi Kościoła katolickiego. Nie Boga, ale Koscioła (oba te pojęcia nie mają ze sobą nic wspólnego). A więc instytucji opartej na kosmicznej hipokryzji, której dodatkowo hołduje polska prawica. Ta która zrobi wszystko poprzez opłacany przez podatnika IPN, by naród raz na zawsze zapomniał, co dostał w spadku po PRL. Wyprzedaż majątku i kłamstwa historyczne pozwalają tejże prawicy na osiągnięcie założonego celu. A szacunek dla własnej, prawdziwej historii?. Komu to potrzebne. Byle trzos był pełny.

Uśmiechnij się:
W bożnicy jakiś cadyk głośno zawodzi w czasie modlitwy i podnosi głos coraz wyżej. Stojący obok chasyd, nie mogąc się skupić, mówi do cadyka: Słuchaj, nie wrzeszcz tak na Boga! Po dobroci wskórasz więcej....

sobota, 18 lipca 2009

JASNA GÓRA CZY ŁYSA GÓRA

Ostatnio nasza polska przyklęczna stolica Częstochowa, a właściwie jej bodajże najważniejszy dla naszego katolickiego narodu obiekt, czyli Klasztor Jasnogórski przekształcił się w anegdotyczno-mityczną Łysą Górę. Kolejno następujące tam spędy pachną czarodziejskim zabarwieniem. Mam na myśli kolejny już zlot ponad stutysięcznej Rodziny Tadeusza Rydzyka z nakryciem głów z wiadomego materiału, a którzy to, dla podkreślenia swego przywiązania do owego zbiorowiska czarownic, przypinają sobie do ubrań minibereciki moherowe jako świadectwo wierności RM. Ich guru i ojciec jedyny, czyli pan Rydzyk w ich modlitewnej obecności, dał popis nietolerancji rasowej gdy w zasięgu jego wzroku znalazł się katolicki zakonnik rodem z Afryki. Jako katolika Rydzyk go zaakceptował, z zastrzeżeniem (ku radości zebranej gawiedzi), iż przybywając na Jasną Górę powinien on dokonać fizycznej ablucji, nie zaś z wyglądem górnika po szychcie przepychać się wśród miłujących go. Ten cham z upodobania i bodajże z wykształcenia, nawet nie jest w stanie zdać sobie sprawy, że obraża "cały" tolerancyjny naród polski z jego moherami włącznie, bowiem rzadko bo rzadko, ale wśród tej jemu przynależnej rzeszy zdarzają sie ludzie normalni. PISowski Rzecznik Praw Obywatelskich zapytany przez Monikę Olejnik, co sądzi o częstochowskim zachowaniu Rydzyka (w obecnosci jednego z Kaczyńskich), odpowiedział, że był to stosowny żart. No cóż, taki z Kochanowskiego prawnik jak z Rydzyka porządny człowiek.

Jakby tego wszystkiego było mało, zaraz po rozgonieniu z Częstochowy ferajny ojca toruńskiego, Jasną Górę obsiadły następne czarownice, a właściwie czarodzieje. Zlecieli się egzorcyści, którzy tu wzajem siebie utwierdzali w przekonaniu, że czarami mogą uzdrawiać chorych, których oni zwą opętanymi. Czy coś się zmieniło od czasów palenia na stosach (poza ich rozniecaniem). W XXI wieku, w środku Europy powiązanej świecką Unią, dzieją sie rzeczy jakie nie śniły się przysłowiowym "fizjologom". Po co są zatem wszelkiego rodzaju szkoły, uniwersytety, akademie medyczne, przybytki kultury masowej, jeżeli na dużym marginesie społeczeństw panoszy się ciemniactwo, i średniowieczny obskurantyzm.

