piątek, 26 czerwca 2009

O JAKIE WARTOŚCI TU CHODZI DO DIABŁA.

Co to są, w rzeczy samej te wartości chrześcijańskie, zapytałem czytelników prasy lewicowej. Lewicowej, ponieważ dziennikarze innych mediów prasowych, zanim zechcieliby cokolwiek w tym temacie dywagować, musieliby być przygotowani na zwolnienie z dobrze płatnej roboty. Pytam, bo owe wartości są niejako uniwersalnym pojęciem i gdyby chodziło o przestrzeganie tylko dekalogu, to przecież każde prawo na świecie, niezależnie od wyznania, odnosi się do jego zapisów. Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie mów fałszywego świadectwa itd. Na każde przykazanie spisane ręką biblijnego Mojżesza, jest odnośny paragraf w kodeksie karnym. No więc po co umieszczać w ustawach sejmowych, konstytucyjnych, czy kłopotliwych dla państw demokratycznych konkordatach dodatkowe zapisy. Wydaje mi się, że pojęcie owych wartosci w zrozumieniu dosłownym jest złudne. Bo jakby nie patrzeć na to zjawisko, po doniesieniach prasowych o łamaniu prawa, a więc pośrednio dekalogu przez panów w czerni, trudno uwierzyć w to, że stanowi ów dekalog drogowskaz do wiecznego zbawienia. Media "niepodległe" klerowi codziennie donoszą o wszelakich przekrętach gospodarczych przez księży i biskupów. Czoła czytelników marszczą się z zażenowania, gdy dowiadują się o molestowaniach panienek i młodzieńców przez proboszczów, oraz kleryków w seminariach przez przełożonych . Nagminnym zjawiskiem jest pedofilia wśród duchowieństwa. Często te zjawiska występują blisko, wokół nas. W naszej diecezji a nawet w naszej parafii. Największy jednak skandal seksualny zaistniał po opublikowaniu raportu irlandzkiego, który ujawnia gehennę dzieci (najczęściej niepełnosprawnych) ze szkół katolickich. Bicie, gwałty zbiorowe a nawet ciche morderstwa w kilkutysięcznych przypadkach ujawnił bardzo odważny i bez wątpienia uczciwy biskup ku oburzeniu przełożonych oraz Watykanu.

Co zatem składa się na owe wartości chrześcijańskie, o które zabiega episkopat, a zapisy których lekką rączką zaklepuje ustawowo nasz kolejny już parlament. Ano, niewątpliwą wartość chrześcijańską, jakże wymierną i fizycznie namacalną stanowi roczne dofinansowanie Kościoła w kwocie ca 6 mld złotych z kieszeni podatnika. Do wartości należy zaliczyć pałace i zabytkowe wyremontowane na koszt państwa klasztory. Odbierane szkołom, ośrodkom zdrowia i ośrodkom kultury masowej budynki, które ponoć przed rozbiorami zarządzane były przez duchownych, a także tysiące hektarów ziemii, na której pracują za miskę zupy co biedniejsi parafianie, a na którą z kasy Unii Europejskiej kler otrzymuje miliony euro w ramach dopłat dla rolników.
To właśnie są wartości chrześcijańskie. Zatem nie oszukujmy się. Tylko o takie wartości tu chodzi.
I pozwólcie moi szanowni Czytelnicy że pozostanę z tym przekonaniem na zawsze.

Uśmiechnij się:
Mojżesz wraca z góry Synaj i mówi: Dostałem od Boga 100 przykazań, w związku z tym mam dla was dwie wiadomosci. Jedną dobrą, drugą złą. Dobra jest taka, że stargowałem do 10-ciu. A zła, że szóste zostało.