Ale Jasna Góra już się do tego rodzaju imprez przyzwyczaiła. Czarna Madonna spogląda na padające przed Nią na kolana całe spędy rolników, górników, stoczniowców,pocztowców, pszczelarzy, grabarzy i grzybiarzy... i nie drgając nawet powieką napełnia głębokie trzosy wszystkim tam zamieszkałym zakonnikom. Starcza im na wszystko, od luksusowych aut, poprzez przepych codziennej egzystencji, na dziewczynkach i chłopczykach skończywszy. Tym bardziej że już "za chwilę" sierpień. Znów ruszą z całego kraju ku Jasnej Górze rzesze wiernych niosąc "mirrę, kadzidło i złoto", czyli przysłowiowe dary przeliczone na PLN opiekunom Czarnej Madonny. Kiedy dotrą na miejsce, jasna Madonna z Ameryki zaśpiewa w Warszawie. Dlatego w tym roku Pielgrzymka Warszawska będzie należeć do liczebnie względnie uboższych. Nie można hołdować dwom Madonnom naraz.

Uśmiechnij się:
Modlitwa kobiety przed posiłkiem: "I spraw Panie, aby te wszystkie kalorie poszły w cycki".

poniedziałek, 13 lipca 2009

CIEKAWOSTKA XXI WIEKU

W Teleekspresie usłyszałem, że jedna z naszych (nazwiska nie wymienię przez szacunek) himalaistek wybiera się z wyprawą, w celu zdobycia któregoś tam szczytu w górach Kaukazu. Ciekawostką jest to, że prowadzący audycję, pan M. Orłoś odczytał (co mu tam napisali), że jest to jeden z siedmiotysięczników byłego Związku Radzieckiego. Podobno nagrodę międzynarodowego himalaizmu zdobywa się po wejściu na pięć takich szczytów. Pomyślałem, że napewno taką nagrodę wraz z dyplomem oznaczonym herbem sierpa i młota wręczy sam żywy jak Lenin, Leonid Breżniew, który na tę okazję wpadnie zzaświatów.
A teraz z naszego podwórka: Kto zdobędzie w najkrótszym czasie Rysy, tatrzański szczyt byłej Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, odbierze nagrodę i dyplom z rąk Edwarda Gierka. Może z powodu "chwilowej " nieobecności dostojnika, nagrodę wręczy jego syn Adam Gierek, profesor, a do tego deputowany do Parlamentu Europejskiego. Na szczyty więc młodzieży.


Uśmiechnij się:
Rozmawiają dwie przyjaciólki: Słuchaj, mój mąż wziął pięć złotych i poszedł na dziwki. Nie było go przypadkowo u ciebie?

poniedziałek, 6 lipca 2009

SENSACJAAAAAA ...........