środa, 24 czerwca 2009

.... I PO ŚWIĘTACH

Wracam po dłuższej przerwie do PRZEMYŚLEŃ. Frasuję się bowiem tym, co u diabła stało się z tym naszym szyfrantem, który to przepadł jak przysłowiowa igła w stogu siana. Niby go szukają, a jednocześnie jakby już nikomu nie zależało na wyjaśnieniu, co w rzeczy samej się z nim stało. Uciekł do kraju wroga, popełnił gdzieś w odosobnieniu samobójstwo, czy też wreszcie, co nie jest zgodne z prawami fizyki, wyparował jak kamfora. Ciekawi mnie to, tym bardziej że walczymy o instalacje obronne w postaci tarczy antyrakietowej, lub chociażby samych kilku rakiet, instalacji bądż co bądż chronionych tajemnicą wojskową ,a jednocześnie przechodzimy do porządku dziennego nad faktem bezspornym, iż zachodzi podejrzenie zdrady państwa i jego tajemnic. Cóż, jakoś się już przyzwyczailiśmy do podobnych zachowań naszych wojskowych po ucieczce płk Kuklińskiego, oraz rozpierdusze naszej instytucji wywiadu przez A.Macierewicza. Ciągle jednak spoglądam wstecz, co też się w mojej ukochanej najjaśniejszej wydarzyło w tzw. międzyczasie.

To były święta nad świętami.Niestety nie dla wszystkich Polaków radosne. Generalnie świętowali ci, którzy dzięki hasłu "20 lat temu obaliliśmy komunizm i odzyskalismy niepodległość", przy niewątpliwej pomocy Joanny Szczepkowskiej, zamieszkują w wypasionych willach, pełnią lukratywne stanowiska od prezydenta miasta po prezydenta państwa i odbierają z kasy państwowej rocznie nawet miliony złotych. Ci, właśnie ci, otoczeni przy każdej okazji, obok ochroniarzy, facetami w sutannach i habitach, demonstrując fałszywie swoje przywiązanie do najdroższych wartości chrześcijańskich, wygłaszali oracje do ludu. Ludu, który w tym czasie ciężko pracował w ostałych się fabrykach, na zagonach wiejskich, w prywatnych zakładzikach za 1000 złotych miesięcznie, ale też ludu, który przebudziwszy się ze snu, często w kartonach pod przysłowiowym mostem, spieszył co sił do śmietników by zdążyć przed szczurami. Kto słuchał tych wzniosłych przemówień premiera, prezydenta i ich zagranicznych gości?.Obok bezrobotnych słuchali emeryci i renciści, którzy żyją z dnia na dzień w zdrowiu i chorobie (coraz bardziej uciążliwej) z nadzieją, że a nuż, przy okazji takiej fety, premier zapowie podwyżki emerytur. Tej fety, której geneza tkwi w Gdańsku, Szczecinie, Jastrzębiu i wielu innych miastach, a która dziś ma miejsce dzięki im właśnie, cichym bohaterom tamtych dni. Oni, dziś zapomniani w on czas, ze sztandarami Solidarności, z pieśnią nabożną na ustach i hasłem "socjalizm tak, a jakże, wypaczenia zaś nie", zmusili władzę niereformalnego socjalizmu do obrad przy Okrągłym Stole, którym dzisiaj wielu ekstremistów prawicowych pogardza, bredząc o zdradzie narodowej.
"Obalili komunizm"- te słowa słyszy się do znudzenia na każdej stacji TV,wypowiadane nie tylko przez niezbyt emocjonalnie zdrowych panów, jak Marek Jurek czy inny Korwin-Mikke, ale też, wydawało by się polityków jak najbardziej normalnych, jak panowie Tusk, Niesiołowski czy Palikot, bo o PISiorach nie warto mówić podobnie jak o młodych, niedouczonych dziennikarzach.Wiele razy mądrzy ludzie pióra uświadamiali tym dzisiejszym bohaterom słusznej polityki, oraz przyklęcznym redaktorkom, że w tym "wesołym baraku", jakim była Polska komunizm skończył sie w 1956 roku, zaś jego resztki, tylko resztki wymiotła wspomniana wyżej Joanna Szczepkowska. Co to za komunizm, gdzie 70% ziemii należało do prywatnych indywidualnych rolników. Co to za komunizm, gdzie można było wyznawać każdą religię i praktykować w kościołach, których w owym czasie zbudowano w Polsce więcej niżeli w całej Europie. Fakt, to był bardzo ograniczony rozwojowo socjalizm. Nie taki jak w krajach skandynawskich, ale też nie taki jak w NRD, Czechosłowacji czy Rumunii, bowiem postęp w każdym tego słowa znaczeniu nie zależał tylko i wyłącznie od nas samych. Przynalezność do bloku sowieckiego zobowiązywała nas do bezwzględnego posłuszeństwa. Mimo to nazywano nas właśnie "wesołym barakiem" (za przeproszeniem prezydenta USA).

Dzisiaj, po 20 latach od pamiętnych wyborów, koneser doktoratów Lech Wałęsa, publicznie raczył wyznać, iż generałowie Jaruzelski i Kiszczak są ludżmi bez honoru. On, ten jakby nie patrzeć prosty chłop, którego okazuje się, mogli kupić za judaszowe srebrniki wszyscy byle dobrze płacili, od SB aż po Ganleya z Irlandii, mówi o honorze innych. Tych, którzy na przysłowiowym talerzu przekazali mu klucze od bram państwa i z którymi nawet popijał radośnie alkohol, uśmiechając się do dziennikarzy krajowych i zagranicznych. Tu przepraszam: generał Jaruzelski nie pije alkoholu .... nawet z noblistą. Ten człowiek ocenia honor, co tu dużo mówić prawdziwych patriotów, których dzisiejsze sądy podporządkowane mściwym właścicielom owych will, milionów na konatch i stanowisk państwowych, właśnie w dniu 4 czerwca wezwały przed swe oblicze. Szyderczy gest. I to w stosunku do tych, dzięki którym również, a może przede wszystkim zawdzięczamy wszyscy owe 20 lecie niepodległości i wolnośći. Szkoda tylko, że dla wielu również... wolności od pracy. To święto nie było w gruncie rzeczy świętem narodu. Było świętem garstki tych, co po grzbietach ludzi pracy wspięli sie na szczyty, a którym dla poprawienia humoru, za kilkanaście milionów złotych, również ku uciesze gawiedzi zaśpiewali Kylie Minogue oraz Scorpionsi. "O cześć wam panowie magnaci", chciało by się zaspiewać. I nie jest to semantyczne nadużycie. Ciekawe, że tej 20 rocznicy "heroicznego" zwycięstwa nad komunizmem nie odnotowały media w Europie. Trochę to przykre, bowiem wielu z tamtych lat kombatantów otrzymuje wyrokami sądowymi wielotysięczne odszkodowania. Wśród nich na godnym miejscu figuruje sam minister od sprawiedliwości Czuma, który za trzymiesieczny pobyt w internacie żądał 700 tysięcy złotych. Dostał 25. Jaki minister takaż to sprawiedliwość.Teraz będzie mu łatwiej rozliczyć się z długów w USA.

I na koniec trochę autorefleksji. Być może treść tego postu krzywdzi niektórych, prawdziwych, uczciwych polityków.Pewno tak. Ale czyż nie pokazuje w dużej mierze gorzkiej najprawdziwszej prawdy?. Jesteśmy po wyborach do europarlamentu. Znów najbardziej zadowoleni są ci co obalili komunizm, przy pomocy tych m.in. co lustrują śmietniki by cokolwiek wspomóc swoją nędzną emeryturę, jeżeli w ogóle ją mają.
Wróciłem właśnie z dziesięciodniowej wycieczki szlakiem zamków piastowskich na Dolnym Śląsku. Po drodze widziałem poszukujących "świeżych" skarbów na wysypiskach. Zrozumiałem właśnie dlaczego frekwencja wyborcza sięgnęła dna.

Uśmiechnij się:
Po powrocie z pracy do domu mąż siada do podanego mu obiadu. Zaraz jednak odsuwa telerz i rozgląda się za psią miską.
Co robisz?, mówi żona. Chcesz obiad oddać psu?
-Nie, chcę sie z nim zamienić.