"Włoch sprawił radość Polakom", czytam doniesienia prasowe. Którym Polakom?. Tego już nie wiemy, ale możemy sie domyślać. Chodzi o to, że kontrkandydat naszego Buzka do stołka przewodniczacego Parlamentu Europejskiego, niejaki Mario Mauro (wybitny katolik) wycofał się z ubiegania o tenże stolec na rzecz Jerzego Buzka (wątpliwego ewangelika). Zatem pan Buzek, którego nazwisko przewijało się w każdych informacjach prasowych i radiowo-telewizyjnych, odetchnął pełną piersią. Odetchnął wraz z nim jeszcze bardziej pełnymi płucami premier Donald Tusk, który to przysięgał narodowi jak Kościuszko, że jeżeli w wyborach do PE wygra PO to on zagwarantuje dla naszego Buzka posadę przewodniczącego tegoż Zgromadzenia. Okazuję się, że słowa w tej materii dotrzymał. I jest to jedyna obiecanka spełniona. Żadnej innej zawartej w jego expose nie udało się spełnić, a tu niedługo trza stanąć w szranki do walki o prezydenturę. Tym bardziej ,że sprawa się skomplikowała, bo na drodze do Dużego Pałacu staje mu jego bliski kolega z PO Andrzej Olechowski., opuszczając jednocześnie szeregi partii. Partii którą współtworzył jako ten trzeci "tenor". Jako jeden z powodów swojej decyzji wyznał, że nie może należeć do partii, która wchłonęła w swoje szeregi polityczną kreaturę nazwiskiem Krzaklewski, głównego opozycjonistę w sprawie wejścia Polski do Unii Europejskiej, współinicjatora koronacji Chrystusa na króla Najjaśniejszej Pomrocznej.
No dobrze, ale kto to jest ten Buzek, bo napewno wielu obywateli naszego kraju go nie zna, mimo iż wszyscy się "cieszą" z rezygnacji Mauro. Otóz Buzek to ten sam, co to po zwycięskiej kampanii wyborczej Akcji Wyborczej Solidarność (AWS), został zarekomendowany przez Krzaklewskiego na premiera III RP, mimo, że z powodu małej ilości głosów nie wszedł on do parlamentu. To ten sam premier rządu, który pozwolił sobą "rzadzić" zza pleców przez doktoranta Maryjana K., doprowadzając kraj do ruiny finansowej. Na koniec kadencji sejmowej, jego minister Bauc doliczył sie 90 miliardowej dziury budżetowej. Ponadto premier Buzek przeprowadził cztery zakończone kompletną klapą reformy gospodarcze. Oto dorobek wybitnego premiera. Takiż to był z niego premier, jak z Maryjana K. doktor. Maryjan ten tytuł "obronił" u profesora Buzka. Można by pomyśleć, że ręka rękę myje. Ale myślcie sobie co chcecie. Dobrze że stanowisko przewodniczacego PE pozwala na nic nierobienie, dlatego też jesteśmy pewni że pan Buzek wywiąże się z tych obowiązków należycie. To tylko prestiżowe stanowisko, z bardzo dobrą pensją ok. 100 tysięcy złotych miesiecznie plus różne diety i kwoty uboczne, oraz wspaniałą przyszłościową emeryturą prezydencką. Nic poza tym. Dużo ważniejsze funkcje polityczno-ekonomiczne pełnią komisarze unijni. Czemu zatem ta wrzawa. Ta hosanna, ta gloria na cześć pana JB.?. Gdyby kandydował na papieża, sekretarza generalnego ONZ, czy też chociażby szefa federacji FIFA, to ja rozumiem. Ale że wszyscy mamy się cieszyć z obsady tego stanowiska Buzkiem, to już wielka przesada, tym bardziej, że to jednak niewielka zasługa naszego, mało poważanego w Europie rządu. To tylko zasługa Mauro, który odstąpił Buzkowi tę fuchę, sam zaś poświęcił się Unii jako komisarz polityczny. Powtarzam: cieszyć się może tylko on sam i jego najbliżsi ze względu na kasę, ale my wszyscy?... Nie róbcie sobie dziennikarze i politycy jaj.
I tak oto wyczerpał sie zapas "wybitnych: polskich kandydatów na prestiżowe stanowiska europejskie. Niektóre "zmarnowane", jak chociażby intelekt Anny Fotygi oprawiony w sympatyczną twarz i sylwetkę. Pozostał nam jeszcze były premier Cimoszewicz, którego kandydature na szefa RE zgłosił pan Tusk, chyba w ramach zadośćuczynienia za wyrządzoną mu krzywdę z wykorzystaniem dotychczas nie ukaranej Jaruckiej przed trzema laty. Zgłosił, ale nie walczy o to, by rzeczywiscie Cimoszewicz objął to bez wątpienia zaszczytne stanowisko. Zaszczytne i bardzo ważne, chociaż nasi przyklęczni dziennikarze robią wszystko by stanowisko szefa Rady Europy zdezawuować na korzyść "fuchy" przewodniczącego Parlamentu Europejskiego. W tym wypadku kandydat z Polski musi się sam promować odbywając liczne podróże po krajach Europy. Ale kto by tam w imieniu naszego prawicowego rządu promował człowieka lewicy, tym bardziej, że jego kontrkandydat jest też z podobnego ugrupowania. Póki co cieszmy się z Buzka. Niech idzie do tego Europarlamentu i ich tam "reformuje".

Uśmiechnij się:
Szczyt bezczelności. Zapytać powodzianina, jak mu się powodzi. Czy czasem się panu nie przelewa.

POLSKA I WATYKAN W ŚWIETLE KAMER

Kto atakuje Kościół ten atakuje Polskę, krzyczał Jarosław Kaczyński, licząc na rewanż i łaski politycznego wsparcia ze strony episko...