poniedziałek, 1 czerwca 2009

MIŁOŚĆ BEZ WZAJEMNOŚCI



Wielki Brat za oceanem, jak arabski szejk otacza się wieloma pałającymi doń miłością "kochanicami". Jedną z nich jest Polska, która jak każda kobieta haremu robi wszystko by się przypodobać "panu". Każdy nasz prezydent, niezależnie od opcji politycznej jaką reprezentuje, na kolanach hołduje Ameryce i gotów jest oddać w lenno cały nasz kraj, by tylko łaskawym okiem tenże brat spoglądał tu nad Wisłę. Rządy nasze, szczególnie te prawicowe gotowe są nawet do zerwania wszelkich stosunków z naszymi sąsiadami, byleby to wywołało łaskawy wyraz sympatii na twarzy prezydenta USA. Każde za przeproszeniem puszczenie bąka przez dostojników z nad Potomaku jest dla nas wprost nabożnym rozkazem. My często dokładając do "interesu", wysyłamy swoich żołnierzy by bronili racji Brata ,a w podzięce przyjmujemy złom militarny, który zalegałby śmietniki amerykańskie. Z lekkim takim zażenowaniem cieszymy się z "nowoczesnych" nielotów F-16, dziurawych Herkulesów czy wysłużonego okrętu US Army. Aby to wszystko funkcjonowało musi być kapitalnie wyremontowane kosztem miliardów złotych polskiego podatnika. Swego czasu prezydent, który niezbyt zasłużył się USA, a którego podmienił w Białym Domu Barack Obama wpadł w czasie sjesty poobiedniej na pomysł zbudowania tarczy antyrakietowej w Polsce i Czechach. Tarcza ta oficjalnie miałaby chronić nasz kraj i narody ościenne przed nieobliczalnymi państwami azjatyckimi. W gruncie rzeczy bałaby to wyłącznie ochrona terytorium amerykańskiego, ale sam pomysł zagotował namiętności wśród naszych prawicowych władz. Gotowi byli na klęczkach prosić prezydenta USA, by nie rezygnował z realizacji tego pomysłu. Gotowi też byli dołożyć kosztem naszego biednego budżetu nasz wkład na zażegnanie kryzysu gospodarczego USA, który to ponoć determinował odstąpienie od budowy tarczy. Oczywiście to mówię żartem, z przymróżeniem oka, ale kto wie .Dla zaspokojenia ambicji jesteśmy gotowi przyjąć chociażby tekturowe atrapy które by imitowały tarczę. U nas szaleńców co niemiara.Ta miłość do Wielkiego Brata jest nijak nieodwzajemiana. Nawet odwiedziny "rodzinne" muszą być zaakceptowane, jak zawsze wizą z amerykańskiej ambasady, a zdarza się, że i członkowie naszego rządu, mimo paszportu dyplomatycznego są obmacywani na lotniskach. Z tej żenady nasze władze nie wyciągają żadnych wniosków. Dalej na siłę wciskają się między pośladki bogatego Braciszka. Wg. propagandy proamerykańskiej, miały być niezmierzone wprost korzyści gospodarcze dla Polski, gdy wspólnie powiesimy Husajna. Okazało się że jest jeno śmierć wielu naszych żołnierzy, o ogromnych wydatkach już przemilczmy. Podobnie sprawa wygląda z naszym udziałem w walkach o wolny od Talibów Afganistan. Co z tego ma nasze państwo?.Nic, poza hasłem "za naszą i waszą...." Czy te arabskie kraje w jakiś sposób zagrażały Polsce?.Absolutnie nie!. Wielcy nasi, szczególnie pan prezydent swoją polityką przynosi nie tylko wstyd międzynarodowy ale przede wszystkim (może dla dobra USA) skłóca nas z sąsiadami, szczególnie Rosją, z którą Polska ma powiązania gospodarcze. Skutki jego geniuszu są opłakane. Prezydent Gruzji (z nadania Ameryki) pod naciskiem własnego narodu pada. Bardzo chwiejną pozycję na swoich stanowiskach mają inni zaprzyjażnieni z Lechem Kaczynskim prezydenci. Bo nasz "prezio" czego nie dotknie to zepsuje, ponieważ na salonach politycznych porusza się jak słoń w składzie porcelany. No a jakże inaczej mógłby, skoro i żadnego obcego języka nie zna, no i aparycja trochę jakby kabaretowa. Z wielkim jednak przekonaniem czyni wszystko, by się przypodobać nie tylko w Watykanie, ale przede wszystkim w Waszyngtonie. Żal tylko, że mimo aż takiego uniżenia, odchodzący z Białego Domu Bush nie raczył nawet zadzwonić do Warszawy z podziękowaniami za długoletnie włazidupstwo. Bo tak mili państwo traktuje się wszędzie wazeliniarzy.

Do śmiechu:
Babcia w autobusie pyta studenta: Czy ten autobus jedzie do Pawłowic?
-Tak proszę pani.
Ale czy napewno jedzie do Pawłowic?
-Napewno jedzie do Pawłowic.
-Jest pan młody człowieku pewien że jedzie do Pawłowic?
Nie! Jedzie do Las Vegas.
-Ale przez Pawłowice?






POLSKA I WATYKAN W ŚWIETLE KAMER

Kto atakuje Kościół ten atakuje Polskę, krzyczał Jarosław Kaczyński, licząc na rewanż i łaski politycznego wsparcia ze strony episko...